Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Zaczynałam od 79kg. Ostatnio mam czas różnych zawirowań i przyznaję, że świadome odchudzanie poszło gdzieś na bok. Ale jestem TU, bo wiele osiągnęłam przez ten czas - zdobyłam wielu Przyjaciół i straciłam niezły kawał sadełka. Vitalia działa! :) Moje wizualizacje to Catherine Zeta-Jones i Aldona Orman. Piszę wierszydełka, interesuję się psychologią i wystrojem wnętrz, uwielbiam muzykę relaksacyjną i filmową. Od prawie 17 lat jestem szczęśliwą żoną "puchatego" Pawła i mamą dwóch synów (15 i 13 lat).

Antoya

kobieta, 42 lat, Szczecin

164 cm, 79.00 kg więcej o mnie



Wpisy

NARESZCIE W PIONIE ;)))

21 stycznia 2009 , Komentarze (7)


Witajcie ponownie :)
Zaniemogłam na dłużej.
Cały czas leżałam jak betka, słaba potwornie - drobna czynność, jak choćby zejście piętro niżej do kuchni i zrobienie sobie herbaty, to wysiłek na miarę maratonu img/smilies/sad , z bólem głowy i zatok, ze łzawiącymi, zapuchniętymi oczami, z chrypą świszczącą po oskrzelach jak halny i wyrywającą je, gdy w końcu musiałam odkaszlnąć... Gorączka zeszła po lekach do 37, ale czułam się po prostu... parszywie img/smilies/stupid2
Za to dziś jest zdecydowanie lepiej img/smilies/smile Jeszcze kaszlę, ale pozostałe objawy minęły (oby na stałe). Przypętał się za to nowy objaw, który mnie zdecydowanie niepokoi... Otóż: mam ochotę zrobić pranie i ogarnąć dom img/smilies/1087img/smilies/stupid2! Ja rozumiem, że kilkudniowe męskie rządy w naszym domu doprowadziły go do stanu wyższej "nieużywalności" , ale żeby zaraz chcieć temu zaradzić?! Przecież ja dopiero co powolutku odzyskuję siły i na razie jestem w stanie jedynie (a może wreszcie img/smilies/wink !) wyciągnąć wskazujący palec i zacząć dyrygować tą moją kochaną, niezdarną męską "orkiestrą" img/smilies/big_smile Chyba na razie na tym poprzestanę img/smilies/cool

No i dobra wiadomość - jest mnie o 2 kg mniej !

Dodaj komentarz

NIE CAŁOWAĆ MONITORA :)

13 stycznia 2009 , Komentarze (5)


No to mnie rozłożyło...:( Mam gorączkę, kaszlę, jak gruźlik, jestem słaba i obolała... Nie wiem, czy to grypa, czy po prostu przeziębienie, ale zarejestrowałam się na jutro do lekarza i będę wiedzieć. Najgorzej, że mój starszy syn też jest chory. Nie poszedł dziś na zajęcia do szkoły, a jutro jedzie razem ze mną do przychodni.
Ech, zima... :(


Dodaj komentarz

TAŃCOWAŁY DWA MICHAŁY, CHOĆ ZA BARDZO NIE
UMIAŁY ;))))))

11 stycznia 2009 , Skomentuj


Ależ mam zmęczone nogi :( Ale to... radosne zmęczenie - wczoraj byłam z mężem i synami na imprezie z okazji 5-lecia istnienia chóru, w którym śpiewam, no i potańczyłam sobie! Jest to o tyle niesamowite, że należymy do osób zdecydowanie nie tańczących (a nawet nie "bywających") i ostatnio tańczyłam... 17 lat temu na naszym weselu! I to raczej z konieczności, niż chęci :p A wczoraj stał się cud i mnie... odblokowało ;))))) Na szczęście DJ grał cały czas rytmiczne melodie, więc tańce odbywały się w grupie lub solo (nie groziło mi, że ktoś zaprosi mnie do tańca, bo wtedy bym... uciekła! Nie umiem, a to co umiem, to na pewno skutecznie zadeptać partnera!) Mąż jednak zachował "zimną krew" i - zgodnie z naszą zasadą - nie tańczył w ogóle ;) Jedzonko przepyszne też było, ale myślę, że w tańcu zbilansowałam je do zera ;p


Dodaj komentarz

WSZYSTKO ZALEŻY OD WAGI...

