Ostatnio dodane zdjęcia

Ulubione

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Szalona żona i mamuśka najcudowniejszej na świecie istotki o imieniu Juleczka. W ciąży przybyło mi 14-15 kg, straciłam je wszystkie a nawet 4 kg więcej w ciągu 3 misięcy od porodu. Sama byłam w szoku, ale przy karmieniu naturalnym je się tylko to co nie zaszkodzi dziecku więc warzywa, owoce, gotowane mięsko itd. Znajomi wychwalali, a ja pękałam z dumy! Niestety kiedy Mała zaczęła jadać inne posiłki a mleko mamy stało się tylko awaryjką przy zasypianiu lub nagłych pobudkach w nocy, zaczęłam tyć! Nie chodzi tu tylko o jedzenie tzw. "niedozwolonych rzeczy", ale podjadanie w nocy, obrzeranie się słodkościami itd... Do odchudzania skłoniły mnie moje ulubione jeansy, które przymierzyłam po zaledwie miesiącu mojej rozpusty! Ledwo się dopięłam, a muszę przyznać że kiedy córcia miała 3 miesiące były na mnie luźne!!! Pomyślałam DOŚĆ! Trzeba coś z tym zrobić!

Słowa kluczowe

wisienkaaa84

kobieta, 27 lat, Police

165 cm, 59.50 kg więcej o mnie


Postanowienie wakacyjne: Nauczę się odmawiać... I będę wyglądać bosssko!

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Potreningowy zawrót głowy, "ciepły pies" i kara...

27 lutego 2010 , Komentarze (1)

Piątek

Co za dzień? Od rana zero energii! Po czwartkowym treningu czułam się okropnie!!!  38,4 st. gorączki, z nosa kapie a gardło boli jak cholera. Załatwiłam się na maksa! A mogłam posłuchać Mężulka i dać sobie na wstrzymanie z tym poceniem się na aerobiku. Ale gdzie tam?przecież jestem odporna?ambitna i dam radę! Dałam, a dziś ledwo żyję. Już o 15:00 nie miałam na nic siły, a obiad trzeba zrobić, sprzątanie i zakupy też a i do mamy zajść obiecałam bo się za wnusią stęskniła! No i opieka nad moim pieszczochem tj. dzieckiem, które nie posiedzi w miejscu dłużej jak 10 minut... Normalnie jakaś masakra! W sklepie miałam takie zawroty głowy, że myślałam, że upadnę na glebę gdzieś między zdrowa żywnością a stoiskiem z gazetami...

Cały dzień trzymałam się diety. I tak zjadłam:

I śn: jabłko

II śn: penne razowe z chudym twarożkiem, duszoną cebulką i pieczarkami (węgle)

obiad: zupa brokułowa z włoszczyzną i kawałkami gotowanej piersi kurczaka (oczywiście bez ziemniaków) (białko)

podwieczorek: garść suszonej żurawiny i 3 suszone figi (węgle)

kolacja: "bigos light" (wg. pomysłu mamy. Jak dobrze, że oboje z tatą są na diecie)  duszona kapusta (świeża), marchew, pietrucha, por, pieczarki, przecier pomidorowy i paseczki piersi kurczaka ( muszę przyznać, że było zajeb...te) (białko)

I takie menu byłoby super, ale wieczorem mój kochający Mężulek postanowił zaszaleć. Wracając od rodziców zaszliśmy do sklepu po piciu. Woda i sok - całe zakupy. Spacerowałam z Juleczką w  naszym mini vanie (czyt. w wózku) omijając większe kałuże a mąż przepadł jak kamień w wodę. Czekamy 5, 7, w końcu 10 minut a go jak nie było tak nie ma! Ileż można kupować wodę - pomyślałam?W końcu wyszedł po (co najmniej) 15 minutach z torbą wypakowaną zakupami. Pomyślałam acha, po piwku z tatusiem włączyło się ssanie ;)

Jakaż byłam zła, kiedy w domu wypakowałam zakupy. Same niezdrowe żarcie! Golonka, smażona ryba w marynacie, gorąca czekolada w proszku i najgorsze - zestawik do hot-dogów! tj. wieprzowe parówki, pyszne, mięciutkie bułeczki hot-dogowe ( 4 szt.) i ketchup.

