Przepraszam wszystkie moje Vitalijkowe koleżanki za milczenie.Mam bardzo trudny okres w życiu.Ja niemłoda ,a rodzice jeszcze starsi.W marcu mój teść miał wylew i po miesięcznym pobycie w szpitalu zmarł. Całe szczęście ,że do końca był nieświadomy i nie cierpiał. Mój ojciec na poczatku maja miał dwa zawały. Teściowa od grudnia choruje na raka kości.Ma wielka otwartą ranę w plecach,(larwy muchy bardzo ładnie poradziły sobie z martwicą. Polecam w takich przypadkach)ale cukrzyca nie daje możliwości wygojenia tej rany. Jej stan jest fatalny , ale nie mamy sumienia oddać ją do hospicjum. Jest przytomna i bardzo cierpi. Nie wiem dlaczego ona tak długo żyje . Z całego serca życzę jej (w dobrej wierze) śmierci.Nie ważę się i nie przestrzegam diety. Po ciuchach widzę ,że jest kiepsko. Nie mam teraz czasu na diety i ćwiczenia. Pozdrawiam
O diecie pisać nie będę. Bo to w moim przypadku mało ważna rzecz. Mam pytanie , czy ktoś z was korzystał z larwoterapii. Na jutro o 15 tej jestem umówiona na konsultacje . Szukam sposobu na wyleczenie wielkiej niegojącej się rany u mojej teściowej. http://www.larwoterapia.com/page1.html
Bardzo, bardzo mocno dziękuję wszystkim za dobre słowa, oby babci ociupinkę w bólu ulżyły. Bo na więcej już nie liczę.Pozdrawiam.
Siedzę sobie po bardzo stresującym dniu i nie wiem dlaczego, to tak działa. Jak nie wiadomo o co chodzi ,to chodzi o pieniądze. Dlaczego jak masz konto w banku ,to możesz zobaczyć w intrenecie ile masz na dzień dzisiejszy kasy, ile masz na lokacie, ile masz kredytów ile spłaciłaś ,a ile ci jeszcze zostało do spłaty. Masz informacje co możesz jeszcze zrobić ze swoimi pieniędzmi, jakie korzystne lokaty założyć, itd. Przy tak permanentnej inwigilacji ,dlaczego nie możemy iść do lekarza ,a na naszym koncie internetowo-lekarskim nie są dostępne dane : na co chorujemy , jakie recepty nam się należą , bez względu na to czy lekarz ( tez człowiek ) wpisał na recepcie omyłkowo datę wystawienia recepty rok 2011. Dzisiaj to przerabiałam, oczywiście jedynkę na końcu przerobiłam ma dwójkę ( bo pani w aptece nie chciała mi wydać leków)pojechałam do innej apteki i nie mam wyrzutów sumienia ,że kogoś oszukałam. Ja nie mam osiemdziesięciu lat, nie jestem schorowana , i nie muszę na mrozie czekać na autobus , żeby dojechać do przychodni i poprosić o zmianę daty na recepcie. Dzisiaj dzień bardzo trudny, mąż pojechał na delegację (musimy jakoś funkcjonować) wczoraj wynajęliśmy specjalne łóżko ,dzisiaj teściowa bez kontaktu, pielęgniarka poiła ją strzykawka, mnie łzy kapią jak grochy. Pierwszy raz w życiu przeżywam widok takiego cierpienia . Synek pisze na skypie,ze dzisiaj są na Borneo , nawet mu nie mówię ,że z babcią tak źle, On jej w niczym nie pomoże
Troszkę mnie tu nie ma, ale mam tzw. Brak czasu na życie. Nie wiem czy moje ulubione leginsy domowe straciły turgor ,czy mnie wreszcie nogi schudły. Wiszą na mnie jak na kiju he,he. Teraz będzie o zimnie i niejedzeniu. Wiem ,ze to nie ten portal i strona , ale może się komuś na zaś przyda. Moja teściowa po dwóch tygodniach w szpitalu wyszła do domu. Zwalczyła zapalenie płuc ślinianek, jest cukrzykiem i już z trzecim rakiem walczy. Pisałam już kiedyś ,że w dzieciństwie była sześć lat w sanatorium na Syberii i głodowała. Kilka miesięcy temu słyszałam o tym audycję w radio, W Polsce na dalekiej północno-wschodniej ścianie, w jakiejś wsi nie pamiętam jej nazwy , żyje kilkanaście osób po wyżej stu lat. Oczywiście nauka ,medycyna i inne takie zbadały te przypadki i wspólny mianownik był taki . Długowieczność i walkę z różnymi chorobami staruszkowie zawdzięczają niskiej temperaturze i głodowi jaki doświadczyli w czasach okupacji. Niskie temperatury mamy , tylko trzeba znaleźć okupanta .I będziemy długowieczni i zdrowi. Buziaki
