Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

chyba nie powinnam pisac,ze sie odchudzam - raczej probuje sie zdrowo odzywiac i dbac o swoje cialo. zrzucic kilka kg,zeby wygladac jeszcze bardziej fit... chodze na silownie, bo poprawia mi samopoczucie, mam wiecej energii od rana i swiadomosc, ze nie tylko narzekam,ale robie cos w tym kierunku

dockfit

kobieta, 31 lat,

164 cm, 62.40 kg więcej o mnie


Postanowienie wakacyjne: 54 kg do grudnia

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

jets ok:)

1 października 2007 , Skomentuj

no wiec nie bylo tak zle wczoraj...
na sniadanie jogurt i dwie kromki razowego chleba, na obiad (w kinie) bagietka (taka zdrowsza, pelnoziarnista wersja) z kurczakiem +
warzywami. na kolacje w tej wloskiej restauracji podzielilam sie starterem z moim facetem (zamowilismy talerz z wedlinami), a pozniej danie glowne- cos w rodzaju klusek z sosem bolognese, chyba nazywalo sie gnoche..?do tego 3 lampki czerwonego wina, a na koniec gin+tonic. musze troche wyluzowac z tym drinkowaniem, bo dzien 0 (wylot do polski)juz za 27 dni....i tak ciezko mi na silce, jak sobie poimprezujemy...dzis wyrzuty sumienia spowodowane sobotnik kawalkiem toru zmusily mnie do dodatkowego trningu, wiec byl godzinny step+30 min. na rowerku:)))do koszyka w sklepie tez poszly tylko zdrowe i niskokaloryczne produkty, wiec narazie jest ok:)jeszcze czeka mnie sprzatanie mieszkania - niecierpie, ale trzeba
znalazlam nowa diete zupowa...chyba wyprobuje...
pa
Dodaj komentarz

szkoda gadac

30 września 2007 , Skomentuj

jak zwykle w weekend...totalna rozpusta jedzeniowa.rano nalesniki, pozniej zadnego konkretnego posilku, danio waniliowy, a potem kawalek toru kawowego. klienci nam podarowali w restauracji pol swojego urodzinowego i nikt nie byl w stanie sobie odmowic, do wygladal niesamowicie i tak samo smakowal....mmmmmmmmmmm...pycha
no i jeszcze piwko po pracy i jedzenie po powrocie do domu, czyli weekendowy standart.nie wiem, jak mam z tym walczyc, musze obmyslic jakis skuteczny plan, bo to wszystko nie ma sensu- 4 dni odchudzania i 3 dni obzerania....a za miesiac lece do polski i chce spotkac starych, dawno nie widzianych znajomych i chcialabym wygladac super dobrze...
dzis dzien pokuty...idziemy do kina a pozniej na pozegnalne przyjecie 2 moich kolezanek. jedna wyjezdza do stanow, a druga do hiszpanii.wloska restauracja, a potem jakis pub.co by tu zamowic, zeby bylo dietetycznie?????
Dodaj komentarz

tak jak myslalam

29 września 2007 , Skomentuj

no i na co mi byly te cwiczenia na silce? chyba po to, zeby spalic te kalorie, ktore nadrobilam wieczorem w pracy. obiad jeszcze byl super- losos z kus kusem, ale zaraz jak przyszlam do pracy MUSIALAM wypic goraca czekolade,zeby miec choc troche energii do pracy. potem nie bylo czasu nic zjesc, wiec tylko podgryzalismy- fryka, kawalek bialego pieczywa,itp. o 23 dostalismy w koncu cos do jedzenia- COS to tosty z bialego chleba z szynka i serem!!!!do tego salatka- juz lepiej..po pracy 2 piwka i do domku o 5 nad ranem....
NIE JESTEM Z SIEBIE DUMNA WCALE:(((((
a do tego dzis rano 4 nalesniki z nutella i bananami...ale to moje sniadanie i obiad zarazem.jest weekend...moj slaby punkt....
Dodaj komentarz

:(((

28 września 2007 , Skomentuj

jestem WYKONCZONA , a jest dopiero 12. zajecia na silce byly tak intensywne, ze musze je teraz jak najszybciej odespac-przed praca jeszcze.od rana platki z mlekiem, potem jablko, jogurt i sok sliwkowy. szarowa za oknem kusi, zeby poprawic sobie humor jakas czekoladka (albo muffinem czekoladowym!!!- cos, czemu nie potrafie sie oprzec), dlatego tym bardziej powinnam isc spac, zeby zapomniec o slodkosciach...
wczoraj tez niezle mi poszlo,jogurcik, twarozek, brazowy chlebek z tunczykiem, na kolacje losos z salata i cannelloni ze szpinakiem (2 tylko)..tylko, ze po kolacji byly dwie lampki wina... z moich notatek wynika, latwiej mi jest odmowic sobie slodyczy niz winka lub drinka po pracy.w ostatnim tygodniu zjadlam 5 slodkich rzeczy, z czego 2 potraktowalam jako jeden z pieciu dziennych posilkow.  za to drineczkow bylo 17!!! czesc z nich to wino do obiadu lub kolacji, ale to wciaz te puste kalorie...
no nic, musze to ograniczyc do weekendow...
poza tym trzymam sie dzielnie.mam nadzieje, ze wy tez.
pozdrawiam
Dodaj komentarz

.....

