




Już teraz wspólnie z żoną jeździmy rowerami po lesie. Musiałem jednak kupić nowy rower, bo mój stary miał złe koła i przy mojej masie na piasku źle się nim jeździło. Zakup bardzo udany. Jest to specjalny dobry rower dla mnie. W mojej galerii umieściłem kilka zdjęć z sesji rowerowej.


Tymczasem zaczynam dzień od wody i pływania. Jak się robi naprawdę zimno, to nadal pływam, ale już w "piance". Lubię sobie ponurkować nawet w listopadzie.
I na koniec trochę motywacji: Byłem na badaniu krwi w ośrodku zdrowia i Panie pielęgniarki powiedziały: "Gołym okiem widać, że dużo Pan schudł". Koledzy i znajomi też ciągle mi to powtarzają. 
Ubrania to cholerny problem. Na tym zdjęciu na przykładzie spodni od garnituru widać dobrze, jak wiele straciłem na wadze. Tych spodni akurat nie da się niestety przerobić. To dużo pracy jest i spory kłopot.

Spodnie
Początkowo kiedy spodnie zaczynały być dla mnie za duże próbowałem ściągać się paskiem. Trzeba było zrobić nowe dziurki. Tak więc do pasków eleganckich otworki robi dla mnie szewc specjalnym urządzeniem. Dla innych pasków dziurki wiercę wiertarką
Jednak ściąganie spodni paskami na dłuższą metę nie jest dobre. Im więcej chudniesz, tym spodnie stają się bardziej bufiaste, a to źle wygląda.
Po pewnym czasie udało mi się znaleźć sympatyczne krawcowe, które podjęły się zmniejszania mi ubrań. Robota straszna, ale efekt rewelacyjny. Bardzo ładnie mi te spodnie wykańczają.
Koszule
Z koszulami jest nieco łatwiej, bo można je przerabiać w prostszy sposób. Można je ciąć z boku i szyć. Gorzej jest z kołnierzykami, bo tego się nie zmniejszy, a krawat to nie pasek od spodni. To już nie byłoby efektowne. Wszystkie moje ubrania muszą być przerabiane. Za duże zawsze jednak można zrobić mniejsze, nie odwrotnie.
Garnitury
Teraz noszę 5 numerów mniejsze. Mój elegancki garnitur sprzed odchudzania zupełnie mi już nie pasuje. Ostatnio pojechałem do fajnego sklepu i tam po raz pierwszy od lat kupiłem garnitur z haka. Nigdy nie kupiłem sobie garnituru z haka. Jest śliczny, ma 2 rozporeczki z tyłu jak u James?a Bond?a. Jestem zupełnie innym człowiekiem. Żona patrzy na mnie łapczywym okiem. 
Buty
Z butami też jest kłopot. Noga schudła tak bardzo, że też są do wymiany. Myślałem kiedyś, że mam wysokie podbicie, ale nie. Ja miałem grube podbicie.
Kupuje ubrania hurtem i sporo ubrań mam z czasów kiedy byłem większy jeszcze z metkami. Aby mogły cieszyć czyjeś oko daję je mojemu koledze, który ?obszarowo? jest podobny do mnie kiedy ważyłem więcej. On patrzy na mnie i podziwia, ale nie ma takiej motywacji, aby zacząć się odchudzać.
Przez Vitalię mam teraz za duże rzeczy! Za to mogę ją winić, ale to jest pozytywne. Czuję chęć do chodzenia po drzewach. 
Muszę się przyznać, że popełniłem "przestępstwo". Robię na sobie doświadczenia na ile "przestępstwo" może mnie "zamordować" na własne życzenie. Zjadłem coś, co kosztowało mnie "kupę" kilogramów, a tak wszystko ładnie się toczyło.