Wróciłam z ferii zimowych. Pogoda przepiękna, słońce i mróz ,tak jak lubię. W prawdzie śniegu nie za dużo ( nie wszystkie trasy były czynne ) ale żadne wakacje letnie ,nie dają mi tyle satysfakcji i zadowolenia. Uwielbiam jazdę na nartach. Deski na nogach , te wielkie góry i np. sześć km zjazdu w dół na max własnych możliwości. Można to zrobić z przystankami ,a można na raz ,aż uda palą jak ogniem. Takiej adrenaliny w lecie nie mam he,he. Wyjazd bardzo udany, słońca po kokardkę, śniegu akuratnie. Znajomi byli w Austrii, tylko śniegiem waliło ,a słońce widzieli przez dwa ostatnie dni. Były też mało miłe chwile. Koleżanka się połamała w drugim dniu. Zagipsowali ją po pachwinę. Byliśmy w Dolomitach we Włoszech.Wyżej sie juz nie dało.
Marmolada sie to nazywa.Trudna trasa , jak wylecisz ,to tylko na marmolade sie nadajesz he,he Te dwa wagoniki kursują na wysokosci 3200 m.Ten co jedzie do góry zabiera 100 osób .Nie mam lęku wysokości ,ale nie jest to bułka z masłem
. Mąż ,zadzwonił do ubezpieczyciela i domagał się karetki z Polski , do przewiezienia koleżanki w pozycji leżącej do domu( 12 -15 godz jazdy).Przyjechali ,zabrali .Pamiętajcie !!! należy się ubezpieczonemu, jak psu zupa. Nie dajcie się zbyć. Dietetycznie sie nie da we Włoszech, Bombardino - to ajerkoniak na goraco z bitą śmietaną i czekoladą ,fuj jakie dobre
i inne pizze he,he. A to pingwinek
, i nie było by to nic dziwnego , bo takich pingwinków ,misiów i innych rysiów jest od groma.Pingwinek wszedł na taras zaczyna rozpinać brzuszek i mówi po Polsku , o k....,jak mi gorąco he,he. Jeszcze jedno zdjęcie, dla mnie bardzo emocjonalne.Nie wypadało mi robić zdjęć na chama. Widziałam w Polsce i innych landach ludzi jeżdzących na śniegu w górach bez nóg . Ale niewidomych na deskach,widziałam pierwszy raz .I nie powiem ,że jeźdzą po najłatwiejszych trasach
. Pten pan w czerwonej kurtce to przewodnik.Ma na plecach głośnik( nie są połączeni blututem) .On jedzie pierwszy i przez tubę krzyczy skrecaj w lewo ,mulda z prawej. zatrzymaj się . Ten w zielonej kamizelce ma na plecach napisane ,że jest niewidomy. I nie totrafię zrozumieć jak on tak zaiwania po tych górach ( chyba po głosie przewodnika) Pozdrawiam.
Muszę zakończyć relacje z wyjazdu .Nie będzie mnie przez tydzień . Buziaki.
marchew ,kapusta pekińska pomidory ,czosnek i cebula to poznawałam bez pudła.Kilka innych wygląda tak:


wyżej włoszczyzna do Carry z trawą cytrynową ,pycha.Na drugim zdjęciu liście bananowe na metry

na targu znalazłam jeszcze to ,to najmniejsze opakowanie ,były jeszcze kilogramowe zastanawiałam się czy ich nie kupić,w sumie kupiłam szafran i trawę cytrynową he,he

Kwiatki

nazwałam to świnki ( debilnie, świnki są różowe),coś pięknego

tak rosną banany
plantacja kauczuku

biała ciecz kapie do miseczki i natychmiast zastyga. Jak już nakapie jak piłeczka przekręcają ją przez prasę ,powstają placki jak dywanik w łazience,nie wiem co z tym robią później.
Takiej palmy nigdy jeszcze nie widziałam.Rośnie jak kłos zboża ,nazywa się palma podróżnika.