Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Do odchudzania skłoniła mnie... waga ;) Gdy weszłam na nia i zobaczyłam wyrok 77kg powiedziałam DOŚĆ! A że niedługo wakacje to mnie tylko bardziej zmotywowało :) Tooo... co wyżej napisałam mniej więcej rok temu... Po w/w wyroku zrzuciłam 15 kg. w około 3 miesiące :) Potem przerwa.... stanęłam na 62kg. Wtedy stanęłam na 62kg dzisiaj zaczynam OD 62 kg :) Chcę być szczupła i nosić rozmiar 36/38 a nie 40.

Niebieskooka5620

kobieta, 24 lat, nie mogę powiedzieć

165 cm, 60.00 kg więcej o mnie


Postanowienie wakacyjne: Chcę nosić rozmiar 36/38!!! :) Świetnie prezentować się w 2-częściowym stoju kąpielowym. Być szczupłą :)

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

zły czas...

22 maja 2010 , Komentarze (10)

Wiele na głowie, dużo stresu, dużo myśli, dużo wydarzeń.

Wczoraj kolejna kłótnia z Lubym jak zwykle o pierdołę.
Nawet nie chce mi się ekscytować i opisywać tutaj wszystkiego bo to bez sensu.
Kilka moich niepotrzebnych zdań, kilka jego niepotrzebnych słów, niedobre emocje i tyle. Wyciągnęłam wczoraj rękę na zgodę. Chciałam pogodzić się bo po co trwać w jakiś takim obrażonym zawieszeniu. Dzwoniłam kilkanaście razy - nie odbierał... Myślałam że śpi bo późno było więc napisałam sms'a. Przeprosiłam za swoje słowa, zachowanie. Odpisał, że nie śpi ale nie ma ochoty zamienić ze mną choćby jednego jedynego słowa. Jeszcze raz przeprosiłam... On znów wysłał mi sms'a pełnego wykrzykników. Zadzwoniłam - nie odebrał. Napisałam więc że chce się pogodzić i jeszcze raz przeprosiłam. Nie odpisał. Napisałam wiec że ok, skoro tego chce to mogę się nie odzywać, ale nie dlatego że mi nie zależy tylko dlatego, że takie jest jego życzenie. Nie odpisał... Ponieważ nie mogłam zasnąć po jakiś czasie znów napisałam... że kocham, że mi zależy, że mi źle... Nie odpisał. Poszłam spać o 4 nad ranem, zasypiałam długo (choć nie wiem ile) słuchając świergotu budzących się ptaków - drażniły mnie.

Wstałam o 9. Nie odezwał się jak dotąd. Ja zgodnie z jego życzeniem też milczę. Wczoraj wyciągnęłam rękę po zgodę i dostałam po łapie. Dzisiaj nie wiem jak będzie. Nie wiem czy wytrzymam nie odzywając się. Nie nawidzę takich stanów. Dla mnie kłótnia zawsze powinna kończyć się pogodzeniem. Wyrzuty, krzyki, nawet płacz, w końcu rozmowa... wnioski, pogodzenie. Wczoraj tak nie było. Pewnie w końcu tak będzie tylko rozciągnie się to w czasie.

Moi rodzice wyjechali do domku letniskowego, a ja siedzie sama jak palec w domu. Posprzątałam, wykonałam też kilka podejść do kontynuowania pisania pracy, ale nie mogę się skupić. Napisałam jedno zdanie... wow... które pewnie potem i tak skasuje bo uznam że jest bez sensu. Zrobiłam obiad, ale nie ma kto go zjeść. On się nie odzywa... w zasadzie gotowałam dla niego, bo zawsze je u mnie obiady. Cóż... Wsadziłam do lodówki i stoi. Najwyżej będzie na jutro.

Miał dzisiaj pojechać do moich rodziców bo obiecał pomóc tacie w czymś tam. Dowiedziałam się niedawno że... nie pojawił się. Tego się nie spodziewałam po nim. Zawsze nawet jak był na mnie zły to za tatą moim by w ogień poszedł.
Mętlik w głowie, gapienie się w okno bo może przyjedzie, sprawdzanie co chwilę telefonu czy czasem się nie odezwał... Tylko po co ja go sprawdzam? Leży koło mnie na stole i gdyby ktoś dzwonił to bym usłyszała!

Marnuję czas... Nie mogę się skupić. Pieprzone zamówienia publiczne...

