Vitalia.pl  dieta, odchudzanie, fitness Vitalia - dieta, odchudzanie, fitness

Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Jestem inżynierem informatyki, programistą, właścicielem firmy. To mówi wszystko: siedzę przy komputerze po 18 godzin na dobę, nie mam czasu na ruch, mam swoje stresy, a jak się stresuję - jem. DOŚĆ! Po półrocznej przerwie w stosowaniu diety i samowolce żywieniowej - wróciłem do punktu wyjścia i wracam na Vitalię... :) Cóż... człowiek słaby jest... :\

silverweb

mężczyzna, 33 lat, Pabianice

176 cm, 98.20 kg więcej o mnie



Wpisy

NIENAWIDZĘ VITA-AKTYWNOŚCI!

21 marca 2008 , Komentarze (24)

VITA-AKTYWNOŚĆ to był chory pomysł! CHORY! Teraz dzieciarnia masowo się pozdrawia i zaprasza do siebie (żeby też złożyć kolejny bezsensowny komentarz), zaczyna się bezsensowne składanie życzeń i bezsensowne, nie będące komentarzami głupoty w rodzaju:

"gratuluje powodzonka wszystkiego najlepszego na swieta i zapraszam do mnie"

A gdzie wielkie litery? Gdzie przecinki? Gdzie polskie znaki? Gdzie jakieś zdanie, które nada temu wpisowi rzeczywisty status komentarza? Samo gratuluję nie jest komentarzem, szczególnie jak ktoś pisze o mikrym sukcesie i się za coś obwinia...

A teraz moja deklaracja:
Jestem sympatycznym facetem, dopóki to co się dzieje ma sens. Wpisywanie takich pierdół i zapraszanie do siebie, żeby sobie zrobić ruch na swoim profilu i nastrzelać więcej punktów do Vita-Aktywności jest bezsensowne, dlatego staję się niesympatyczny. Będę bezwzględnie blokował i usuwał wpisy wszystkich dzieci neo, które nie potrafią w normalny sposób korzystać z danych im narzędzi i jedynie walczą o jakieś chore tytuły, robiąc niepotrzebny zamęt, zamieszanie i zbędny ruch na łączach internetowych.
Każdy wpis w rodzaju "pozdroffki i zapraszam do mnie" ląduje w śmietniku, a jego autor na czarnej liscie. Dosyć tego!

Przejrzyjcie swoje pamiętniki - znajdziecie w nich wiele takich bezsensownych wpisów. A wejdźcie do pamiętnika autora takiego spisu - na pewno ma już gwiazdki, puchary i fajerwerki w ramach Vita-aktywności... Jaki to ma sens?
Komentarze do pamiętników są po to, żeby się wspierać, dzielić dokonaniami, poklepać po ramieniu, dać życzliwą poradę, cieszyć się razem z kimś, a nie po to, żeby nabijać punkty Vita-Aktywności!

P.S. Jeszcze jednego nie znoszę: pamiętników, gdzie są dziesiątki obrazków, bajerki, fajerwerki, zające skaczące po łące, tysiące kolorów, setki rozmiarów i dziesiątki rodzajów czcionek... PRZECIEŻ TEGO SIĘ NIE DA CZYTAĆ! Takie cudaki doprowadzają oczy do szaleństwa i ostatecznie wywołują mdłości... Czy to jest aż takie zabawne? Może jestem nudziarz, ale czytanie moich wpisów jest naturalne i proste, a przebrnięcie przez niektóre "arcydzieła" jest czasem biofizycznie niemożliwe...

P.S. P.S. Ja rozumiem, że nie każdy może mieć zdolności, albo coś, ale za moich czasów (a jakoś szczególnie stary nie jestem) ortografii i interpunkcji trzeba się było nauczyć i basta! Nie było żadnych zaświadczeń o dysleksji (TAK! DyslekSji, a nie dyslekcji! Niektórzy twierdzą na coś chorują, a nie wiedzą nawet jak to się nazywa!). Poza tym, dysleksja to choroba ograniczająca zdolności CZYTANIA I PISANIA, a nie pisania z zachowaniem ortografii i interpunkcji! Ludzie potraficie pisać, a nie znacie ortografii! To nie jest dysleksja tylko LENISTWO (w szczególnych przypadkach można to nazwać dysortografią, ale to wynika z naturalnych niedyspozycji, uwarunkowanych genetycznie, a nie z lenistwa)! Brak wielkich liter i polskich znaków to też jest LENISTWO! Marnujecie czas na wstawianie idiotycznych obrazeczków, powiększanie literek, smarowanie kolorkami, a nie możecie sprawdzić, czy nie macie błędów! LENISTWO I ZANIEDBANIE!

