huuuuu.....dmucham ile sił w płucach żeby przegonić chmury..
palcami wiercę dziurki żeby chociaż kilka promyków słońca się przedarło do moich oczu...

i mimo cieżaru nieba, i przygniecenia paskudną pogodą moje palce po chmurach błądzą wesoło i tanecznie..
oooo! a cóż to takiego? gdzie gra ta muzyka?
we mnie? w moim sercu?
a to niespodzianka!!
i te dzwoneczki...
dzyn, dzyn, dzyn..





przewertowałam stare albumy...
beztroskie, nastoletnie lata.
bezpieczna pod skrzydłami rodziców, beztroska, szaleństwo, zabawa..
gdybym miała wehikuł czasu...

ale na szczęście wszystko może być znowu piękne i cudowne...
czekam..
fale niosą zapach odchodzącego lata..
słońce jeszcze grzeje ale już przygasa...
w powietrzu swój taniec zaczynają złote nitki babiego lata...
może z odchodzącym latem przyjdzie szczęście i nadzieja?
może wraz z purpurą i złotem liści przyjdą piękne kolory życia?
może mimo nadchodzącej jesieni zaświeci nam Słońce?

wskoczyć na te fale i dać się ponieść.. ponieść do raju!!
brzdęk...
na dnie skarbonki ulokował się pieniążek..na froncie karteczka:
30 wrzesień

mój nowy system motywująco-hamujący!!
trzeba się będzie pilnować żeby nie starcić "majątku" bo każde odstępstwo oznacza oddanie uzbieranej sumki komukolwiek.
ale na wytrwaych czeka nagroda:)
błyskawice przeszywają niebo. W oddali słychać huk. burza...
strużki deszczu tańczą po szybie..być taką kroplą, lekko i bez oporu iść przez życie, nie natrafiać na żadne przeszkody..w radosnych pląsach iść tam gdzie się chce!!!

mrzy.. gdzieś daleko, nieśmiało przebija się słońce...
ciepłymi promieniami otula świat. w nagrodę za "łzy nieba" podarowuje nam tęcze.
delikatnie, na paluszkach idę na jej koniec. stopy zanurzają się w kolorach..szukam szczęścia..może na jej końcu??

ktoś rozlał mleko na niebie.
mgła otuliła mnie swoim wilgotnym, chłodnym ramieniem..

w głowie obudziło się skojarzenie paskudnej, jesiennej pogody, chandry i chęci schowania się pod kocyk z kubkiem ciepłego kakao..
stuk, stuk, stuk...
obcasy wyznaczają rytm marszu do pracy.
w drodze myśli szaleją wokół kolejnych postanowień.
jestem typową "jutrzenką"- jutro zacznę dietę, jutro będę ćwiczyć, od jutra napewno wszystko się uda!
stuk, stuk, stuk...
wybiła północ...
kolejny dzień, który nastąpił wczoraj po "godzinnie 0" to nasze wielkie święto.
minąl kolejny roczek naszej cudnej "zalegalizowanej" miłości. to dopiero 2 rocznica naszego ślubu..a ile jeszcze przed nami wspaniałych chwil, pocałunków, iskierek, które każdego dnia żarzą się coraz mocniej i mocniej...

każdego dnia myślę że już bardziej nie da sie kochać, ale kolejny dzień pokazuje że można.
nasza miłość to uczucie które zdarza się raz na miliony lat!!
jesteśmy największymi szczęściarzami, z dwóch krańców Polski, którzy odnaleźli się i pokochali się na zabój!
i nadal błądze...
to dla mnie labirynt bez wyjścia...
wiem co mam robić, znam teorię ale z praktyką ciągle kiepsko...
nie umiem się otrzepać i iść dalej , i robić co do mie należy tylko tkwię w punkcie martwym...
i wszystko się kurczy, opina, ciśnie...
każdy dzień zakończony jest słodkością zagryzioną kanapką lub inną pysznością...
po godzinie 17 budze się jak wilkołak i nikt i nic nie jest w stanie mnie powstrzymać..
a ja chcę powiedzieć STOP!
chaos w głowie, chaos w życiu i we wszystkim za co się zabieram...
jutro mija roczek jak jestem na vitalii...
w sumie nie osiągnęłam swojego celu ale stwierdzam że ten roczek był bardzo owocny jeśli chodzi o dietę:)
bo przecież zrzucić 20 kg to i tak sporo (to tak jakby 4 bańki 5 litrowe z wodą odczepić od ciała)!!!
tak więc jestem zadowolona ze swoich osiągnięć:)
i działam dalej:)
wczorajszy dzionek należał do dni sprzątankowych:)
wymyłam okienka, odkurzyłam tu i tam, pozmywałam, powycierałam, tak więc wszystko lśni:)
dietki brak:)
bo poprostu normalnie jem!!
i tak mi chyba jest najlepiej!
kładę się spać lekka i lekka wstaję!
niech to trwa...:)
mua:*