Ostatnio dodane zdjęcia

Ulubione

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Przez prawie całe życie byłam szczupła a w dzieciństwie nawet chuda. Gdy wkroczyłam w wiek menopauzalny, waga zaczęła iść niestety do góry. Bardzo lubię jeść, ale bardziej konkrety niż słodycze. Ze słodkich rzeczy trudno mi odmówić sobie jedynie wypieków. Czekolada, cukierki w zasadzie mnie nie podniecają. Od pewnego czasu czuję się zbyt ciężka. Utworzyły mi się niesymaptyczne oponki. Pomimo, że jestem już w "słusznym wieku", nie chcę doprowadzić aby ciałko z każdym rokiem przyrastało. Muszę coś zmienić, inaczej jak dożyję do siedemdziesiątki, będę po prostu gruba !!! Lubię podróże, ale nie podróżuję tyle ile bym chciała. Lubię czytać - ostatnio zakochałam się w trylogii Pauliny Simons - o losach Tatiany i Aleksandra. Lubię też "szusować" w necie. Odkąd mam więcej czasu "uzależniłam" się od kilku seriali i programów rozrywkowych promujących taniec. Bardzo bliska mojemu sercu jest też muzyka - w szerokim tego słowa znaczeniu - od klasycznej, poważnej, poprzez jazz, pop, a na hip hopie kończąc. Jedyny warunek - musi być dobra i "miła dla ucha". Piszę również wierszyki, którymi obdarowuję najbliższych i znajomych.

sieslawa

kobieta, 59 lat, Gdynia

165 cm, 64.20 kg więcej o mnie



Wpisy

I znowu czwartek,

4 grudnia 2008 , Komentarze (5)

Jak ten czas leci.....Jeszcze moment i koniec roku. Wszystko tak szybko mija. Wczoraj zakończył się jeden z moich ulubionych programów tanecznych You can dance. Uwielbiam oglądać wyczyny tych szalenie sympatycznych, młodych ludzi. Jestem pełna podziwu dla ich pasji i samozaparcia w dążeniu do doskonałości. Myślę, że jakbym drugi raz się urodziła to napewno poświęciłabym się tańcowi. Pod warunkiem, że mogłabym "kręcić piruety". Tak wogóle, to bardzo lubię tańczyć i robię to przy każdej okazji, ale z kręceniem się wokół własnej osi mam problemy. Błędnik  za bardzo nie pozwala się rozkęcić. I zawsze tak było. Nie jest to wynikiem wieku. Nawet jak byłam młoda karuzele nie były dla mnie. Jechałam tylko raz w życiu i sensacje żołądkowe jakie mnie wówczas dopadły pamiętam do dziś. Nawet z wnukami nie mogę sobie pozwolić na taką przyjemność, bo skutki napewno byłyby opłakane. Dobrze, że moje dzieciaczki to rozumieją. Dziękuję za komentarze do moich wpisów i zdjęć. I - szczęśliwa, że potrafię to dzięki Eli robić zamieszczam kolejne. Łabędzie czekające na chlebek i trochę wiosny jesienią.


Pa, pa.

 
Dodaj komentarz

ELIK, już wiem co robiłam źle,

2 grudnia 2008 , Komentarze (3)

Po prostu nie zarejestrowałam się na stronie fotosika. Myślałam,że bez rejestracji też będzie ok, a jednak nie. Bardzo dziękuję za podzielenie się wiedzą i gorąco pozdrawiam. Jeszcze tylko poproszę JUSTYNAKIMA, aby mnie nauczyła robić takie piękne kompozycje zdjęciowe. Pa pa
Dodaj komentarz

I jeszcze trochę zimy .....

