Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym się nie odchudzała.Zawsze byłam kuleczką,ale proporcjonalnie zbudowaną i zgrabną,choć ważyłam ok 65 kg.Jadłam co chciałam, lubiłam ruch i byłam sobą-ot dziewczyną z poczuciem humoru.I postanowiłam się odchudzać,wpadłam w pułapkę o nazwie jo-jo. Teraz myślę, że fajnie by było ważyć te 65kg...czasu nie cofnę. Może inni wyciągną z tego wniosek...?Jeśli nie musicie...nie odchudzajcie się. Teraz wyznaczyłam sobie cel 70kg, ale będę się bardzo cieszyć jeśli waga nie będzie większa od 79kg.To i tak szczyt moich marzeń.

abiozi

kobieta, 40 lat, Toruń

158 cm, 110.00 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Wspomnienie po włosach...

24 lutego 2012 , Komentarze (11)


No tak...włosy to zostały wczoraj u fryzjera

Dzięki za słowa otuchy...a pewnie, że odrosną.

Byłam dzisiaj w pracy...reakcje kolegów były piorunujące!

Choć bałam się zdjąć kaptur od kurtki.

"Bardzo duża zmiana"

"Ale pasują do Pani"

"Wygląda Pani dużo młodziej" - to od szefa 

"Bardzo ładnie Pani wygląda"

Normalnie szok!!!

Koleżanek dzisiaj w pracy nie było... i dobrze.

Teraz to nawet sama ma ubaw z tej fryzury i mnóstwo skrajnych emocji.

Już sama nie wiem co o niej myśleć, ale mimo wszystko dobrze się w niej czuje.

Muszę pomyśleć o zdjęciu...i to nim odrosną
Dodaj komentarz

Fryzjer...

23 lutego 2012 , Komentarze (15)

Witajcie Kochani!!!
Dziękuję za pamięć i wsparcie.

Od kilku miesięcy mam cudownego fryzjera, któremu dzisiaj zbytnio zaufałam...
Dałam mu wolną rękę i... zostałam prawie bez włosów.
Normalnie trudno mi w to uwierzyć.
Patrzę w lustro i nawet nie mam siły płakać.
A jutro do pracy...
Boże jak ja się ludziom pokarzę?
Włosy nie mają nawet 0,5 cm.
Skórę głowy widać i to bez problemu.
Sam fryzjer stwierdził, że obciął mnie na irokeza.
Po bokach dosłownie mnie wygolił i tylko na czubku coś zostało...masakra.

Przydarzyło się Wam coś takiego?

Ja wiem, że odrosną ale długo....bardzo długo będę musiała na to czekać...ech
Dodaj komentarz

Witajcie Kochani!

18 lutego 2012 , Komentarze (8)


Już kilka razy zabierałam się, by napisać, choć kilka słów, ale nie wiem co napisać.
Jakaś straszna pustka w głowie.
Ale jestem kochani!
Choć nie piszę to jestem i pamiętam o Was, i mocno trzymam kciuki za realizację Waszych planów.

22 lutego minie rok od operacji mojego męża - rak jelita grubego. 
Usunięto mu fragment jelita grubego, cienkiego i pęcherza. 
Bardzo wychudł w czasie choroby, ponad 30 kg. 
Przeszedł chemioterapię i radioterapię.
Aktualnie jest pod kontrolą i co 3 miesiące ma robione badania.
Czuje się bardzo dobrze.
Wrócił do poprzedniej wagi.
Dla mnie to cud.

W pracy też dobrze.
Nabrałam pewności i lepiej sobie radzę z obowiązkami.
A to dzięki temu, że poszłam do psychiatry i psychologa, a diagnoza to depresja.
Pracuję nad sobą.
Znowu się uśmiecham i panuję nad sobą.
To trochę tak jakbym na nowo odnalazła siebie sprzed 20 lat.
Mniej się boję i staram się cieszyć z tego co mam.

Kończę studia.
Został ostatni semestr.

Już myślę co będę robić później.
Myślę, że każdy powinien mieć pasję, hobby, jakieś zainteresowania.