P.S. P.S. P.S. Marzę o dniu, kiedy z Vitalii zdejmą ten poroniony pomysł Vita-Aktywności i zabiorą możliwość zmiany rozmiaru czcionki i zmiany kolorów (albo ograniczą to do dwóch). Powinna też być ograniczona ilość obrazków na stronie. Co innego zilustrować jakąś sytuację, a co innego nawrzucać kotków, piesków, gwiazdeczek, słoneczek i innych pierdół, które nie wnoszą NIC SENSOWNEGO do treści... Ech... Zresztą.... po co ja to.... zaraz mnie napadną i zwyzywają od nudziarzy, stękaczy, zgredów i innych...
A ja tylko chciałbym zadbać o to, żeby ludzie to co robią zaczęli robić DOBRZE, czyli jak piszą to z sensem i poprawną polszczyzną, z zachowaniem ortografii, interpunkcji oraz jakiegokolwiek szacunku dla czytającego.

Pozdrawiam i uprzedzam: będę niesympatycznie kasował to, co uznam za bezsensowne, a autorzy wpadną na czarną listę, jak będzie trzeba. Sorki.
Dodaj komentarz

Muszę się Wam wyspowiadać...

21 marca 2008 , Skomentuj

Małoooooo!!!!! Tylko 0,4kg...
Ale i tak dobrze, biorąc pod uwagę następujące czynniki:
1. W ubiegły weekend zjadłem u teściowej normalny obiad. Coprawda się ograniczałem, ale jednak.
2. W ubiegłą niedzielę, dzieciaki namówiły mnie na pizzę - niestety nie udało mi się nie ugiąć (ze względu na dzieci i na pizzę)...
3. W tym tygodniu byłem kosmicznie zajęty - nie miałem czasu zrobić zakupów, w związku z tym wyżerałem z lodówki co było i ani razu w tym tygodniu nie skorzystalem z przepisów diety.
4. W ciągu tygodnia miałem pewną cholernie stresującą sytuację, przez którą z nerwów, bezsilności i złości - zeżarłem bombonierkę: czekoladki nadziewane koniakiem.
5. W trakcie tego tygodnia 3 razy robiłem sobie sushi. Po pierwsze - uwielbiam. Po drugie - miałem. Po trzecie - nie miałem nic innego. Ogólnie miałem azjatycki tydzień, bo miałem też pewnego dnia podsmażany makaron  (gotowany) z warzywami chińskimi (z mrożonki). I codziennie podjadam marynowany imbir (ponoć wspaniale działa na odchudzanie - jakaś koleżanka mojej siostry schudła 8kg wcinając, oprócz w miarę normalnego jedzenia, słoiczek imbiru dziennie).

Zatem jak na taką ilość grzechów i totalny brak bezpośredniego stosowania diety myślę, że poszło super. Fakt, że 0,4 kg to bardzo mało, ale gdyby nie pizza, gdyby nie bombonierka... byłoby pewnie lepiej.
A co do sushi: sprawdziłem i przeliczyłem - 125g ryżu, 1 listek glonów nori, do tego kawałek ogórka/papryki/warzywa i do tego jakaś rybka (łosoś, ryba maślana, tuńczyk), wszystko oczywiście z odpowiednimi sosami oraz chrzanem wasabi, daje porcję ok. 7 sztuk maki-sushi. Taka porcja starcza dla takiego dużego gościa jak ja na obiad i na długo, a daje to ok. 400-500kcal, czyli tyle ile mój przeciętny obiad w ramach diety. Stwierdziłem, że będę sobie często zastępował jakieś nudne obiadki właśnie porcyjką sushi. :)

Bilans dnia

Śniadanie: Kaloryczność: 514 kcal Białka: 17,63 g Tłuszcz: 5,09 g Węglowodany: 97,58 g
Drugie śniadanie: Kaloryczność: 199 kcal Białka: 5,32 g Tłuszcz: 5,27 g Węglowodany: 32,05 g
Obiad: Kaloryczność: 553 kcal Białka: 17,68 g Tłuszcz: 19,54 g Węglowodany: 75,99 g
Przekąska: Kaloryczność: 169 kcal Białka: 3,21 g Tłuszcz: 1,69 g Węglowodany: 34,62 g
Kolacja: Kaloryczność: 357 kcal Białka: 36,96 g Tłuszcz: 20,26 g Węglowodany: 6,30 g
Razem: Kaloryczność: 1792 kcal Białka: 80,80 g Tłuszcz: 51,85 g Węglowodany: 246,54 g
Dodaj komentarz

Nędza i bryndza... Choć do przodu.