Zaczęłam się wściekać! Golonka - zniosę, smażona ryba w occie - ok., nawet gorącą czekoladę - zniosę, ale hot dogi??? Przecież wie, że jestem na diecie a "ciepły pies" to mój nałóg, drugi po czekoladzie. (Kiedyś miałam taki okres, że co dzień jadłam co najmniej 1 dużego, albo 2 małe hot - dogi! Teraz nie jadłam ich od 2 miesięcy! ( Jula była na piersi i się bałam że jej zaszkodzą, ale potem jak zaczęłam to skończyłam po miesiącu o 5 kg większa!!) Więc gdy tylko je zobaczyłam po prostu się wściekłam!!!

Poza tym Mężulek obiecał mi, że nie będzie już jadać tego śmieciowego jedzenia i co? Gdzie jego słowo? Wykrzyczałam mu wszystko. Łącznie z tym, że mnie nie kocha skoro robi takie rzeczy!

Ochłonęłam i poszłam zająć się dzieckiem by zjadł je sobie i mnie nie kusił.

O 21:30 Jula zasnęła, a ja poszłam pod prysznic. Kiedy wróciłam na stole leżały dwa. Jeszcze cieplutkie (dziwne, mąż jadł jakieś 30 minut wcześniej)  czerwieniły się od ketchupu i bieliły od sosu jogurtowo-majonezowego. Pytam więc: Czemu nie jesz?

"Zjedz Kochanie, ja już nie zmieszczę, zjadłem jeszcze rybę i nie mam już miejsca. Jest sporo warzyw, nie są takie kaloryczne"- słyszę z kanapy.

 

Nie,nie zjem...A może jednak?...Jednego?... Nie,nie zjem... A może? Sama nie wiem?

 

Zjeść?

 

Zjem?

 

Zjadłam!choć nie do końca...

Kiedy wzięłam pierwszego kęsa pomyślałam, że z bułką są przepyszne i takie mięciutkie. Normalnie niebo w gebie, ale jak zjem z bułką dwa (choć małe) to będzie jakieś 500 ? 600 a może i 700 kcl? Sama nie wiem? Ile kcl ma taki hot dog?

Wywaliłam więc bułeczki które tak uwielbiam i zjadłam te cholerne 2 parówy wieprzowe z ketchupem, sosem majonezowo-jogurtowym i warzywami! Jestem słaba!  21:48 a ja obżarłam się jak świnia!

Dziś (czyli  w sobotę) będzie kara!!! Za takie obżarstwo kara musi być! A więc wieczorkiem  2x więcej brzuszków, 2 x więcej przysiadów i skakanka 2 x więcej!

I w niedzielę to samo...i w poniedziałek też! Może wtedy wyrzuty miną?

Jestem słaba! Jeszcze nie mam tyle silnej woli ile bym chciała?

Oj...niedobrze!

Dodaj komentarz

Panna Idealna, Krysia co lubi przysiad i K. co
wymiękła...

26 lutego 2010 , Komentarze (1)

Byłam dziś na treningu. Choć z 38 st. temperatury, po popołudniowej drzemce poczułam się lepiej. Dalej ciągam nosem i trochę pokasłuję,ale mam leki więc powinno być tylko lepiej. (oby tylko to złe samopoczucie przeszło do następnego aerobiku) W klubie była dziś inna prowadząca - pani Krysia. Nie bardzo podoba mi się sposób w jaki prowadzi zajęcia (za mało w tym ikry i za dużo ćwiczeń rozciągających) ale nie ma co narzekać. Nie było znów, aż tak tragicznie ( nie licząc tego, że upociłam się pięć razy bardziej niż poprzednio a ćwiczenia zdawały się być mniej wyczerpujące, ale to chyba wina przeziębienia) Pani Krysia podobno ma 63 lata i jest w takiej kondycji, że nie jedna 30 latka mogłaby przy niej wysiąść!!!! (ode mnie ogromny "szacun" bo nie dość ,że skubana ćwiczy, to jeszcze trenuje innych!!!) A tak swoja drogą, to ciekawe jak ja będę wyglądać kiedy będę miała 63 lata? Hmm... Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić...

Obym była w stanie podbiec 20 metrów do autobusu

Dziś nie musiałam biec, zdążyłam ( co z moim spóźnialskim trybem życia jest jakimś tam sukcesem) Najważniejsze, że dziewczynki nie musiały na mnie czekać. Dziś jechałyśmy we cztery. Ja, E., kuzynka E. i K...