Życzę Wam          
kochane Vitalijki,     
żeby ten dzień        
był dla Was lepszy    
niż dla mnie.        
:*                 
Dodaj komentarz

w dowód uzaleznienia od Vitalii ;)

21 maja 2010 , Komentarze (4)

Hej laski!

Tak tylko na chwilkę wpadam. Chyba uzależniłam się od Vitalii bo nawet jak nie mam czasu to i tak chociaż na chwilkę muszę wejść.

Dietkowo OK dzisiaj :) Nawet bardzo, przynajmniej jak na razie. Ale to dlatego że czasu nie mam.
Ćwiczenia: zero, null, nic. Cały dzień na tyłku przed komputerem. Piszę pracę
licencjacką.


Cóż są rzeczy ważne i ważniejsze. Wcześniej ważniejsze było dla mnie odchudzanie. Miałam do niego chyba zbyt mało dystansu. Teraz goni mnie termin oddania pracy więc musiałam przewartościować swój system by zdążyć. Od początku pisanie pracy powinno być dla mnie priorytetem, ale jakoś tak zawsze było coś ważniejszego, ciekawszego czy też potrzebniejszego do zrobienia w danym momencie. Bardzo źle, okropnie,
nie-pra-wi-dło-wo organizowałam sobie czas przez ostatnie miesiące. Robiłam jedno zaniedbując drugie. Źle, źle, ŹLE! Teraz też będę niestety musiała zaniebać jedno żeby zrobić drugie. Więc! Niestety na pierwszym miejscu odtąd PISANIE PRACY! Potem jak zdążę ćwiczenia. Dietę MUSZĘ trzymać i nie mogę odpuszczać i grzeszyć. Grzechy są dozwolone (powiedzmy...) gdy się ćwiczy. Gdy się NIE ćwiczy grzechów być NIE MOŻE! Postanowione.

3majcie kciuki kochane!
Buziaki :***       

              


P.S. Zna się ktoś na ZAMÓWIENIACH PUBLICZNYCH? Byłabym wdzięczna gdyby ktoś dysponował jakimikolwiek publikacjami (e-book?) na ten temat i mógłby mi je udostępnić. Dokładnie chodzi mi o Zamówienia Publiczne w UE.
Dodaj komentarz

wizyta u onkologa

20 maja 2010 , Komentarze (6)

Byłam dzisiaj u onkologa w sprawie guzka w piersi. Myślałam że zrobi mi od razu biopsję (tak mi powiedział lekarz który robił mi USG), ale nie... Zbadał mnie tylko palpacyjnie (rękami). Pouciskał, po naciskał, pogniótł tak że teraz mnie bolą te moje groszki :( Powiedział, że owszem wyczuł guzka, ale jestem za młoda na raka piersi i mam się nie martwić na zapas. Jednocześnie jednak skierował mnie na biopsje, na którą jadę za tydzień - 27 maja. Kurczę czekałam 2,5 h godziny na poczekalni bo było opóźnienie w przyjmowaniu, żeby nie dowiedzieć się nic nowego. Wrrr... :/ No ale za tydzień biopsja, potem wynik i potem już wszystko będzie jasne.

Jeszcze raz dziękuję za życzenia urodzinowe :) :* Buziaki!

Dietkowo... tak se...
Rano (9:30): 2 x wasa z wędlinką z indyka i pomidorem, jogurt naturalny z wkruszonymi 3 orzechami włoskimi, kawa z mlekiem.
W ZG czekając na wizytę u lekarza (ok. 12:30) - duża drożdżówka z serem (ok... to nie było zbyt mądre).
Po powrocie (ok. 15:30) miseczka zupy ryżowej (taki jakby rosół tylko że nie z makaronem, a z dość mocno rozgotowanym ryżem) + kawa z mlekiem.
Niedawno (ok. 17:30) pieczone w piekarniku bez tłuszczu udko z kurczaka. Ze skórką.

Będzie coś koło... 1030kcal (na oko liczę). Zmęczona jestem po tej eskapadzie po ZG. Ide odpocząć, napiszę troszkę pracy... potem powinien Luby przyjechać. Wieczorem min. 60min rowerka postaram się zrobić i 30 min steppera.