14 marca 2008 , Komentarze (4)

No lichutko..... straszliwie lichutko... Minęło 7 dni, a ubyło 0.1kg... To w granicy błędu... Dzienne wahania mam większe niż ten tygodniowy rezultat. No ale cieszy mnie to, że nie idę w górę...

Nie wiem dlaczego tak licho w tym tygodniu. Owszem zdarzyły mi się jakieś grzeszki, ale wtedy oszczędzam się z innymi rzeczami.
Ale dużo też daje stres, bo wtedy robię się łakomy i łapczywy...

No nic. Dzisiaj podejmuję decyzję, która ten stres być może nieco zmniejszy. Oby to miało rezultat mierzalny wynikiem przyszłego ważenia.

Mam nadzieję, że u Was lepiej... :)

Dodaj komentarz

Zwiększam się, choć się zmniejszam

7 marca 2008 , Komentarze (1)

Cotygodniowe ważenie i.... wynik pozytywny: 0,8kg mniej=99kg.

Ale jak patrzę na wyniki mierzenia szyi, ramion, talii, bioder, uda, łydki, to mnie to nieco przeraża, bo poza łydką wszystko mi przybyło... że biceps, to tak, bo trenuję łapki (na razie, dopóki nie zrzucę nadmiaru masy, to tylko łapki - kręgosłup mam przeciążony i po wysiłku mam problemy). Ale kurcze - reszta przybrała bezpodstawnie... :\
Niby chudnę, a jednak rosnę w wymiarach... Echhh... :(

No ale nic to! Ważne, że waga idzie w dół! Jeżeli rzeczywiście udałoby mi się tracić 0,8kg na tydzień, to do założonego celu pozostałoby mi 12 tygodni. Czyli gdzieś w połowie czerwca powinienem odnieść drugi sukces (pierwszy to pożegnanie stówki). Tylko po drodze może być problem, bo moja M. ma urodziny za 3 tygodnie, a 30 maja mam ja i to okrągłe, więc już mi obiecano sporą bibę (grill, tańce, ognisko i śpiewańce! :D )... No ale do Wakacji na pewno się uda! :) Nie ma to tamto, jak to mawiała moja koleżanka. :D

A jak tam Wasze sukcesy?

Dodaj komentarz

STÓWA PĘKŁA!

29 lutego 2008 , Komentarze (5)

No! Taki temat obiecywałem już dawno! I w końcu mi się udało! 99,8 - taki wynik ujrzałem dzisiaj! Super!

Teraz uroczyście oświadczam, że już nigdy nie chcę mieć trzech cyferek przed przecinkiem! I oświadczam, że jeśli już, to na chwilkę :D (no co się śmiejecie! A jak mi się wachnie w tym tygodniu waga w górę, np. po obiedzie? Przy tak małej różnicy nie mogę obiecać na 100%, że już nigdy nigdy... szczególnie w skali dwóch tygodni...)

No ale na poważnie: teraz trzeba zrobić wszystko, aby nigdy już nie wejść powyżej tego pułapu co mam teraz. Pewnie jak zdjadę poniżej 90 to sobie obiecam też, że już nigdy powyżej 90! :) No ale to się zobaczy, jak ja będę wyglądał przy wadze 90kg lub mniej - moja M. nie chce mieć chudego faceta, więc będę musiał wypośrodkować wygląd i zdrowie, aby nie mieć otyłości zagrażającej zdrowiu, a jednocześnie nie wychudzić się zbytnio (chociaż to raczej trudno - mam generalnie atletyczną postawę, więc raczej w chuchro nagle się nie zmienię...).

Jestem szczęśliwy, że jestem już poniżej 100kg! Co prawda szkoda, że nie spadło więcej, a jedynie 0,4kg... Ale będę walczył o większe spadki! :)

:) Superrrr! Cieszę się ogromnie, choć muszę przyznać, że to już drugi raz w życiu, jak przejechałem poniżej setki na wadze - ostatni raz to było z rok temu... Niestety przez własną głupotę podjechałem jeszcze wyżej... :\
Echh..... człowiek słaby jest...

Pozdrówki i życzę też przekraczania kolejnych wyznaczonych granic (ale zawsze w pozytywną stronę!).

Adam


Dodaj komentarz

Kaprys, czy magia?