K. była pierwszy raz. Po ciązy zostało jej troche do zrzucenia, więc postanowiła się przyłączyć. Niestety po kilkunastu minutach stwierdziła, że takie ćwiczenia to nie dla niej. Hmm.. Ja uważam, że porostu wymiekła, ale to mój pogląd. Poszła więc na bieżnię i ćwiczyła na rowerku. 

W sumie lepsze to jak całkiem zrezygnować, ale to już inny temat. Zobaczymy czy we wtorek kiedy zmieni się instruktorka ( na tą co ostatnio dała nam ostro popalić) K. zmieni zdanie. Oby...

Dodam jeszcze, że Panna Idealna jak zwykle była. Dowiedziałam się że ma 26 lat (jak ja, tylko ja kończe 26 w listopadzie a ona już skończyła) Dawałam jej najwyżej 22, ale jak widać mój nos mnie zawiódł. A co do ćwiczeń to chodzi do naszego klubu już od roku.

Pomyślałam sobie, że za rok będę wyglądać jeszcze lepiej, a co mi tam...

Już po tygodniu widze różnicę, więc jestem dobrej myśli.

To tyle co dzisiejszego dnia. W menu bez zmian. Plan zachowany.

I śn: mandarynka

II śn: jajecznica z warzywami z 3 średnich jaj ( 1/2 pomidora, szczypior, dwa plasterki polędwicy spopckiej, 1/2 łyżeczki startego sera żół. light, łyżeczka  masła)  

obiad: pierś z kurczaka duszona z pieczarkami i cebulką + gotowane na parze brokuły z sosem (jogurt nat, 1/4 łyżeczki majonezu, czosnek granulowany, przyprawy) Było przepyszne.

kolacja: 100 g chudego twarogu zmieszanego z 1/4 ogórka i łyżką szczypioru + 3 chrupkie wassy graham

Do tego wypiłam herbate z miodem i cytrynką ( na przeziebienie) i 1,5 l wody.

No i teraz idę spać. No może jeszcze z pół godz. poczytam. Do jura Laseczki moje szczupłe  

Dodaj komentarz

Foto główne - komenty

25 lutego 2010 , Komentarze (1)

Dzięki Kochane za komentarze odnośnie zdjęcia głównego i samej mnie... No cóż, wyobraźcie sobie ,że dopiero przy miom męzu poczułam się piekna i docienianą kobietą. Nie narzekałam nigdy na brak zainetersowania płcią przeciwną (a nawet tą samą), ale każdy poprzedni facet oprócz miłej dla oka buzi widział to co najbardziej przykuwało uwagę a więc "zderzaki" w rozmiarze większym niż przecietny 80 F, spory tyłeczek i w ogóle krągłości. Prawie każdy ogladał się za szczuplejszymi kobietami i robił delikatne sugestie czy kąśliwe uwagi odnośnie mojej figury...przez co miałam kompleksy (i to ogromne). Na szczęście znalzałam faceta, dla którego liczy się piekno nie tylko zewnętrzne ale i wewnętrzne. I tu muszę przyznać jeste mega szczęściarą :) I tym optymistycznym akcentem kończe na dziś.

Idę spać, bo jestem skonana!

Dodaj komentarz

Czuję się jak siodło Lucky Lucka - ZAJECHANA!!!

24 lutego 2010 , Komentarze (2)

Dzień jak co dzień, na dworze brzydka pogoda więc wyskoczyłam tylko do sklepu. Zresztą Córunia przeziebiona, więc nie będę jej ciągać w taką pogodę. Sama też nie czuję się rewelacyjnie  37,4 st. goraczki, do tego obolałe po wczorajszym treningu mięśnie i katar który nie daje mi żyć! Muszę wrzucić coś na przeziebienie na noc i porządnie się wygrzać. Jutro przecież lecę na trening. Choć tak bardzo mi się nie chce... Ale cóż, zapłacone, umówiłam się z E. więc nie dam ciała! Najwyżej jak wrócę zrobię sobie relaksacyjna kapiel z pianą i kadzidełkami i odbije sobie ten podły nastrój. Co do diety to trzymałam plan do wieczornego seansu filmowego. Uwiebiam coś przegryzać kiedy oglądam dobry film ( cokolwiek byle by pałaszować) Kiedyś były to chipsy, pocorn, lody, ciasteczka itp... Dziś poskubałam prażony słonecznik. Niby nic takiego, ale było to ok. 22:00 i z tego co wyczytałam na paczce ilość jaką zjadłam to coś koło 350 kcl!!! Szkoda, że ogranęłam się dopiero po zjedzeniu i już "po" odwróciłam paczkę by to sprawdzić. Jestem w szoku, że 100 g słonecznika ma aż tyle kalorii...... Już nie będę go jadła, a na jeśli nawet to łuskany i garść a nie prażony, lekko solony i całą paczkę 100 gramową! Ależ jestem głupia!

