LadyDo

kobieta, 32 lat, Mikołow

172 cm, 69.80 kg więcej o mnie



Wpisy

środa - 28 maj

28 maja 2008 , Komentarze (2)

staram się jak moge trzymac diety... ale nie zawsze mi to wychodzi... niestety czasem nie zdążę kupić wszystkich składników a czasem po prstu nie daje rady... ale za to ćwiczę - codziennie przez prawie 1,5 godziny :) to mój sukces ! :)

Dodaj komentarz

i znów zaczynam....

26 maja 2008 , Komentarze (1)

Po raz kolejny wziełam się za siebie.
Wiosna w pełni i az starch mnie ogrania jak nadejdzie upalne lato i trzeba będzie obnazyc światu wszystkie faldki, kótre do tej pory smacznie spały nod zwojami swetrów i marynarek.

Niestety wiem, że nie będzie mi łatwo... niestabilny trub zycia- częste wyjazdy, które rozbijaja najlepsza nawet dietę, spotkania z klientami przy obiadach czy lanczach i mąż męsożerca o smukłej sylewtce bez wysiłku.

Pelna energii wydrukowałam tygodniowy plan diety i ćwiczeń. Rok temu poniosłam klęskę ale tylko dlatego, że nie trzymałam się diety. Mam nadzieje, że teraz będzie lepiej... Chociaz już jutro czeka mnie wyjazd do stolicy - czyli 7 godzin w pociagach. Zjem pewnie byle co i pewnie strasznie kaloryczne. W czwartek też konferencja na której sewrują ciastka i kaloryczne przekąski.
Mam tylko nadzieję, że spalę wszystko podczas ćwiczeń i na oritreku.
15:40
Wracam do domu. W pracy jest ok - nie mam w okolicy żadnego sklepu więc jak nie biore jedzenia to nie mam co jeść :) Gorzej jak wróce do domu... adzisiaj Dzień Mamy więc pewnie będą jakies lody... :)

Dodaj komentarz

prawie po roku...

14 kwietnia 2008 , Skomentuj

wracam skruszona i aż nie chce mis ię wierzyć, że od lipca na mojej wadze nic nie drgnęło... pocieszające ejst jednak to, że nie ma kilkogramów w górę ...to już coś :)
Dodaj komentarz

11 LIPIEC

11 lipca 2007 , Komentarze (1)

Przeprowadziałam się niedaleko starego mieszkania - a do małego segmentu z ogródkiem. Podjęliśmy tę decyzję tylko ze względu na Emila :)
Teraz będzie miał choć odrobinę zieleni. W starym mieszkaniu na miejscu gdzie był jedyny kawalek trawnika zrobili parking i cała okolica jest już "betonowa".

Dodaj komentarz

9 lipiec

9 lipca 2007 , Komentarze (3)

po przeprowadce... wczasach i 2 miesiącach nieustannego stresu moja waga niestety wróciła do stany pociążowego czyli znów mi stuknęło 69,8 :(

Odchudanie zaczynam ponownie... może tym razem będzie lepiej!
Dodaj komentarz

27 kwiecień

27 kwietnia 2007 , Skomentuj

witajcie
dzisiaj przeżyłam szok !!
weszlam rano na wagę a ta pokazuje dokładnie tyle samo co 2 tygodnie temu -przed wyjazdem do usa !!!!!!!!!
Super!! Nie przytyłam przez ten tydzień a z drugiej strony jestem już dwa tygodnie w plecy i mogę powoli zapomnieć, że zmieszcze się w wymarzoną sukienkę na rocznicę ślub u!!  Ale nic to:)
Przeprowadzka w toku - stolarz się osobiście nie zjawił -przysłał tylko pracownika ale ten na szczęście zrobił wszystko jak należy .... no prawie. Dzisiaj kują schody bo kupilismy dom ze schodami a okazało się, że to ruina nie schody...
ten nasz ywmarzony dom to tak na prawdę narożny segrment :)
Bardzo dobrze nam się mieszka tam gdzie mieszkamy obecnie ale Bąkowi przyda się kawałek ogródka :)

Dodaj komentarz

25 kwiecień

25 kwietnia 2007 , Komentarze (5)

Dzień dobry
 od rana uzeram się ze stolarzem - zrobił nam do domu drzwi, które otwierają się na schody !! i w dodatku mi wmawia, że ja sobie to tak wymyśliłam i kazałam mu takz robic -dziwne bo mnie wtedy wogóle w kraju nie było!!

Na wagę boję się wejść - przez ostatni tydzień absolutnie się diety nie trzymałam i konsekwencje tego mogą być okrutne!!

