Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Jestem łagodną osóbką (hi,hi,hi - przy mojej wadze!) optymistycznie nastawioną do świata i ludzi. Oprócz pogody ducha cechują mnie brak konsekwencji i silnej woli. Nie potrafię się obejść bez czytania wszystkiego, co wpadnie mi w ręce, bez słodyczy, mięska pod różną postacią, papierosów i komputera. Jestem żoną kochanego, chociaż troszkę nudnego pana, mamą trzech wspaniałych młodych ludzi. Jestem młodą duchem i już niezbyt grubą babcią wspaniałego Wojtusia! P.S.Mimo osiągnięcia pierwotnego celu, wciąż jeszcze nie jestem z siebie zadowolona. Może następny cel spełni moje oczekiwania?

gkoperska

kobieta, 55 lat, Ruda Śląska

160 cm, 79.50 kg więcej o mnie



Wpisy

22.05.2009.

22 maja 2009 , Komentarze (4)

Witam!

Miłe Moje! Jestem taka szczęśliwa! Mój leniwy syn zdał oba ustne egzaminy maturalne, z j. polskiego i angielskiego. Muszę przyznać, że wciąż trudno mi w to uwierzyć! Czekamy teraz na wyniki egzaminów pisemnych, chociaż wątpię, że zdał je wszystkie – on sam też ma pewne wątpliwości. „Czekają nas” jeszcze w czerwcu 2 egzaminy, zawodowy i na prawo jazdy. Jeśli ten leniuch je pozalicza, to uwierzę w swoją szczęśliwą gwiazdę!

Dodaj komentarz

18.05.2009

18 maja 2009 , Komentarze (4)

Witam dziewczyny!

Wciąż jestem tu z Wami, mimo że nie do końca obecna. Z wagą i podejściem do diety nic się nie zmieniło. Ciągła huśtawka: góra –dół, góra – dół… Teraz jest „góra” a ja ciągle szukam nowych wrażeń  i smaków w jedzeniu. Dobrze, że udaje mi się nie przekroczyć granicy 75 kg. Teraz siedzę w domu i czekam. Chyba pójdę przespać ten stres – to moja metoda na niemartwienie się, ucieczka w sen. Syn właśnie pojechał na prezentację maturalną z języka polskiego a ja „chodzę po ścianach” z nerwów. Jego przygotowanie oceniam na mniej niż mierne. Ostatnie tygodnie  spędzam na wykłócaniu się z nim, żeby się wreszcie zaczął uczyć! Wszystko to ze znikomym efektem! Czuję się pokrzywdzona i wykorzystywana – urabiam sobie ręce w pracy, w której czuję się poniżona, żeby dać dzieciom wykształcenie i do tego cały czas muszę się trząść o efekty tego wykształcenia! Damian ma do mnie żal, bo nie pogratulowałam mu ukończenia szkoły. Tylko czego tu gratulować ?! Świadectwa z dwójami i likwidowania ostatnich zagrożeń przeddzień konferencji? A teraz ta matura, do której uczy się tylko w ostatni wieczór przed…

13 maja minęło 3 lata odkąd jestem tu z Wami. Te 3 lata też oceniam jako totalną klapę! Może nie pierwszy rok- w końcu przyniósł mi utratę 26-ciu kg. Ale za to w następnym „odzyskałam” ponad 15 z nich a trzeci dał mi wiedzę o swojej słabości i braku woli i konsekwencji. Przez ostatni rok odchudzam się „falami”, i waga „faluje” pomiędzy 72 - 75 kg.  Źle się z nią czuję, nie lubię siebie i swojego ciała. Jestem wściekła na siebie, że nie mogę się zdobyć na taką determinację, żeby stracić  chociaż 5 kg, nie mówiąc już o 10-ciu, które są mi zupełnie zbędne!

