Hej Dziewczęta. Dzisiaj w miarę ok, muszę teraz na nowo przywyknąć do szkolnego rozkładu dnia i posiłków. Tyle miałam ostatnio wolnego i obijania się, że masakra ;). Menu się dzisiaj nawet trzymałam, wypiłam tylko nadprogramową słodką kawę z automatu i trochę kompotu. No i oczywiście jak kręciłam się po kuchni to tu skubnęłam, tam skubnęłam i wiadomo. Ale nie jest tak źle. Wątpię tylko czy uda mi się od takiego czegoś schudnąć. Utrzymać wagę może tak, ale co mi po utrzymaniu jak chcę ją stracić!
Rano były płatki Corn Flakes z mlekiem, w szkole jabłko, pomarańcze i jogurt ale Owoc truskawka. Przyszłam do domu i zrobiłam zapiekankę ryżową (przy tym właśnie podskubałam tego i owego). Potem była jakaś Wasa, znowu jabłko, znowu pomarańcze. I właściwie to wszystko. Kalorii już dzisiaj nie chce mi się pisać, ale mam wszystko w swoim zeszyciku.
Idę już kochane, bo zrobiło się późno, a muszę jeszcze ogranąć pokój, spakować się, umyć no i kłaść się jak najszybciej. Na szczęście jutro na 8.50. ; )
Dzisiejszy dzień w porządku, jeśli chodzi o dietę to nawet trzymałam się planu, tylko kilka małych jabłek za dużo. Myślę, że to nie tragedia, ale nie powinno ich być. Jutro szczegółowiej wszystko opiszę, dziś nie mam już czasu. Idę ustalać menu na dzień jutrzejszy. Pa :*
Hej Dziewczyny. Notka pisana po północy, więc się nie zdziwcie jeśli chodzi o daty. ;) Ostatnie kilka dni- zupełna porażka. Nie wiem ile ważę, pewnie dużo. Od jutra biorę się do roboty. W pon. idę wreszcie normalnie do szkoły i nie będzie żadnego łażenia po kumpelach, więc będzie mi łatwiej na pewno. Tzrymajcie za mnie kciuki.
Hej. Dzisiaj rano było ważenie i mam dobre wieści. 67,5 :). Kilogram mniej! ;D Wiem, wiem, że na razie to sama woda, ale i tak cieszy ;). Niestety z paskiem mam coś nie tak i pokazuje 68, zamiast 68,5 kg.
Dzień spędzony pozytywnie, byłam u tej kumpeli, oczywiście zaserwowała ciastka. Zjadłam 2 pierniczki i kilka takich małych ciasteczek nie ma to jak styczeń bez słodyczy, ale zostawiłam sobie 200 kcal luzu i chyba się zmieściłam, nie? Najgorsze, że z czwartku na piątek (pt. też mam wolny ;d) mam iść do niej na nockę. Nie chciałabym z tego rezygnować, ale jedzenie na pewno jakieś tam będzie. I nie chodzi już o to, że z grzeczności będę musiała coś przegryźć, ale jak postawi przede mną, dajmy na to, miskę z chipsami, to wątpię bym mogła się tak łatwo powstrzymać. Cóż, trzeba ćwiczyć silną wolę...
MENU
śniadanie: 3 Wasy z jajkiem i sałatą: 155 kcal
II śniadanie: ciasteczka ;( ??? + jabłko: 60 kcal
obiad: omlet + groszek i marchewka: 464 kcal, kawa: 50 kcal
kolacja: Jogobella śliwkowa: 140 kcal, to co na śniadanie: 155 kcal
RAZEM: 1024 kcal + ciastka ;c
Hej Kochane. Dzisiejszy dzień też ok, pierwszy dzień w szkole po świątecznej przerwie. Nie wiem po co tam poszłam. Kompletnie nic nie zrobiliśmy. Na żadnej lekcji. Zero notatek, ćwiczeń, nic. Skończyłam wcześnie, bo o 13.20, wróciłam i tak mija ten dzień jakoś powoli. Jutro mam wolne (jakieś próbne testy, czy coś ;d), idę tylko na dodatkowy angielski. No i może przejdę się do kumpeli, bo mnie zaprosiła. Martwię się tylko, że może mnie poczęstować czymś niekoniecznie dietetycznym. Potem tak głupio odmówić i wgl ;(. Obmyśliłam sobie, że przy układaniu jutrzejszego jadłospisu zostawię sobię trochę dodatkowych kalorii i zobaczę, czy coś u niej zjem czy nie.
