Jakoś trudno mi się pisze ze świadomością, że każdy może to przeczytać, mam zamiar zamknąć pamiętnik tylko dla zalogowanych na Vitalii. Mam do Was pytanie. Ile czasu można pisać jeden wpis, żeby Vitalia działała. Nie umiem przenosić tekstu z innych edytorów, chyba będę musiała udać się do Joli po naukę. Wczoraj napisałam to wszystko inaczej, dzisiaj wyszło jakoś oschle i nie udało mi się opisać tej więzi jaka nas łączy. Jakoś nigdy nie usiłowałam porozumieć się z nią przez tłumacza. Każda z nas wiedzie swoje życie w swoim środowisku i trudno to zmienić. Teraz wyglądała, jakby oczyma duszy była już po drugiej stronie życia. Hindusi wierzą w reinkarnację i nie boją się śmierci, wierzą, że powrócą tu w następnym wcieleniu.
Dodaj komentarz
Po pewnym czasie Ania przestała tak często bywać w Indiach, a Ona ciągle kręciła się koło hotelu, pytała o nią na migi. Robiła pytającą minę, zataczała ręką po horyzont, rozkładała ręce. W odpowiedzi ja kręciłam przecząco głową i rozkładałam ręce na znak, że nie wiem, kiedy Ania przyjedzie. I tak odziedziczyłam tę znajomość. Dzięki Niej wiem, jak dużo można wyrazić spojrzeniem, gestem, ile sympatii można okazać zwykłym uśmiechem. Wyglądała zawsze na zadowoloną z życia i pogodzoną ze swoim losem. Lubiłam Ją spotykać i martwiłam sie trochę, kiedy długo Jej nie widziałam. Jakiś czas temu znikła na dobre, pytałam o nią, ale nikt nic nie wiedział. Ja zmieniłam hotel, teraz mieszkam w małej bocznej uliczce i tam zobaczyłam Ją znowu kilka dni temu. Ogromnie się ucieszyłam, ona zresztą też. Postarzała się, zgarbiła, ale zachowała pogodę ducha. Z godnością przyjęła mój datek. Pokazałam Jej, gdzie mieszkam. Nie wiem, czy Ją jeszcze kiedyś zobaczę.
Dodaj komentarz
Bywając w Indiach od 20-tu lat mam tam różnych znajomych, widzę jak jedni dorastają, drudzy się starzeją - tak jak ja. Oni kiedyś mówili mi po imieniu, teraz to już tylko oficjalnie, mem, to jest skrót od madame. Mieszkałam też w różnych hotelach, przeważnie na Paharganju, w starej dzielnicy. Wiele lat temu zobaczyłam jak moja koleżanka Ania stoi pod hotelem i daje starej żebraczce jakieś zawiniątko. Kiedy zapytałam ją o to powiedziała mi, że zabiera z samolotu kocyk i poduszeczkę i to, czego nie zje i rozdaje póżniej żebrakom na ulicy. Płacąc ok. tysiąca dolarów za bilet uważa, że za to wszystko sama zapłaciła. Powiedziała mi, że ta kobieta doskonale wyczuwa kiedy ona jest w Indiach i czeka na nią pod hotelem. Ja także dałam jej kilka rupii i tak zawarłyśmy znajomość. Póżniej, kiedy wyjeżdżałam z Indii zostawiałam jej różne rzeczy. Cdn.
Dodaj komentarz
Napisałam dziś o mojej znajomości z żebraczką z delhijskiej ulicy. Trwało to długo, bo zastanawiałam się nad każdym słowem, chciałam jak najlepiej oddać charakter naszej znajomości. Po skończeniu tekstu Vitalia nie chciała go przyjąć, połączenie modemem z Vitalią przestało działać, musiałam wyłączyć komputer. Moje umiejętności komputerowe są znikome. Jutro postaram się tekst odtworzyć i zamieścić go w 2 lub 3 małych odcinkach. Pozdrawiam Was.
Dodaj komentarz
Zawsze po powrocie z długiej podróży dogorywam około tygodnia. Dziś rano poczułam, że wracają mi siły. Wieczorem napiszę o porządkach w Delhi oraz o spotkaniu mojej ulubionej żebraczki, co było najjaśniejszym punktem tej podróży. Obie ucieszyłyśmy się ogromnie. Teraz idę do pracy, w której powinnam być o 10,30, a już jest po jedenastej.
Dodaj komentarz
Wróciłam, zmęczona jak diabli i wyczerpana. Nie wziełam pod uwagę, że się jednak starzeję i nie mogę pracować tak szybko i wydajnie jak kiedyś. Zauważyłam jeszcze jeden objaw starzenia się. Nauczyłam się czekać. Kiedyś, mimo, że byłam młodsza z trudem przychodziło mi przetrwanie 8 godzin w samolocie. Teraz znoszę to ze stoickim spokojem, tak jak wielogodzinne czekanie na lotniskach. Byłam tak zmęczona, że nawet nic nie czytałam. Teraz już wiem, dlaczego robotnicy fizyczni nie czytają książek. Są po prostu zbyt zmęczeni. Muszę zaraz iść do pracy, a właściwie już powinnam w niej być, bo jedna z pracownic jest chora. Napiszę więcej, bo tym razem Indie mnie troche zaskoczyły.
Dodaj komentarz
Tym razem chyba niedobrze obliczylam czas potrzebny na moje interesy. Mam za malo czasu na wszystko i uwijam sie jak fryga. Wszystko idzie wolno. Rano ide na zabiegi do fizykoterapeuty i nagle robi sie poludnie. Rano jestem troche nieprzytomna bo czas jest o 3,5 godz przesuniety do przodu, co oznacza wczesniejsze wstawanie. Teraz jest jeszcze pora deszczowa, bardzo wysoka wilgotnosc, wszystko lepi sie do ciala. Hotel jest pelny, komputer ciagle zajety. Teraz juz gasza swiatlo. Pozdrawiam Was.