Pozdrawiam kochane! :*
Dodaj komentarz

Urodzinkowo, tortowo :D prezentowo i... zębowo...
Na pewno nie dietkowo! ;)

19 maja 2010 , Komentarze (6)

Dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe :) Kochane jesteście, niezastąpione, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju! :***


Urodziny, urodziny... kolejne. 22 już :) Jak ten czas leci... Pamiętam jakby to było wczoraj jak zaczynałam studia na PWSZ, a tutaj już 1 lipca obrona. 3 latka minęły nie wiem kiedy. Jeszcze troszkę więcej jak rok temu ważyłam prawie 80kg. Ale wiecie że tego jakoś nie pamiętam... Nie pamiętam za bardzo jak wtedy wyglądałam. Może rzadziej niż teraz patrzyłam w lustro skoro mi to w pamięci nie utkwiło. A może widok tamten tak bardzo nie podobał mi się że go ze swojej pamięci wyparłam? Całkiem możliwe.

 

Zajrzałam do mojego Vita-Pamiętnika z przed roku. Tak tak już wtedy tu byłam :) Sprawdziłam historie pomiarów i… znalazłam pomiar z 20 maja 2009. Zrobiłam małe zestawienie z obecnym. Przy czym nie jest to podsumowanie całego mojego odchudzania gdyż owego 20 maja 2009r. byłam już troszkę schudnięto ;)


Tak było:


A tak jest teraz:


Czyli:


No, a wracając do dzisiejszych urodzin to rano wpadła psiapsióła moja z prezentem :) Bardzo fajną bluzeczką, z koronkowymi pleckami w kolorze koralowym :) Bardzo ładna :)

 Następnie wpadła siostrzenica. Zapomniała o urodzinach, ale to nic :) Nie ma przecież obowiązku pamiętania o urodzinach ciotki :) Poczęstowała mnie cukierkiem toffi :D Mniam… Taki wiecie… eklerek. Z wierzchu toffi, a w środku czekolada. Oczywiście że pożarłam. Ale na dobre to mi nie wyszło :( i nie chodzi mi o kalorie. Zakleiła mi się buzia, jak to przy eklerku bywa… Gdy otworzyłam…okazało się że owszem cukierek odkleił się od zębów, ale razem z moją plombą! „No niech to szlag tego eklerka!” – pomyślałam. A w rzeczywistości tylko zakryłam usta dłonią. Zmierzywszy językiem rozmiar szkody przerażona pobiegłam do lustra. No tak… cała plomba z dolnej 2-ki. No niezły prezent na urodziny… Od jakiejś złośliwej zębowej wróżki chyba bo musiałam wybulić na dentystę. Na moje szczęście dziś (w sumie wczoraj) jest (w sumie była) środa. A moja dentystka przyjmuje w Pn. i właśnie w Śr., a że od 16:00 to 15:50 wpadłam do gabinetu. Oczywiście co? Kolejka… No tak. Odsiedziałam godzinę. Weszłam do gabinetu i po 15 min. (około) wyszłam z nową plombą i lżejszym o 70zł portfelem. Pięknie.

 

Wróciłam do domu i jakże miło było. Siostra moja już na mnie czekała z prezentami i pysznym własnej roboty puszystym tortem śmietankowym z galaretką i owocami :)

O taki:


 2 kawałki pochłonęłam :D I nie żałuję nic, a nic! I tak schudnę :P Kiedyś… ;)

 

Oczywiście się pogodziłyśmy! Dostałam deodorant Nami Cambpel Cat Deluxe. Bardzo ładny, świeży, kwiatowy zapach.

 

A także szmizjerkę beżową i zwiewną tuniczkę – ot taką do latania jak my to mówimy :)

I jeszcze komplecik kolczyki i wisiorek :) i Pasek jeszcze na gumie fioletowy taki fajowski. Postarała się siostrzyczka. Aż przyznam że troszku byłam w szoku. Chyba mnie kocha ;) hehe Kocha na pewno :) Z resztą ja Ją też :)

 

Siostra robiąc tort nie dogadała się z rodzicami i Oni (kochani moi) też postarali się o tort dla mnie :) Zamówili u znajomej sąsiadki, taki tradycyjny. Średnio dobry ;P Taki tłusty krem troszku, ale zjadliwy :) I taki:


Only 1 small piece :)

 

Dostałam śliczne kwiatki! Uwielbiam kwiatki!

*** Od rodziców - Niecierpka w doniczce z kwiatkami o biało – różowych płatkach… Cudny!

*** Od cioci - bukiecik magnolii – piękne, białe i delikatne.

*** Od Lubego - długą czerwoną róże, no a jakże by inaczej ;)

*** I jeszcze dodatkowo od mamy bukiecik konwalii z naszego ogródka przy letnim domku.

Pachną oszałamiająco i są takie niewinne :) Ach… :)

 

No gdyby nie w sumie 3 kawały tortu, dietkowo byłoby dobrze ;P hehehe Ale dzisiaj udzielam sobie dyspensy bo mam urodziny :D Hm… czy ja się czasem nie za często tak sam rozgrzeszam i sama sobie wybaczam i udzielam różnych pozwoleń i dyspens? Hm…? Aj tam!

