Ale Wasze
pamiętniczki regularnie odwiedzałam. Widzę, że podobnie jak ja, część Vitalijek
rzadko gości na Vitalii. Część również tak jak ja spoczęła na laurach i nie
mogła zmobilizować się do odchudzania, ani do utrzymania wagi a jojo nie śpi! I
tu muszę się Wam ze wstydem przyznać się, że utyłam, dużo, ponad 5 kg! Jadłam
jak za dawnych czasów, plus wakacyjne grile, alkohol, słodycze, pobyt u
teściowej, której trudno robić przykrość odmawiając, no i mało ruchu. Efekty nie
były jeszcze takie straszne. Po powrocie do domu wpadłam w jakiś paskudny
nastrój i tylko ciągle jadłam, jadłam i jadłam! Jakbym chciała nadrobić to co
straciłam będąc na dietach! Chciało mi się wszystkiego na zmianę: godzinę po
dużym kawale kiełbasy musiałam zmienić smak na słodki, więc wsuwałam ze 20 dkg
rodzynek albo 15 dkg kandyzowanego ananasa, rozgrzeszając się, że to nie
słodycze. Doszło do tego, że oglądając telewizję przed zaśnięciem potrafiłam
zjeść 40 dkg rodzynek i wcale nie byłam „przesłodzona”. Przesadzałam też z
ilością owoców.
No dość tego samobiczowania! Byłam totalnie głupia, ale mam nadzieję, że wreszcie dojrzałam do tego, żeby wziąć się w garść. Od wczoraj wreszcie potrafię sobie odmawiać a waga od razu ładnie spadła /dziwne, ale potrafi spaść nawet ponad kilogram w ciągu doby!/. Samodyscyplina nie jest dość mocna bez wyraźnie rozpisanego spożycia, więc znów muszę zacząć wszystko planować, ważyć i liczyć w moim programiku – ale to dopiero od poniedziałku, na razie może uda się bez ścisłej kontroli..
Wszystkim moim wirtualnym przyjaciółkom życzę sukcesów i dobrej pogody! Teraz muszę powoli posprzątać i zbierać się na nocną zmianę. Przez weekend dokonam zmian na moich paseczka, żeby tak jawnie nie kłamały i obiecuję relację z tego jak zrobiłam rodzinną rewolucję i pierwszy raz w dorosłym życiu pojechałam na wakacje nie do rodziców, ale „indywidualnie”. Kocham góry !
Jestem z Wami, Kochane Vitalijki, ale obecnie na wakacjach! Już za tydzień będę w domu i wtedy pokuszę się na większe odwiedzinki w waszych pamiętnikach i opisanie wszystkiego, bo pierwszy raz w życiu byłam nie tylko u rodziny, ale udało mi sie zmusić męża do wyjazdu w góry, może nie za wysokie, bo tylko do Brennej ale zawsze góry! Teraz jestem u teściowej, w pięknych lasach w połowie drogi między Radomiem a Warszawą - znacie takie miasteczka jak Białobrzegi czy Wyśmierzyce? Pobyt zarówno w górach jak i tutaj diecie nie służy, aż będę się bała wejść na wagę po powrocie do domu. Trzeba będzie znów ostro dietować aby wrócić do dawnej wagi, no i obiecuję sobie solennie, że będę ćwiczyć!
Pa Kochane, do zobaczenia! Może jutro uda mi się załapać na komputer, bo tutaj do niego stoi długa kolejka: sześcioro młodych ludzi, szwagier i ja.
i już się zastanawiałam nad zmianą dostawcy, ale na szczęście poprawili się.
A może jednak się uda? Tylko jak się zmotywować?!
dla wszystkich ! 

Witam drogie Panie ! Jak idzie Wam odchudzanie przy tych upałach ? Mnie ta pogoda służy i dietka do wczoraj miała się dobrze a waga znów spadała. Wczoraj dopadł mnie mały kryzysik i zamiast ostatniego posiłku nażarłam się rodzynek (zastępują mi słodycze), duuużo rodzynek, na szczęście później poszłam spać i już nic więcej nie zeżarłam. Całe szczęście, że waga nie wzrosła (znów mam mniej niż 61 kg!) i dzisiaj z nowym zapałem i pełna skruchy i wyrzutów sumienia wróciłam na właściwe tory. Ale tylko z dietką, bo zły nastrój nie minął, wciąż robię jakieś wyrzuty mężowi a synom nie szczędzę słów krytyki – szczerze mówiąc ciągle pyskuję i jestem straszną jędzą ! Dwa dni temu przy górnikach biorących u mnie w pracy wodę, nakrzyczałam na koleżankę przydzieloną mi do pomocy, a później kazałam jej iść sobie, bo wprost nie mogłam na nią patrzeć a ręce mi się trzęsły i cała dygotałam z wściekłości. Poszło o jakąś głupotę, ale to była tylko kropla przepełniająca czarę. Od dłuższego czasu złość i niechęć do tej pani narastała we mnie, no i wybuchła ! Wprost sama siebie nie poznaję, przepełniają mnie złość, niecierpliwość, zrobiłam się wymagająca wobec bliskich i nie tylko bliskich. Dawniej często czułam to samo ale to ukrywałam, szczera robiłam się dopiero po większej „dawce” alkoholu – dbałam o dobre stosunki z innymi. Dziś już tego nie potrafię ! Myślę, że utrata wagi i poprawa swego wizerunku spowodowały wzrost pewności siebie i większe poczucie własnej wartości. Jeśli do tego dodać może nie zmarnowane ale w dużej mierze niespełnione i nudne 50 lat życia to powstaje mieszanka wybuchowa.
Oj, chyba za bardzo „wywnętrzam się” i filozofuję, ale czasami jest to potrzebne dla oczyszczenia atmosfery, a nie mam z kim pogadać !
Miłego weekendu, Kochane i niech grilowane jedzonko nie pójdzie Wam w boczki !
Moja waga znów jest mniejsza niż na pasku (61,80 kg)! Który to już raz ? Już od grudnia usiłuję mieć mniej i co stracę na dietach bez nich zaraz wraca. Te 63-63,5 kg to chyba moja waga optymalna i dlatego tak łatwo wraca (dobrze, że nie więcej!). Walczę dalej, musi sie udać ! Kupiłam drugą wagę elektroniczną, taką z pomiarem tłuszczu i wody. Wody mam za mało a tłuszczu sporo za dużo, mimo prawidłowego BMI. Kłaniają się ćwiczenia, o których ponownie zapomniałam, za bardzo jestem zmęczona po pracy no i te upały. Rowerka już nie mam, bo ćwiczą na nim syn i synowa, Tomek bardziej go potrzebuje niż ja. Staram się tylko jak najwięcej chodzić na nogach, nawet po męczącej szychcie powrót do domu na nogach a nie autobusem.
Wybrałam się też wreszcie do lekarza z bolącymi kręgosłupem i łokciem. Spodziewałam się prześwietlenia i skierowania do specjalisty a w efekcie jakiejś rehabilitacji a dostałam tabletki przeciwbólowe i rozluźniające, które wykupiłam ale nie biorę bo nie cierpię się tak leczyć. Może zacznę jak nie znów ból mocno przyciśnie? Wzięłam też skierowanie do chirurga naczyniowego -robię to już kilka lat- aby zająć się żylakami, a później "mam stracha" i nic nie robię. Teraz jestem na etapie zastanawiania się czy to warto, bo znajome mówią, że po usumięciu żylaków nogi bardziej je bolą niż przed, a mnie prawie wcale nie bolą, więc może lepiej tego nie ruszać? Co o tym myślicie na podstawie własnych doświadczeń?