Wtorek.
Dawno, nie pisałam, ale to ze względu na zwykły brak czasu. Z dietą ostatnio coś kiepsko, na wadze 60,5 kg, czyli pół kilo więcej, ale po dwóch mega tłustych, słodkich i obfitych weekendach to i tak dobrze.
Dzisiaj nie byłam w szkole. Niby bolało mnie gardło, ale głównie to źle się czułam chyba z niewyspania. Mama mówi, że tam raz mogę nie iść i chyba dobrze zrobiłam, bo nic ciekawego nie było. Dwie niby dzisiejsze kartkówki przełożyli, był co prawda sprawdzian z matmy, ale i tak będzie pewnie poprawa, więc sobie napiszę ;).
W ostatnią sobotę miałam iść z Wik. do kina i guzik z tego wyszło. O, przepraszam, wyszło. Kupiłam na to wyjście paczkę chrupek orzechowych i bezczelnie je zrzarłam. A może i dobrze zrobiłam? Jak to mawia Bridget Jones: 'Lepiej pozbyć się wszystkich słodyczy za jednym zamachem, a potem zacząć odchudzanie od poniedziałku'. ;d
I. grahamka z serkiem topionym
II. zupka chińska, jabłko
III. kilka pierogów z serem (bez cukru i tłuszczu!)
IV. serek wiejski, miseczka suchych Corn Flakes, jabłko
Kalorii dokładnie nie policzyłam, bo piętnaście razy zmieniałam dzisiaj jadłospis i w końcu pogłubiłam się w rachubie, ale więcej niż 1100 chyba nie wyszło, więc nie jest tak źle.
Zaraz biorę się za ćwiczenia, jestem wierna moim 'godzinkom' i staram się ich nie opuszczać. W piątek powinnam zakończyć a6w. Efektów żadnych... ;(

Za cztery miesiące wakacje <3.