Dodaj komentarz
Dzieki za cieple przyjecie. Czuje sie jak corka marnotrawna, ktora powrocila na lono rodziny. Brak polskich znakow jest okropny. W niedziele ruszylam do Helsinek, stamtad po kilkugodzinnym oczekiwaniu do Delhi. Przywitalo mnie nowe lotnisko, ogromne, po prostu gigant. No i deszcz, takich opadow nie bylo od wielu lat.. Przyjechalam o 6 rano, wiec poszlam do lozka troche sie przespac. Obudzila mnie burza z piorunami i ulewny deszcz. Dopiero poznym popoludniem wyszlam z hotelu, a tu niespodzianka, poszerzaja ulice i jest nieprawdpodobny balagan i bloto. Z tego wszystkiego poszlam na obiad i zamowilam oczywiscie moje ulubione alu gobi, czli ziemniaki z kalafiorem i pomidorami w ostrym tlustym sosie. Do tego raita, czli jogurt z warzywami o czapaty, to jest placki. Ja sie ciagle powtarzam z tym zestawem, ale to lubie najbardziej, nic na to nie poradze. Bardzo wczesnie juz po 18-tej zrobilo sie ciemno i doszlam do wniosku, ze nic juz specjalnego nie zwojuje i postanowilam poszukac fizykoterapeuty bo ostatnio bolal mnie kregoslup. Znajomy wlasciciel restauracji polecil mi gabinet znajdujacy sie kilkaset metrow dalej. Prowadzi go sympatyczny Sikh w turbanie.Zrobil mi dwa zabiegi i mala akupresure i skasowal slono jak na tutejsze warunki. Przy zabiegach asystowala mloda kobieta, ktora z niesmakiem patrzyla jak zdejmuje spodnice. Przed zdjeciem bluzki powstrzymal mnie lekarz tlumaczac, ze u nich nie ma takiego zwyczaju. Pokazuje sie tylko stosowny fragment kregoslupa. Tak zrobie jutro, bo mam zamiar robic to codziennie. Po zabiegu lekarz pochwalil mi sie, ze leczyl samego Prezydenta Indii i pokazal wspolne zdjecie i pismo dziekczynne oprawione w ramki. Co prawda bylo to dwadziescia lat temu, ale widze, ze zna sie na rzeczy. Jutro mam zamiar wczesniej wstac i pojeechac do centrum.Tym razem jestem sama, wzielam troche gazet i ksiazke, bede czytac wieczorami. No i bede czytac Wasze pamietniki. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Wracam, bo bardzo brakuje mi Was, Vitaliowych Znajomych i Przyjaciół. Zaglądałam tu czasami, ale nie ujawniałam się, bo naprawdę nic ciekawego sie nie działo. Nie obraziłam się na Vitalię za wprowadzenie opłat, bo ten serwis musi na siebie zarabiać. Opłata w wysokości kilku złotych miesięcznie, stanowiąca równowartość jednego biletu całodobowego na warszawską komunikację nie wydaje mi się wygórowana. Przestałam pisać, bo wydawało mi się, że prowadzę miałkie, okropne życie. Nic tylko praca i praca. Przez wakacje pracowałam siedem dni w tygodniu, a zachwycanie się własnym balkonem, walka z gołębiami i inne uroki codziennośći zaczęły mnie drażnić. No i oczywiście trochę przytyłam. Muszę stwierdzić, że obecność na tym serwisie dyscyplinuje moje zapędy lodówkowe. Jestem na siebie zła za brak konsekwencji i dorabianie do tego różnych usprawiedliwiających mnie filozofii. Mówię sobie, ze odkładam odchudzanie, bo jest lato i trzeba najeść się warzyw i owoców, po czym jem makaron z szynką. Wczoraj byłam w Warszawie złożyć wniosek o wizę indyjską, bo niedługo wybieram się w podróż. Nazbierało mi się różnych zaległości typu sprzątanie i dokumenty, ale to normalne, zaczynam siebie nielubić. Ciągle to samo. Nawet kryminały przestały mnie bawić. Marzę o wakacjach, może uda mi się w pażdzierniku.
Dodaj komentarz
Mój balkon okupują gołębie. Nic sobie nie robią z mojej obecności. Wczoraj zobaczyłam, że w rogu balkonu, za pustymi doniczkami leży małe jajeczko, jeszcze ciepłe. Wiem, że to gołębie, bo w ubiegłym roku znalazłam 3 takie same w doniczce dużego laurusa, którego wystawiłam na balkon na lato. Wyniosłam je na trawnik pod krzewy, bo nie chcę mieć gołębiego gniazda. Balkonu prawie dotykają gałęzie dwóch dużych drzew, na balkon przylatują różne ptaki, tego roku jest ich więcej niż zwykle. Przysiadają na balustradzie i przyglądaja się kwiatom. Muszę jeszcze dokupić trochę pelargoni, bo jest za mało, może jeszcze jakieś róże pnące. Dzisiejszy dzień spędziłam w domu pomiędzy kuchnią a balkonem. Zaczynam jeść trochę mniej, staram sie słuchać swojego organizmu. Zauważyłam, że kiedy jem więcej białka, szczególnie mięsa, nie mam takiej ochoty na słodycze. Na obiad jadłam piersi kurze z duszoną cebulą i brokułami i sałatką pomidorowo-ogórkową. Wczoraj prawie wpadłam w popłoch, ze dziś będą zamknięte sklepy i kupiłam trochę wafelków i herbatników w czekoladzie do herbaty. Starczyło na całe dwa dni !
Dodaj komentarz