Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Jestem łagodną osóbką (hi,hi,hi - przy mojej wadze!) optymistycznie nastawioną do świata i ludzi. Oprócz pogody ducha cechują mnie brak konsekwencji i silnej woli. Nie potrafię się obejść bez czytania wszystkiego, co wpadnie mi w ręce, bez słodyczy, mięska pod różną postacią, papierosów i komputera. Jestem żoną kochanego, chociaż troszkę nudnego pana, mamą trzech wspaniałych młodych ludzi. Jestem młodą duchem i już niezbyt grubą babcią wspaniałego Wojtusia! P.S.Mimo osiągnięcia pierwotnego celu, wciąż jeszcze nie jestem z siebie zadowolona. Może następny cel spełni moje oczekiwania?

gkoperska

kobieta, 55 lat, Ruda Śląska

160 cm, 79.50 kg więcej o mnie



Wpisy

: ))

2 października 2007 , Komentarze (8)

Hurrra !!
    Pierwszy dzień za mną i efekty są, mimo, że nie trzymałam się sciśle diety! Waga spadła na 65,5 kg. Chociaż to tylko woda, czuję się dużo lepiej, mniej brzucha, który "wyłazi" ze spodni. Jeszcze ze 2-3 dni i trzeba pomyśleć co dalej? Na jakiej dietce uda mi sie wytrzymać? Wczoraj nie byłam bez grzechu: zamiast małego jabłka na podwieczorek, wsunęłam 80 dkg winogron, a zamiast owsianej zupki na kolację zjadłam 100 g rodzynek. Na szczeście więcej "kusicieli" w domu nie mam i dzisiaj powinno być bez wpadek. Najważniejsze, że są efekty, to mocno dopinguje!
Dodaj komentarz

: ))

1 października 2007 , Komentarze (5)

Witam, moje miłe !
Dobiłam do przerażającej wagi 66,7 kg! Koniec imprezek i łasuchowania! Od dzisiaj nie będzie w domu nic kuszącego. W sobotę zaliczyłam imprezę z okazji 28 urodzin mego najstarszego syna i pierwszych urodzinek wnusia - oj, jak ten czas szybko leci, nie tak dawno były chrzciny! Znów upiekłam mu wspaniały, duży tort! Więcej takich okazji jak na razie nie będzie! I bardzo dobrze! Od dzisiaj zaczynam się nieco "oczyszczać" na diecie bananowej (monotonna, ale tylko ok. 1000 kcal i bardzo zdrowa) - to na początek. Trzymajcie, proszę, za mnie, bo widzę, że zapał jakoś mnie opuścił i od 2-ch miesięcy nic mi się nie udawało oprócz tycia! Postanowiłam też zacząć ćwiczyć, ale co z tego wyjdzie - czas pokaże! Może Wasze pozytywne wibracje pomogą mi wytrwać w postanowieniach?!
Dodaj komentarz

Nareszcie, ponownie jestem z Wami ! : ))

14 września 2007 , Komentarze (3)


        Spotkała mnie niemiła przygoda z Vitalią! Przez 2 dnie nie byłam na niej osiągalna i uznana za anorektyczkę! Przeglądałam nowe możliwości wprowadzane od jakiegoś czasu na stronie i gdy zobaczyłam ile pomiarów powinno się teraz zapisywać oprócz wagi, zrezygnowałam na razie z robienia tego. Niestety,moja myszka zaczyna szwankować i niekiedy, gdy chcę na coś kliknąc kursor przeskakuje w inne miejsce - tak usunęłam sobie Kareninkę z ulubionych zamiast otworzyć jej blog. Tym razem zatwierdziłam zerową wagę! Zostałam uznana za anorektyczkę i mój pamiętnik został zablokowany dla innych, Pomimo usilnych sprostowań nic się nie dało zrobić, aby to odkręcić. Tu muszę pochwalić pracowników Vitalii -reakcja na mój niezbyt grzeczny mail interwencyjny była natychmiastowa i znów mogę być z Wami. Ciekawe tylko, czy pozostałam w Waszych ulubionych, moje wirualne przyjaciółki?
Dodaj komentarz

Jak trudno przyznać się publicznie do porażki !