Dobra nie ma co się dołować! Napiszę Wam co zjadłam przez cały dzień:

I śn. szkalnka (300 ml) nektaru bananowego

II śn. dwie parówki i zielony ogórek

obiad: ryba gotowana na parze i duszona na patelni włoszczyzna (marchew, pietrucha, seler, por, do tego cebula czerwona i pieczarki) Było pyszne!

kolacja: 3 żytnie wassy z almette jogurtowym, sałatą, ogórkiem, papryką zół  i szczypiorem

Poza tym wypiłam kawę z mlekiem, 3 szkalnki wody i herbatkę z czerwonokrzewu.

Ciekawe ile to kcl? Któraś z Was wie? Bo ja jakoś nie mam głowy do liczenia...

To by było tyle na dziś, idę zaraz spać bo jestem zajechana jak siodło Lucky Lucka

Dodaj komentarz

W tydzień - 5,5 cm i prawie 2 kg mniej :) Ja też
będę Panną Idealną, a co! ;)

24 lutego 2010 , Komentarze (3)

Jestem coraz bardziej zmotywowana. Pomierzyłam się dziś od stóp do głów i jestem w szoku!! W biuście 2 cm mniej, w łydce też 2 cm i co najważniejsze w udach 1,5 cm mniej!!! HURA!!! . Najpiekniejsze jest to, że tak naprawdę dieta nie jest aż tak katorżnicza. Jem dość duże porcje na obiad, za to śniadanie i kolacja są mniejsze. I taki efekt! Normalnie chce mi się tańczyć!!!

Byłam dziś na aerobiku. Było bombowo. Dostałam w doopę jak cholera, ale po treningu czułam się cudownie. Skłony, przysiady, step, brzuszki, kicki itd...normalnie odlot! A ile energii wyładowałam, normalnie jakis kosmos.

Jutro ćwicze tylko w domu. Rozciaganie,skakanka i brzuszki. Mam teraz więcej motywacji, zwłaszcza po dzisiejszej wizycie w klubie. Było nas sporo, jakieś 20-25 osób. Różne typy figury. Gruszeczki, jabłuszka, klepsydry itp. Jedna dziewczyna zapadła mi szczególnie w pamieć. Nazwałam ją Panna Idealna. A więc Panna Idealna ma jakieś 170 cm wzroztu, ciemne włosy, wielkie śliczne oczy i figurę modelki... Płaski jak deska do prasownia brzuszek, idealnie okrągłą małą pupę i praktycznie zero tłuszczyku! Ciekawe ile już ćwiczy i czy taki efekt osiągnęła sporym wysłkiem i dietą czy poprostu jest zgrabna i szczupła, a na aerobik biega dla formy... Trochę się zdołowoałam gdy Panna Idealna rozebrała sie po treningu a jej wyrzeźbione jak posąg ciało patrzyło na moje krągłości z lustra w szatni... Ale wiecie co... Panna idealna dała mi kopa! Pomyślałam sobie, że i ja będę tak kiedyś wyglądać! A jak! Marzenia? Może i tak, bo raczej jestem masywnej figury i nawet kiedy byłam szczuplejsza nie wyglądałam tak dobrze, ale wierzę że mogę osiągnąć swój cel. I osiągnę zobaczycie! Już mam 5,5 cm i 2 kg mniej, a minął dopiero tydzień!!!! Będzie już tylko lepiej...

A to moje dzisiejsze menu:

I- sze śniadanie: jogurt z extra dużymi kawałkami owoców

II -ie śn: 2 grzanki i mix warzyw (ogóreczek, pomidor, pekinka, papryka żół i czer, oliwki)

obiad: makaron razowy z duszonymi pieczrakami, cebulą, brokułami i płatkami migdałów ( wszystko skropione oliwa z oliwek)

kolacja: 3 paróweczki cielece i pomidor z czerwoną cebulką i suszoną bazylią 

No i litry wody! I kawa z mlekiem bo padałam na pysk

Jutro na obiad rybka...śniadanie i kolacja to się jeszcze zobaczy. Już nie mogę się doczekać skakanki i brzuszków!  Trzymajcie się...