Nie chcę obiecywać, że będę częściej pisać ale postaram się.

Z moją wagą bez zmian ale znowu dojrzewam do tego by się za nią zabrać.

Pozdrawiam Was serdecznie
Dodaj komentarz

Kochani!!!!

22 listopada 2011 , Komentarze (27)

Witajcie!
Przepraszam, że milczę ale tak jakoś...sam nie wiem...ech

Z Piotrkiem SUPER!
Tak - to prawda!
Zakończył radioterapię i chemioterapię, i czuje się wspaniale.
Wrócił do swojej wagi z przed choroby.
Teraz zostały już tylko wizyty kontrolne.

Ja rozpoczęłam ostatni rok studiów magisterskich.
Czas bardzo szybko leci i będzie mi ich brakowało...oj będzie

W pracy ok.

A ja?
Tak...wylądowałam u psychiatry i psychologia z rozpoznaniem depresji.
Trudno było mi to napisać ale zrobiłam to byście zrozumieli, że nikt nie powinien się wstydzić takiej właśnie pomocy.
Psychiatra utrzymał lek, który zapisał mi lekarz rodzinny.
Psycholog wyjaśnił mi parę spraw i bardzo mi to pomogło.
Pracuję nad swoim postrzeganiem świata i zaczynam czuć się szczęśliwa.
Długo by o tym pisać ale nie tym razem.

Trzymajcie się Kochani i pamiętajcie, że sercem jestem z Wami!!!


Dodaj komentarz

Kochani!

4 września 2011 , Komentarze (18)

Dawno się nie odzywałam.
Wiem,...ale tak jak napisałam wcześniej było mi trudno i trochę się w sobie zamknęłam.

Mój mąż czuje się bardzo dobrze, jakby w ogóle nigdy nie miał raka.

Jest po czterech 5-dniowych chemiach i po prawie dwu miesięcznej radioterapii.
Czekają go jeszcze dwie chemie.

Boże chroń Go.

Zakończyłam pierwszy rok magisterki i za kilka tygodni zacznę ostatni rok.
Jestem już zmęczona tymi studiami.


Jeśli chodzi o mój stan psychiczny to jednak poszłam do lekarza.
Biorę leki i wreszcie mogę pracować, i skupić się na rzeczach istotnych a nie zalewać się nieustannie łzami, i czuć bezradnie.

Bardzo pomogli mi Przyjaciele.

Stała się też rzecz nieprawdopodobna - wyjazd na urlop ale jaki wyjazd.
O tym napiszę innym razem.

Waga?
Oj chyba uaktualnię mój pasek. Jakieś 110 kg.
Bolą mnie stopy - wiem dlaczego.

Dziękuję, że Jesteście.
Dodaj komentarz

Kochani!

18 czerwca 2011 , Komentarze (10)

Kochani tak bardzo chcę być  z Wami w kontakcie a z drugiej strony nie wiem co pisać.

Wiem, że tu na Vitalii nie można się zbytnio "odkrywać" bo choć tak wiele Vitalijek pomaga i wspiera to zawsze znajdzie się "ktoś" kto cię nie zrozumie.

Kiedy obawiam się by pisać wszystko tak szczerze to wolę nie pisać wcale.

A tak w ogóle to u mnie w miarę ok.

Najważniejsze, że Piotr wraca do zdrowia.
Przed nim czwarta już chemia.
Wygląda i zachowuje się tak jakby nigdy nie miał raka.
Dla mnie to cud.
Patrzę na niego i szczypię się bo nie mogę uwierzyć, że jest aż tak dobrze.
Jestem tak bardzo wdzięczna za to Bogu i Lekarzom, i Wszystkim, którzy nas wspierali i dalej wspierają.

Z moją psychiką jest różnie i dziwnie.
Staram się nie poddawać i być silna ale czasami dopada mnie tak przeogromne przygnębienie i smutek, że...
Trudno mi znieść te nieustanne zmiany nastroju i boję się, że kiedyś nie wytrzymam i zrobię coś mega głupiego po czym będzie już tylko gorzej.