12 września 2007 , Skomentuj

Ale wreszcie zdobyłam się na ten akt odwagi i zmieniłam paseczek. Wprowadzenie w błąd i siebie i was do niczego nie prowadzi.Wakacje bardzo źle się zapisały na moim ciele, niestety nieco obrosło w tłuszcz a ja mam duże problemy z ponowną mobilizacją. Co 1-2 kg ubędą, to znów je odzyskuję, tylko, że przed wakacjami było to w "okolicach" 60 kg a teraz niestety 65 ! Wierzę, że nie jest to porażka lecz tylko potknięcie na kamienistej drodze.  
Dodaj komentarz

Oj, ale długo mnie nie było tutaj !

7 września 2007 , Komentarze (4)

            Ale Wasze pamiętniczki regularnie odwiedzałam. Widzę, że podobnie jak ja, część Vitalijek rzadko gości na Vitalii. Część również tak jak ja spoczęła na laurach i nie mogła zmobilizować się do odchudzania, ani do utrzymania wagi a jojo nie śpi! I tu muszę się Wam ze wstydem przyznać się, że utyłam, dużo, ponad 5 kg! Jadłam jak za dawnych czasów, plus wakacyjne grile, alkohol, słodycze, pobyt u teściowej, której trudno robić przykrość odmawiając, no i mało ruchu. Efekty nie były jeszcze takie straszne. Po powrocie do domu wpadłam w jakiś paskudny nastrój i tylko ciągle jadłam, jadłam i jadłam! Jakbym chciała nadrobić to co straciłam będąc na dietach! Chciało mi się wszystkiego na zmianę: godzinę po dużym kawale kiełbasy musiałam zmienić smak na słodki, więc wsuwałam ze 20 dkg rodzynek albo 15 dkg kandyzowanego ananasa, rozgrzeszając się, że to nie słodycze. Doszło do tego, że oglądając telewizję przed zaśnięciem potrafiłam zjeść 40 dkg rodzynek i wcale nie byłam „przesłodzona”. Przesadzałam też z ilością owoców.

            No dość tego samobiczowania! Byłam totalnie głupia, ale mam nadzieję, że wreszcie dojrzałam do tego, żeby wziąć się w garść. Od wczoraj wreszcie potrafię sobie odmawiać a waga od razu ładnie spadła /dziwne, ale potrafi spaść nawet ponad kilogram w ciągu doby!/. Samodyscyplina nie jest dość mocna bez wyraźnie rozpisanego spożycia, więc znów muszę zacząć wszystko planować, ważyć i liczyć w moim programiku – ale to dopiero od poniedziałku, na razie może uda się bez ścisłej kontroli..

            Wszystkim moim wirtualnym przyjaciółkom życzę sukcesów i dobrej pogody! Teraz muszę powoli posprzątać i zbierać się na nocną zmianę. Przez weekend dokonam zmian na moich paseczka, żeby tak jawnie nie kłamały i obiecuję relację z tego jak zrobiłam rodzinną rewolucję i pierwszy raz w dorosłym życiu pojechałam na wakacje nie do rodziców, ale „indywidualnie”. Kocham góry !

Dodaj komentarz

Cieszę się, że ktoś za mną tęskni !

14 sierpnia 2007 , Komentarze (5)

        Jestem z Wami, Kochane Vitalijki, ale obecnie na wakacjach! Już  za tydzień będę w domu i wtedy pokuszę się na większe odwiedzinki w waszych pamiętnikach i opisanie wszystkiego, bo pierwszy raz w życiu byłam nie tylko u rodziny, ale udało mi sie zmusić męża do wyjazdu w góry, może nie za wysokie, bo tylko do Brennej ale zawsze góry! Teraz jestem u teściowej, w pięknych lasach w połowie drogi między Radomiem a Warszawą - znacie takie miasteczka jak Białobrzegi czy Wyśmierzyce? Pobyt zarówno w górach jak i tutaj diecie nie służy, aż będę się bała wejść na wagę po powrocie do domu. Trzeba będzie znów ostro dietować aby wrócić do dawnej wagi, no i obiecuję sobie solennie, że będę ćwiczyć! 