Dodaj komentarz

Kochanie podobasz mi się najbardziej na świecie.
Czy z lekko wystającym brzuszkiem czy bez...

23 lutego 2010 , Komentarze (1)

Od rana trzymam się planu. Rano jabłko, potem za jakies 2 godzinki pomidor z mozzarellą, oliwą i bazylią i dwa ruloniki gotowanej szynki z papryką czerwoną. Na obiad zupka pomidorowa z razowym makaronem, kolacja 2 gotowane skrzydełka (bez skóry) i sok warzywny. W miedzy czasie wypiłam hektolitry wody mineralnej i kawę z mlekiem ( byłam już po śniadaniu) Po 21:15 miałam zachciankę i zjadłam jogurt owocowy. Nie wiem ile to wszystko miało kalorii, bo ich nie liczę, ale mam nadzieję że nie przekroczyłam 1500 kcl. Mąż od rana słał słodkie sms-y. Poprawiał mi humor jak cholera. Kochany jest! Jak wrócił z pracy powiedział, że zajmie się jutro Juleczką bym mogła skoczyć na aerobik. Super co? W ogóle nie myślałam by już teraz zacząć aerobik, ale zadzwoniła kumpela i jakoś się wkręciłam do składu  Idziemy więc we trzy. Już nie mogę się doczekać. Dziś trochę skakałam na skakance ( nie wiele jak na moje możliwości, ale i tak jest sukces) 15 minut w seriach 3x po 5 min. Zmeczyłam się jak cholera, więc postanowiłam, że jak na początek wystarczy. Kiedyś skakałam nawet i 45 minut (3 serie po 15 minut) dokładając do tego serię brzuszków w przerwach ale to było wieki i ciążę temu  Mam nadzieję, że za jakiś czas znów będę w lepszej formie. Oby...

Rozmawiałam z mężem o odżywianiu naszej córki w przyszłości. Oboje jesteśmy zgodni co do tego, że trzeba będzie ją uczyć od samego początku zdrowego stylu życia, a więc i dobrego dla ciała i duszy jedzenia. Mąż w tej chwili raczej nie przestrzega zasad racjonalenego odżywiania, więc bęzdie z tym mały problem, ale im więcej mu tłumaczę  wyjaśniam tym bardziej jest tym wszystkim zainteresowany. Kiedyś w jego ( ale i w moim) menu były tylko schabowe, mielone, ryż z sosami mięsnymi, makaron z tłuściutkim mięsem i ziemniaki...dużo ziemniaków. Dziś sam zaproponował bym jutro nie gotowała jak zwykle 3 obiadów ( czyli dla niego, dla siebie i dla córki), bo zje to co przygotuję dla siebie. Czyli na obiad makaron razowy z brokułami i orzeszkami pini, a na kolację lekką sałatkę z kurczakiem. Byłam zachwycona, że mój zatwardziały skrytożerca mięsa i ziemniaka postanowił zjeść "sałatę jak królik" ( nie ważne że tylko ten jeden raz, bo może mu zasmakuje i kilka razy w tygodniu zje razem ze mną) Oczywiście sałata jest tu metaforą bliskoznaczną z wszystkim co zielone i co nie ma nic wspólnego z mięsem, tłuszczem i kaloriami!

Wieczorem zapytałam go czy widać, że schudłam już prawie 2 kg... Głupia jestem, wiem... Ale tak jakoś wypaliłam z tym pytaniem bez zastanowienia. Myślałam, że powie iż jestem niepoważna albo że nic nie widzi ( mężczyźni nigdy nie widzą takich rzeczy) ale on, mój kochający mąz powiedział mi " Kochanie podobasz mi się najbardziej na świecie. Czy z lekko wystającym brzuszkiem czy bez. I nie ważne czy ważysz 70 czy 60 kg. Kocham Cię tak samo mocno"  I co mam więcej dodać? Kocham go za to jak cholera, ale i tak zrzucę te zbędne kilogramy!  Dla siebie!

Dodaj komentarz

Ciociu jesteś chora ? Nie? Jesteście chore, ja mam
5 lat i jem więcej! Phi...