Przepraszam, że tak mało jestem  ale mam nadzieje, że jak się przeprowadzimy to będę miała więcej czasu by u Was bywać :)

Dodaj komentarz

23 kwiecień - nareszcie w domu

23 kwietnia 2007 , Komentarze (2)

witajcie
ja już na ojczystej ziemi - za to z takim bulem żoładka  ze ledwie żyję !! to chyba to jedzenie w samolocie!! umieram!!

Dodaj komentarz

Chicago - dzień 2 - 18 kwiecień

18 kwietnia 2007 , Komentarze (4)

Pisze do Was zza wielkiej wody :)
Tutaj jest 10 a u nas w Polsce 17 :)
Wczoraj oczywiście złamałam wszelkie zasady diety -najpier obrzydliwe jedzenie w salolocie -ale nie miałam wyjścia a potem wieczorem poszliśmy do crabhaus'a !! Mniam Mniam!! Wciągnełam pyszny stek z polędwicy i do tego nogi kraba!! Pychota!! Nie wiedziałam, że to takie dobre!!Pocieszam się tylko tym, że kraby to owoce morza - gotowane były w rosole więc chyba nie były zbyt kaloryczne -gorzej z tym stekiem !! :) a dzisiaj na śniadanie dwa jajka na miękko i owoce z owsianką i jogurtem :) czyli nie tak tragicznie gdyby nie tost i kawałek smażonego boczku ... moja wina... dałam się skusić!!

Proszę piszcie coś do mnie... nie mam czasu odwiedzać Waszych pamietników a bardzo bym chciała wiedzieć co u Was słuchać!! :)

Dodaj komentarz

16 kwiecień

16 kwietnia 2007 , Skomentuj

Jutro 6 rano wylot do Warszawy a potem do Chicago. Wracam w sobotę - i wiecie co -wcale się nie cieszę. Już to przerabiałam i kończy się to tym że siedzę od rana do wieczora w klimatyzowanym pomieszczeniu z  30 chłopami wracam do hotelu wyrabana na amen i tęsknię do moich chłopaków okrutnie... Ale praca nie wybiera - jak mus to mus. Za to weekend był cudowny - pogoda boska więc właściwie całe dwa dni spędziliśmy na zabawach w paskownicy, na huśtakach.. razem we teoje... Bardzo mi tego brakowało... Naładowałam akumulatory i teraz chąc nie chąc moge jechać za ocean. Tan wcale nie jest tak bajkowo jakby się wydawało. Za pierwszysm razem byłam bardzo ciekawa jak tam będzie ale jest podobnie jak u nas tylko dużo "kolorowych". A tak pisałam o ostatniej podróży do Chicago  w innym blogu : "Byłam niedawno w Chicago - podróż ta choć niedawna wydaje mi się rozdziałem z innej bajki - klatką nie z tego filmu. Tak na pierwszy rzut oka wszystko jest inne - ulice proste, kraiobraz płaski, budynki albo gigantycznie wysokie w centrum albo parterowe na przedmieściach - żadnych blokowisk. W jednym miejscu świat wielkiego biznesu a zaraz potem harlem, dzielnice murzyńskie latynoskie i wielka bieda.... niby tak jak u nas tylko wszystko w innej skali! Jakby nadmuchane! Ale nie czułam się tam obco tak jak czułam się w Londynie. Mimo że przeleciałam ocean znalazłam się na innym kontynencie to wszystko wydawało mi się takie swojskie i damowe nawet na 102 piętrze Skydeck'a. Londyn przy Chicago wydaje się być dalekim stryjkiem pachnącym naftaliną z kwaśną miną i uszczypliwymi uwagami. Pewnie pomyślicie, że pisze tak dlatego, że to drugie największe polskie miasto - ale nie, bo na słynnym jackowie byłam dopiero po kilku dniach i czułam się bardzo dziwnie zwłaszcza polskim sklepie widząc chleb podhalański i kiłbasę śląską. Przypomniały mi się wtedy zajęcia o oswajaniu rzeczywistości - zawsze gdy jesteśmy w nowym nieznanym dla siebie miejscu to robimy wszystko by to miejsce "oswoić" -nadać mu cechy domowe. I tak jest ze wszystkim - z nowymi samochodami, nowymi mieszkaniami, nowymi miejscami czy "lądami" i tak jak Mały Książe oswajał się z Lisem tak my też chcemy oswoić wszystko co nieznane a z czym przyszło nam się zmierzyć..."

Dodaj komentarz