w poprzednim wpisie wspomniałam coś o powrocie do normalności? no tak. jak kulą w płot. czemu? bo mnie @ znalazła i dopadła. a już było lepiej rano... a tu proszę. ból brzucha męczy mnie od południa. wzięłam już dwa ibupromy. pogoda też humoru jakoś nie poprawia. . . ale nie odciągam już dalej powrotu do diety. zaczęłam dzisiaj ;)) choćby nie wiem co mnie jeszcze dopadło!
w sierpniu idę na wesele kuzyna i będę wyglądała boooskoo ;))
energia mi wróciła dziś wieczorem. jadę na antybiotyku i mi się poprawiło. kataru nie już nie mam, no ale jest jeden spory problem. głowa mnie boli dziwacznie, najbardziej rzuca mi się na oczy. nic przyjemnego. ale jestem pełna nadziei że jutro wrócę do normalnego trybu życia ;) tzn. oprócz chodzenia do pracy, ponieważ dostałam zwolnienie lekarskie do końca tygodnia ;))lekarz nie przewidział mojej zdolności do szybkiej regeneracji. dobra nasza ;))
trochę przysiadów, trochę brzuszków. tak lekko dzisiaj. jestem w trakcie rozpisywania planu na obecny miesiąc. zaczynam dietę 1000 kcal. bez przekraczania. od jutra. tak wiem, tak się mówi. ale jutrzejszy dzień jest dobry na początek. poniedziałek. w okrągłych tygodniach łatwiej idzie. w tygodniu zaserwuję sobie jeden dzień na coś słodkiego i na przekroczenie kalorii. jeśli w tym wytrwam to i tak będzie duży sukces
u mnie totalna huśtawka. dzisiaj dodatkowo się przeziębiłam. ale wiem jedno, chce pozbyć się brzucha, tego paskudnego czegoś co wystaj poza naturalny zakres mojego ciała. fuu. mam wielkie uda, tyłek i wszystko, ale najbardziej zależy mi na pozbyciu się tłuszczu z ramion i brzucha.
wymiękłam jeśli chodzi o bieganie. może kiedyś ale teraz jeszcze nie mam w sobie na tyle siły i wytrwałości. a to w bieganiu podstawa. skakanka, przysiady, brzuszki i dieta- moja podstawa.
chciałabym teraz znaleźć się na brzugu plaży, nad samym morzem, usiąść po turecku, patrzeć gdzieś daleko w przestrzeń i płakać nie ocierając łez. dać upust emocjom, odnaleźć swoje ja. być wyrazistą osobowością. ja: zbyt grzeczna, mdląco miła. strająca się wyplenić złe nawyki i być idealną. ideały są przereklamowane.
przyszedł ten dzień. idealny dzień na rozpoczęcie przygody z bieganiem. właśnie dołączyłam do wątku, w którym "Obiegamy polskie granice" ;)) dobrze się składa, bo dziś poniedziałek, i jest piękna pogoda.
23 kwietnia zjadłam 1300 kcal. ani troszkę więcej. niestety nie było żadnych ćwiczeń. zrobiłam sobie przerwę. dzisiaj mam za sobą tylko śniadanie i spacerek.
mam świetny humor dzisiaj. rozpiera mnie energia. chce mi się tańczyć. najchętniej odwaliłabym jakąś dziką salsę czy coś w jakimś kubańskim klubie w stylu "dirty dancing 2" ;)) ćwiczenia zaliczyłam dość ładnie. dietę też. o dziwo. to do mnie nie podobne. ale to prawda. ja nie śnię. od wczoraj nie jem po 17:30. a od dzisiaj (krótki staż) nie skusiłam się na słodycze. na 2 śniadanie tylko banan ;)) i pewnie dlatego mam tyle energii. nie zaśmieciłam dzisiaj swojego ciała :)) jutro planuję wstać wcześniej i rozpocząć plan biegania dla początkujących. aby mi się tylko udało zwlec tyłek z łóżka o 5 rano...
właśnie skończyłam czytać książkę emily giffin "coś pożyczonego". przypomina mi to trochę moją historię. troszkę ;)) ale w oparciu o swoje doświadczenia i tę książkę mogę powiedzieć tylko tyle: idealne samolubne przyjaciółki to zmora z której rodzą się toksyczne, destrukcyjne przyjaźnie. i choćbyśmy kochały swe "idealne przyjaciółki" wciskające nas w błoto najbardziej na świecie, to dla własnego dobra kochajmy je na odległość... ogólnie polecam tę książkęjeśli ktoś jeszcze nie czytał.