Zaginęła moja silna wola !!!! Wyszła z domu pięć tygodni temu i do tej pory nie wróciła!!!! Bardzo za nią tęsknię, brak mi jej. Może ktoś ją widział??? Niech wraca do mnie - już nie będę jej wystawiać na takie ciężkie próby!
A tak bez żartów to jest fatalnie - po rzuceniu fajek niestety przytyłam już 5 kg. Czyli z powrotem ważę 69,5kg. A może to już tak zostanie?? Może dać już spokój - mam już 45 lat i nie będę już "laską", nie mam już siły. Ciągłe wyrzeczenia tak mnie męczą. W moim życiu zawsze musiałam się pilnować z jedzeniem. Unikałam pieczywa, słodyczy, tłustości wszelakich - jak tylko puszczałam cugle waga wioooo w górę. Ręce opadają (i nie tylko), nie mam już siły na realizację diet, ćwiczeń, nie mam już siły ciągle sobie odmawiać.
W środę minęło 5 tygodni bez papierosa - chociaż jeden sukces na pocieszenie.
Zaglądam sobie do Was i czytam o Waszych sukcesach i myślę, że przydałby mi się Wasz zapał, wytrwałość, systematyczność, przydałoby się też trochę wolnego czasu......... mam jescze sporo takich życzeń. Ale Wam życzę, żeby te Wasze zalety pozostały z Wami na zawsze i nigdy Wam nie uciekały tak jak mi. Dużo uśmiechu :)))) na nadchodzące dni.
Dzisiaj mija 3-ci tydzień bez papierosa. Jakoś żyję, daję radę wytrzymać - chociaż raz mi się przyśniło, że paliłam.
Wczoraj wróciłam do dietki Dukana, na trzy dni uderzeniowej. Nie dałam się już skusić na nic słodkiego, ciasto toffi stało sobie nawet w zasięgu ręki, kuszące, pyszne (wiem - bo dzień wcześniej obżarłam się nim) - a ja twardo nie.
W końcu przyłożyłam się też do ćwiczeń. No i efekty są (wczoraj rano 69kg, dzisiaj 67,4kg). Tak, tak - wiem, że to tylko woda, ale i tak mnie ten widok cieszy. Poza tym mam nadzieję, że te zbędne kilogramy, które wpadły mi po rzuceniu fajek tak szybko, szybko też sobie pójdą. Zwłaszcza, że dołączam ćwiczenia (steperek, agrafka na udka, brzuszki, skakanka).
Cieszę się, że udaje mi się nie palić, zupełnie inaczej się czuję. Do tego za oknami robi się coraz ładniej - idzie wiosna. Nawet ten mróz mnie nir rusza - ważne, że świeci słonko. Żyć się chce:)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Cieszę się, że jestem tu na vitalii i że Wy jesteście ze mną.
Minęły dwa tygodnie bez papierosa - generalnie nie jest źle, choć w niektórych sytuacjach jeszcze mam chętkę. Ale to już nie jest taki duży problem - z tym sobie radzę chyba całkiem nieźle.Gorzej jest z moją wagą - chociaż muszę się pochwalić wzrost wagi został zatrzymany.Wczoraj ważyłam 67,8kg a dziś waga pokazała 67,2kg. Fakt, że od poniedziałku wzięłam się za intensywne ćwiczenia, korzystając z Waszych rad żuję gumę, piję hektolitry napojów (najczęściej herbatki - różne, niestety woda zimą mi nie wchodzi, chyba, że po ćwiczeniach), no i staram się zająć - zaczęłam od pucowania kuchni:)))) Może te 3 kg, które mi wlazły tak szybko nie zasiedziały się zbyt mocno i uda mi się je w miarę sensownie zrzucić. Bardzo cenię sobie Wasze wsparcie - niestety w domu tylko narzekają, że jestem nieznośna bez fajek (wcale mi się tak nie wydaje
) Ale od dwóch tygodni nie usłaszałam miłego słowa na temat mojego osiągnięcia. Bo dla mnie to jest naprawdę osiągnięcie. Paliłam 23 lata, ostatnio prawie paczkę dziennie, no ale niech tam .... Wszyscy są ostatnio bardzo skoncentrowani na sobie, więc co się będą skupiać na żonie czy mamie?? Ale sobie ponarzekałam, czasami trzeba. Wybaczcie. Na dziś mam zaplanowane wiele zajęć domowych (w ramach nie myślenia o jedzonku), no i oczywiście ćwiczonka. Wczoraj był steperek (40 minut), 5 minut skakanki, 50 brzuszków, 60 motylków na uda, no i rozciąganie. Dzisiaj chciałabym trochę wydłużyć czas - o ile mi się uda:)) Dziewczynki trzymajcie kciuki - a ja Was wszystkie serdecznie pozdrawiam i życzę udanego dnia
Pierwszy tydzień bez papierosa minął - jak? czasami ciężko, a czasami tak, że nawet zapomniałam o paleniu. Ciężko jest mi rano przy kawce, w pracy cały czas czuję fajki, ale sam zapach (a raczej smród mnie nie ciągnie) - bardziej widok. Jak widzę kolegę zapalająceo papierosa sama machinalnie sięgam do szuflady po paczkę i zapalniczkę, ale tam nic nie ma!!! Gorzej jednak bo cały czas jestem głodna i chce mi się coś słodkiego. Na moim Dukanie wczoraj zeżarłam dwie buły z masłem i miodem!!!! Po prostu nie wytrzymałam. Ciągle jestem głodna - to jakaś zmora moja. Waga pokazuje 65,5kg - pięknie! Jak nad tym nie zapanuję to przybędzie mi tym razem nie 13kg tylko 23kg!! W pracy cały czas czuję ssanie, ile można pić? I tak bąbluję kubas za kubasem herbatkę, kawkę, herbatkę ziel;oną i tak na przemian. Już mi się wylewa - a i tak mnie sssie. POMOCY ! Może ktoś ma dobrą radę i metodę na takiego "ssaka" ? Wdzięczna będę za każdy pomysł:)) Na razie trwam w postanowieniu:)))
Dziś jest bardzo ważny dzień dla mnie. Pierwszy dzień bez papierosa, paliłam 23 lata z przerwami na ciąże x 3, zaczynałam od kilku a ostatnio doszło do prawie paczki dziennie. Jakiś czas temu postanowiłam rzucić fajki - dla siebie, dla najbliższych, dla kasy ... wiele powodów. Długo myślałam o wszystkich plusach i minusach rzucenia, zastanawiałam się czy po raz kolejny dam radę (dwa razy rzucałam - waga szła do góry 13kg). Teraz wagę zrzuciłam - jest blisko mojego celu, więc postanowiłam - rzucam. Dosyć smrodu fajek, śmierdzących ubrań i włosów. Jak na razie się trzymam, chociaż ciężko mi było przy porannej kawce. W domu nikt nie pali - to jest motywujące i ułatwia mi zadanie, ale w pracy siedzę wśród osób palących (i niestety chyba niereformowalnych), tak więc może być ciężko. Bardzo boję się też wzrostu wagi - coraz ciężej jest mi ją zrzucać. Muszę się bardzo pilnować z jedzeniem. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało - wiem, że warto. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających :))