21 lutego 2010 , Komentarze (1)

 Weekend był jak zawsze pełen niespodzianek. W piątek w nocy dowiedziałam się, że moje plany na sobotnie przedpołudnie mogę sobie wsadzić w ... no wiecie! Mąż musi iść do pracy! Kiedy kładłam się do łóżka mój kochany małżonek przebudził się za potrzebą. Poprosiłam więc by rano to on zajął się naszą małą księżniczką bym mogła dłużej pospać, jak zresztą czynimy co weekend kiedy mąż ma wolne, na co on wali mi poprostu, że idzie rano do pracy.  Jak to?- pytam. "Mamy mnóstwo poprawek po matołach którzy spieprzyli robotę, a termin mija więc musimy nadgonić" usłyszałam kiedy wrócił z toalety. Świetnie! Mieliśmy iść na długi spacer, potem na obiad do teściów. Pogoda dość ładna,w końcu jest temperatura na plusie a on dawno z nami nie łaził więc miało być miło i rodzinnie... Miało! Ale znów przepadło. Ok. Trudno.

Rano zjadłam jogurt naturalny, potem kilka plastrów żółtego sera z papryką i pomidorem. Tuż przed obiadem wpadła koleżanka z córeczką. Dobrze, że miałam więcej ziemniaków i 3 ćwiartki kurczaka, które podzieliłam na mniejsze porcje. Zanim kurczak się upiekł a ziemniaki doszły, przyrządziłam surówkę. Nakładam więc dla siebie jak zwykle - małe udko pieczonego w folii kurczaka i gotowane na parze warzywa, dla koleżanki też udko i "tylko odrobinkę" ziemniaków bo jest na diecie  (Cha! ciekawe od kiedy, wczoraj widziałam ją w kawiarni przy wielkim deserze z bitą śmietaną i owocami). Pytam Karolinki (ślicznej 5 latki) ile jej włożyć a ona na to,że mięska to te dwa i  3 łyżki ziemniaków z tym sosikiem co jest w woreczku. Ok, pomyśłam, jest głodna.  Siadamy więc do stołu, koleżanka opowiada, śmiejemy i nagle Karolinka pyta "Ciociu jesteś chora ?" Mówię że nie, dlaczego pytasz. "Nie? Myślałam, że jesteś. Mama tak mało je jak boli ją brzuszek albo jest chora." Koleżanka się czerwieni "Karola daj spokój, co ty za bzdury opowiadasz", na co dziewczynka odpowieda "Chyba dwie jesteście chore, ja mam 5 lat i jem więcej! Phi..."  Dawno się tak nie uśmiałam. Mąż rówinież kiedy opowiedziałam mu całą sytuację.

Pod wieczór wpadli do nas goście. Skusiłam się na kawałek ciasta, ale tylko jeden. Choć to głupia wymówka (choć wierzcie mi, że potrafię sama zjeść kilka kawałków naraz). Nie mam ogromnych wyrzutów sumienia, choć mogłam sobie odmówić. Ale i tak zrobiłam postępy. Kiedyś dzień bez połowy tabilczki czekolady, albo paczki ciasteczek w czekoladzie był dniem straconym...

Mam nadzieję, że mimo wszystko dam radę i małymi krokami dojdę jednak do upragnionego celu. A celem jest mniejsza waga ale i racjonalny sposób żywienia już do końca życia.

No ale miałam pisać o niedzieli! Niedziela... Było leniwie i w domu. Siedzieliśmy z mężem w pidżamcha do późnego południa, potem krótki spacer i na wieczór wspólny seans filmowy przy sałatce i małej lampce wina.  Przez cały dzień nie wiele zjadłam. Rano kawa z mlekiem, potem jabłko, na obiad trochę ryżu z duszonymi warzywami i na wieczór sałatka grecka. 

Jutro poniedziałek- nowy tydzień, nowe wyzwania, nowe doświadczenia i kolejne dni z lepszym, zdrowszym i bardziej racjonalnym menu.

Ach! Zapomniałam wspomnieć, że córeczce w końcu wyszedł pierwszy ząbek!!! Troszkę późno mała ma już prawie 7 m-cy, ale i tak byłam przedziwnie dumna, że go odkryłam

Dodaj komentarz

Pranie,okres i ciąża kwintesencją kobiecości?

