do góry!
Czasu nadal jak na lekarstwo.
Spać mi się chce- jak zwykle :(
Dodaj komentarz
puk, puk....
Macie pełne prawo się na mnie obrazić... Jeszcze żyje i nawet sobie obiecałam, że wstawię tu jakieś zdjątka z rewelacyjnych wczasów, ale... No właśnie, ciągle jakieś ale.
Przygotowujemy się z młodszym do I Komunii, a ze starszym do bierzmowania, lekarze specjaliści nadal na tapecie, październik to czas tysięcy studentów i koszmarnych snów z pracą w roli głównej ( a jeszcze mamy baaaaardzo duże braki kadrowe).
Latam nadal na ćwiczenia - coraz to jakieś nowości w mym fitnesklubie. Ostatnio w sobotę byłam w pracy, potem poleciałam na latino i zostałam dodatkową godzinkę na tańcu brzucha :) A mój mąż w tym czasie robił bigos na obiad :) :) :) i odrabiał z młodszym lekcje. Jak wróciłam, to zauważył, że on jest taki biedny i nieszczęśliwy, wykorzystuję go i jest taki zmęczony i zapracowany... a ja chodzę na taniec brzucha :( Ja mu na to, że w końcu to jemu wieczorem zrobię pokaz i zamacham cycem, nie? Uśmiechnął się... i jeszcze bigos pochwaliłam :)
Niestety przytyło mi się nieco. W końcu grono znajomych mam spore, a mieszkanie malutkie. Oglądanie zdjęć i pamiątek musieliśmy rozłożyć więc na raty. A za każdym razem trzeba było napić się wineczek z Hiszpanii, Portugalii i Francji. A do winka musi być ser i oliwki lub ciasto. I tak jakoś wyszło, że impreza co tydzień... Ale obiecuję, że w końcu biorę się za siebie -czytaj: najlepsze wina właśnie skończylły się wczoraj :( !
Mój komp rzęzi ostatkiem sił, dlatego muszę się, póki co, posiłkować pracowym. W związku z czym, nie mogę obiecać regularności.
Dzięki kobiety za pamięć.
Cmokam, cmokam, cmokam !
Dodaj komentarz
Już za chwileczkę, już za momencik... ale nie będzie się kręcił Piątek z Pankracym, tylko wsadzam swą szanowną czteroliterową w autko i... drżyjcie ciepłe kraje- nadciągam :)
Dodaj komentarz
Normalnie zapracowana jestem!
Dodaj komentarz
Jestem totalnie wypluta- mąż mnie wczoraj doprowadził do wściekłości, łez i apatii...
Nawet nie mam siły mówić.
Dodaj komentarz
Z powodu komarów! Nie tylko moje dzieci, jak widać, są na nie uczulone. A w tym roku komarzyska paskudne. Mutanty! Gęba mi spuchła. Mogę spokojnie robić obdukcję i rozwód mam w kieszeni.... Spadam zaraz do lekarza, bo leki przeciwalergiczne, które biorę, oraz wapno to za mało na me piękne lico. Fajnie będę wyglądać na tych wczasach!!!
Małego odebraliśmy, był zachwycony. Jego panie nim też (on to taki pieszczoch przytulanka jest, a jeszcze jak zrobi slodką minkę- skruszy każdego!). Musiał im obiecać, że na następny rok też do nich przyjedzie. Stwierdził,że "postara się"!
Dostał kilka dyplomów. Teraz ja muszę nabyć parę ramek.
Idę się kurować, bo mam ochotę się zadrapać na śmierć. A wtedy już będę wygladać jak po katastrofie lotniczej, albo niezłym mordobiciu pod najgorszą spelunką w mieście!
Dodaj komentarz
Póki co, chodzę na ćwiczenia codziennie. To dość męczące, przyznam. Dietkowo to tak różnie- w zasadzie w granicach kalorycznych się mieszczę, ale jakość tych kalorii, to już nie bardzo zdrowo mi wychodzi...
Mały tak fajnie się bawi na kolonii, że nadal nie ma czasu rozmawiać z zawracającymi mu cztery litery rodzicami.
Życie mi jakoś przecieka przez palce.
Zimno źle, gorąco- jeszcze gorzej. Pogoda mnie wykańcza. Taka zdechła chodzę.
Koniec wpisu.
Dodaj komentarz
W sobotę wyskakałam się na dyskotece- do dziś boli mnie szyja :) Szalałam :)
Waga zjechała nieco w dół :)
Boli mnie żołądek- pożarłam wczoraj lodowy puchar z całą masą owoców i orzechów :(
Dodaj komentarz
Moje dziecię odłączyło sie od piersi!
Zadzwoniłam wieczorem, żeby się upewnić czy wszystko ok. "W porządku, jest fajnie, mam kolegów, w pociągu było trochę nudno... Ojej mamo, no muszę juz kończyć..." - leciał na jakieś fajne zajęcia. Ech...
Dietkowo tak sobie. Ćwiczę dzielnie. Śpiąca jestem niemiłosiernie- zmęczona, reagująca na huśtawki pogodowe i jeszcze dodatkowo usypiana przez leki przeciwalergiczne (pogryzło mnie coś i paskudnie jestem na to uczulona). Zieeew.
Dodaj komentarz
Właśnie wyekspediowałam mojego młodszego na pierwszy w jego życiu samodzielny wyjazd. Ciężkie przeżycie... dla mnie. No cóż, zawsze kiedyś być musi ten pierwszy raz.
Kolonię dla dzieci, które jeszcze nigdy nie wyjeżdżały, wynalazłam w necie (oczywiście sprawdziłam firmę, pooglądałam zdjęcia z poprzednich lat), z panem "prowadzącym moją sprawę" miałam i mam bieżący kontakt, mam telefon do ośrodka, mam telefon do pani, która go konwojuje na miejsce, a jednak jakieś ziarno strachu zasiała we mnie moja mama- tyle różnych złych rzeczy dzieje się z dziećmi. Jakaś niepewność we mnie siedzi, bo okazało się, że mój syn jest jedynym dzieckiem jadącym z Wrocka (firma jest z Poznania, a kolonia liczy ok 20 dzieci w wieku 6-8 lat).
Chyba do wieczornego telefonu będę mieć wielki supeł w żołądku.
Dodaj komentarz