dziś zwlokłem się z wyrka o szóstej i poszedłem pobiegać i... KIEPSKO BYŁO...
ledwo 25 minut pobiegałem i musiałem wrócić spacerkiem do domu.
łydki i stawy skokowe odmawiają współpracy.
bałem się że tak może być- ostatnio malo się ruszałem, a zeszły tydzień to jak zawodowy sportowiec, tyle ruchu...
no więc robię sobie dwa dni luzu!
dop w piątek po pracy pojadę na basen.
a i jeszcze ciekawa rzecz!!
wczoraj coś mi się popierdzieliło w obliczeniach i około 22 godziny spostrzegłem ze przez cały dzień zjadłem tylko
1250 kalorii!!
jak to się stało?
i.. czemu nie byłem głodny?

a przecież byłem tez na basenie, tak więc tylko tyle kalorii + wysiłek i jakby nie ten zapis to bym się nie zorientował że tylko tyle zjadłem...
jejku! jeszcze zostanę jakąś Męską anorektyczką!