20 lutego 2010 , Skomentuj

Czuję się fatalnie! Spuchnięta, otępiała i rozdrażniona.

Do wczoraj było całkiem dobrze ( nie licząc tej kostki (a raczej 2) pieprzonej czekolady) Dziś od rana same schody... Bóle menstruacyjne od samego rana a raczej nocy,potem dziwne napady złości na przedmioty użytku codziennego i na koniec wizyta u rodziców!  Cały porządek dnia legł w gruzach (A tak swoją drogą mówili, że po porodzie PMS i bóle miną... Uwierzyłam, a to GÓWNO PRAWDA!!! ) Nie mam dziś energii ani na gotowanie dla trojga, ani na cholerne skakanie i pocenie się przy ćwiczeniach!!! Dziś sobie odpuściłam i jedno i drugie! Choć z dietą tzrymałam się planu. Rano zjadłam 2 tosty z chleba razowego (nie sądziłam, że opiekany chleb razowy jest taki smaczny!) z sałatą, pomidorem i papryką (węglowodany) potem u mamy zupkę kalafiorową (białka) wcisnęłam z przymusu (między innymi dlatego, że od dziś mama zaczęła dietkę z powodu złych wyników badań, więc zupa była w wersji light - bez śmietany, na wywarze z jarzyn i skrzydełek  kurczaka bez pysznych grzanek które mama zazwyczaj do niej podaje), na kolację zjadłam rybę nawet nie pamiętam jak się nazywała ale z gotowaną włoszczyzną i cebulą była przepyszna! (to też zasługa mamy) Tak szczerze to nawet jeść mi się nie chce (choć to akurat jest ok), nie wspomnę już o obowiązkach! Nie sprzątałam, nie prałam dziecięcych ciuszków, nawet na zakupac nie byłam! Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej!

Zastanawiam się dlaczego to my kobiety musimy tak się męczyć? Okres, bóle menstruacyjne, ciąża a z nią mdłości, masa ciała przypominająca u kulminacji rozmiary małego słonia, poród (o zgrozo - najgorsze 7 godzin w moim życiu), potem wychowywanie dzieci (choć nie powiem że mąż nie pomaga - jednak co z niego za "wychowawca" skoro przez pracę tylko 3 godziny dziennie widzi się z dzieckiem, nie licząc wolnych wekendów). W miedzy czasie pranie, sprzątanie, gotowanie i ciągłe dbanie o siebie... Nie powiem, że mój mąz mi nie pomaga bo i owszem, ale to kropla w morzu codziennych obowiązków! Więc gdzie jest sprawiedliwość?  Gdyby Bóg był kobietą na bank byłoby zupełnie inaczej, a tak proszę... Jesteśmy stowrzone do rodzenia, zajmowania się domostwem i utrzymywania ciepła rodzinnego ogniska! A ja się pytam dlaczego? To nie był mój wybór! Chciałam mieć dziecko i owszem, nawet bardzo, ale kto powiedział, że kobieta nie może czy nie powinna zarabiać na dom i rodzinę? Ktoś od początku istnienia świata wsadził nas w pieprzone ramy i zaszufladkował! Ciekawe jak faceci radziliby sobie z tymi wszystkimi "fantami"? Nie twierdzę, że nie ma dobrych ojców wychowujących dzieci, czy panów zajmujących się domem kiedy ich małżonki robią karierę, ale ile znamy takich przypadków? Ja osobiście znam jeden! Na milony ludzi które żyją na świecie! Nie wspomnę już o tym, że to my z powodu braku możliwości wyboru (i uwarunkowań anatomicznych) musimy rodzić dzieci! A jakby tak zamienić role? Myślicie, że jakiś mężczyzna wytrzymał by kilka lub co gorsza kilkanaście godzin na porodówce wijąc się z bólu, płacząc i przeklinając żonę, że mu to zrobiła? Twardziele tłukący się po mordach, odważni policjani, gruboskórni budowlańcy i metro chłoptasie otóż wymięklibyście po godzinie!!! Podobno przeprowadzono w Stanach badania na 100-u mężczyznach zadając im ból porównywalny do tego który kobieta odczuwa podczas bóli porodowych i wiecie co? Na 100 tylko 11 wytrzymało do końca! Reszta albo pomdlała, albo poprosiła o wstrzymanie eksperymentu!