Każdego dnia po małym zastoju widziałem na wadze efekt, aż do wizyty pewnego młodego człowieka. Przyjechał do mnie z wiaderkiem chrupiących kurczaków w panierce. Połowę zjadł, a resztę zostawił u mnie. Chodziłem koło tego wiadra pół dnia. Wieczorem usiadłem koło tego i ręka bezwiednie zaczęła wędrować w kierunku kurczaka. Był już zimny i pikantny, a to zupełnie nie mój styl, bo ja nie lubię pikantnego. Zjadłem go, co do kosteczki.
Przypomina mi się sen narkomana. Nagle nie wiem, kiedy mój mózg postanowił tego spróbować. Zrobiłem to, kiedy nie było mojej żony. Aby nie zorientowała się, że podczas jej nieobecności popełnione zostało "przestępstwo" skrzętnie zatarłem wszystkie ślady. Wiaderko schowałem, tak, aby nie rzucało się w oczy.
Potem i tak przyznałem się do popełnionego czynu. Najgorzej jednak jest przyznać się przed samym.
Tego dnia miałem sporo stresu i w ten sposób go rozładowałem. Znów zrobiłem na sobie doświadczenie. Była to próba ile będzie mnie to kosztowało na wadze. Następnego dnia rano waga pokazała 1,1 kg więcej. Wyrzuty sumienia i świadomość popełnienia przestępstwa zmobilizowały mnie do odpracowania popełnionego błędu.
Nie jadłem tak, jak chciałbym jeść. Nie osiągnąłem tego, co sobie założyłem, dlatego w ruch poszedł rower, pływanie i marsz z kijkami.
Wieczory są najtrudniejsze. Cały dzień trzymam się diety. Jem jak zalecono w diecie. Czuje się świetnie, ale wieczorem kiedy przyjdzie chwila oddechu takie rzeczy bardziej kuszą.
Jestem wyjadaczem w kwestii pojawiania się zastojów spadku wagi. Po drodze w trakcie ZO (zdrowego odżywiania) zdarzały się przestoje. Jestem spokojny na skoki wagi, bo wiem, że za chwilę to puści. Biorąc się za coś, chce się mieć szybki efekt. Ja zmieniłem rytm odżywiania. Opanowuję się. Nie zjadam fast-foodów, nie jem tłustych mięs w panierce. Teraz jem inne rzeczy.
Muszę wstać, zważyć się, zapisać pomiar, a dopiero potem moje płatki z mlekiem jako następny punkt programu. Nauczyłem się obchodzić te „mielizny” (zastoje). Nie wolno się denerwować. Jestem człowiekiem, który działa długodystansowo. Nigdy nie robię czegoś na chwilę. Ja lubię działać perspektywicznie. Naprawiam swoje życie. Nie robię tego na tydzień, ani na miesiąc. Postawiłem sobie cel i będę go realizował. Życie jest zbyt piękne, aby je sobie skracał złymi nawykami. Rzuciłem palenie, to i z tym sobie poradzę.
Wprowadziłem się w pewien cykl dzienny: wstaję, siusiu i na wagę. Lubię mieć nad sobą taki bacik.
Filmik: Ważenie
Sama zmiana sposobu odżywiania nie jest łatwa. Gdyby nie bliscy, którzy są obok i wspierają pewnie nie byłoby łatwo. Teraz to wsparcie też jest ważne, ale już w dużej mierze sam sobie radzę. Początki odchudzania były najtrudniejsze, wtedy bez wsparcia byłoby znacznie trudniej.