22 lutego 2008 , Komentarze (4)

Miałem problem w ubiegłym tygodniu, bo mimo, wydawało się pozytywnego, oszukiwania i pomijania posiłków, czy choćby ograniczania ilości albo produktów - nabierałem masy, albo waga stała.
Napisałem do Karoliny, mojej dietetyczki, i dostałem bardzo długi wywód na temat możliwych przyczyn, m. in. to, że jestem na diecie już drugi raz (niestety), a to powoduje, że organizm się "przyzwyczaja" do obniżonej kaloryczności itd. Poza tym duże znaczenie ma dzienny bilans składników - pomijając niektóre rzeczy organizm nie dostaje tego co trzeba i nie działa jak trzeba. No i oczywiście woda - kluczowy składnik przy odchudzaniu. Muszę jej pić ok. 1,5 litra dziennie.
Ale mimo wszystko, ze zwględu na moją powtórkę diety, od przyszłego tygodnia Karolina obniży mi nieco dawkę kalorii na dzień, co pozwoli mi na gwarantowany spadek masy.

Postanowiłem przez ostatni tydzień trzymać się ściśle diety. Ba! Nawet momentami dokładałem sobie, bo mi np. było szkoda ponownie zamrażać 150 gramów  kalafiora, albo nie  było sensu okładać 70gramów fileta z  kurczaka na "kiedyś tam".

Efekt: 1kg mniej! I SUPER! :)

No to mam 100,2 na liczniku, czyli przekaraczam przepisy o jakieś 15kg! Na razie bez oficjalnego mandatu, ale jeżeli nie zwolnię do wakacji poniżej 90, to będzie kara jak nie wiem co!

Zatem: trzymajcie się ściśle dietki i pijcie dużo wody! Sukces gwarantowany!

P.S. Ale mam wahania optymizmu! :) Raz rozpacz, bo waga stoi, drugi raz euforia, bo spadła.... Echh... :D

Idę na śniadanko! Smacznego!

Dodaj komentarz

No i nie działa to jak trzeba...

15 lutego 2008 , Komentarze (2)

Cześć!

Miało być "Stówa pękła", ale niestety nie. W minionym tygodniu dość mocno trzymałem się diety. I choć czasem pomijałem kolację, bo mi brakowało już dnia, to jednak przyrosło mi 0.3 zamiast spaść 1.0... :(
Nie wiem od czego to zależy. Wszystko ważone i mierzone jak trzeba...

Może to kwestia tego, że jednak nadal za mało piję? Może powinienem na siłę wlewać w siebie ogromne ilości wody? Rok temu piłem sporo - może teraz znowu tego potrzebuję?

Echh... Napisałem już do Karoliny o pomoc. Ciekawe, co wymyśli i czy pomoc będzie skuteczna. Na pewno nie mogę zwiększyć ilości ruchu. I tak się jako tako ruszam w ramach pracy i zakupów, ale na więcej autentycznie brak mi czasu - mam bardzo ciężki okres w pracy...

No nic. Zobaczymy jakie będą zmiany na nowy tydzień i jakie będą efekty. Chciałbym za tydzień pożegnać stówkę. Nie.... Nie "chciałbym" tylko "chcę"! Nawet nie "muszę" (bo ja nic nie muszę!) tylko "chcę". I dam radę! Zobaczycie! :)

A jak Wam idzie? Mam nadzieję, że z górki, bez podskoków! W końcu to nie muldy na stoku snowboardowym... ;)

Dodaj komentarz

Waga - zepsuła się, czy pomaga?

8 lutego 2008 , Komentarze (2)

Cotygodniowe ważenie na plusie. To znaczy nie to, że przytyłem, tylko mam pozytywne wyniki. :) (0.9 w dół!)

Ale z moją wagą coś jest chyba nie tak, bo ostatnio trzyma się w jednym miejscu przez tydzień i w trakcie jednej nocy nagle nadrabia tygodniowy limit (a co najfajniejsze: noce spędzam niestety sam, więc nie spalam kalorii w jakiś przyjemny sposób...).
No chyba, że powinienem uznać to zachowanie mojej wagi jako jej pomoc i dodatkową mobilizację, bo jak się patrzy na stojącą masę własnego ciała, to za wszelką cenę człowiek próbuje jednak ją ruszyć. Aż tu nagle w piątek rano, przed obowiązkowym ważeniem: "SURPRISE!"
Gorzej jak nie będzie efektu w piątkowy poranek - wtedy takie stanie wagi wcale nie jest pomocne.... wręcz przeciwnie...