8 stycznia 2009 , Komentarze (3)


Witajcie noworocznie :)

Nie było mnie... 2 miesiące! Jak ten czas leci...
Trochę chorowałam, trochę nadrabiałam różnych zaległości, szykowałam Święta, no i trochę... przytyłam :( Moja waga w łazience wyraźnie nie rozumie prostego słowa: "W DÓŁ"... :( Może powinnam gadać do niej w innym języku?! No, nie kumata taka i już! Aż poszłam sprawdzić i wszystko jasne :) ! Ona jest "Made in Ireland" :))))) To jak - może: "DOWN !" zadziała ;) ?

A tak już na poważnie, to mam noworoczne postanowienie - zgadnijcie jakie ;P ? Nie, nie kupienie wagi polskiej produkcji (choć nad tym też może trzeba pomyśleć)! Oczywiście - zrzucenie nadmiaru Antoyki ;)))) Ale nowina, co ;) ? Ale powiem Wam, że zaczęłam i dobrze idzie. Startowałam od niechlubnych... 81 kg (tyle ważyłam dotąd tylko... w ciąży!). Nie wiem, ile jest teraz, bo to jeszcze nie termin ważenia, ale wyraźnie ograniczyłam i zmieniłam rodzaj jedzenia, codziennie troszkę
się ruszam (callanetics, hantelki,... odśnieżanie :) ), piję dużo wody i herbaty, no i czuję się lepiej. Zmiany wprowadzam powolutku, bezstresowo, bo zamierzam wreszcie potraktować je jako sposób funkcjonowania do końca życia (a więc - w moich osobistych planach - jeszcze baaaardzo długo!), a nie kolejną akcję: "Z drogi! Odchudzam się!". I liczę na to, że małymi kroczkami, powolutku, acz systematycznie będzie mnie coraz mniej ;)


* * *

 A na kolację zjadłam... miseczkę budyniu czekoladowego (!) i całego ogórka :p ! Od razu ucinam wszelkie spekulacje - nie jestem w ciąży ;)))))

Dodaj komentarz

A TAK... Z DRUGIEJ STRONY... ;)

5 listopada 2008 , Komentarze (4)


No to jestem po kolonoskopii. Mało przyjemne badanko...

Jelita czyste i tylko małe guzki krwawnicze (hemoroidy) :ok:

Dostałam jakiegoś "głupiego jasia", który sprawił, że mam ubytki w pamięci, choć podobno byłam... przytomna :lol: Zupełnie nie pamiętam samego badania, a Mama, która była przy mnie (jest anestezjologiem), mówi, że stwierdziłam w którymś momencie, że: "fajnie zobaczyć się tak od środka". A ja tego nie pamiętam :o ! Ani tego, że głaskała mnie po policzku, że momentami pojękiwałam, jak trochę trudniej szło, itp. Kojarzę moment zejścia ze stołu i fragment ubierania się (ktoś - Mama lub pielęgniarka - pomagał mi), potem nic, a potem moment, gdy Mama zabierała mnie z leżanki w pomieszczeniu obok. Pamiętam wyjście z gabinetu, to, że powiedziałam "do widzenia" kobiecie, która siedziała na korytarzu (rozmawiałam z nią przed badaniem) i znów nic aż do stanięcia przed Mamy samochodem :shock: (a musiałyśmy zejść po schodach, przejść przez korytarze i wyjść ze szpitala - tego nie pamiętam). Potem pamiętam dojazd do Mamy domu, ale końcówkę - reszta trasy mi umknęła. :lol:
W domu u Mamy położyłam się i spałam prawie 3 godziny. Potem, taka skołowana, zjadłam sobie jakieś grzanki z miodem i znów się położyłam.

13-go mam USG brzucha, ale pewnie też będzie ok. Całe to krwawienie, to sprawa hemoroidów. Muszę zmienić dietę i więcej pić, no i ruszać się.

Dodaj komentarz

MEDYCZNY DZIONEK ;)

23 października 2008 , Komentarze (3)


Zaliczyłam dziś badania laboratoryjne (wyniki jutro) i ginekologa (wynik cytologii dopiero za 3 tygodnie).

Z dietą różnie - o ile można to w ogóle nazwać dietą. Ale przez 3 dni nie jadłam w ogóle mięsa ani wędlin (ze względu na czekające mnie badanie) i było całkiem znośnie, jak na takiego mięsożercę, jak ja ;)

Ćwiczenia? Ostatnio przez 1,5 godziny grabiłam i wynosiłam liście - można to zaliczyć, prawda? :)

Serdeczności dla wszystkich!
Dodaj komentarz

KRWAWY ODCINEK !