       Pa Kochane, do zobaczenia! Może jutro uda mi się  załapać na komputer, bo tutaj do niego stoi długa kolejka: sześcioro młodych ludzi, szwagier i ja.

Dodaj komentarz

: )))))

5 lipca 2007 , Komentarze (10)

Taka jestem szczęśliwa ! Dzisiaj moja waga pokazała 58,90 kg ! Tyle ważyłam , gdy miałam 14-15 lat ! Nie zapisuję jeszcze tego, żeby nie zapeszyć. Wiem z doświadczenia, że nowy wynik utrzymuje się dopiero po kilku "podejściach" - jednym słowem jestem na ciągłej huśtawce. W centymetrach za bardzo tego nie widać, chyba tylko znów ubywa w biuście.
A tak wogóle, to miałam ostatnio lekką depresję z powodu negatywnych komentarzy na temat mego odchudzania w pracy. Kilka osób pytało mnie, czy jestem chora, że tak chudnę (nawet kierownik), no a kilka pań stwierdziło, że wcale dobrze nie wyglądam, jestem za chuda ni i lepiej mi było z pełniejszą buzią! Zachwiało to nieco moją pewnością siebie. Doszłam jednak do wniosku, że to co robię, robię dla siebie, swojej samoakceptacji, a do chudości to mi jeszcze dużo brakuje i nigdy do niej nie dojdę. Niektóre "babki" po prostu mi zazdroszczą, może nie figury ale tego, że potrafię w przeciwieństwie do nich wprowadzić sobie reżim żywieniowy i odmówić smakołyków i obżerania się.
Pa, Kochane Vitalijki, czas do obowiązków domowych, a później do pracy na noc. Trzymam kciuki za wszystkie! Powodzenia!
Dodaj komentarz

Hej, jak się macie dziewczyny ?! ; )

20 czerwca 2007 , Komentarze (9)

     Nareszcie internet "chodzi" mi normalnie i spokojnie mogę przeglądać pamiętniczki. Przez 3 tygodnie był koszmar  i już się zastanawiałam nad zmianą  dostawcy, ale na szczęście poprawili się.
    U mnie nic nowego, wciąż na diecie - osiągnięcia są, a raczej były, bo poźniej był weekend i "straciły się". W zeszłym tygodniu miałam wreszcie mniej niż 60 kilosków, pierwszy raz od jakichś 35-ciu lat! Teraz znowu jest wiecej, ale nie tracę wiary, napewno już w tym tygodniu będzie ponownie mniej, ale muszę nie "złamać się" i nie będzie weekendowego pojadania z moimi panami. Ułożyłam już sobie plan dietek na okres aż do końca lipca. Jak uda się go spełnić - zobaczymy ? - a jak się nie uda to tragedii nie będzie, jestem prawie zadowolona z tego co jest. Obecnie moim problemem jest nie waga a wygląd i stan niektórych mięśni: ud i brzusia, no i plecków też. Oj, to lenistwo, nic się nie chce, ani nózią pomachać ! A może jednak się uda? Tylko jak się zmotywować?!
Trzymajcie się,  dla wszystkich !

 
P.S. Wczoraj leżałam sobie przed telewizorkiem na boczku na kanapie a mężuś obok (znów się mieścimy na nierozłożonej wersalce we dwoje!). On gładząc moją wystającą kość biodrową (gdy leży się na boku brzusio opada w dół i bioderko nieco wystaje) mówi: zobacz jaka jesteś chuda i jak biust ci zmalał! Zaczęłam opowiadać mu jak mi trudno zbić wagę poniżej 60 kg, a On na to: A PO CO ?! I to się nazywa doping! Ale też nie znał mnie "mniejszej" niż teraz!
Dodaj komentarz

: ) , ; ***

9 czerwca 2007 , Komentarze (2)

