Trochę słońca i już moje myśli biegną ku Egiptowi. Przez kilka ostatnich lat wczesną wiosną leciałam do Egiptu i napawałam się słońcem. W tym roku póżniej niż zwykle byłam w Indiach i po powrocie było trochę póżno. A przede wszystkim nie wyrabiam finansowo. Kryzys, konkurencja plus zimna wiosna dają mi się we znaki, tak że nie stać mnie w tej chwili na ten luksus. W prasie są ogłoszenia o wyjazdach już od tysiąca zł, ale trudno, jakoś przeżyję. Może jesienią uda mi się gdzieś wyjechać. Na razie czytam książki i czekam na lepsza koniukturę. Dziś zaczęłam pracowicie, jeszcze przed śniadaniem. Mam koło łóżka zbiór gazet i książęk, zrobiłam z tym porządek. Co na półki, co do śmieci, podłoga przejrzała. Jutro mam wizytę u mojej księgowej, szykuję więc dokumenty do oddania. Na śniadanie była jajecznica ze szypiorkiem i polędwicą plus banan, na drugie truskawki z jogurtem, na obiad makaron z pieczarkami i sałatka. Niby zdrowo, ale chyba za dużo objętościowo.W tv usłyszałam, że nie będzie zimnych ogrodników więc czas kupić pelargonie na balkon. Dziś w nocy wiatr poprzewracał mi doniczki z bratkami i stokrotkami. Miłego dnia !
Tak po prostu. Oprócz jedzenia, oczywiście. Nawet gazety nie odebrałam z kiosku. Moim jedynym osiągnięciem była dzisiaj wizyta w banku i na rynku, oczywiście po truskawki i inną zieleninę. W południe oglądałam mecz w telewizji. Ah, zapomniałam ! Odbyłam rozmowę telefoniczną z ZUS-em bo mam wątpliwości w rozliczeniach z powodu przejścia na emeryturę. Komputer włączony przez cały dzień. Dzień mi przeciekł przez palce.
Dziś był wspaniały dzień. Spokojnie, bez nerwów, pasjanse, tenis, gazetki, ksiązka. Na chwilę do pracy. No i jeśli je sie mięso i warzywa to waga lekko spada. No i nie czuję sie taka napchana jak przy węglowodanach. Mam ochotę na warzywa i owoce, to dobry znak. Wracam przed telewizor oglądać dalszy ciąg meczu tenisowego Safiny i Zakopalowej w Madrycie. Tam też chłodno, sędzia siedzi w kurtce.
Pomimo moich słodyczowych zachcianek waga jakoś sie trzyma. Z konieczności dziś dzień gospodarczy, bo mam zupełnie pustą lodówkę. Pójdę na rynek po warzywa i truskawki, do sklepu po wodę i może jakiegoś kurczaka. Rano dietetycznie, płatki owsiane z morelami i kawa. Ostatni tydzień dał mi sie we znaki, od jutra będzie lepiej. Myślałam, że rano obejrzę mecz tenisowy Radwańskiej z Kirilenko w Madrycie, ale Eurosport zaczyna transmisję dopiero od godz.19-tej. Szkoda, ale może powtórzą jutro rano. Kupiłam wczoraj nową książkę Moniki Szwaji Zupa z ryby fugu. Nie jest to specjalniec ambitna literatura, ale lubię ją. Muszę przejrzeć w necie nowości książkowe, chyba trzeba będzie pomyśleć o zapisaniu się do biblioteki uniwersyteckiej, bo tylko tam mają wszystkie nowości. Zapowiada się słoneczny dzień.
Koniec tygodnia pracy ! Już dziś ! W poniedziałek chyba przywitam kwiatami moją pracownicę wracającą po 2-tygodniowym zwolnieniu. Zastępowanie jej dało mi w kość i uprzytomniło wartość jej pracy. Wczorajszy dzień udało mi się jakoś przeżyć. Od rana włączyłam ogrzewanie i zajęłam się pracą aż do póżnego popołudnia. Pomogły mi w tym słodka bułka z kruszonką, napoleonka, obiad w barze, lody, gazeta i książka na koniec. Dziś od rana jest słońce, więc od razu mam lepszy humor. Z wagą chyba kiepsko, nie ważę się. Jutro niedziela. Wspaniale. Idę do pracy z nadzieją, że dziś będzie więcej klientów, bo jak pada, to nikomu nie chce się wychodzić do miasta. Miłego dnia !