 

Swoją drogą jak myślicie ile może mieć taki kawałek tortu kcal? Ja stawiam że kawałek tego śmietankowego będzie miał… hm… ze 350kcal, a kawałek tego drugiego…. Z 500kcal… (tłusty strasznie, aż się na podniebieniu taki osad robił, fu…). Jak uważacie???

 

Dobra idę spać. Bardzo Was proszę 3majcie jutro (w sumie to dzisiaj już) za mnie kciuki bo mam wizytę u Onkologa :( martwię się troszkę… Pomyślcie chociaż chwilkę o mnie… Plizzz…


Dobranoc :*** Śpijcie słodko :)

Dodaj komentarz

Powiedziałam Lubemu! // Oskarżenia siostry... :/
wrrr....

18 maja 2010 , Komentarze (13)

Witajcie Vitaljanki moje niknące w oczach! :)

Zacznę może od diety :)
Wszystko byłoby pięknie gdyby nie pożarty przeze mnie grzech. W sumie to nawet nie wiem czemu uległam. Nie byłam głodna, nie miałam silnego parcia na słodycze... Jakoś tak po prostu. Byłam w sklepie kupiłam co miałam kupić i jakoś ręka sama powędrowała na półkę ze słodyczami wzięła to co mój wzrok przykuło, a potem w domu zjadłam TO bez zastanowienia, bez wyrzutów sumienia i w ogóle ot tak o :)

A było to coś pysznego... mmm... :D


- mmm? Aero, babelki są cudowne

- pyszne

- ciekawe kto wymyślił te bąbelki

- wyszłabym za niego za mąż

- nie, to ja bym wyszła za niego za maż!

- nie, tylko kobieta mogła by wymyślić takie fajowskie bąbelki

- to bym była jej najlepszą przyjaciółką

- a ja jej naj najlepszą przyjaciółką

- a ja jej naj naj lepszejszą!

(puk puk puk)

- oho? chyba nie wszyscy poczuli dzisiaj bąbelki?

193,55 kcal 


Ale nie jest źle bo zmieściłam się bardzo ładnie w 1000 kcal (1004 dokładnie).

30 min na stepperku i 60min na stacjonarnym pedałowcu,
a więc Aero mocą swoją sama sobie odpuszczam

No... a teraz coś o sprawie wczorajszej. Otóż powiedziałam Lubemu o zaproszeniu na kawę przez Pana mgr S. Co prawda opowiedziałam to w formie anegdoty, że "hahaha jakie to zabawne" i w ogóle "wyobrażasz sobie?!" Najważniejsze, że przyjął to całkiem normalnie. Zapytał tylko czemu mu to mówię. Powiedziałam że:

po 1. bo chcę być z nim szczera i wolę żeby wiedział ode mnie, a nie żeby dowiedział się później od jakiejś koleżanki czy coś.

a po 2. żeby wiedział że ma fajną dziewczynę, która podoba się mężczyznom na tyle że są w stanie zaryzykować swoją pozycję w pracy i stosunki w małżeństwie.

hyhyhy a co! niech wie co ma i doceni! ;P
Oboje się uśmialiśmy i jest ok :)

Fakt, że nie opowiedziałam mu wszystkiego jak to było na egzaminie. Nie powiedziałam jak niedwuznacznie magister mnie podrywał, jak komplementował i w ogóle.
Ale powiedziałam mu o meritum czyli o zaproszeniu na kawę. Ufff.... ulżyło mi.

I oczywiście ucinając wszelkie niedomówienia i wasze domysły chciałam powiedzieć, że nie chcę się spotkać z w/w Panem ponieważ kocham mojego faceta i mi na nim zależy!

(sprawa wyglądałaby całkowicie inaczej gdybym nie miała nikogo)

Tak jak powiedziała to panacotta : "teoretycznie możemy się spodobać 10 facetom dziennie, a miłości nie znaleźć..." więc to, że ktoś nas podrywa to w zasadzie normalne, normalne że możemy się komuś podobać, ale nie znaczy to że należy wiązać z tym faktem jakiekolwiek nadzieje czy plany. Tym bardziej jeśli mamy już kogo kochać.

