W wielu opracowaniach spotkałem się ze sformułowaniem, że coś oziębia organizm, a coś ogrzewa... Ja od dwóch miesięcy nie jadam gorącego, czasami skuszę się na coś mrożonego. Nie zwracam uwagi czy coś ogrzewa, czy oziębia organizm kieruję się prostą zasadą jem to, co lubię!
Fakt, że lubię płatki (czy otręby) owsiane pozwala mi na ich bazie budować I-sze śniadanie, do tego siemię lniane, pestki słonecznika, gdy czuję się przeziębiony dorzucam ząbek czosnku i kawałek imbiru (wszystko miksowane z wodą). Drugie śniadanie to owoce: banany, jabłka, gruszki, zależy co mam pod ręką. Na obiad sałata na bazie lodowej, do tego warzywa jakie mam, może być ogórek, cukinia, pomidory, zwykłe lub koktajlowe, no i kiełki, cztery rodzaje (obecnie groch, rzeżucha, brokuł, gorczyca), marchew, czasami wyciskam do tego całą pomarańczę. Na deser były moje ulubione lody truskawkowo-bananowe z dodatkiem gruszki. Na kolację znów owoce jakie mi wpadną w ręce, tak jak drugie śniadanie. Między posiłkami podjadam orzechy włoskie, laskowe, migdały, pestki dyni. Być może coś tam grzeje, coś ziębi, mnie to moje surowe jedzenie w zupełności wystarczy!
Nie wiem czy mi mój ogród warzywny wyjdzie, ale planuję głównie cukinie, dynie, ogórki i trochę ziół...Kiedyś, ktoś zażartował, że pawilon basenu (do mojego domu jakby doczepiony z przodu, bokiem jest niższy budynek - kiedyś będzie tam basen), to nie basen, a hodowla "zioła", no cóż oprócz glonów nic innego się tam nie zieleni...Z drugiej strony, szkoda, że nie można siać polskich konopi, nie są narkotyczne, ale mają niezwykle wartościowe nasiona, już Zagłoba wychwalał siemię konopne!