waga ruszyła wszystko było spowodowane zatrzymaniem się wody w organiźmie teraz częściej chodzę do wc więc chyba wszystko wraca do normy dieta trzymana co by mały nie dostał kolki...
Wczoraj był jakiś sądny dzień mały cały dzień marudził najchętniej to cały czas był by przy piersi przy której zasypia...były problemy z jedzeniem w ogóle nie chciał ssać a jak już zaczoł to zaraz zasypiał a jak go odkładałam do łóżeczka to od razu się budził ręce mi już opadały dobrze że mama była bo nie wiem jak bym dała sobie radę wieczorem dałam mu troszkę koperku i momentalnie się uspokoił nie wiem czy to kolka była czy czasem pić mu się chciało...całą noc ładnie przespał obudził się dwa razy na karmienie i od rana znów to samo mały marudzi noszenie bujanie pomagają na chwilkę czyżby kolka??Podobno syn mojego brata jest taki sam jak Filip o spaniu można zapomnieć podejrzewamy że to zasługa pogody i tych upałów...teraz mały śpi(chyba)nawet nie podchodzę do łóżeczka by sprawdzić bo skoro jest cicho to znak że raczej mały zasnoł ze zmęczenia...Kochane a Wy jak radzicie bądż radziłyście sobie z takimi maluszkami podczas upałów co robić?
Drugą sprawą jest fakt iż moja szwagierka miała być matką chrzestną małego wszystko już było ustalone u księdza a tu nagle mąż mi wczoraj mówi że ona zrezygnowała myślałam że żartuje ale niestety to prawda i na szybkiego szukamy matki chrzestnej bo chrzest jest w następną niedzielę w sumie mamy kandydatkę ale dziś się okaże czy się zgodzi...A szwagierka no cóż brak słów rozumiem że ona straciła dziecko ponad 1,5 roku temu ale jak ją pytaliśmy czy jest w stanie to powiedziała że jest i bardzo się cieszy na fakt bycia chrzestną właśnie widzę jak się cieszy...trudno ale podobno dziecku się nie odmawia...
nie wiem co jest grane ale PRZYBIERAM na wadze i pokazała już 70 kg ja się pytam skąd!!!nie czuje się kobieco,źle się czuję w swojej skórze...już więcej rzeczy sprzed ciąży na mnie pasuje ale sen z powiek spędza mi ta cholerna waga co ja źle robie przecież trzymam się diety bo karmie małego zaczełam ćwiczyć a tu co chwilę kolejny kilogram do przodu...
Dziś do tej pory zjadłam i co zamierzam zjeść
śniadanie:4 drobiowe parówki +4 kanapki weki
Drugie śniadanie:serek danio
Obiad:Gotowany kurczak z ryżem
Podwieczorek:Kubek Mleka
Kolacja:kanapki z wędliną lub białym serem
i do tego Duuużo wody niegazowanej
I co Wy o tym sądzicie??
Może faktycznie woda mi się zatrzymuje w organiźmie...
a teraz mały bonus wczoraj Fifi skończył 3 tygodnie

Mały Właśnie zasnoł więc wpadłam na chwilkę by cos tu napisać bo zaniedbuję pamiętanik ale to dlatego że mąż w domu i wole spedzać czas z nim z tracić go na kompie.
Nie wiem co się dzieję ale ważąc się dzis zobaczyłam +1 kg!!jakim cudem to nie wiem nie jem nic smażonego tłustego słodkiego nie piję nic gazowanego tylko sama woda niegazowana i tu taki numer!Nie wiem czy zgubą nie okażą się biszkopty które ostanio bardzo lubie podjadać na drugie śniadanie oraz podwieczorek...Widzę po brzuchu że ładnie się wchłania zaczynam wchodzić w spodnie sprzed ciąży a Tu waga w góre no ja tak nie chce zobaczymy odstawimy biszkopty,ważenie za tydzień pokaże co i jak...drugim problemem jest fakt że od porodu nie mogę się załatwić tzn odwiedzam łazienkę raz na 2-3 dni i do tego wszystko boli jak się załatwiam...
Od dziś zacznę robić brzuszki muszę osiągnąć wagę 67 kg nie ma innej opcji...i może mój metabolizm się poprawi...