Dzisiaj dietkowo nawet ok, chociaż trochę podjadłam tego i owego pomiędzy posiłkami, ale na prawdę nie dużo. Ale uwaga, ć-w-i-c-z-y-ł-a-m! Normalnie jakąś godzinę, dywanówy, skakanka, hula- hop. Jestem z siebie dumna. ;D
MENU:
śniadanie: serek homogenizowany Pilos - 200 g: 158 kcal; 2 Wasy pszenne: 75 kcal
w szkole: małe jabłko: 50 kcal; pomarańcze: 60 kcal; Jogobella wiśniowa: 143 kcal
obiad: filet z indyka z ziołami na parze - 200g: ok. 250 kcal; surówka: 150 kcal
kolacja: Activia truskawka + kiwi: 157 kcal; pomarańcze: 60 kcal; małe jabłko: 50 kcal
RAZEM: 1153 kcal + jakieś nadprogramowe jabłko, pomarańcze i łyżka kaszy gryczanej :(
W 1300 chyba się zmieściłam, ale miało być 1200! Miejmy nadzieję, że spaliłam tą stówę. Jutro ostro, tymczasem zbieram się już, papa :*.

Hej Dziewczyny. U mnie dzisiaj wsztstko ok. Miałam zjeść 1200 kcal, wczoraj sobie wszystko rozpisałam i wyszło mi niecałe 1000. Stwierdziłam, że nie będę nic dopisywać, jutro zobaczę czy będę bardzo głodna, czy nie. Zjadłam dziś ten 1000 i trochę, dopisałam tylko jabłko i pomarańcze i czuję się jakaś taka objedzona. Nie wiem co o tym sądzić... Zobaczymy co będzie jutro. Ćwiczeń dzisiaj brak, muszę ustalić sobie jakiś program.
MENU:
śniadanie: 3 Wasy z jajkiem i sałatą: 145 kcal
obiad: talerz rosołu z makaronem: był dość tłusty więc daje 300 kcal, miseczka surówki: 150 kcal
podwieczorek: kawa z mlekiem: 50 kcal, jabłko: 50 kcal, pomarańcze: 60 kcal
kolacja: Jogobella: 140 kcal, 2 jabłka: 100 kcal, pomarańcze: 60 kcal
RAZEM: 1055 kcal
Idę teraz ustalić sobie coś na jutro. Papa :*.
Hej : ).
Wykasowałam poprzednie posty, gdyż zaczynam wszystko od nowa. Wraz z Nowym Rokiem wracam do Was na stałe. Chciałabym aby był to rok wielkich zmian. Poprzedni, 2010 był taki sobie. Czuję się jakbym ten rok gdzieś przespała, cały czas stała w miejscu. Nie mam więc nawet czego podsumowywać. Było, minęło, trzeba żyć dalej. Plany na 2011 mam bardzo ambitne, ale myślę, że do zrealizowania. Przede wszystkim, mam zamiar schudnąć do 55-57 kg (zobaczymy jak mi pójdzie i jak będę wyglądała). Najlepiej, a właściwie koniecznie! przed wakacjami. Niech to będą pierwsze 'szczupłe' wakacje. Chciałabym wreszcie przestać się wstydzić i być zadowolona ze swojego wyglądu. Nie wiem dokładnie ile teraz ważę, sprawdzę jutro rano i na pewno napiszę. Myślę, że coś ok. 68-69 kg. ;( Jak ja mogłam do tego dopuścić, żeby zaprzepaścić te wszystkie miesiące wyrzeczeń i diety!
Postaram się codziennie tu pisać, przynajmniej notować co zjadłam. Przechodzę na dietę 1200 kcal, nie chcę stosować żadnej z modnych rygorystycznych diet, po prostu MŻ. Znalazłam jednak ciekawą stronę z fajnymi przepisami z diety South Beach, więc może czasami wtrące coś z tamtąd do mojego jadłospisu : ).
Oczywiście zamierzam także ćwiczyć. Mam rowerek stacjonarny, trzeba jedynie naprawić jeden pedał, co tatuś obiecał mi, że zrobi. Planuję też zakupić sobie stepper, jednak ze względów finansowych, nastąpi to pewnie dopiero w lutym lub marcu.
Będę też wykonywać tzw. 'dywanówki' i kilka ćwiczeń na atlasie. Miejmy nadzieję, że to w połączeniu z dietą przyniesie pozytywne rezultaty.
A odbiegając trochę od tematu, Sylwester był dość udany, jednak minął bardzo szybko. Właśnie się skapnęłam, że jest już 2. stycznia, a ja tu sobię piszę noworoczną notkę ;d.
W poniedziałek powrót do szkoły, po stanowczo za krótkiej przerwie świątecznej i trudny miesiąc przed feriami. Jednak w lutym pocieszenie- wyjazd na narty na Słowację z rodzicami.
:)
Oby pocieszyły mnie też zgubione kilogramy...
Odezwę się jutro (a właściwie dzisiaj ;)) . Pa! :*
