To bardzo miłe uczucie jak tak na Ciebie reagują. Poszedłem na wizytę do ordynatora (mojego przyjaciela) do szpitala. Zawył z zachwytu jak mnie zobaczył. Nie widzieliśmy się jakieś pół roku. Różnica jest taka, że mnie jest mniej, a jego więcej. Pozazdrościł i też chce się odchudzać. Tym bardziej, że on wie, że ja smacznie jem. Przecież nie zdecydowałabym się na „dietę” pt. „Papka na śniadanie, obiad i kolację”. Jedzenie musi smakować. Ot chociażby, jak na tym zdjęciu. Sam ugotowałem 

Dostałem kolejny plan posiłków z Vitalii, proponują mi szpinak po rosyjsku. Uwielbiam szpinak. Moja Małgosia przygotuje mi go i uraczymy się nim. Mam też dorsza z makaronem w planie, ale muszę wymienić. Jadę na Mazury, tam dorsza „nie upoluję” Jest też soczewica. Ją zamienię. Nie lubię żywności modyfikowanej. Nie interesuje mnie w ogóle. Jestem tego przeciwnikiem. Za mało czasu minęło od wprowadzenia takiej żywności. Nie wiemy jeszcze jakie będzie ona miała działanie na ludzi. Nie zjem też ryby z hodowli, np.: norweskiej faszerowanej antybiotykami. Nie zjem kury z fermy. Wolę kurę od znajomej gospodyni. Pędzonych sztucznie w klatkach nie kupuję. Człowiek jest więźniem czasu, i trudno mu poświęcić go na znalezienie niektórych produktów. Kiedyś tez taki byłem, ale teraz żyję inaczej. Myślę o tym, co jem.
Vitalia proponuje mi też na ten tydzień krewetki z rusztu. Uwielbiam owoce morza. Surówka z selera na słodko to moje ulubione danie. Mam też kanapkę z buraczkami. Buraki lubię. Z pieczywem nie jadłem, ale chętnie się przekonam, jak smakują. Cały plan zapowiada się świetnie. Oby Mazury nie przeszkodziły w stosowaniu zaleceń z Vitalii.
Stan zdrowia zmusił mnie do zmiany nawyków żywieniowych. Przed dietą jadłem praktycznie bez ograniczeń. Lubię spotykać się z ludźmi, biesiadować, a to zwykle odbywa się przy zastawionym jedzeniem stole. Pyszny chleb na zakwasie, któremu nie mogłem się oprzeć, masło, majonez gościły w moim menu w ilościach, na które miałem ochotę.
Dopiero poważny problem zdrowotny przyczynił się do decyzji o zmianie stylu odżywiania.
Czy było trudno się przestawić?
W moim przypadku nie. Kiedy się na coś decyduję to z dnia na dzień i od razu przechodzę do działania. Jestem przy tym zawzięty. Wiem, że nie ma odwrotu. Postanowione.
Początkowo trochę błądziliśmy wspólnie z żoną, szukając dla siebie prawidłowego sposobu odżywiania.
Pierwsze 6 tygodni diety
jedliśmy same warzywa w bardzo dużych ilościach. Bardzo lubimy warzywa, ale z czasem z żoną stwierdziliśmy, że to jednak nie to, czego szukamy. Nie chcieliśmy popadać w skrajności.
Moja żona zaczęła dokształcać się w zakresie dietetyki. To zwiększyło naszą świadomość żywieniową. Kalorie, bilans energetyczny, wartości odżywcze to pojęcia, które zaczęły padać w domu coraz częściej. Brakowało nam jednak stałej, fachowej pomocy.
Wtedy natrafiliśmy na serwis Vitalia.pl.
Najbardziej spodobała mi się pani na stronie głównej
A tak na poważnie, wyczułem, że za tym serwisem stoi sztab specjalistów. Spodobały mi się też liczne grupy wsparcia tworzone na forum. Nie dołączyłbym jeszcze do grupy "Dobiec do Paryża", ale już "W Nowy 2010 rok w wadze lekkiej" to coś dla mnie.
Motywacja ogromna. Mam nadzieję, że akcja
"Rudi na diecie"
pomoże mi osiągnąć obrany cel i zmienić podejście do odżywiania na całe życie. "Go Rudi!"
Wywiad z 7 lipca 2009 r.
Transkrypcja wywiadu
VITALIA: Jak zachowa się dziś Rudi Shuberth kiedy ktoś proponuje mu jego ulubiony, ale kaloryczny przysmak?
Rudi Schuberth: Zje go!. Zje go, ale nie tak jak kiedyś. Nie zje go w takich ilościach przede wszystkim. Zje go jednego dnia, ale nie powtórzy go drugiego dnia, trzeciego, piątego i dwudziestego piątego. Wszystko jest kwestią ilości i wielokrotności powtórzeń.
VITALIA: Uprzedził Pan moje pytanie. Chciałam zapytać, jak zachowuje się Pan na imprezach, bankietach poza domem, bo z tym wielu naszych użytkowników ma problem.