27 września 2007 , Skomentuj

zelkow w kinie nie bylo...ale za to wczoraj:(((caly dzien zabiegany- praca, szybki prysznic w domu, potem pierwsza lekcja francuskiego.a po powrocie do domu...kolacja o 9.30. wlasciwie to zdrowa- chelb razowy i salatka z tunczyka, a potem film, a do filmu piwko ( 3 male), a do piwka orzeszki...:(ciagle sobie wmawiam, ze orzeszki sa zdrowe i dobrze wplywaja na pamiec, a ja tej pamieci na francuskim potrzebuje!!!
dzis dzien wolny...mial byc. o 9 silownia, zaraz biegne do pracy, bo mamy jakies wazne spotkanie, zlew pelen naczyn do umycia... i do tego nie mozna sie rozpiescic zadnym slodziuchem:((((moze jakis ciuszek sobie chociaz kupie? tak!!! nowe ciuszki, to jest to, co tygryski lubia najbardziej!!!!!
Dodaj komentarz

oooooooo:)))

25 września 2007 , Skomentuj

dzis zwazylam sie po silowni.nie bardzo chcialam, bo czekaja mnie TE dni,woda zatrzymuje sie w organizmie i takie tam inne...a tu prosze!!56.5kg !!super.wiec jednak te nowe zajecia na silce to nie tylko bezsensowne podskoki w glupich pozach i zalewanie sie 7-mi potami!!! body attack naprawde zaatakowal moje kg.
co do jedzonka- jest ok.wczoraj zjadlam troche suszonych owocow i kilka migdalow w ramach comiesiecznych zachcianek, a wieczorem (ok. 19 ) kucharz u mnie wpracy przygotowal mi speciala- grillowana piers z kury + salate z avocado (podobno dobre w walce z cellulitem :))bylo pycha. pozniej juz tylko ziolowe herbatki i grejfrut.
a dzis mam wolne i gotuje- spagetti z chudej wolowiny z masa warzyw i brazowym marakonem.od samego rana jade tylko ja jogurtach i smoothisach, zeby zjesc ten obiad bez wyrzutow sumienia...a wieczorem kino. postaram sie,zeby nie bylo zadnych zelkow ani orzeszkow...pa
Dodaj komentarz

hmmmm....

24 września 2007 , Skomentuj

zalogowalam sie dzis rano, a teraz wieczorem mam chwile, wiec przegladam inne pamietniki....i dochodze do wniosku, ze to chyba jakas narodowa obsesja.dziewczyny, ktore waza po 50 kg i nadal sie odchudzaja????chyba nie ma takiej kobiety, ktora bylaby z siebie 100% zadowolona...czesto piszecie, ze chcecie wrocic do poprzedniej wagi ze studiow, z przed 2-3 lat....ja tez o tym marze, zwlaszcza jak ogladam zdjecia, na ktorych tak dobrze wygladalam....mgliscie pamietam,ze byly to czasy  wiecznego studenckiego niedozywienia (niski budzet),nerwowych sesji i latania na imprezy...a teraz przyszla doroslosc i przyniosla ze soba pelniejsze, kobiece ksztalty...
pogodzic sie z tym, akceptowac, czy walczyc o idealna figure?i kiedy bedzie ona idealna?jesli nawet 50 kg to wciaz za duzo, mimo, ze wg wzkaznikow jest to juz niezdrowe?
a czytalyscie "dobre cialo" Eve Ensler..ja chyba musze do niej wrocic, bo po przeczytaniu nastapila u mnie chwilowa samoakceptacja...kobiety innych krajow sa z siebie dumne, mowia 2 mam nogi, rece, kragle, ksztaltne , zdrowe cialo- kocham siebie". chyba troche brakuje nam dystansu do samych siebie...
nam polkom.tu, w irlandii pelno jest puszystych babek i nie wstydza sie ubrac mini, obcislych dzinow...przemilcze kwestie samokrytyki i dobrego gustu, bo niektore przypadki, to juz razaca w oczy szkodliwosc publiczna...
a my?...kilka cm za duzo i juz panikujemy, glodzimy sie , katujemy dietami...i jesli te wysilki nie koncza sie sukcesem, lapiemy dola : ((((a jesli sie nam uda, to zaraz bierzemy na celownik kolejne kg...
a moze czasami warto sobie odpuscic (bez przesady, oczywiscie) i rozejrzec sie w kolo.pewnie gdzies czai sie taki ktosiek, ktoremu sie podobamy i dla niego wogole jestesmy hot i perfect? ja mam swojego ktoska i jesli mi mowi, ze wygladam bosko, to mu wierze.no, bo przeciez moj ktosiek nie klamie...

alez sie rozpisalam, a to moj 2 wpis dopiero
czy komos wogole bedzie sie chcialo to czytac?

Dodaj komentarz

i znow od poniedzialku

24 września 2007 , Skomentuj

za mna tydzien prawidlowego, zdrowego odzywiania,chodzenia na silke..i weekend, ktory zrujnowal wszystko.kilka drinkow po pracy,podjadanie po powrocie do domu, niedzielne biesiadowanie w resatracji...
wiem, ze to bez sensu i na nic mi ta wiedza, bo o ile ponidzialkowo- czwartkowy rozklad zajec trzyma mnie w ryzach,o tyle piatkowo- niedzielne niezorganizowanie i spontanicznosc rujnuje moje wysilki.tak, tak, tak ciezko pracujesz- zasluzylas na slodziucha, lampke wina, cos do chrupania w czasie kinowego badz domowego seansu filmowego, przeciez nie mozna sobie wszystkiego odmawiac, raz sie zyje...a w poniedzialek- moralniak,wiec ubieram dresy i biegne na silke. takie bledne kolo...postanowilam wiec pisac ten pamietnik.moze jesli bede musiala sie spowiadac z moich weekendowych grzeszkow, to bedzie ich mniej??????no coz, jestem dobrej mysli...

Dodaj komentarz