Jutro Fifi skończy 3 tygodnie kiedy to zleciało...
w końcu chwila wytchnienia
relacja z 08.06.2010
Wszystko zaczeło się w poniedziałek choć sama nie przeczuwałam że za parę godzin zostanę mamą od południa zaczełam wymiotowac i mieć biegunkę nic nie dałam rady zjeść ani wypić pomyślałam sobie pewnie jakiś wirus się przyplątał zajrzałam na neta i okazało się że to może być objaw porodu który miał nastaic w ciągu 24 godzin pomyślałam sobie tak napewno w szczególności że to 38 tydzień był jakoś byłam nastawiona że przenoszę ciąże no ale nic minoł dzień który spędziłam w Wc położyłam się spać koło 22 przespałam godzinkę bo obudził mnie skurcz myśle sobie pewnie to taki przepowiadający poboli poboli i przestanie ułożyłam się wygodnie i nastęny skurcz patrzę na zegarek odstęp czasowy co 15 min bez paniki już zasypiałam gdy nadszedł kolejny i kolejny i tak co 7 minut pomyślałam o nie coś się zaczyna dziać było grubo przed 1 w nocy zadzwoniłam do położnej i mówię że skurcze mam co 7 minut ona na to że to są bardzo dobre skurcze żebym się pakowała i za godzinkę widzimy się w szpitalu poszłam do pokoju mamy by ją obudzić ona chyba czuła co jest grane bo ledwo drzwi otworzyłam a ona z pytaniem "co się dzieje?"ja na to że skurcze mam co 7 minut i że dzwoniłam do położnej która kazała jeszcze troszkę poczekać i zbierać się do szpitala.W szpitalu byłyśmy ok 2 w nocy położna zabrała mnie na porodówkę sprawdziła rozwarcie zrobiła mi lewatywe i kazała się przebrać,przeszłyśmy na salę porodową podłączyła ktg i czekaliśmy na rozwój wydarzeń skurcze pojawiały się coraz częściej kazała mi dużo chodzić przy skurczach myśłam że nie dam rady później siedziałam ponad godzinę w wannie z ciepłą wodą przyniosło to ulgę choć nie na długo,byłam tak obolała że nie dałam się dotknąć położnej podczas badań.Pierwsza faza porodu trwała 4 godziny gdy zaczeła się druga to było wesoło z bólu gryzłam poduszkę nie mogłam sobie miejsca znaleść mały bardzo powoli się obniżał miałam ochotę wyjść i wrócić jutro,ok godziny 6.30 rano osiągneliśmy pełne rozwarcie i zaczełam przeć ile sił już nie czułam tych skurczy partych mogę nawet powiedzieć że były one w pewnym sensie przyjemnością bo wiedziałm że za chwilkę zobaczę małego człowieczka 4-5 skurczów partych do tego nacięcie krocza i o 6.50 na świecie pojawił się FILIP KAZIMERZ był obkręcony pępowiną ale był dzielny i poradził sobie z tą trudną wędrówką dostał 10 ptk w skali Apgar a mnie w tym czasie pozszywali byłam tak wykończona że usypiałam na fotelu i było mi obojętne co oni będa ze mną robić...Pierwsze chwile z maleństwem to coś nieocenionego był taki cieplutki i przedewszystkim MÓJ mogłam go w końcu zobaczyć,dotknąć i pocałować...dwie godziny po porodzie przewieźli nas na salę i byliśmy sobie już razem ciesząc się sobą...
wróciłam wczoraj ze szpitala długo Nam zeszło bo mały dostał żółtaczki powiem tylko tyle mały jest kochany je i śpi
jak w zegarku budzi się co 3 godziny na jedzenie...Następnym razem napiszę więcej...
a oto i mój skarb 56 cm 3220 g

nie wiem jak ja tego dokonałam ale w ciągu 2 tyg przybrałam 2 kg!!nie wiem czy to czasem nie opuchnięcie choć nie widzę go po sobie tylko taka ciężka się czuję...a w ogóle to nieodbrze mi jest...
Dopisane
przechodzę traume!!od wczesnego południa nie opuszczam łazienki powód wymioty plus biegunka jakaś masakra jest!!sprawdziłam na necie co to może być bo bałam się że to może być zatrucie pokarmowe a to są objawy porodu!!organizm sam się czyści przez co już starciłam kg siedzę właśnie z sokiem z czarnej porzeczki by choć trochę zmniejszyć biegunkę ale nie wiem czy coś mi to pomoże zobaczymy...
My nadal w dwupaku jesteśmy ale już niedługo...W piatek byłam na Ktg maleństwo jak zwykle spało
położna musiała je obudzić wstrząsając moim brzuchem później to tak się rozbrykało aż położna zaczeła się smiać...Zostałam zbadana i co się okazało Szyjka skrucona i rozwarcie na dwa palce podsumowując moja położna stwierdziła że do TYGODNIA urodzę
wszystko by się zgadzało bo wczoraj przed południem odpadł mi czop śluzowy przestarszyłam się jak cholera bo był bardzo podbarwiony krwią chwyciłam telefon i zadzwoniłam do p.Doroty mówiąc jaka jest sytuacja a ona ze stoickim spokojem mówi czekamy sobie cierpliwie bardzo dobrze że czop odpadł tzn że poród będzie na dniach
.