Rudi S: Niechętnie bywam na bankietach w ogóle. Ja nie jestem bankietowiczem. Nie lubię jeść w ogóle na bankietach, także z tym nie mam problemu. Jeżeli bywam na bankietach to praktycznie w ogóle nie jadam. Nie odpowiada mi sposób w jaki się na nich jada. Ja nie lubię jeść na stojąco. Jedzenie jest dla mnie przyjemnością, a nie jakimś koszmarnym tańcem na jednej nodze, z widelcem , nożem i plastikowym talerzykiem, nakładając coś tam, spychając, dopychając się do jakiejś tacy. Takich bankietów nie lubię, nie jadam na nich. Jeżeli są to bankiety ze siadaniem przy stole, to oczywiście można pójść, nałożyć i sobie coś tam skonsumować, ale nie jestem bankietowiczem, na pewno.
VITALIA: Mimo wszystko jakaś dobra rada dla osób, które jednak muszą zjeść coś poza domem ?
Rudi S: Niech nie jedzą tego co im szkodzi. A najlepiej niech wiedzą co im szkodzi, bo widzą, po czym czują się gorzej. Nie powinny przejadać się na pewno, albo próbować wszystkiego, tylko w jakiejś ograniczonej ilości. Ja wychodzę z założenia, że jeśli próbować to próbować potraw z górnej półki. Jak spadać to z wysoka po prostu, żeby ten smak został i żeby była ta świadomość, że zjadło się coś pysznego, ale w niedużej ilości.
VITALIA: Dlaczego zaczął się Pan odchudzać?
Rudi S: To dwa powody, a kto wie czy może nawet nie trzy. Na pewno zdrowotny, ponieważ mam zespół chorób, który się nazywa bezdech senny i lecząc tę chorobę powinienem był zrzucić wagę, więc zrzuciłem ją. A poza tym względy praktyczne, estetyczne, kłopoty z ubieraniem.. Choć w moim przypadku tu nie było wielkiego problemu, bo miałem duże rozmiary. Przyjemnie jest jednak móc ubrać się w jakieś inne ciuchy, ale to był jakby drugoplanowy powód dla mnie. Pierwszoplanowy powód był jednak zdrowotny, ponieważ chciałem się poczuć inaczej i poczułem się inaczej! Myślę również, że taki dość prozaiczny (powód red), to także próba walki z czymś, wydawałoby się, niemożliwym w moim przypadku, ale jednak, jak się okazuje, zupełnie możliwym. Póki co wygrywam ?.
VITALIA: Gratuluję !
Rudi S: Dzięki !
VITALIA: Jak bardzo Pana obecny jadłospis różni się od tego przed odchudzaniem?
Rudi S: Jadłospis różni się bardzo. Z tego to powodu, że zostały wykluczone pewne produkty, które ewidentnie mi szkodziły. Mówię tu o pieczywie chociażby. Ja w związku z tym, że uwielbiałem pieczywo to zrezygnowałem z niego, bo właśnie ono było powodem tego, że mnie rozrywało, dosłownie. Tyłem używając pieczywa. Pieczywo to w moim przypadku, smarowanie, jakieś wędliny, sery. Więc zrezygnowałem z tego smarowania i w sumie z tych wędlin w takich ilościach, a z sera to w ogóle, tzn. odrzuciłem sery żółte i sery pleśniowe. Przestałem używać ziemniaków jako dodatku do mięsa i w związku z tym, że nie używam ziemniaków to nie używam sosów, a jak wiadomo sos, ziemniak i mięso to straszne mieszanki. Jadałem również i właściwie jadam nadal, jednak w nie dużej ilości kluchy, ale wykluczyłem też kluchy w zbyt dużej ilości. No i taka podstawowa rzecz bez której ja się obywam świetnie to cukier. Ja nie lubię ciastek, nie lubię słodyczy. I jeszcze jedna rzecz której nie lubię i podkreślam to wszędzie -jestem abstynentem. Nie używam alkoholu pod żadną postacią. Ewentualnie testuję minimalne ilości czegoś, co sam wyprodukuję na własny użytek.
VITALIA: Dlaczego wybrał Pan serwis Vitalia.pl?
Rudi S: Jest to serwis , który proponuje zdrowe odżywianie, a nie odchudzanie. Ja nie lubię słowa odchudzanie. Denerwuje mnie to słowo, bo jest przykre, bo komplikuje życie. Zdrowe odżywianie piękniej brzmi. Serwis Vitalia,pl proponuje potrawy, które komponuje się w oparciu o to co mogę jeść, co lubię jeść. Tam są te momenty, kiedy mogę wybrać swoje potrawy, które mogę skomponować z ulubionych swoich potraw. Bardzo mi to odpowiada ponieważ mogę sobie własną ścieżkę układać i tą ścieżką podążać w kierunku świetlanego sukcesu. Już nie wspomnę o ubytku wagi, bo o to w tym również chodzi żeby tę wagę zgubić. Jednak nie tylko żeby ją zgubić, ale żeby ją też utrzymać, bo to jest też ważne, że ta waga nie powinna wracać. A ona nie będzie wracała tylko wtedy, kiedy będę pamiętał, że nie powinienem popełniać błędów z przeszłości. Serwis Vitalia.pl mi to umożliwia. Jest to długoletnie działanie i myślę, że będę klientem serwisu jeszcze bardzo długo.
