Wczoraj było nie za ciekawie jeśli policzyć dietę. Nie żebym sie objadła czekolady czy chipsów, ale na kolację zafundowałam sobie grzanki z czosnkiem i masłem w dość sporych ilościach, tj. półtorej takiej sporej bułki grahamiki. I to na godzinę przed snem. Z resztą jeśli chodzi o ruch to bardzo się też nie mam czym pochwalić, bo zrobiłam jedno wielkie nic. Tzn. oczywiście poza rowerem, bo do pracy musiałam jakoś dojechać, prawda. Ale poza tym jedyny ruch to spacer do Tesco;) A nie, przepraszam - 11 dzień a6W też przeszłam pomyślnie. Niby 8 a 10 to nie taka wielka róznica, ale mówię wam, w tym wypadku - dość spora:) Resztę dnia spędziłam raczej na kanapie... śpiąc. Wstawanie 5:50 daje mi się we znaki. Szczególnie, że tak na prawdę to od wtorku, tj. od momentu kiedy zaczęłam zmianę na 7:00 jakoś nie mogę spać. Dzisiaj była pierwsza noc, którą praktycznie przespałam bez budzenia się. Więc wczoraj mnie trochę zmogło i poprostu przelewałam się przez ręce. Ale dzisiaj już powinno być lepiej. Jutro mam na 14:30 to się wyśpię może w końcu:) A poza pracą mam jeszcze kilka rzeczy do załatwienia przed wyjazdem(w środę wylatujemy do Polski) i może nie będę miała czasu jeść:)
Byłam mała - byłam kulka. W piatej czy szóstej klasie schudłam z 74(do dziś moje maksimum;) do 54. Na tym poziomie utrzymywałam się jakieś 3 lata, dopóki nie zaczęłam ... ćwiczyć. Od tego momentu powoli wędrowało sobie w górę. Najpierw do sześćiedzięciu, na studiach było już jakieś 65-7. Od pół roku nie ćwiczę(przeprowadzka i takie tam), niedawno zaczęłam pracę, w której siedzę na cały dzień i mam dziwne wrażenie, że brzuch mi rośnie;) Co prawda waga od przyjazdu jest na poziomie 70kg, spodnie robią się za ciasne. Tuż po świętach zaczęłam więc kolejną walkę :) Odstawiłam słodycze. Tak na prawdę, odkąd schódłam w podstawówce to nigdy dużo ich nie jadłam. Czasami od święta. Ale praktycznie od tamtej pory nie zdarzało mi się kupowanie jakichś chipsów, batoników, ciasteczek. Nie umiem zjeść czekolady na raz. Po maximim 4 kostkach robi mi się za słodku. Nie umiem się tylko powstrzymać przed lodami. Ale na razie jest zimno więc może jakoś wytrzymam;)
Zdecydowałam się założyć ten pamiętnik, bo znów mi się kończy motywacja. Pierwszy tydzień jest łatwy. Drugi jeszcze do wytrzymania, ale mam pewne obawy że w trzecim mogą mi się już zmienić priorytety i odłożę odchudzanie;)
A otóż i moje podstawy wiary(w to, że schudnę;) 1) Odstawiłam słodycze 2) Zaczęłam a6W, dzisiaj dzień 11. 3) Kupiłam rower(chociaż to nie tylko ze względów odchudzeniowych, po prostu dublińskie autobusy to jedna wielka niezorganizowana instytucja drażniąca) - czyli siłą rzeczy pięć dni w tygodniu jeżdżę 2x40 minut:) 4) Trochę zmniejszyłam ilość jedzonka 5) Staram się jeść więcej warzyw i owoców 6) Przerzucam się na artykuły pełnoziarniste. 7) Staram się wyciągnąć męża na siłownie - póki co bezskutecznie. Czasem uda się go namówić na rolki. 8) Staram się pić więcej wody 9) Chciałabym też pić mniej kawy, ale na pewno nie w tym tygodniu, bo moja zmiana zaczyna się o 7:00 i się nie mam kiedy wyspać
To by było mniej więcej na tyle. Przynajmniej na razie.