  Witam drogie Panie ! Jak idzie Wam odchudzanie przy tych upałach ? Mnie ta pogoda służy i dietka do wczoraj miała się dobrze a waga znów spadała. Wczoraj dopadł mnie mały kryzysik i zamiast ostatniego posiłku nażarłam się rodzynek (zastępują mi słodycze), duuużo rodzynek, na szczęście później poszłam spać i już nic więcej nie zeżarłam. Całe szczęście, że waga nie wzrosła (znów mam mniej niż 61 kg!) i dzisiaj z nowym zapałem i pełna skruchy i wyrzutów sumienia wróciłam na właściwe tory. Ale tylko z dietką, bo zły nastrój nie minął, wciąż robię jakieś wyrzuty mężowi a synom nie szczędzę słów krytyki – szczerze mówiąc ciągle pyskuję i jestem straszną jędzą ! Dwa dni temu przy górnikach biorących u mnie w pracy wodę, nakrzyczałam na koleżankę przydzieloną mi do pomocy, a później kazałam jej iść sobie, bo wprost nie mogłam na nią patrzeć a ręce mi się trzęsły i cała dygotałam z wściekłości. Poszło o jakąś głupotę, ale to była tylko kropla przepełniająca czarę. Od dłuższego czasu złość i niechęć do tej pani narastała we mnie, no i wybuchła ! Wprost sama siebie nie poznaję, przepełniają mnie złość, niecierpliwość, zrobiłam się wymagająca wobec bliskich i nie tylko bliskich. Dawniej często czułam to samo ale to ukrywałam, szczera robiłam się dopiero po większej „dawce” alkoholu – dbałam o dobre stosunki z innymi. Dziś już tego nie potrafię ! Myślę, że utrata wagi i poprawa swego wizerunku spowodowały wzrost pewności siebie i większe poczucie własnej wartości. Jeśli do tego dodać może nie zmarnowane ale w dużej mierze niespełnione i nudne 50 lat życia to powstaje mieszanka wybuchowa.

Oj, chyba za bardzo „wywnętrzam się”  i filozofuję, ale czasami jest to potrzebne dla oczyszczenia atmosfery, a nie mam z kim pogadać !

Miłego weekendu, Kochane i niech grilowane jedzonko nie pójdzie Wam w boczki !

Dodaj komentarz

Hurra !!!

30 maja 2007 , Komentarze (5)

          Moja waga znów jest mniejsza niż na pasku (61,80 kg)! Który to już raz ? Już od grudnia usiłuję mieć mniej i co stracę na dietach bez nich zaraz wraca. Te 63-63,5 kg to chyba moja waga optymalna i dlatego tak łatwo wraca (dobrze, że nie więcej!). Walczę dalej, musi sie udać ! Kupiłam drugą wagę elektroniczną, taką z pomiarem tłuszczu i wody. Wody mam za mało a tłuszczu sporo za dużo, mimo prawidłowego BMI. Kłaniają się ćwiczenia, o których ponownie zapomniałam, za bardzo jestem zmęczona po pracy no i te upały. Rowerka już nie mam, bo ćwiczą na nim syn i synowa, Tomek bardziej go potrzebuje niż ja. Staram się tylko jak najwięcej chodzić na nogach, nawet po męczącej szychcie powrót do domu na nogach a nie autobusem.
          Wybrałam się też wreszcie do lekarza z bolącymi kręgosłupem i łokciem. Spodziewałam się prześwietlenia i skierowania do specjalisty a w efekcie jakiejś rehabilitacji a dostałam tabletki przeciwbólowe i rozluźniające, które wykupiłam ale nie biorę bo nie cierpię się tak leczyć. Może zacznę jak nie znów ból mocno przyciśnie? Wzięłam też skierowanie do chirurga naczyniowego -robię to już kilka lat- aby zająć się żylakami, a później "mam stracha" i nic nie robię. Teraz jestem na etapie zastanawiania się czy to warto, bo znajome mówią, że po usumięciu żylaków nogi bardziej je bolą niż przed, a mnie prawie wcale nie bolą, więc może lepiej tego nie ruszać? Co o tym myślicie na podstawie własnych doświadczeń?

Dodaj komentarz