Pogoda okropna, dalej leje, ja już tak dalej nie mogę. Wczoraj rano trochę popracowałam a póżniej poszłam do księgarni, gdzie było rozkosznie ciepło i kupiłam sobie kryminał Andrei Camillieri pod tytułem Cierpliwośc pająka. No i razem z komisarzem Montalbano rozwiązywałam zagadkę kryminalną, co pozwoliło mi się oderwać od rzeczywistości. Następny wypad z pracy to wizyta w barze mlecznym i leniwe pierogi. Póżniej wizyta w delikatesach i kupno czekolady z orzechami i rodzynkami Milka. Lubię tą markę. To wszystko razem pozwoliło mi przetrwać w pracy do godz. 18,30. Makabra ! Co będzie dzisiaj - nie wiem. Pewnie napoleonka - wczoraj już nie było i dalszy ciąg książki plus trochę pracy. Trzymajcie za mnie kciuki bo dzisiaj naprawdę tego potrzebuję.
Pogoda fatalna, ja muszę do pracy. Już wiem za co płacę moim pracownikom. Na dodatek prawie nic się w pracy nie dzieje, sam obowiązek bycia tam jest dla mnie uciążliwy. Ja po prostu się starzeję. Wczoraj na dodatek niepotrzebnie wyszłam z pracy bo meczu tenisowego Radwańskiej Eurosport nie transmitował i jak niepyszna wróciłam do pracy. A Radwańska na dodatek przegrała. Czekam na niedzielę z utęsknieniem, chociaż niedawno były trzy dni wolne. Już o nich zapomniałam. Czy dzisiejszy dzień może być miły ? Wam tego życzę.
Tak jak przewidywałam pracuję codziennie do soboty. Moja waga się stabilizuje, na jakiś czas się zatrzymała. Wczoraj było nieco mniej dietetycznie ponieważ zjadłam 3 kawałki pysznego ciasta owocowego. Odwiedzili mnie kuzyni, a oni przecież się nie odchudzają, więc kupiłam ciasto od Sowy. Oparłam się, żeby kupić też napoleonki. Zaraz idę do pracy, ale wrócę wcześniej na mecz o 16,30. Dziś od rana chłodno, ale słonecznie, idę piechotą. Miłego dnia !
Otóż schudłam kolejne 20 dkg, razem 1,20 kg co jak na weekend jest naprawdę dobrym wynikiem. No i mała gimnastyka przed wstaniem z łóżka. Niestety dalej będę zastępowała swoją pracownicę przez najbliższy tydzień. Jej mała córeczka poszła do szpitala z jednym wirusem, a potem zaraziła się innym, szpitalnym. Kolejne leczenie i zwolnienie. Nie narzekam, bo jak dotąd zwolnienia lekarskie były naprawdę rzadkością, dzieci chorowały mało. No i dziś przychodzi inna nowa pracownica, będzie więc trochę szkolenia. Naprawdę odpoczęłam przez te trzy dni. Miłego dnia Wam życzę.
Moja waga poszła w dół i dziś rano ważyłam 92,5 kg. jeden kg mniej niż ostatnio. Dziś drugi dzień diety koktailowej. Na śniadanie zrobiłam pyszny koktail truskawkowy z otrębami , siemieniem lnianym i mlekiem sojowym. Od rana jest pochmurno, przed chwilą zaczął padać deszcz, ulica wyludniona. Ja od godziny siedzę przy komputerze. Przeczytałam wiadomości i przejrzałam portale tenisowe. Terasz zabiorę się za Wasze pamiętniki, ale już zdążyłam zauważyć, że prawie nikt jeszcze nie zrobił nowych wpisów. Moi Znajomi i Autorzy Ulubionych Pamiętników - ruszcie się !. Ja - gdybym tylko chciała - naprawdę mam co robić. Mam wiele zaległości papierkowych, odłożonych ciekawych artykułów, o pracach domowych nie wspominając. Jeszcze przejrzę program TV, może znajdę coś ciekawego. Nie skończyłam książki Kreta o Indiach, trochę ją sobie dozuję, bo jest niezwykle treściwa jeżeli chodzi o mitologię Indii. Na drugie śniadanie zrobię koktail z soku pomarańczowego i moreli, mój ulubiony.