I gdzie są dla nas medale, ordery i odznaczenia? Za odwagę, brak możliwości wyboru, za cierpienie, poświęcenie i w ogóle za całokształt? Nie ma! Bo ktoś lub coś tam na górze zdecydował za nas miliony lat temu.

Dobra kończę bo mogłabym pisać i pisać do rana...

Dodaj komentarz

CHOLERNE 2 KOSTKI!!!

19 lutego 2010 , Skomentuj

No i dupa!  Cały dzień trzymałam się planu - rano jabłuszko na pusty żołądek (jak zalecają w diecie), na śniadanie białko - ruloniki z gotowanej szynki i papryki ( 3 plasterki) + sałatka z pomidorów + jajko na miękko, na obiad zupka jarzynowa (bez ziemniaków i śmietany) na kolację garść orzechów (nerkowca, migdałów, laskowych), potem jeszcze herbatka z czerwonokrzewu. I byłoby super gdyby nie cholerny okres!!! Wieczorem niespodzianka - okres wcześniej o 6 dni  a razem z nim przeogromna chęć na słodycze (jak co miesiąc). Mąż kusi - " Przecież od kilku kostek nie utyjesz, jutro już nie ruszysz czekolady, przecież to nie koniec świata, masz ochotę to zjedz Kochanie" ja na to " Nie Miśku, postanowiłam że nie jem słodyczy W OGÓLE!" na co Mąż " Daj spokój, podczas okresu tracisz dużo cukru, powinnaś to uzupełnić" 

Ble ble ble, nie wierzyłam w te głupoty i starałam się z wszystkich sił by nie dać się pokusie... Przez pół godziny trzy kostki czekolady zostawione na ławie tuż przed moimi oczami kusiły mnie przeokrutnie. Po 33 minutach poddałam się i zjadłam " No w sumie to masz rację, po jednej czy dwóch kosteczkach nic mi nie będzie" 

Cholerne dwie kostki czekolady! Jutro tak łatwo się nie dam. Przynieście mi całą torbę wypchaną słodyczami a choćbym miała umrzeć i już nigdy nie zjeść czekolady, nie ruszę paskudnych "zakazanych owoców". I nic nie da powiedzenie "Zakazany owoc smakuje najlepiej",bo może i smakuje najlepiej, ale wolę być grzeczną dziewczynką i robić tylko rzeczy dozwolone  

Dodaj komentarz

Od dziś zaczynam! Oby dieta rozdzielna okazała się
trafiona!

18 lutego 2010 , Komentarze (1)

Wczoraj podjęłam postanowienie - do wakacji schudnąć 9 kg, potem zachować zdrowy styl życia i atrakcyjny wygląd. Ciężko będzie zwłaszcza, że mój kochany mężulek (który ma świetną przemianę materii choć pochłania niezliczone ilości tłuszczu, cukrów, węglowodanów i białek) nie jest tym wszystkim jakoś nadzwyczaj zachwycowny. Najbardziej boleje nad tym, że postanowiłam zaprzestać kupowania słodkości do domu. Cóż kochany, jak chcesz wpieprzać snikersy, czekoladę (moją ulubioną) i pączki to proszę bardzo, ale ja ręki do tego nie przyłożę. Tak więc zmiany czas zacząć. Najgorsze jest to, że będę musiała gotować trzy obiady. Dla siebie, dla męża i dla córeczki... Ile z tym roboty!? Poprostu jakiś obłęd. Ale cóż, jak chcesz być piękna i zdrowa rób co trzeba. To moja pierwsza zasada. Druga to nie łączyć ze sobą białka i węglowodanów. Trzecia - pić dużo wody. Tak więc, dziś zjadłam:

Jabłko, 2 kromki pieczywa razowego z białym serem i ogórkiem, Makaron z warzywami w sosie pomidorowym (nie mogłam dostać razowego, dlatego był zwykły), 1 kromkę grahama z pomidorem i szczypiorem, Garść migdałów i słonecznika

W miedzy czasie wypiłam herbatę z czerwonokrzewu, kawę z mlekiem i brązowym cukrem i wodę.

Oczywiście wszystko to w odstępach czasowych, przekąska, śniadanie, obiad, kolacja i znów przekąska  Zapomniałam dodać, że stosuję tzw. dietę rozdzielną. Jutro wytłumaczę na czym ona polega, bo teraz muszę iść spać. Rano dziecko pewnie nie da mi pospać dłużej niż do 8:00

 

Dodaj komentarz