Chyba muszę kończyć, bo lada moment zacznę „wylewać” tutaj inne swoje żale i porażki… No i zaraz ręce będę miała zajęte, bo trzeba już zacząć „trzymać kciuki” za powodzenie syna i modlić się o cud! Św. Antoni już nie wystarczy, teraz już tylko Św. Juda…

Dodaj komentarz

Może wreszcie uda mi się coś naskrobaćŚ

3 lutego 2009 , Komentarze (18)

   Powinnam, bo na moim pamiętniku pająk zdążył już zdążył swoją sieć zbudować. . . 
     Właściwie nie mam się czym chwalić: dietkuję bez większych sukcesów i jak zwykle po niewielkim spadku zwykle waga ponownie zwyżkuje. Wciąż nie mogę dobić do wagi na paseczku i jeśli tym razem mi się nie uda, to wszystko zaktualizuję i zacznę od nowa notując każdy pochłonięty gram jadła. Mały sukcesik mam na rowerku, jakoś zaczęłam regularnie na nim jeździć.  
      Przeczyta
łam już książkę dr. Dukana i zastanawiam się nad jej stosowaniem. Jedna z moich ulubionych diet, maślankowa jest właściwie takim ogromnym „skrótem” diety proteinowej i wiem już z doświadczenia jak pięknie spada waga na białkach, ale na razie jeszcze nie potrafię wyzbyć się chęci jedzenia owoców i na pewno jarzynki nie będą dobrym ich zamiennikiem dla moich kubków smakowych. Ale spróbować warto, może się uda bezboleśnie przejść etapy bez nich? Do dietowania zniechęca mnie też zima. Nie cierpię jej, jestem ciągle zmarznięta a na diecie niskokalorycznej i z niewielką ilością ciepłych posiłków jeszcze bardziej. Ale spróbować zawsze warto a wiosna już niedługo i chłody też się skończą, więc będzie łatwiej. . .
      Miłych snów, kochane Vitalijki a ja wskakuję na rowerek!

                                                    


Dodaj komentarz

: ))

29 grudnia 2008 , Komentarze (20)

Wszystkim dziewczynom, które złożyły mi życzenia w komentarzach i na poczcie serdecznie dziękuję za pamięć i życzliwość! Bardzo przepraszam, że reaguję tak późno, lecz do samych Świąt mieliśmy niepodłączony internet z powodu przestawiania mebli. Poza tem byłam niesamowicie zapracowana, a w Święta  i Wigilię gościłam nie tylko syna, synową i wnuka lecz także przyjechała mama i siostra z rodziną, Przy stole wigilijnym siedziało 11 osób! Z jedzeniem oczywiście przesadziłam, jeszcze nie zjedliśmy potraw, wędlin i wypieków świątecznych. Wczoraj goście odjechali i relaksowałam się w ciszy i spokoju! Ale teraz niestety pędzę do pracy, więc więcej wrażeń świątecznych w następnym wpisie. Wasze pamiętniki poczytam pewnie dopiero w Sylwestra. Pozdrawiam - Grażyna
Dodaj komentarz

:-)

19 grudnia 2008 , Komentarze (4)

     Już nastawiłam się, że na święta wyjeżdżamy do Przeworska, do mamy i siostry a tu klops! Siostrzyczka wystraszyła się gości i zmieniła zdanie, przyjeżdża do mnie! Teraz wściekła gonię jak pies za własnym ogonem i końca nie widzę: sprzątanie, z którym się nie śpieszyłam, bo tylko je miałam zrobić, praca, zakupy, zwiększone z powodu gości, planowanie, co ugotować /bez gości wystarczają nam powigilijne pozostałości na obiady/ dla, bagatelka, w sumie ośmiu osób i dwojga dzieci. Skąd ja wezmę tyle garów dużych, mam zwyczaj wszystko mieć wcześniej ugotowane, a w święta tylko odgrzewać. Pieczenie, gotowanie nie tylko potraw wigilijnych – dni są stanowczo za krótkie i znikąd pomocy. Damian w przypływie dobrych chęci umył ściany w WC, Paweł bardzo zapracowany nie ma ani czasu ani sił aby pomagać, mąż jak to on, nie robi nic, po pracy służy mi tylko za kierowcę na zakupach. A ja niestety muszę być tą kariatydą dźwigającą cały dom i koordynującą działania opornego męskiego materiału. Doba stanowczo ma za mało godzin.