A tak ogólnie to się zastanawiam, co to za magia: jak jestem ściśle według diety, to waga leci. Jak nieco oszukuję dietę - waga jest oporna. Ale nie mówię tu o złym oszukiwaniu diety i zajadaniu się ociekającymi tłuszczem kotletami czy czekoladą... Mówię tu o ograniczaniu nawet tego, co jest w diecie. Np. mam na śniadanie jakąś kanapkę z serkiem i dżemem, do tego jakiś banan, czy jabłko. Więc zjadam sobie kanapeczkę, a że wystarcza, to już owocu nie ruszam. Na obiad mam na przykład rybkę, szpinak, kartofelka... Więc zjadam sobie tylko rybkę (tyle ile w przepisie lub ciut więcej - w zależności na ile się udało dokładnie kupić!), bo na więcej nie mam ochoty. Często-gęsto pomijam podwieczorki, albo nawet kolacje, jak ogólnie późno jem... I wtedy tak czy siak nie chudnę...
Nie wiem, czy to może wina nieregularnych posiłków, albo późnych śniadań... albo tego, że tych posiłków nie jest rzeczywiście pięć?! Kurcze... Zrobię ten tydzień dokładnie według rozpiski. Zobaczymy co będzie. Jak się okaże, że jedzenie wszystkiego co każą da lepsze efekty, to się będę obżerał według diety i tyle... Myślałem, że dodatkowe ograniczenia dadzą lepsze efekty. Tym bardziej, że ograniczenia są na własne życzenie i są dla mnie bezbolesne...

OK. Trzymamy za siebie na wzajem kciuki! Za tydzień każdy się melduje z 1kg mniej! :)

P.S. Jeżeli zrzucę 1kg w tym tygodniu, to za tydzień przeczytacie wpis pt. "Stówa pękła!" :)

Dodaj komentarz

Bummm!!! ...... Spadło! :)

1 lutego 2008 , Komentarze (3)

  No jeszcze wczoraj się zamartwiałem jak to będzie, bo zmiana na wadze była kosmetyczna. Tym bardziej mnie to dobijało, że omijałem niektóre posiłki (np. kolacje, bo brakło już czasu), zmniejszałem porcje obiadowe (130g ryżu? 100g to już jest dużo! Ziemniaki? Po co?)... A waga w miejscu...
Ale dziś jest już całkiem OK, bo średnia jest odpowiednia. :)   1.5kg różnicy od ostatniego ważenia. Nie wiem jak to się stało... Waga szwankuje, czy coś ze mnie w nocy uciekło (dusza? Sumienie?)? :D

Zmieniłem w tym tygodniu docelową datę osiągniecia ostatecznego sukcesu na 24 lipca, więc tempo chudnięcia będzie jednak 1kg tygodniowo. Postanowiłem sobie, że schudę poniżej 90kg na wyjazd na wakacje do Egiptu. Po pierwsze chcę dobrze wyglądać obok mojej Bogini (w tej chwili "nieco" zaburzam jej idelną figurę swoimi krągłościami). Po drugie: mam zamiar pojechać na zjeżdżalni zwanej SUNAMI, a tam jest limit do 100kg - wolę być grubo poniżej, żeby nie ryzykować życia (zainteresowanych zjeżdżalnią i hotelem - polecam kliknąć - Titanic Aqua Park & Resort, Hurghada, Egipt - dwa tygodnie w skwarze i wodzie: http://www.austria.at/ohg/openholidayguide.php?anz=mb&bid=1155999972&ch=ub).
To jest austryjacka strona, ale fotografii jest zatrzęsienie!

Poza tym: mam zamiar nieco pofolgować z tamtejszym jadłem, a będzie All Inclusive, więc dobrego jadła do bólu. :D (OK, OK... obiecuję duż się ruszać, żeby nie nabrać ponownie masy...).

Powodzenia wszystkim! Ja startuję kolejny tydzień walki. Nie dam się!

Dodaj komentarz

hmmmm... taki sukces, to poniżej granicy błędu...

25 stycznia 2008 , Komentarze (4)

No to się zmartwiłem... 0.2kg w tydzień... I to w dodatku ograniczałem porcje obiadowe, bo były za duże i nie zjadłem wielu posiłków, choćby z braku czasu, czy braku ochoty...

Hmmm... Jestem niepocieszony...

Muszę chyba jednak zastosować dokładny rygor: jeść wszystko co każą, w ilościach jakie każą, nie ograniczać nic i nic nie mijać...
I ciągle pije za mało wody, ale potrzebuję do tego więcej słońca... Jak świeci słoneczko, to woda lepiej smakuje... :)

Jestem niepocieszony...

Dodaj komentarz