Mąż bardzo to wszystko przeżywa boi się że nie zdąrzy ale ja wierze że maleństwo poczeka na tatusia i będę rodzić razem z nim.Na 11 czerwca jestem umówiona na kolejne Ktg chyba że do piątku urodzę ale myślę że nie...zobaczymy już tak niewiele dzieli nas od najważniejszego spotkania!!
Dzisiejsza noc przejdzie chyba do rekordów powód spałam tylko 4 godz i tak jest mniej więcej od 4 dni jestem tym zmęczona bo wszędzie gdzie czytam pisze że powinno się pod koniec ciąży spać by mieć energię dla maleństwa a ja co??Dobrze że chociaż w ogóle oko zmrużyłam...Mąż też nie śpi po nocach czyżby się denerwował że dostanie telefon o treści :"Kochanie rodzę"
Za oknem właśnie ulewa,oberwanie chmury mam już dość tej pogody!!
Dziś na 19 jestem umówiona z położna na Ktg zobaczymy co tam w trawie piszczy
Jeśli chodzi o objawy przedporodowe to skurcze miałam już w nocy pierwsze dwa w odstępie 27 min a trzeci w odpstępie godziny a wczoraj były dwa co 40 minut.Maleństwo się przeciąga wypinając pupę,żebra to mnie tak bolą że już marzę o tym by maleństwo było po drugiej stronie brzucha
to tyle na dziś odezwę się po weekendzie bądz w niedziele jeśli do tego czasu nie urodzę
tak jak w tytule jeśli ktoś ma dużą łazienkę chętnie się do niej wprowadzę od trzech dni nie robię nic innego jak tylko spędzam tam pół dnia bo co chwile chce mi się siku...Do tego doszły problemy ze spaniem od 3 dni śpię może z 4 godziny w ciągu całej nocy zastanawiam się czy czasm nie jest to przygotowywanie organizmu do czuwania przy maleństwu...
Nie wiem ale mam nie odparte wrażenie że ja w następnym tygodniu wyląduje na porodówce ponieważ:
-coraz silniej odczuwam bóle krzyżowe dziś miałam wrażenie że wszystko wyjdzie mi tyłkiem
-maleństwo już tak bardzo się nie kręci a jak już to przeciąga
-brzuch twradnieje i tak jak by mnie piekł i swędział przy okazji
-waga mi spadła o 0.5 kg
nie wiem obym tylko dotrwała do wizyty u położnej.Torbę dla siebie mam spakowaną gdy coś nawet nie mówię mężowi o tym wszystkim bo będzie się denerwował,no nic pożyjemy zobaczymy
Weekend spdzony bardzo leniwie zaliczyłam jakiś krótki spacerek z mamą w sobotę za to całą niedzielę przeleżałam z laptopem na kolanach
Co tygodniowa spowiedz:
Tydzień Ciąży 37+opadający brzuch i strach w oczach mamy która kazała pakować torbę do szpitala
Waga:-0,5 kg co mnie bardzo zaskoczyło bo podobno chudnie się na kilka dni przed porodem hmm zobaczymy
Maleństwo:Kręci się,wypina co powoduje że mój brzuch róźnych kształtów przybiera
Zaczeły się skurcze przepowiadające nieregularne ale dość bolesne w ciągu dnia może z 2-3 takie skurcze mam co kilka godzin ale wtedy mam wrażenie że kręgosłup mi pęknie.Nie wiem czy mamuśki które już rodziły miały coś takiego ale ja mam wrażenie że główka dziecka to zaraz mi wyjdzie że jest tak nisko boję się że maleństwo mi wypadnie choć wiem że to nie możliwe
.Mąż panika pełna dzwoni pyta się jak się czuję czy ma zjeżdzać już czy czekamy bardzo się boi że nie zdąrzy a ja mam wrażenie że on przyjedzie i jeszcze tego samego dnia będzie mnie odwoził do szpitala.
Odebrałam wyniki badań można uznać że nie są złe w moczu podniosły się leukocyty ale to wina tego pieprzonego kamyka którego mam ważne że bakterie nieliczne Morfologia bardzo dobra co mnie cieszy badania na cytomegalię których bardzo się bałam wyszły negatywnie więc nie byłam i nie jestem zarażona więc maleństwu nic nie grozi za to poziom CRP podniesiony a powód?Bolące gardło i katar który mnie nadal męczy ale już w mniejszym stopniu.W następny poniedziałek odbiorę jeszcze jeden wynik biocenozę na obecność paciorkowca i do lekarza pewnie każe mi powtórzyć mocz i CRP jestem tego pewna.
O maleństwo pcha nózki pod żebra bosko to chyba jego ulubiona zabawa