... jestem teraz u Rodziców w domku, a oni nie mają... ciekawość chyba mnie zeżre, ale cóż... dziś się ważyłam przed wyjazdem do pracy - było 69 :))) ale nie przestawiam mojego kotka, żeby znów nie musiał wracać... poczekam do soboty...
... ostatnio cały czas jestem niewyspana... czyżby to wpływ mojej dietki i ogólnego zmniejszenia ilości zjadanych rzeczy?! czy Wy też coś takiego odczuwałyście? ... i włosy... wypadają garściami... :( jeszcze trochę a będę łysa...
... spodnie zaczynają jakby ze mnie spadać (: buziaczki (:
Dodaj komentarz
... za wszystkie wpisy :) ja bardzo łatwo tracę motywację, bo z natury jestem okropnie niecierpliwa... potrzebuję bardzo, żeby ktoś mi powiedział, że będzie dobrze i we mnie wierzył :) DZIĘKUJĘ :))) waga nadal jakby w miejscu...
... odnośnie ważenia... wiem, że mam złe nawyki, ale to silniejsze ode mnie... kiedy idę do łazienki i widzę wagę, muszę po prostu na nią wejść... kusi mnie niemożliwie... to chyba potrzeba kontrolowania sytuacji na bieżąco...
... Mężuś już w domku :) prace wykończeniowe w toku :) może w listopadzie będziemy we własnym mieszkanku... :) żeby nie zapeszyć, odpukałam...
... jak zwykle przesyłam pozdrowionka :) trzymajcie się ciepluśko Kobietki :)
Dodaj komentarz
... wstałam przed chwilą (niedziela, a ja przed siódmą już nie śpię...) i od razu się zważyłam... dzisiaj znowu więcej :( 70,2 kg... zjadłam przecież wczoraj niecałe 1300 kcal... miałam nadzieję, że chociaż troszkę spadnie, a tu więcej :(
Kochane Kobietki - dziękuję Wam za słowa wsparcia :) lepiej mi na duszy, kiedy czytam Wasze komentarze :) postaram się nie poddać, ale w takie dni jak ten tracę motywację...
... może ja się za często ważę... ale to jest takie kontrolowanie kilogramów, żeby znów raptem się nie okazało, że przytyłam nie wiadomo ile...
Dodaj komentarz
dzisiaj dzień aktualizowania tu swojej wagi... i jest 69,8 :((( dziś mija prawie dokładnie miesiąc od momentu, kiedy założyłam pamiętnik na vitalii - jest 0,2 kg mniej niż było na początku :( a wczoraj jeszcze było 69 :( co się stało? już chyba nic nikomu nie napiszę w pamiętniku, bo sama sobie ze swoim odchudzaniem nie daję rady...
Dodaj komentarz
... Mężuś już wczoraj pojechał na zjazd, bo dziś od rana ma zajęcia (wyobrażacie sobie, że od 8 do 20 bez przerwy dłuższej niż 15 minut?!)... wróci dopiero w niedzielę w nocy... okropnie nie lubię takich weekendów :( tęsknię niemożliwie za każdym razem i samotność mnie przytłacza... ale cóż... jeszcze tylko ten semestr i następny...
... jedyna dobra strona to to, że będę miała jak posprzątać w domu gruntownie, bo nie będę mogła spokojnie usiedzieć :) a trzeba by już to i tamto zrobić... ooo... trzeba... i z dietką może łatwiej pójdzie :)
dziękuję za wszystkie wczorajsze wpisy :) jesteście kochane :)
Dodaj komentarz
uff :) wygląda na to, że raczej to nie dzidziuś :))) ... a już się bałam... niech jeszcze troszkę poczeka - mamusia taka młoda.... ;) żartuję z tą młodością, ale jeszcze nie czuję się gotowa, by zostać mamą - zupełny brak instynktu macierzyńskiego...
a co do wagi - od kilku dni jest ciągle 69 kg :( znów troszeczkę skoczyła :( a na dietkowanie nie mam czasu i możliwości :( staram się tylko jeść zdrowe rzeczy - soczki, owoce, warzywa... unikam słodyczy... mam nadzieję, że to wystarczy... jak myślicie?
Dodaj komentarz
... jest niemożliwie wczesna pora, ale mam chwilkę dla siebie, co ostatnio zdarza się nieczęsto - w poniedziałek dostaliśmy własne mieszkanko i trwają prace wykończeniowe :)
... a co do odchudzania... nie miałam się jak zważyć, ale czuję się okropnie ociężała i pełna, nie mam zbytnio apetytu (jak na mnie to niezwykłe - wcześniej ciągle bym jadła)... i jeszcze jedna zastanawiająca rzecz... w ciągu dnia robi mi się niedobrze... czyżby poranne mdłości?!
.... oby nie...
Dodaj komentarz
.... przyjemnie jest sobie poleniuszkować... :) ostatnio najbardziej lubię właśnie niedzielne poranki, kiedy nigdzie nie muszę biec, mogę pospać dłużej (w tygodniu pobudka o szóstej!), chodzić w piżamach do południa... uwielbiam :) problem tylko z dietkowaniem, bo jeszcze nie pozbyłam się nawyku ciągłego podjadania w takich sytuacjach... co prawda mam zawsze pod ręką pestki słonecznika, ale wyczytałam gdzieś, że są one bardzo kaloryczne (tyle samo kcal co chipsy)
... ale lepiej to niż słodkości, no nie?
... pozdrawiam serdecznie wszystkie Odchudzaczki :)
Dodaj komentarz
... dziś mój kotek wędruje po lasku (co prawda robi malutki kroczek, ale ja bardzo się cieszę) :))) ważę 68,9! myślałam, że już nigdy nie drgnie, a tu proszę :) to dzięki Wam Kobietki i waszym poradom, słowom otuchy :) DZIĘKUJĘ I POZDRAWIAM SERDECZNIE :) przyjemnej sobótki :)
Dodaj komentarz
... hmmmm....
do tej pory zjadłam tyle: pół bułeczki wrocławskiej z masłem i dżemem truskawkowym, ciasto francuskie z warzywami na gorąco, pasztecik z kapustą i grzybami, pół minipizzy, pół talerza zupy pomidorowej i trzy herbatki... wyszło dużo, nawet nie wiem, ile to kalorii, ale cóż...
... strasznie się sobie nie podobam - STRASZNIE - co prawda mój mąż mnie zapewnia ciągle, że mu się podobam ale ja tam wiem, za kim się ogląda na ulicy... :( za mną by się nie obejrzał :( trudno mi z tym optymizmem :(
Dodaj komentarz