A teraz coś mniej zabawnego, miłego... Coś co mną wstrząsnęło, co mnie ubodło do żywego. A mianowicie moja kochana siostra (8 lat starsza o której już pisałam wcześniej) powiedziała mi że wyglądam na twarzy jak kostucha. I że źle robię odchudzając się. Poza tym to Ona wyobraźcie sobie moje kochane... Ona podejrzewa mnie że biorę TO:

Białe, fet, włada czy jak to tam kto nazywa czyli AMFETAMINĘ!

No normalnie myślałam że wyjdę z siebie! Wybuchłam na nią, że to, że Ona kiedyś brała podczas swoich studenckich imprezek nie znaczy, że ja też się do takiego poziomu zniżyłam żeby to ruszyć, że nie widziałam tego nigdy na żywo na oczy i że nigdy nie brałam, nie biorę i brać nie będę!!! Że to najgorsze gówno jest i że nie po to zdrowo się odżywiam, ćwiczę codziennie żeby brać jakieś ścierwo i się truć! Oj... przegięła... Mogła mi powiedzieć co chciała w związku z moim odchudzaniem, ale nie posądzać mnie o TAKIE COŚ. Jak na razie jestem obrażona na Nią że mnie śmiała o takie coś posądzić, a Ona na mnie że tak na Nią wybuchłam. A wiecie co jest najśmiesznisze? Że moje oburzenie i ten mój wybuch Ona uznała za objaw potwierdzający jej przypuszczenia!!! Bom ostatnio nerwowa... Na łopatki mnie rozłożyła. A że jechałam wtedy na rowerku to jak nigdy, przestałam, wstałam i wyszłam. Jutro (w sumie to dzisiaj 19.05) mam urodziny, zobaczymy czy przyjedzie. Oczywiście że nie mam zamiaru się na nią całe życie obrażać :) Ale zwyczajnie jestem zła. Bo fakt że zrodziła się w niej taka myśl o mnie świadczy o tym że mnie w ogóle nie zna, a to już jest smutne.

A co do mojej nerwowości to owszem. Ale mam trochę na głowie ostatnio. Sesja, praca licencjacka, obrona, jakieś za przeproszeniem g....o które mi się zrobiło w piersi (po jutrze biopsja!), kłótnie z Lubym ech... Z resztą nie ważne.

Strasznie się rozpisałam. Ale traktuję ten pamiętnik jako faktyczny pamiętnik, a Was jak najlepsze przyjaciółki. W pewnym sensie nawet lepsze niż faktyczne przyjaciółki bo obiektywnie oceniacie, komentujecie i nie muszę się przed Wami wstydzić niczego :)
Za co Wam cholernie bardzo mocno dziękuje!!! :*


Idę oglądać Dr House sezon VI odcinek 22 "Help me" z napisami PL 
(kliknij na tytuł jak chcesz obejrzeć on line)

Słodkich snów życzę :*

Dodaj komentarz

Egzamin na 5, zaproszenie na kawę i Pan mgr S.

17 maja 2010 , Komentarze (13)

No i po egzaminie z Ustroju organów ochrony prawnej :) Dostałam 5 i... zaproszenie na kawę od wykładowcy :P hahaha

Telenowela! On mnie na serio podrywał! Tak serio serio!
Ale nie to jest najgorsze... najgorsze jest to że mi się to podobało!
I choć facet nie jest przystojniakiem to ma "coś" w sobie co mnie pociąga, jest jakiś rodzaj chemii między nami... Dodam że jest młody, ma około 30-35lat.
W ogóle ten cały egzamin był jednym wielkim flirtem! Spędziłam tam ponad 30min. gdzie odpowiedź na pytania dotyczące przedmiotu zajęły mi może 2-5min.
No i zaprosił mnie na kawę... A żeby nie było, że studentka i wykładowca to po mojej obronie. Wtedy już nie będę jego studentką. MASAKRA! Nie odpowiedziałam mu jasno, zostawiłam temat otwarty...

Boże gdybym była wolna, nawet bym się nie zastanawiała! Ale mam mojego Lubego którego kocham... I nawet jak myślę o tym że mogłabym iść na kawę z tym facetem (na niewinną kawę bez żadnego podtekstu) tak jak z kolegą to już mnie zżerają wyrzuty sumienia.

