Tak sobie uświadomiłam wczoraj, że nie piszę w ogóle co piję. Czasami piszę, jak trzeba to coś zsumować z innymi pochłoniętymi kaloriami. Przeważnie jednak piję wodę mineralną niegazowaną, herbatę (głównie czerwoną, czasem jakąś ziołową, bardzo rzadko czarną z cytryną) bez cukru i kawę bez cukru i bez mleczka (jak czasem piję kawę z dodatkami, to wszystkie kalorie dodaję). Wody wypijam mniej-więcej 2 litry w dni, kiedy jestem raczej w domu i około litra, kiedy jestem bardziej zabiegana. Herbaty pewnie około 4 szklanek. Muszę przyznać, że na początku miałam duży problem z piciem wody. Nie lubiłam takiej bez gazu i ciężko mi się było zmusić do wypicia szklanki, a co dopiero mówić o 1,5 l. dziennie. No ale się przemogłam i piję już z mniejszą niechęcią, aczkolwiek dalej z poczucia obowiązku, a nie z potrzeby serca. Tak już chyba zostanie do końca świata. Może taką malutką przyjemność sprawia mi szklanka wody z cytryną, którą wypijam zawsze rano, w celu odkwaszenia. Do tego ta nieszczęsna kawa. Niby nie ma kalorii, ale strasznie nią straszą dietetycy. A ja lubię. Nie chodzi nawet o jakieś działanie pobudzające, bo chyba tak na mnie nie działa kawa. Zwyczajnie mi smakuje. Z wywaleniem z diety napojów gazowanych i słodzonych nibysoków nie miałam problemów, bo nigdy ich nie lubiłam specjalnie. Właściwie to poza kawą mało co piłam zanim się zaczęłam w miarę świadomie odchudzać. Może wodę z gazem i bardzo słodką czarną herbatę. No i bardzo kaloryczne i rozpychające piwsko, po którym dostawałam napadów wilczego apetytu. A piszę to wszystko, bo chyba jednak picie jest ważne przy odchudzaniu. I to złe, z którego kalorie przeważnie zupełnie ignorujemy, i to dobre, które przyspiesza metabolizm, oczyszcza i pomaga ciału dobrze pracować.
Ale się rozpisałam:). Idę dzisiaj na jakiś większy spęd ludzki z grillem i innymi takimi świństwami. Mam zamiar tam zjeść ewentualnie kawałek kury i jakieś warzywa, jeżeli będą, ale nie wiem jak mi wyjdzie:D. Dzisiaj był dzień bez biegania, za to z wymęczonym callanetics (wszystkie mięśnie moje spały i chyba dalej śpią). Słońce pięknie świeci, więc może uda mi się trochę połazić. Miłego dnia dziewuszki.
Śniadanie: 2 ogórki małosolne, jajo na miękko, 2 wasy, sok grapefruitowy bezcukrowy, pół szklanki mleka z niezabitymi bakteriami (około 317 kcal)
Jak bym nie mogła sobie darować: Kawa z miodem (tego miodu darować, znaczy się) (około 55 kcal)
Dodaj komentarz