Takiej porażki to już dawno nie poniosłam. Dzisiejszy dzień zaliczam do straconych.
Wpadł dzisiaj do Nas kolega na chwilkę i z uśmiechem oznajmił,że wpadnie do Nas za jakieś dwa tygodnie. Ja wiem po co:)Zaprosić nas na swój śłub. Cieszę się bo w końcu sie pobawimy, tak dawno nigdzie nie byliśmy. Ale sen z powiek spędza mi fakt,że muszę zakupić sukienkę,a czasu mam coraz miej. W dniu jego ślubu muszę ważyć przynajmniej 5 kg mniej. Muszę ostro zabrać się za siebie, bo taka gruba nie pokażę się ludziom na oczy:(