coz nie pisalam przez tydzien bo duzo spraw na glowie bylo. co do diety to niestety nienajlepiej mi poszlo, sroda i piatek niezaliczone, a czwartek i niedziela hmmm tak na granicy powiedzmy!
wczoraj bylo ok, ale glownie za sprawa zwiekszonej dawki ruchu jak to zawsze w poniedzialki. w ogole obrzydzenie mnie bierze do slodyczy ale ciagle cos, a to imieniny w pracy byly, a to mama upiekla, a to mama przyniosla! do tego zbliza sie tlusty czwartek. paczki mi sa obojetne i pewnie po treningu bedzie poczestunek ale po ponad 2 godzinach capo I don't mind. ale jesli mama upiecze.... to niestety takim domowym sie nie opre bo sa po prostu milion razy lepsze niz te kupowane i do tego tak rzadko sie zdarzaja.
i niestety wczoraj na wadze rowniutkie 59 kg, na szczescie wymiary sprawdzone dzisiaj pozostaja bez zmian, a to mnie bardziej interesuje. zreszta poprzedni tydzien byl niemalze wzorowy i tez przybylo na wadze:)
do tego wszystkiego musimy z siostra (bo tak wyglada moje gospodarstwo domowe; ja i siostra) zacisnac pasa w tym miesiacu, bo bylo troche nieprzewidzianych wypadkow, a nie chcemy prosic rodzicow o pieniadze, wiec odbije sie to rowniez na jedzeniu niestety:(
do tego wszystkiego mam mega motywacje. 27 lutego wyjezdzam do cieplego kraju, wiec wiadomo plaza, bikini.....
do tej pory nie spieszylo mi sie z chudnieciem, dawalam sobie czas do maja, czerwca, ale zeby bylo juz raz na zawsze bez yoyo itp!!!! no ale wyskoczyl nagle wyjazd i teraz chcialoby sie zrobic cos glupiego zeby za te 2-3 tygodnie wygladac bosko, ale powstrzymam sie przed pokusa kopenhaski, faz uderzeniowych i innych diet dajacych spektakularne efekty. szczegolnie, ze podczas wyjazdu zamierzam jednak korzystac z miejscowej kuchni, szczegolnie, ze jest ona moja ulubiona:)) wiec nco mi z tego jak schudne teraz 5 kg jesli po powrocie bedzie 10 wiecej:)
trzymamy sie zatem planu, powoli do celu, jedyne co to zwiekszam ilosc ruchu i sprobuje porobic a6w, calosci nie zdarze, ale juz po 10 dniach widzialam efekty:) a moja zmora jest brzuch i boczki wlasnie!!!! nie cierpie tych cwiczen za ich monotonnie ale sa diabelnie skuteczne trzeba przyznac!!!! wiele razy juz je robilam, raz udalo mi sie wytrwac do konca:))
a tak w ogole to podziwiam was dziewczyny, ktore pracujecie i trzymacie diete, bo ja pracy stalej nie mam (choc szukam), ale jak zdarzy sie taki dzien, ze jestem caly poza domem to dieta lezy, przez caly dzien czesto nawet nie mysle o jedzeniu a wieczorem z glodu zjadlabym wszystko!!!
zabieram sie porzadnie za siebie, zeby do konca lutego bylo 57 kg i lepszy brzuch i boczki:))