Początki odchudzania to diametralna zmiana nawyków w stosunku do tego, co było wcześniej. Trudno samemu przez to przejść. Wsparcie przydatne jest najbardziej do momentu, aż nie przyzwyczaję się do zmiany nawyków. Potem jest już z górki. Doskonale czuję się teraz z nowymi nawykami, bardzo je lubię i nie są mi przeszkodą, dlatego jest mi łatwiej. Całkowicie zaakceptowałem zmianę nawyków.
Jak obserwuje u siebie w rodzinie czy u znajomych osoby odchudzające się nie zawsze mogą na takie wsparcie liczyć. Wtedy trudniej walczyć z kilogramami. Oczywiście to kwestia tolerancji. To działa w obie strony. To, że ja się odchudzam nie oznacza, że moi bliscy też muszą to robić. Jak to mówią: "Żyj i daj żyć innym". Aczkolwiek na pewno wsparcie najbliższych jest bardzo ważne i motywuje do działania.

Anioł Stróż: Gotowane na parze warzywa, grillowany kurczak, sałatka ze świeżych owoców. Mmm pycha! 
Diabelskie wcielenie: Podwójna porcja knedli ze śliwkami z cukrem i śmietaną to tylko 2 kalorie. Kotlet w chrupiącej panierce ma zaledwie 3. Możesz jeść bez ograniczeń!
Anioł Stróż: Nie słuchaj tego diabelskiego wcielenia, mówię ja, Twój Anioł Stróż. Skup się na celu. Jesteś bliżej końca niż początku. Knedle nie uciekną.
Diabelskie wcielenie: Ale wystygną. Rudi nie lubi zimnych knedli.
Anioł Stróż: Zmieniłeś swoje odżywianie na całe życie. Sam wiesz, że lepiej się czujesz. Niech Cię nie zmyli to bezradne "Skuś baba na dziada", które uprawia diabelskie wcielenie.
Diabelskie wcielenie: Te, Anioł, może byś tak skończył z tym dietetycznym bełkotem i dał naszemu Rudiemu jakiś "konkret" to wszamania.Kochanieńki, pomyśl o tym, kto Ci wytrze kapiącą ślinkę na widok ulubionych przysmaków? Tylko ja, bo pozwolę Ci je konsumować do woli.
Anioł Stróż: Dosyć tego. Twoja głupota jest wprost proporcjonalna do temperatury Twoich rogów. Zresztą, ta rozmowa właśnie się zakończyła. Widły Ci się świecą, szefowa wzywa. 
Diabelskie Wcielenie: Masz ci los! Daj kobiecie GPSa, wszędzie Cię namierzy. Eh!
Gotować każdy może, ale nie każdy potrafi. Ja raczej nie wchodzę w tych kwestiach mojej żonie w paradę. Ona tworzy w kuchni takie kulinarne cuda, o jakich nie śniło się nawet Makłowiczowi.
Mimo przeciętnej biegłości w kulinarnym kunszcie, podjąłem się przygotowania jednej z potraw z planu posiłków Vitalii. Kurczak z brokułami. Brzmi zacnie. Skala trudności - podają, że łatwe. To moje gotowanie urosło w oczach niektórych do rangi wydarzenia. Znaleźli się śmiałkowie, którzy je sfilmowali. Sceny szczególnie drastyczne zostały celowo wycięte ;)
Filmik: Gotowanie
Przyznam, że od czasu tej spektakularnej premiery coraz częściej pojawiam się w kuchni. Wszyscy, którzy mnie znają, niedowierzają. Rudi z drewnianą łyżką przy patelni grillowej? A jednak. Może nie władam nożem jak Zorro swoją szpadą, ale najważniejsze, że ta krzątanina w kuchni sprawia mi przyjemność!
Zanim poznałem Vitalię najlepiej wychodziło mi zagotowanie wody na herbatę. Żona nie mogła mnie namówić do ugotowania czegokolwiek innego. Teraz o dziwo zaczynam coś tam pichcić. Ten portal pokazał mi sposób na naprawdę proste potrawy do przygotowania dla siebie. Korzystam często z patelni grillowej, aby upiec sobie jakieś mięsko bez tłuszczu. Kiedyś nie do pomyślenia:
- po pierwsze dlatego, że nie gotowałem
- po drugie dlatego, że lubiłem jeść tłusto
Teraz zupełnie nie brakuje mi w moim codziennym odżywianiu tłuszczu. Polubiłem rzeczy chude. Mam "odwrót" od tego, co jadłem kiedyś. Tak, jak wcześniej miałem ochotę na sałatkę z majonezem, tak teraz chętniej zjem bez majonezu. Bez majonezu czy śmietany bardziej mi smakuje.
Skoro mowa o jedzeniu, czas na zasłużony posiłek. Wszystkim aktualnie konsumującym, życzę smacznego 
Ostatnio trochę koncertujemy. Teraz próby u mnie w domu na Kaszubach. Nie mam czasu na myślenie o tym, co jeść, ale żona dba o regularność spożywania posiłków i rozpiska diety z Vitalii idzie w ruch. Chudnę teraz za szybko, bo nie mam czasu jeść. Wszystko się ustabilizuje znowu jak będzie trochę spokoju. Wreszcie koncert. Mieliśmy szczęście. Pogoda była jeszcze tylko dla nas łaskawa. Nikt po nas już nie wystąpił. Ludzie bawili się świetnie i my przy tym także.
W piątek odstąpiłem od zaproponowanego jadłospisu. Byłem ze znajomymi w restauracji. Miałem ochotę na pierogi z serem i ziemniakami, ale bez tłuszczu tylko z cebulką na maśle.

Potem była jeszcze kasza gryczana. Nie wiem dlaczego inni jej nie lubią. Uwielbiam taką kaszę z warzywami.
Od czasu tych pierogów zauważam jakieś wahania wagi. Ja ważę się codziennie. Na razie nie martwię się tym, bo wiem, że to nigdy nie jest jak w zegarku, ale trzeba obserwować co będzie dalej. Szkoda, że lato się skończyło. Latem jest więcej zdrowych przekąsek i moje ukochane czereśnie prosto z drzewa.
