Witajcie!
Dawno nie zaglądałam do Pamiętnika i widzę, że mój ślimaczek sukcesywnie posuwa się do przodu. Tak się przyzwyczaiłam do swojej dietki, że nie wyobrażam sobie smiany sposobu żywienia. No i widzę bardzo realną szansę, że na wiosnę pozbędę się juz tego 10kg zapasu i na dodatek bądę mogła osiągniętą wagę utrzymać! Tylko wystarczy się nie poddawać. Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości i samozaparcia!
Dodaj komentarz
Witajcie!
Wróciłam w sobotę z trzytygodniowych wakacji i jestem trochę rozczarowana. Tylko 1 kg straciłam. A tyle było jeżdżenia na rowerze (ok. 30km co drugi dzień z 13kg Martusią na bagażniku), pływanie w jeziorze, łażenie po lesie.... Myślałm, że troche wiecej stracę, ale co się najeździam , to moje. Martusia już jest większa i trochę bardziej mobilna i dzieki temu ja też.
Na Vitalii straciłam 16kg. Bardzo sie cieszę, ale jeszcze dużo przede mną.... Mam nadzieję, że nie sprawdzą się prognozy znajomych, że teraz będzie coraz trudniej, w końcu odchudzam się prawie 4 m-ce, więc nie jest to chyba taki poczatek, prawda? Co tu gadać, muszę trzymać się planu i tyle. Idzie mi całkiem nieźle, więc musi się udać!.....
Pozdrawiam serdecznie wszystkich walczących, szczególnie tych, którzy obecnie przeżywają trudności lub zniechecenie. Powodzenia!
Ania
Dodaj komentarz
Witajcie!
Tydzień wakacji za mną. Strasznie sie bałam, że przytyję, a tu niespodzianka, 0,8 kg już za mną. Ale też miałm wiecej ruchu, rowery,spacery, morze i plaża... A w domu ruch tylko w granicach 62 m2. Mam dwie córeczki, jedna 5, druga 2 letnia. Spacer tiptopkowy. Jak jest pogoda to na rower do parku, ale to bardzo mało. W ciągu roku szkolnego biegałam na jakies ćwiczenia, ale teraz sezon, mąż wraca z pracy o 22.00, dzieciaków nie ma z kim zostawić.... Na szczęście za 4 tygodnie znowu: rowery, las, grzyby, jezioro (uwielbiam pływać w otwartym terenie), morze i plaża, a potem wrzesień i znów ćwiczenia.
Dobrze, że jest Vitalia. Powolutku idziemy na przód. Brzuch już tak nie sterczy, zaznaczona linia talii, szczuplejsza twarz, ramiona i uda, kompleksy gdzieś uciekly, bo jest nadzieja, że za rok już będę taka jak przed pierwszą ciążą, a mój mąż przeszczęśliwy (mówi, że dlatego, że ja się czuję lepiej i moje poczucie własnej warości wzrasta wraz ze spadkiem kilogramów, kochany jest, ale na pewno chciałby mieć taką żonę jak pięć lat temu ...) Kto by się spodziewał?! No i w końcu mogę kupić coś do ubrania i dobrze się w tym czuć! Do tej pory pozostawało mi szycie. Owszem ładne te rzeczy, bo oryginalne, ale czasem chciałabym upodobnić sie do innych kobiet chodzących po ulicy.
Dieta jest na tyle dobrze zbilansowana, że głodna nie chodzę, nie katuję się, do słodyczy mnie nie ciągnie, bo organizm dostaje to czego potrzebuje, a waga spada. Rewelacja!
Życzę wszystkim "walczącym" sukcesów, pogody ducha i udanego wakacyjnego wypoczynku!
Pozdrawiam serdecznie!
Ania
Dodaj komentarz
Kolejny tydzień za mną. Waga powolutku spada. Ku mojej ogromnej radości. Przestawiłam się zupełnie. Gdy widze słodycze, zapala mi się czerwona lampka: uwaga! będzesz grubsza! Pozbyłam się kompleksów. Owszem jestem nadal okraglutka, ale widzę, ze chudnę i daje mi to nadzieję, że jeszcze rok i bedę wyglądać normalnie. Bardzo mnie to motywuje. Już planuję co kupię i co uszyję.....
Pozdrawiam ciepło
Dodaj komentarz
Moja waga szaleje. Jest bardzo kapryśna. raz ważę wiecej, raz mniej. Ale już chyba wiem jakie ma wymagania: równa podłoga, bez żadnych wykładzin. Na dzień dzisiejszy ważę 86,6, a nie 84,1. Sobie nie mogę nic zarzucić, żadnego podjadania. Nic tylko to co zalecone, więc efekty będą. Ale właściwie nie mam się co martwić. Zjechałam w ciągu niecałego miesiąca 5,4kg. To przecież powód do radości, a nie troski. Prawda?
Pozdrawiam wszystkich walczacych, szczególnie tych, którym ta walka sprawia duży problem!
Buźka!
Dodaj komentarz
Sama nie wiem co o tym myśleć. Tydzień temu ważyłam o 7 kg wiecej!
Tylko wtedy ważyłam się na starej wadze. Od wtorku mam nową, elektroniczną. Dziś zważyłam sie z samego rana zaraz po porannej toalecie, wtedy w ciagu dnia. Ostatecznie nie ma się co martwić. Ważne, że do przodu i że zbliżam się powoli do mniej niebezpiecznej "nadwagi". Czuję się dużo lżej, mam więcej energii i powolutku przyzwyczajam się do diety. Szczerze mówiąc sprawia mi przyjemność zaglądanie do jadłospisu i tworzenie nowych czasem dla mnie dań. Każdego dnia coś innego i nie muszę tego sama wymyślać, wyliczać. Wszystko gotowe i zadziwiająco smaczne. Najadam się, ale szybko robię się głodna. Lubię wtedy wyjść z dziecmi gdzieś na spacer, bo nie pamiętam o głodzie.
Wczoraj na zakupach, kupując moim dziewczynkom jakąś maślaną bułeczkę jako zapchajdziurę, z żalem stwierdziłam, że to już nie dla mnie, ale zaraz sobie uświadomiłam, że przecież warto i to za czym mi czasem tęskno w cale nie jest zdrowe.
Dziękuję Wam za ciepłe słowa otuchy!
Życzę owocnego zmagania wszystkim Vitalistkom i Vitalistom!
Dodaj komentarz
dziś juz lepiej. nie jestem taka głodna. swoja drogą to wcale jednak więcej nie jadłam, ale po prostu bardziej kalorycznie. mój mąż bardzo mnie wspiera. zaproponował, że wszyscy będziemy jeść to co ja. może sobie tylko doprawią, ale przynajmniej będziemy jedli zdrowo. sam chciałby oduczyc sie jedzenia słodyczy, tak dla zdrowia, bo jemu nadwaga nie grozi. jesteśmy jak flip i flap....
na razie optymistycznie patrzę na moje zmagania. gorzej bedzie za miesiąc, wyjeżdżamy na dwa tygodnie....
Dodaj komentarz
pierwszy dzień. głodna jestem strasznie. myślę tylko o jedzeniu. jak zobaczyłam dietę, od razu sie spostrzegłam, że za dużo jem. zaraz mikroskopijne IIśniadanie. Aby tylko przetrwać tydzień, to się przestawie. Głowa mnie boli i ssie w żołądku.
ale dieta mi sie podoba. rzeczywiście smaczna, no i zdrowa.
odwagi i do dzieła1
Dodaj komentarz