Problem tkwi w tym, że ten gość ma mój numer telefonu. Kiedyś wziął ode mnie na wykładzie pod pretekstem, że może go nie być za tydzień więc jakby go faktycznie miało nie być to zadzwoni do nas. No i poprosił o mój numer. Dałam głupia.
No i teraz się boję, że on będzie do mnie dzwonił... Mama mówi "to nie odbieraj", tak tylko że ja nie mam jego numeru... Musiałabym nie odbierać każdego telefonu z nieznanego mi numeru. A jak zapomnę i odbiorę odruchowo? Aj jaj jaj...

No i jeszcze jeden problem... Źle mi z tym że nie powiedziałam o wszystkim mojemu Lubemu. Ale wiem że jak powiem to będzie lipa... Obiecywaliśmy sobie szczerość i że nie będziemy się oszukiwać. Ale ja nie mogę mu powiedzieć o tej sytuacji bo on to pewnie opacznie zrozumie.... fuck... :/

Mam mały mętlik w głowie. Z jednej strony cieszę się z 5, pochlebia mi adoracja ze strony wykładowcy, a z drugiej mam wrażenie jakbym zdradzała mojego Lubego samą myślą na temat Pana mgr S.

Litości....

Dziś jedzenie good :) ok. 1020 kcal, i nawet bez słodyczy.
Ćwiczenia: 60min. rowerek i 30 min stepperek :)
It's good, It's goooooooood :)

Dodaj komentarz

Aj jaj jaj... co ta nauka z człowieka robi.

16 maja 2010 , Komentarze (3)

Dieta - niby dobrze gdyby nie... stres zagryziony kilkoma... no dobra no... kilkunastoma... w sumie to nie liczyłam, ale przez cały dzień nazbierało się :P
CIACHAMI
Dobre były :D

Ćwiczenia - ZERO. Pięknie! :/ wrrr....

Nauka - DUUUUŻOOOO..... dużo... ZA dużo... Fuuu...
Ustrój organów ochrony prawnej. Bokiem mi wychodzą sądy, trybunały, prokuratury, sędziowie, kolegia, prokuratorzy, rzecznicy... i inne dziadostwo.

No i jeszcze jako bonus - kłótnia z Lubym. A co sobie będziemy stresu żałować! No może nie ogromna... ale jednak stresująca. Ale, było minęło, przeproszeni, pogodzeni, niby OK.

Wracam do nauki, a Wy się tam ładnie odchudzajcie, szczuplejcie, znikajcie w oczach :)
Dobranoc :***

P.S. Idę po... ciastko...
Dodaj komentarz

przeprosiny i inne...

15 maja 2010 , Komentarze (4)

Dziewczyny z góry Was przepraszam jeśli w ciągu najbliższych dni Was zaniedbam. W poniedziałek mam ostatni egzamin z tej sesji. Potem pisanie pracy licencjackiej rusza pełną parą. Do połowy czerwca muszę oddać całą gotową. Ech... nie wiem jeszcze jak ja to zrobię ale jakoś muszę.

Wczoraj miałam dzień lenia. Nie ćwiczyłam. Nic a nic. Dostałam w końcu @ i brzuch mnie tak bolał że pół dnia przeleżałam a drugie pół nie miałam na nic siły. Napisałam kilka stron pracy ale przez ból nie bardzo mogłam się skupić.

Dzisiaj znów mała kłótnia z Lubym... O pierdołe oczywiście. O jakąś durną cześć do samochodu. Z resztą nie ważne. Odpocznę trochę od Niego, wyżyje się na rowerku i na stepperze i wieczorem będzie mi już lepiej.

Dodam jeszcze że wczoraj był piątek więc ważenie. Waga pokazała 61.0 kg. No. Nie jest źle, ale marzę żeby już zobaczyć 5 z przodu. Ostatnio widziałam taką cyferkę na swojej wadze hm... w gimnazjum? I to chyba na początku gimnazjum przy czym byłam jeszcze wtedy niższa. Aktualnie biorąc pod uwagę wzrost i wagę to ważę chyba najmniej w ciągu całego swojego nastoletniego i dorosłego życia. Na prawdę nie oczekuję wiele. Chce być szczupła. Nie chuda... nie chce żeby bolało mnie siedzenie na twardych krzesłach. Chce czuć się swobodnie w ciuchach i bez nich. Nie chcę się martwić fałdkami czy boczkami, nie chcę zastanawiać się czy jak idę/biegnę/tańczę/czy robię coś innego trzęsie mi się tu czy tam tłuszczyk. Nie chcę całe życie mieć "parę kilo za dużo". Tyle na dziś. Pozdrawiam i całuję.