Na studiach doprowadza mnie do szału niesprawiedliwość w ocenach wykładowców.

W pracy wkurza mnie brak zrozumienia u szefa i współpracowników.
Jedni pracują a drudzy korzystają i muszę się z tym pogodzić albo odejść.

A waga?
A waga rośnie...
Ech...

Dodaj komentarz

Kochane Vitalijki!

8 maja 2011 , Komentarze (12)

Bardzo przepraszam, że Wam nie odpisuję
Proszę nie gniewajcie się na mnie - muszę się poprawić - postaram się.
Ja o każdej z Was bardzo ciepło myślę i z całego serca dziękuję za rady, za wsparcie.
To bardzo pomaga.

Właśnie segreguję wszystko co mam w mieszkaniu i w szufladach, i na półkach, i w szafach.
Przez wiele lat nie umiałam pozbywać się rzeczy.
Wszystko mogło się przydać.
Czuję, że nie mogę już oddychać przez te graty.
Nie wiem co się ze mną stało ale mam ogrom energii w sobie.
Zaczynam rozprawiać się ze sprawami, które latami zalegały u mnie.
Oby mi tylko starczyło siły i tej wyjątkowej energii.
Za wszelką cenę chcę żyć i być szczęśliwą, i dzielić się tą radością i miłością z ludźmi.
To ludzi należy gromadzić a nie rzeczy.
Trzeba kochać siebie i ludzi.
I nie tracić nawet chwili by mówić ludziom, że się ich kocha.
Bo nie znamy dnia ani godziny.
Wszystko jest tak ulotne.
Więc ja chcę tu i teraz.
Wyciągam wnioski z tego co było i idę dalej.
Dość cofania się.
Chcę być silna!
Chce być zawsze uśmiechnięta.
Muszę uwierzyć, że mogę wszystko.
Wiem, że w życiu zdarzają się różne rzeczy i na wiele nie mamy wpływu ale nigdy nie możemy się poddawać, nigdy nie traćmy nadziei. 
Oby właśnie nadziei nam nigdy nie zabrakło.
Jeśli upadniemy obyśmy zawsze znaleźli siłę by wstać i oby znalazł się choć jeden człowiek, który poda nam rękę.
Wierzmy w siebie i w ludzi.

Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę, że znalazłam w sobie to światełko.
Czuję ogromną życzliwość ludzi i obecność Boga, który daje mi siłę.

Tak bardzo chcę wychodzić do ludzi i spotykać się z nimi.
Wiem, że każdy nowy dzień przynosi rozwiązania.
Czasami trzeba przeczekać zły czas ale nigdy nie tracić wiary w lepszy poranek.

Nie mamy z Piotrkiem pieniędzy ale jutro może się to zmienić.
Będziemy szukać sposobów by było lepiej.
Nigdy nie wiesz co przyniesie jutro.
A trzeba wierzyć, że będzie lepiej.

Kocham Was!!!

P.S.
Nie biorę żadnych dopalaczy

Dodaj komentarz

Kochani!

30 kwietnia 2011 , Komentarze (6)

