Vitalia.pl  dieta, odchudzanie, fitness Vitalia - dieta, odchudzanie, fitness

Nowość!

Pomoc  

Pamiętnik
   
 
halown


kobieta, 27 lat , (Wielka Brytania)


 




O sobie:
Revolutionary mind with a zeal of a stable-boy. I think a lot, I do nothing.


Informacje o mnie

• Wzrost: 168 cm
• Masa ciała: 84,00 kg
• Cel: 56,00 kg
• Aktualne BMI: 29,76
• Wykształcenie: Niepełne wyższe/licencjat
• Aktywność zawodowa: Powiem później



Sukcesy i porażki w odchudzaniu

Próbowałam wszystkiego oprócz diety księżycowej i kosmonautów, by wreszcie zdać sobie sprawę, że nie potrzebuję żadnej konkretnej diety, ale całkowitej zmiany stylu odżywiania - jak najmniej przetworzonej żywności, jak najwięcej surówych dań i soków.



Archiwum

2010
•   marzec
•   luty
•   styczeń

2009
•   grudzień
•   listopad
•   październik
•   wrzesień
•   sierpień
•   lipiec
•   czerwiec
•   maj
•   kwiecień
•   marzec
•   luty
•   styczeń

2008
•   grudzień
•   listopad



Odwiedzin: 14 326
 
Paski wagi


Postępy i cel:

Pamiętnik odchudzania halown - moje postępy


Kroki milowe:
Pamiętnik odchudzania halown - moje postępy

Zgłoś złamanie regulaminu

Moje wpisy
Archiwum:

Jutro ważenie, a ja leżę

Poddałam się chwilowej żądzy. Wróciłam z pracy i zżarłam kubeł lodów. Niemal litr. Ale się nie łamię. Jutro znowu zmuszę się do biegów, a tej nocy opasam się pasem neoprenowym. Najwyżej spalę sobie skórę.

 

Słabe dni nadchodzą, jak chmura burzowa. Jest coraz ciemniej, a wiatr bardziej porywisty niż wczoraj, ale daję sobie około tygodnia i wtedy powinno być bum!... więc sprawdzę już teraz, czy mam zapas wkładek…

 

Jutro ważenie. Chyba nie zasłużę na lunch w Pizza Hut. Zresztą chyba mnie nie stać na razie.


11 marca 2010 , Skomentuj
Jogging i genialna (dla mnie) strategia, jak nie
upaść na duchu

Drugi jogging i dwa powody do dumy: 1) pomimo bólu mięśni i duszy wygrzebałam się z łóżka i poszłam biegać; 2) po trzech dniach aktywności widzę poprawę formy – przebiegłam dłuższy dystans bez zatrzymywania się i już samo to dodawało mi animuszu, by kontynuować. Kamień z płuca przeniósł się jednak do serca, więc przystopowałam na ostatnim odcinku.

 

Dieta będzie kiepawa, czuję. Nadchodzą gorące kobiece dni i z tego tytułu objadam się w myślach. Wczoraj nawet zaliczyłam jakieś łakocie. Wskoczyłam na wagę, choć powinnam to robić tylko w piątki i pokazała 300 g więcej niż na pasku, ale taki urok bycia samicą. Nadal się jednak nie zrażam. Przeglądam oferty Jane Norman i River Island, wyobrażając sobie, jak zabójczo wkrótce będę wyglądała w ich ubraniach i jakoś pomaga. Nawet, gdy sięgałam po wczorajsze łakocie widziałam siebie za x kilo, co skutecznie pomogło ograniczyć wchłanianie ichniego cukru.

 

Właściwie to jest jeszcze jeden powód do dumy, bo zwyczajowo gdy nadchodził PMS i głód na wszystko, logowałam się na stronie Pizza Hut i zamawiałam fast foodową kolację. Teraz siedzę cicho, ale w krokach milowych Vitalii obiecałam sobie, że po osiągnięciu celu pójdę na lunch do Pizza Hut i podłączę się do ich bufetu. Plusów sytuacji jest kilka: wybiorę się ja do nich, nie oni do mnie (ruch), na lunch (nie kolację, więc mam czas to spalić), prawdopodobnie pójdę z koleżanką (socjalizacja, a nie żadne opychanie się w samotności), zjem więcej sałatek, niż pizzy, topionego sera itp. Dieta jako tako uratowana, a moje samopoczucie nie będzie pikowało w dół, bo muszę sobie czegoś odmawiać. Aha! Koszt będzie dużo niższy. Jestem geniuszem strategii :) To pewnie od przewietrzenia głowy w czasie biegów.

 

Poprężyłabym się tu jeszcze trochę, ale nic nie przychodzi mi do głowy, więc do następnego! Użyczam nowonabytego optymizmu. Może się wam przyda!


10 marca 2010 , 1 komentarzy
Pierwszy w życiu jogging :)

Zaliczyłam jogging. Pierwszy w życiu i już mam ochotę powiedzieć, że ostatni, ale nie będę taka. Nie chcę się obrażać na własne ciało i winić je za posiadaną niewydolność, skoro sama doprowadziłam je do takiego stanu.

 

Zerwałam się o siódmej rano i wyskoczyłam na ulicę. Interwały zaliczone, bo i tak nie dałam rady truchtać bez przerwy. Do domu wróciłam z wrażeniem kamienia zalegającego w płucach, kaszlem i spadającymi spodniami. Muszę kupić nowe, lepiej dopasowane, bo te wkrótce zjadą mi do kolan.

Moja kondycja to totalna porażka, ale z drugiej strony mogę być z siebie dumna, bo zmusiłam się do tego, a nie zaległam w łóżku, przekładając bieg na jutro albo na kiedy indziej, czyli nigdy.

 

Siedzę teraz opatulona szalikiem i chyba zaraz zaliczę kolejną rozgrzewającą herbatę. Powietrze z rana jest tak fajnie rześkie, że aż wycisnęło mi łzy z oczu, bo biegłam pod lekki wietrzyk. Teraz muszę się tylko upewnić, że ta mordęga nie poszła na marne, czyt. uważać na to, co jem. Ahoj!


8 marca 2010 , 2 komentarzy
Piątkowe podsumowanie
Do diety Vitalii nadal się nie stosuję, a jednak mój własny program jakoś działa i utraciłam kolejny kilogram. Tak patrząc z boku, choć zapatrywałam się na rozpoczęcie SB, tkwię w Montignacu. Jem ryż - to codzienne główne danie; do tego krewetkowe curry własnej roboty. Na śniadanie jogurt i kawa, na kolację owoc. Raczej niewiele tego, ale nie mam ani czasu, ani chęci na przygotowywanie czegokolwiek. Głodna nie chodzę, więc gra.

Cukru nie unikam. Słodzę jedną łyżeczką zarówno kawy, jak i herbaty. Jogurty są słodzone cukrem. Nie jadam jednak słodyczy. A mimo to chudnę. Kilosek tygodniowo, ale po co się spieszyć.

Zaopatrzyłam się w buty do biegania. Mam ambitny plan hasania co drugi dzień i krzyżować to z co drugim dniem ćwiczeń na piłce. Zobaczymy. Moje pokryte rdzą kości już płaczą na myśl o tym.

5 marca 2010 , 1 komentarzy