17 października 2008 , Komentarze (4)


Dziękuję Wam, kochane, za słowa zachwytu, ale są - niestety - przedwczesne. Fakt, że nie z mojej winy, a z powodu zdrowia - no, ale na razie znów przestałam ćwiczyć.
Sprawa jest dość krępująca i... hmmm... intymna, ale napiszę o niej. Tak w razie czego - ku przestrodze :) Otóż okazało się, że od poniedziałku mam... krwawienia. I to nie te "babskie", tylko z drugiej strony tego samego końca... Ech, miało być wprost, a ja owijam w bawełnę (albo wręcz w jakiś jedwab!) - mam krwawienia z odbytu...:( Miałam je już 5 lat temu i wtedy robiono mi kolonoskopię, która wykazała tylko niewielkiego polipa. W ciągu tych lat pojedyncze krwawienia zdarzyły mi się maksymalnie 4 razy, więc nic z tym nie robiłam, uznając, że to jakieś podrażnienie. A teraz, od poniedziałku do środy, krwawiłam sporo przy każdym pobycie w toalecie...:( Wczoraj byłam u mojej pani doktor rodzinnej i dostałam zestaw skierowań: do laboratorium, na USG jamy brzusznej i na... kolonoskopię. Od poniedziałku zaczynam się badać. Dziś umówię sobie terminy na USG i "kolanko".
Ćwiczenia nie pogorszyły mojego stanu, ale na razie wolę ograniczyć się do intensywniejszego poruszania się bez obciążania mięśni wokół brzucha.

Acha, gdy lekarka zapytała mnie, czy nie mam apetytu i czy nie zaczęłam nagle chudnąć, żartobliwie odpowiedziałam: "No, niestety nie... A przydałoby się" - ale tak naprawdę, gdybym miała takie objawy, to wcale nie byłoby mi do śmiechu, bo to świadczy już o poważnych kłopotach...:( Ale, na szczęście, jem chętnie, a waga tylko drży :)


Jeszcze raz ponawiam prośbę o podpowiedź, jak się wstawiało obrazki, gify, itp. :*

Dodaj komentarz

ŚRODA - DZIEŃ TRZECI - I BÓG STWORZYŁ
GIMNASTYKĘ :)

15 października 2008 , Komentarze (5)


Zaczęłam dzień od 10-minutowej gimnastyki: mała rozgrzewka, rozciąganie, rowerek, trochę wymachów na boki, parę podnoszeń hantelków - i poczułam jakie mam zastane stawy. Dobrze, że sobie to uświadomiłam, bo teraz łatwiej będzie zadbać również o kondycję :) Nie będę się forsować, bo ogólnie nie lubię aktywności fizycznej (co widać), ale codziennie przeznaczę na nią te 10-20 minut. Wiem, że efekt jest po 30 minutach intensywnych ćwiczeń, ale ja po prostu... znam siebie. Gdybym zmusiła się do dłuższego, większego wysiłku... odpuściłabym zupełnie. Ten typ tak ma ;)

Na śniadanie tym razem były 2 cienkie kromki Mulatka (bez masła czy margaryny), 2 cienkie plastry pasztetu drobiowego i ogórek. Do tego kawa z mlekiem.

Wiecie co? Fajnie jest znów tu być :)))
Dodaj komentarz

MIŚKOWE NASTROJE :)

14 października 2008 , Komentarze (5)


Ano tak! Jesień za oknem, zima na progu - wszystkie miśki szykują się do zimowego snu... I ja chyba też. Rano nie mogę się dobudzić, w dzień najchętniej zwinęłabym się w koc w przepastnym fotelu i spała... A gdzie ruch, gimnastyka, aktywność fizyczna??! Ciężki mam początek...

Na śniadanie były płatki owsiane na mleku - i pomyśleć, że podczas poprzedniego odchudzania z Vitalią nawet mi smakowały! A teraz? Bleeee...:( Ale nie poddam się! W końcu najważniejsze jest zdrowie, życie, a nie... jedzenie... Podobno ;)

(przypomnijcie mi proszę, jak się wstawia obrazki i gify - np. z imageshack`a)

Dodaj komentarz

PUK, PUK... CZY KTOŚ MNIE JESZCZE PAMIĘTA ;) ?

13 października 2008 , Komentarze (6)


Wieki całe mnie tu nie było...
Ależ się pozmieniało! Trochę to potrwa, zanim poznam te wszystkie nowe "zakamarki" Vitalii :)

Jeśli zaś chodzi o wagę, to... MARNIE :( Zaczynam od początku... Zapuściłam się koszmarnie i patrzeć na siebie nie mogę - wrrrrrrrrr... Bardzo liczę na Wasze motywacyjne wpisiki i "kopniaczki"

Dodaj komentarz