Nie lubię poruszać tematów finansów ale tym razem chyba muszę się z Wami podzielić pewnymi przemyśleniami.
Miałam nadzieję, że nigdy mnie to już nie spotka w życiu choć bardzo się tego bałam.
Pracuję, pracuję uczciwie ale od jakiegoś czasu a właściwie z nowym rokiem gdy od przychodów miesięcznych odejmę rachunki jakie mam z Piotrem do zapłacenia to nie zostaje na jedzenie.
Miałam nadzieję, że to chwilowe, że sytuacja zmieni się na lepsze ale jest gorzej.
Właśnie przeliczyłam przyszłą moją wypłatę i Piotra zasiłek chorobowy w wysokości około 200 zł za cały miesiąc chorobowego. 
W tym miesiącu ledwo starczy na rachunki. 
Nie zostaje na jedzenie i na oddanie pożyczonych pieniędzy.
A są miesiące gdy rachunki znacznie przekraczają przychody.
W kwietniu doszło OC samochodu i przegląd auta, a także jego naprawa.
Nie mamy nadzwyczajnych rachunków: prąd, gaz,czynsz,internet-telefon,kablówka,moje czesne,paliwo na samochód i po pieniądzach. 
Zacisnąć pasa? 
Ale na czym? 
Jednie kablówka ale to 40 zł miesięcznie i zostaniemy z 1 i 2, a Piotr całe dnie i wieczory spędza w domu bo choruje i to jedyna jego rozrywka. 
Raczej trzeba by więcej zarabiać ale jak? 
W mojej pracy marnie się dzieje bo kryzys nas coraz bardziej wykańcza i mogę nawet zostać bez pracy a co w tedy? 
Piotr nie może pracować. 
Nie mam jak dorobić. 
Mój Boże - jak żyć dalej? 
Jak Wy sobie radzicie?
Od jakiegoś czasu próbuję sprzedać moją suknie ślubną ale nic z tego.
Wystawiłam na Allegro książki ale tu też klapa.
A tu jeszcze rok studiów - przecież z nich nie zrezygnuję.
Boję się...
Jak to jest, że uczciwie pracujący człowiek nie ma pieniędzy za zapłatę wszystkich rachunków i wyżywienie.


Dodaj komentarz

Kochani!

27 kwietnia 2011 , Komentarze (11)

...czas tak szybko leci, że...ach

Wszystkiego dobrego na "poświętach".

Dzisiaj zawiozłam mego męża na II pięciodniową chemię.
Piotrek czuje się bardzo dobrze.
Przybiera na wadze i ma duży apetyt.
Od operacji czyli od 22 lutego przybrał  jakieś 7 kg.
Uwielbia twarogi, jogurty, winogrona i czekoladę mleczną z orzechami.
Szczególnie ta czekolada jest dla mnie zaskoczeniem bo jak znam go 9 lat to w zasadzie nigdy jej nie jadał. A teraz wciąga 1 dziennie. Pewnie uzupełnia magnez i żelazo.

A ja?
Mam chyba depresję.
Mam dziwne lęki, jestem niestabilna emocjonalnie. Nie mogę się na niczym skupić. Jest mi trudno zarówno w pracy, na uczelni jak i w domu. Nie umiem się zorganizować. Mam problemy z pamięcią. I strasznie boję się jeździć samochodem szczególnie jako pasażer. Czasami nie umiem wytrzymać sama z sobą. Ach...ratuję się neopersenem forte. Pomaga mi. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę sobie radzić bez niego.

O diecie nie ma co mówić.

Dziękuję, że Jesteście i serdecznie Was pozdrawiam.
Dodaj komentarz

Kochani!

25 marca 2011 , Komentarze (15)

Kochani! Piotr bardzo szybko wraca do zdrowia.
Ma ogromny apetyt.
Przybrał już 3 kilogramy.
Zgodnie z zaleceniami je dużo białka a uwielbia twarogi, jogurty i owoce.
Je często a mało.
Dużo pije wody.
Jest uśmiechnięty i tak cudownie jest się do niego przytulić bo choć szczupły jest ciepły.
Tak jak przed chorobą mógł dorabiać za kaloryfer.
Bo gdy chorował był blady, twardy i bardzo zimny, aż trudno mi w to uwierzyć ale tak było.
Bardzo go kocham.
Wiem, że wyzdrowieje i że jeszcze będziemy mieli dzieci.
I że się razem zestarzejemy.
Jeszcze dużo czasu przed nami.
A w przyszłą środę 30 marca zaczyna pierwszą chemię i 5 dni w szpitalu.
Znowu zostanę sama w domku ale czas szybko zleci i będziemy razem.

Muszę też pomyśleć o sobie.
Smutki zajadam więc znowu mi przybyło.
Waga jest gdzieś koło 109 kg.
No i koniecznie muszę wybrać się na kontrolę do ginekologa.
Zarejestrować do dentysty i okulisty.

W samochodzie trzeba też wymienić olej, ot wiosna.

Ale mam też ogromną ochotę na umycie okien i zmianę firanek.
I nadzieję, że uda mi się odczarować ten zły czas, który był.


Dodaj komentarz