Ta z niebieskimi tęczówkami :*
Dodaj komentarz

ŁaŁ! No Szał! i Woda Sodowa

13 maja 2010 , Komentarze (14)

Osz normalnie na kominie trzeba to zapisać że Niebieskooka na głównej zawitała! Ja! Dacie wiarę?! Jak dzisiaj weszłam na Vitalię to szoku doznałam :)
No no no  nie myślałam, że moje zakupy z mamuśką takie zainteresowanie wzbudzą :)

Dziękuję dziewczyny za wszystkie komentarze :) Jesteście Cudne, Nieocenione i bardzo mnie motywujecie :) Jak człowiek usłyszy (przeczyta) tyle komplementów na swój temat to od razu samoocena wzrasta i motywacja też :) Widzę przynajmniej, że ktoś dostrzega efekty mojej walki, wyrzeczeń i wylanych litrów potu.
DZIĘKUJĘ KOCHANE MOJE!!!

A co do dzisiejszego dnia to miałam pyszne śniadanko :D  2 x Wasa z truskawkowym Dżemem Łowicz :) Mmmm... Wszystkie sztućce lubią Łowicz :D I ja też :) I do tego pół dużego opakowania jogurtu naturalnego z wkruszonymi do środka 3 orzechami włoskimi. No i oczywiście kawka rozpuszczalna z mlekiem :)



Delektowałam się tym śniadankiem :) Bardzo mi smakowało :)
W miedzy czasie gdzieś miedzy śniadaniem i obiadem podjadłam jeszcze troszkę orzechów :D W sumie dwa całe chyba. Lubię orzechy. Są kaloryczne cholernie, a włoskie chyba najbardziej ze wszystkich! Ale są bardzo zdrowe! Więc nie powinno się ich sobie odmawiać, tak więc POLECAM! Aczkolwiek jeść z głową.

Orzechy włoskie - Są bogatym źródłem białka, witamin, składników mineralnych i nienasyconych kwasów tłuszczowych (50-70 proc). Mają dobroczynny wpływ na funkcjonowanie naszego mózgu, na proces zapamiętywania, są środkiem oczyszczającym krew i wzmacniającym. Wykorzystuje się je często w schorzeniach żołądkowo-jelitowych i skórnych. Sole mineralne w orzechach to fosfor, wapń, magnez i potas. Tak więc dużo orzechów powinny jeść osoby nadpobudliwe, wrażliwe na zmiany pogody czy czujące zmęczenie po obudzeniu się - to ostatnie jest też objawem świadczącym o niedoborze magnezu. Warto pamiętać iż orzechy włoskie są doskonałym źródłem Omega-3 dlatego też powinno się je włączyć do diety.

Szczegółowe dane:
Wartość energetyczna[kcal]: 645
Kwasy tłuszczowe nasycone [g]:6.56
Kwasy tłuszczowe jednonienasycone [g]:9.4
Kwasy tłuszczowe wielonienasycone [g]:41.16
Węglowodany ogółem [g]:18
Cholesterol [mg]:0
Sacharoza [g]:2.2
Błonnik pokarmowy [g]:6.9
Sód [mg]:2
Potas [mg]:476
Wapń [mg]:86
Fosfor [mg]:333
Żelazo [mg]:1.8
Magnez [mg]:99
Witamina A* [?g]:8
Beta-karoten [?g]:48
Witamina D [?g]:0
Witamina E [mg]:2.6
Tiamina (Witamina B1) [mg]:0.3
Ryboflawina (Witamina B2) [mg]:0.12
Niacyna (Witamina PP) [mg]:1.19
Witamina C [mg]:5.8


Na obiad - micha grochówki, też pyszna :D Moja mama to chyba najlepszą na świecie grochówkę robi :) Lepszej nie jadłam jeszcze :)

Kolacja...? Dopiero będzie... Chyba puszka tuńczyka w sosie własnym... albo serek wiejski. Jeszcze pomyśle co by zjeść sobie :)

Wciąż za mną chodzi makrela wędzona. Ludzie! Nie wiem co się dzieje. Jeszcze niedawno od samego zapachu mnie odrzucało a teraz jak sobie przypomnę zapaszek i smak to mi ślinka leci. Muszę Kupić i pożreć! Chyba jutro :)

Byłam dzisiaj u lekarza. U ginekologa. No i od pasa w dół zdrowa jestem ;) Zrobiła mi cytologię. Mam nadzieję że nie zajdę w ciąże od tej cytologii :P NO CO?! Majka zaszła :) hehehehe
Poza tym pani ginekolog pochwaliła decyzję o pójściu prywatnie na USG piersi z tym guzkiem i powiedziała że wybrałam bardzo dobrego lekarza i na pewno zajmie się mną w 100% jak należy :) 20 maja mam mieć PCI. To już za tydzień... Ale jestem dobrej myśli. Staram się.

