|
halown
kobieta,
27 lat
,
(Wielka Brytania)
O sobie: Revolutionary mind with a zeal of a stable-boy. I think a lot, I do nothing.
|
Informacje o mnie
| • Wzrost: | 168 cm |
| • Masa ciała: |
84,00 kg |
| • Cel: |
56,00 kg |
| • Aktualne BMI: |
29,76 |
| • Wykształcenie: |
Niepełne wyższe/licencjat |
| • Aktywność zawodowa: |
Powiem później |
|
Odwiedzin: 14 326
|
|
Paski wagi
Postępy i cel:
Kroki milowe:
|
Zgłoś złamanie regulaminu
Jutro ważenie, a ja leżę
Poddałam się
chwilowej żądzy. Wróciłam z pracy i zżarłam kubeł lodów. Niemal litr. Ale się
nie łamię. Jutro znowu zmuszę się do biegów, a tej nocy opasam się pasem
neoprenowym. Najwyżej spalę sobie skórę.
Słabe dni
nadchodzą, jak chmura burzowa. Jest coraz ciemniej, a wiatr bardziej porywisty
niż wczoraj, ale daję sobie około tygodnia i wtedy powinno być bum!... więc
sprawdzę już teraz, czy mam zapas wkładek…
Jutro ważenie. Chyba
nie zasłużę na lunch w Pizza Hut. Zresztą chyba mnie nie stać na razie.
|
Jogging i genialna (dla mnie) strategia, jak nie upaść na duchu
Drugi jogging i dwa
powody do dumy: 1) pomimo bólu mięśni i duszy wygrzebałam się z łóżka i poszłam
biegać; 2) po trzech dniach aktywności widzę poprawę formy – przebiegłam dłuższy
dystans bez zatrzymywania się i już samo to dodawało mi animuszu, by
kontynuować. Kamień z płuca przeniósł się jednak do serca, więc przystopowałam
na ostatnim odcinku.
Dieta będzie
kiepawa, czuję. Nadchodzą gorące kobiece dni i z tego tytułu objadam się w
myślach. Wczoraj nawet zaliczyłam jakieś łakocie. Wskoczyłam na wagę, choć
powinnam to robić tylko w piątki i pokazała 300 g więcej niż na pasku,
ale taki urok bycia samicą. Nadal się jednak nie zrażam. Przeglądam oferty Jane
Norman i River Island, wyobrażając sobie, jak zabójczo wkrótce będę wyglądała w
ich ubraniach i jakoś pomaga. Nawet, gdy sięgałam po wczorajsze łakocie widziałam
siebie za x kilo, co skutecznie pomogło ograniczyć wchłanianie ichniego cukru.
Właściwie to jest
jeszcze jeden powód do dumy, bo zwyczajowo gdy nadchodził PMS i głód na
wszystko, logowałam się na stronie Pizza Hut i zamawiałam fast foodową kolację.
Teraz siedzę cicho, ale w krokach milowych Vitalii obiecałam sobie, że po
osiągnięciu celu pójdę na lunch do Pizza Hut i podłączę się do ich bufetu. Plusów
sytuacji jest kilka: wybiorę się ja do nich, nie oni do mnie (ruch), na lunch
(nie kolację, więc mam czas to spalić), prawdopodobnie pójdę z koleżanką (socjalizacja,
a nie żadne opychanie się w samotności), zjem więcej sałatek, niż pizzy,
topionego sera itp. Dieta jako tako uratowana, a moje samopoczucie nie będzie
pikowało w dół, bo muszę sobie czegoś odmawiać. Aha! Koszt będzie dużo niższy. Jestem
geniuszem strategii :) To pewnie od przewietrzenia głowy w czasie biegów.
Poprężyłabym się tu
jeszcze trochę, ale nic nie przychodzi mi do głowy, więc do następnego! Użyczam
nowonabytego optymizmu. Może się wam przyda!
|
Pierwszy w życiu jogging :)
Zaliczyłam jogging. Pierwszy w życiu i już mam ochotę powiedzieć, że ostatni, ale nie będę taka. Nie chcę się obrażać na własne ciało i winić je za posiadaną niewydolność, skoro sama doprowadziłam je do takiego stanu. Zerwałam się o siódmej rano i wyskoczyłam na ulicę. Interwały zaliczone, bo i tak nie dałam rady truchtać bez przerwy. Do domu wróciłam z wrażeniem kamienia zalegającego w płucach, kaszlem i spadającymi spodniami. Muszę kupić nowe, lepiej dopasowane, bo te wkrótce zjadą mi do kolan. Moja kondycja to totalna porażka, ale z drugiej strony mogę być z siebie dumna, bo zmusiłam się do tego, a nie zaległam w łóżku, przekładając bieg na jutro albo na kiedy indziej, czyli nigdy. Siedzę teraz opatulona szalikiem i chyba zaraz zaliczę kolejną rozgrzewającą herbatę. Powietrze z rana jest tak fajnie rześkie, że aż wycisnęło mi łzy z oczu, bo biegłam pod lekki wietrzyk. Teraz muszę się tylko upewnić, że ta mordęga nie poszła na marne, czyt. uważać na to, co jem. Ahoj!
|
|
Piątkowe podsumowanie
Do diety Vitalii nadal się nie stosuję, a jednak mój własny program jakoś działa i utraciłam kolejny kilogram. Tak patrząc z boku, choć zapatrywałam się na rozpoczęcie SB, tkwię w Montignacu. Jem ryż - to codzienne główne danie; do tego krewetkowe curry własnej roboty. Na śniadanie jogurt i kawa, na kolację owoc. Raczej niewiele tego, ale nie mam ani czasu, ani chęci na przygotowywanie czegokolwiek. Głodna nie chodzę, więc gra.
Cukru nie unikam. Słodzę jedną łyżeczką zarówno kawy, jak i herbaty. Jogurty są słodzone cukrem. Nie jadam jednak słodyczy. A mimo to chudnę. Kilosek tygodniowo, ale po co się spieszyć.
Zaopatrzyłam się w buty do biegania. Mam ambitny plan hasania co drugi dzień i krzyżować to z co drugim dniem ćwiczeń na piłce. Zobaczymy. Moje pokryte rdzą kości już płaczą na myśl o tym.
|
|
|