2 grudnia 2008 , Skomentuj

Dodaj komentarz

Po przerwie,

2 grudnia 2008 , Skomentuj

A więc jestem po tygodniu nieobecności. W domku byłam już w niedzielę, ale jak to po krótkiej nieobecności, trochę trzeba było nadrobić zaległości w praniu itd. Tydzień minął przepięknie. Miałam wielkie szczęście cieszyć się widokiem córci, zięcia i wnucząt, którzy mieszkają bardzo daleko. Nacieszłam się, naprzytulałam, naładowałam akumulatory i na jakiś czas  musi mi to wystarczyć.
Było cudownie i z tego szczęścia zupełnie zatraciłam samokontrolę umiarkowania w jedzeniu i piciu. No i jest efekt. 1,5 kg więcej. I do tego rozepchany żołądek i ciągłe uczucie głodu.  Muszę od nowa wykrzesać z siebie maksimum samozaparcia, aby do Świąt zrzucić co nieco, bo w Święta pewnie też nie będę się głodzić. Najgorsze jest to, że zupełnie nie mam siły odmówić sobie ciasta domowej roboty.A do tego nie potrafię zjeść jednego kawałka, tylko przynajmniej trzy ! Zgroza ! Całe szczęście, że przynajmniej nie podniecają mnie cukierki i czekolada. Lubię, ale nie jestem uzależniona. Mogę się obejść bez takich rarytasów. Ale bez ciasta jest ciężko :((. Podjęłam dziś pierwszą próbę wklejenia zdjęcia do pamiętnika, ale coś mi nie wychodzi. A więc - zgodnie z instrukcją ELIK-a zamieściłam zdjęcie na stronie fotosika i tu zaczęły się schody. Nie potrafiłam znaleźć opcji "pobierz pozostałe kody". Pokazały mi się "kody na blogi", "pozostałe", "kody na forum", ale nie widzę opcji "pobierz". Ślepa jestem, czy co? Albo gapa :((. A jak skopiowałam bezpośredni link do zdjęcia i wkleiłam w okno "monit użytkownika eksploratora", to w moim wpisie do pamiętnika pokazuje się tylko kwadracik, o taki właśnie   A zdjęcie nie chce się otworzyć. Nie wiem co robię nie tak. No cóż, może nie wszyscy mogą wklejać zdjęcia, he he. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru. Pa pa
Dodaj komentarz

Witajcie,

19 listopada 2008 , Komentarze (10)

Znowu stwierdziłam, że bardzo dawno nie pisałam. Dziś postanowiłam skreślić parę słów i wkleić jakieś zdjęcia z minionego lata, ale się nie udało. Nie wiem co robię nie tak. Skorzystałam z podpowiedzi na forum, weszłam na stronkę imageshack.us  i dalej postepowałam wg instrukcji i co? Totalna porażka ! W treści dodawanego wpisu do pamiętnika pojawiał mi sie tylko link ze zdjęciem, które chciałam załączyć. Oczywiście po kliknięciu w tenże link zdjęcie można było zobaczyć, ale ja myślałam, że zdjęcie będzie widoczne od razu przy otwarciu pamiętnika - tak jak to jest u wielu z was. Naprawdę nie wiem, co robię nie tak. Może ktoś podpowie? Chciałabym "upiększyć" mój pamiętnik jakimiś widoczkami typu "wspomnienie lata". Szczególnie teraz, gdy zima za pasem, a tu figa! Nie wyszło. Aha, a co do mojego odchudzania, to żadnych spektakularnych sukcesów nie mam. Nadal 67 kg. I tak dobrze, że nie więcej, ale chciałabym, aby waga nadal spadała. Staram się, ale pewnie za mało. Myślę, że samo ograniczenie podjadania nie wystarczy. Muszę przedsięwziąć jakieś bardziej konkretne kroki. Ale na razie to wszystko sprowadza się tylko do mojego "chciejstwa". Póki co zbieram siły do większej mobilizacji. Pozdrawiam serdecznie i do miłego - "zatrzymana w wadze" :(
Dodaj komentarz

Czas odświeżyć pamiętnik,

4 listopada 2008 , Komentarze (1)