Chciałam się jeszcze pochwalić że... przyszedł... ON!

Wiecie kto?

No zgadnijcie

????

Nie nie na pewno nie ten, o którym myślicie, nie nie...

Niestety nie...

I ten też nie...


No dobra już powiem :) Albo pokaże :D ON przyszedł:



W końcu!!!
Z tym że jakiś brudny był nie wiem czemu :/ Niby nowy, a musiałam umyć i w ogóle w dwóch miejscach nie zeszło. Jakiś pomarańczowy nalot. Troszkę skrzypi co któryś krok... Ale liczę na to że się wyrobi. I nie doczytałam na aukcji, że nie ma regulacji jeśli chodzi o siłę nacisku. I dość ciężko chodzi. Przeszłam niecałe 300 kroków na próbę i poczułam to w udach. Jest moc! Będzie działać :D Tylko żeby mi się nie rozbudował trójgłowy uda... Tłuszcz ma się palić! Jarać! Topić! Znikać bezpowrotnie! No. I będzie bo JA tak mówię :)

Dzisiaj już przejechałam 60min (21km) na rowerku. Zaraz dorwę stepper :D Podczas oglądania Majki (ta co przypadkiem zaszła w ciąże przy robieniu cytologii :P)


Lecem! Ubóstwiam WAS!!!! Pa :)


EDIT: Podreptałam na stepperku 30min - 1500 kroków. Jezu! Mokra byłam i nie mogłam już więcej bo mi normalnie nogi mdlały. Łał... Ale wiecie co... to cholerstwo SKRZYPI! I już nie troszkę, a bardzo :/ Mam nadzieje że po naoliwieniu będzie dobrze.
Dodaj komentarz

Mały schopping z mamuśką :) FOTKI.

12 maja 2010 , Komentarze (64)

Dzisiaj musiałam iść do wydziały komunikacji załatwić pewną sprawę więc mama moja przyłączyła się na doczepkę i przy okazji odwiedziłyśmy kilka sklepów :)


Zakupiłam satynową spódniczkę do komplety do satynowej koszuli. Będę miała na egzaminy i już na obronę. A co najlepsze... Spódniczka jest w rozmiarze 38 (a nie jak dotychczas 40) i leży świetnie! Nic się nie odznacza, nie odciska! Hurrra!!!

O a tu fotencję: 

Koszula jest pół biała, a pół czarna. Pod biustem jest odcięcie i zaczyna się taki jakby gorsecik czarny i są szlufki na paseczek. A spódniczka jest zwykła prosta, skromna do połowy kolanka :)

I Po raz kolejny się przekonałam że aparat w tel. mam do du... (5 mega pixela yhm...) aj... Tzn. na dworze fajne fotki robi. Ale tak w domu i w dodatku do lustra to o... jak widać.

I kupiłam jeszcze białą koszulę długą, leciutko prześwitującą. Zainspirowała mnie do tego Avika87. Mam nadzieję że nie obrazi się na mnie że zgapiłam :P hehehe

- Nie obrazisz się Słońce?



No i do legginsów właśnie przymierzyłam (uwielbiam legginsy!) :) I pasek obowiązkowo. Tylko tak...

Wersja z paskiem takim gorsetowym na gumie w talii...


Czy... Z paskiem na biodrach...???



Ależ ja mam duży tyłek... Fu... Do wszystkich zdjęć chyba się będę tylko i wyłącznie bokiem ustawiać :P hehe

I już chyba nigdy nie zdejmę obcasów hehe :) Wyszczuplają... Szczególnie te ze zdjęcia :) Mają 12 cm!!! "Trochę" nogi w nich bolą... ;)

Piszcie opinie dziewczyny! Mile widziane także te negatywne. Pozdrawiam :)

EDIT:
Kochane... nogi to ja mam ładne w czarnych legginsach :P dlatego tak je kocham. Bez nich moje nogi to tłuszcz i cellulit :/ Tzn. łydki są ok, ale UDA (57cm)!
Wystarczy spojrzeć na moje wymiary i od razu widać że nie jestem taka szczupła jak by to wskazywały zdjęcia (szczególnie te bokiem). Ale... będę!!! :D hehe ;)
Dodaj komentarz