VITALIA: Czy próbował Pan wcześniej walczyć z nadmiarem kilogramów? Czy stosował Pan wcześniej jakieś inne diety?
Rudi S: Ja w ogóle nie lubiłem się odchudzać Zresztą obserwując mnie mogliście Państwo zauważyć, że ja stabilny chłopak jestem i na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat podobnie wyglądałem.
VITALIA: Czy jest jakaś potrawa bądź produkt, do którego zjedzenia nawet żona by Pana nie namówiła ?
Rudi S: Chyba nie. Próbowałem wszystkiego wydaje mi się i chyba nie ma takiej potrawy, której bym nie zjadł. Chociaż jest coś co ona lubi, a ja nie bardzo. Nie wiem czemu, ale może jakoś przeraża mnie to. To się nazywa czernina. Jest to zupa z krwi kaczej, bodajże. Ona to uwielbia , a ja nie bardzo.
VITALIA: Rozumiem. Czego nie potrafi Pan sobie odmówić z jedzenia i picia?
Rudi S: Odmówić sobie nie potrafię picia wody, niewątpliwie , ponieważ bardzo lubię wodę i mój dzień zaczyna się właściwie od wody. Mieszkam w takim miejscu gdzie mam dostęp do wody źródlanej, która płynie tu u mnie na Kaszubach z ziemi, i taką wodę używam, i od tego zaczynam mój dzień.
VITALIA: To akurat nic złego.
Rudi S: Nic złego. Ale jeżeli mówimy o złych rzeczach - czego nie mogę sobie odmówić to chyba nie ma takich w ogóle. Chociaż lubię pewne potrawy, które kojarzą mi się z dzieciństwem i chyba z tym najbardziej. Ale gdzieś te smaki zostały we mnie i nie to, że nie potrafię sobie odmówić, ale lubię po prostu. Moja ukochana potrawa to knedle ze śliwkami i zawsze czekam z utęsknieniem na porę roku, która przyjdzie i będą śliwki węgierki, dojrzałe, pomarszczone i wtedy zjem sobie knedle ze śliwkami. Jednak to robię raz w roku i przez chwilę i tak można, jeśli się tego nie powtarza. Wiadomo, śliwki nie bywają co dzień, a przynajmniej nie takie i nie takie knedle. Bo ja robię takie specjalne knedle. One są ugotowane, przecięte na pół, przysmażone na masełku, z bułką tartą i posypane trochę cukrem, ale bez śmietany. Takie knedle lubię.
VITALIA: Ślinka cieknie na sam opis słowny
Rudi S: No właśnie, mnie też niestety.
VITALIA: Teraz nie podszedłby Pan do zjedzenia tych knedli tak zachłannie?
Rudi S: Tak. Ale to jest wynik tego, że człowiek zmniejszając sam sobie racje żywnościowe, zmniejsza objętość żołądka, przez co ten się kurczy. Dla mnie ważna jest świadomość. Ja myślę po prostu.
VITALIA: Ile Pana zdaniem ma kalorii średniej wielkości kotlet schabowy w panierce?
Rudi S: Średniej wielkości kotlet?! Ooo, może mieć dużo niestety. Myślę że 370?!
VITALIA: Czy zwraca Pan w ogóle uwagę na wartości odżywcze na etykietach produktów?
Rudi S: Kiedyś nigdy.
VITALIA: A teraz?
Rudi S: Teraz zawsze. Jak są, bo nie wszędzie są, to zawsze.
VITALIA: Na co zwraca Pan największą uwagę?
Rudi S: Patrzę na kalorie, ile w 100gramach jest kalorii. Głównie o to chodzi.
VITALIA: A ile wartości odżywczych, np. ile gram tłuszczu?
Rudi S: Nie, na to nie patrzę, ponieważ to jak gdyby zawodowo trzeba podchodzić do tego i patrzeć pod kątem, ile powinno być kalorii w produktach, które się spożywa dziennie. Powinno się tworzyć pewnego rodzaju bilans.. Ja się tym jeszcze nie zajmuję. Moja żona się tym zajmuje. Ja jeszcze do tego nie dorosłem. Więc patrzę, póki co, tylko na kalorie.
VITALIA: Podsumowując naszą rozmowę, wspomniał Pan wcześniej, że nie lubi słowa odchudzanie i dieta. Jakiego innego określenia użyłby Pan? Być może mogłoby to pomóc naszym odchudzającym, których to słowo również odstrasza.
Rudi S: Zdrowe odżywianie! To jest dobre. ZO ? zdrowe odżywianie. Ja stosuję po prostu ZO.
VITALIA: Dziękuję bardzo za rozmowę.
Rudi S: Dziękuję.