Strasznie dawno nic nie pisałam, bo też za bardzo nie było o czym i w zasadzie nadal nie ma. Waga stanęła na 67 kg i dalej ani drgnie. Co prawda 1 listopada gościłam rodzinę, ale starałam się nie objadać. Jedynym grzeszkiem było ciasto drożdżowe z jabłkami, które pierwszy raz upiekłam z nowego przepisu od koleżanki i nie chwaląc się - naprawdę mi wyszło, mimo że nie jestem mistrzynią wypieków. No i zjadłam 3 kawałki :((. I przez kolejne dwa dni znowu po dwa kawałki :(((. Naprawdę trudno było mi sobie odmówić. Podziwiam kobietki, które pieką tylko dla rodziny i znajomych a same nie jedzą. Ja tak nie potrafię.  No ale na szczęście ciasto już się skończyło i nie będzie pokusy. Zastanawiam się nad wykupieniem diety, bo teraz jest bardzo promocyjna cena - 49 zł. za cały miesiąc to naprawdę nie jest dużo. Muszę tylko przekonać męża, bo bez sensu byłoby gotowanie na "dwa garnki". Wydaje mi się, że naprawdę już sie tak nie opycham, nie jem pieczywa, czasami sporadycznie jakiś kawałeczek pełnoziarnistego chlebka fitnes. Zmniejszyłam sobie porcje obiadowe, ilości pochłanianych wcześniej owoców i bardzo pilnuję, aby nie jeść na 3 godz. przed snem. Ale widocznie to za mało. Dziś postanowiłam przysiąść do kompa i coś napisać, bo pogoda koszmarna. Aż nie chce się z domku wychodzić. Od wczoraj jest taka mgła, że ledwie widać. Nie jestem meteoropatką, ale nawet na mnie taka pogoda działa negatywnie. Mam "ciężką głowę" i  brak ochoty na cokolwiek. No chyba, że wygram dziś w lotto (he, he), to napewno mimo złej aury nie będę miała problemów z wykrzesaniem z siebie pozytywnej energii :)). Ale myślę, że każdą z nas w takiej sytuacji  energia  napewno by rozsadziła. Na razie kończę, bo muszę wstawić obiadek. Pozdrawiam serdecznie i do następnego wpisu. Hejka :))   
Dodaj komentarz

Witam serdecznie "vitaliuszki".

17 października 2008 , Komentarze (3)

Jestem bardzo szczęśliwa, że dzięki mojej córci zagościłam na tym portalu. Nie wiedziałam, że to taka ciekawa i bardzo wciągająca stronka. U mnie  zdecydowanie wyparła "naszą klasę".Co prawda moja nadwaga nie należy do tych największych, ale w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć postanowiłam "wziąć się za siebie". Na razie nie wykupiłam diety, tak jak zrobiła to moja córa, bo mam nadzieję sama poradzić sobie z kilkukilogramowym problemem. I już mam pierwszy sukces. Ubyło mi 2 kg w niecałe 2 tygodnie. Odstawiłam pieczywko, mimo, że uwielbiam razowy, świeżutki chlebek. I ograniczyłam ciągłe podjadanie. Co prawda nie podjadam słodyczy, bo na całe szczęście nie jestem od nich uzależniona. Ale w ciągu jednego dnia potrafiłam zjeść ok 2 kg owoców (szczególnie winogrona). A wiadomo, że pomimo ich wielu zalet - w takich ilościach są niewskazane. Poza tym staram się ostatni posiłek zjadać nie póżniej jak o 18. I z reguły jest to teraz jabłko, gruszka, papryka lub pomidor. Najbardziej "zakochałam" się smakowo w nowych śniadankach, które poleciła mi córcia. Do naturalnego jogurtu dodaję 30g muesli tropiklanych, małą pomarańczę pokrojoną w kostkę, pół bananka i kilka orzechów włoskich. Oczywiście zmieniam owocowe dodatki, np. brzoskwinia, kilka sztuk winogron. Spróbujcie, jest naprawdę pyszne. Jak za bardzo doskwiera mi głód, kupuję "lightowy" twarożek i wkrawam do niego pomidorka lub papryczkę. Albo zjadam krążek pieczywka ryżowego z niskosłodzonym dżemem.  Jestem wogóle dziwną osobą, bo nie znam uczucia sytości i przejedzenia. Nawet jak jadłam dużo, to wstając od stołu po obfitym posiłku mogłam zaraz sięgnąć po przekąskę. To było "chore". Przy takim sposobie odżywiania i tak mam dużo szczęścia, że nie przybyło mi  dużo, dużo więcej kilogramów. Teraz - nie powiem - chęci podgryznia się nie pozbyłam, ale z narzuconymi przez siebie ograniczeniami czuję się lepiej i będę robić wszystko, żeby od tego nie odejść.  Pozdrawiam   wszystkie osoby, które zechcą przeczytać moje wypocinki :)).
Dodaj komentarz