     Dietkowo wspaniale było do wczoraj, waga pięknie spadała. Niestety wczoraj skusiły mnie wędliny i owoce w nieco za dużej ilości i od razu pół kilo w górę. To chyba błąd ważyć się codziennie. Dzisiaj wracam do reżimu żywieniowego, będę się trzymać go do samych świąt. Tym bardzie, że wszelka praca lepiej mi idzie przy pustym żołądku, z pełnym robię się leniwa i ospała. Trzymajcie się dziewczyny, nie przepracujcie! Do zobaczenia! Obowiązki wzywają!

Dodaj komentarz

Oj, jak się pisać nie chce . .

11 grudnia 2008 , Komentarze (4)

. . . gdy nie ma o czym! Walczę i walczę z tym przebrzydłym tłuszczem i efektów brak! Gdy tylko uda mi się coś stracić, zaraz to odzyskuję - w ten sposób moja waga wciąż się utrzymuje w granicach 71 - 74 kg. W górę - w dół, w górę - w dół - taka huśtawka trwa już conajmniej od pół roku. Teraz idzie w dół, ale niedługo święta więc na pewno odzyskam to co stracę. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: nawet jeśli co nieco odzyskam, mam nadzieję, że nie przekroczę tej magicznej granicy 74 kg. Po świątecznych przysmakach znowu wrócę na drogę cnoty i będę walczyć o ponowny spadek!
     Nie odwiedzałam Vitalii, bo były nie dość, że kłopoty z internetem /chodził wolno albo go nie było, zastanawiam się nad zmianą dostawcy/ to jeszcze moi panowie mieli dość Visty i znowu zmienili system. Przy okazji straciłam nieco swoich plików i jestem w trakcie poszukiwań danych po różnych dyskach. Dużo czasu spędzałam też w bibliotekach, a teraz w necie - "piszemy" z moim najmłodszym prezentację maturalną z polaskiego. Jeśli dalej będzie wykazywał tyle chęci co teraz to chyba ponownie "będę zdawać maturę", gorzej, że jeszcze nie bardzo się orientuję w obecnych wymaganiach. Teraz jestem na etapie wyboru lektur, które zaprezentujemy, oczywiście muszą być takie, żeby jeszcze zdołał je przeczytać, więc "Chłopi" Rejmonta oczywiście odpadają - i o czym tu pisać na temat: Folklor w literaturze i malarstwie? Nie rozumiem dzisiejszej młodzierzy - syn ma czas a mnie już nerwy zżerają. Kończę, bo czas ubierać się do pracy - mam nadzieję, że przełamałam niechęć do pisania i już regularnie będę "wypełniać" pamiętnik! Do zobaczenia! Grażyna

Dodaj komentarz

: )

26 października 2008 , Komentarze (12)


   Co robić, jak nie ma co pisać? Nie ma o czym albo się nie chce… Wyzdrowiałam oczywiście już dawno… Pracuję, dietuję – oczywiście moim sposobem: ostra dieta w ciągu tygodnia i jej brak w weekend. Efekty? A jakże by inaczej: fajny spadek wagi do soboty rano i wzrost przez sobotę i niedzielę. Chociaż mam cichą nadzieję, że tym razem będzie trochę inaczej, bo przez sobotę waga wzrosła niewiele, może i niedziela nie będzie taka tragiczna. Myślę, że jest to efekt tego, że dzień zaczynałam godzinną jazdą na rowerku treningowym, przez co na brak ruchu narzekać nie mogłam.
   Teraz z innej beczki: młode osoby na forum Vitalii dyskutowały niedawno o rewelacyjnych właściwościach oleju z wiesiołka i jego wspaniałym działaniu na spalanie tkanki tłuszczowej, wpływie na skorę i włosy itp. Zachęcona sprawdzonym działaniem zakupiłam owo cudo i będę testować na sobie. O efektach zdam Wam sprawozdanie w pamiętniku.
   Teraz pożegnam miłe Panie, bo chcę jeszcze wskoczyć na rowerowe siodełko. Mąż właśnie wybiera się do pracy. Więc pilot do TV  jest mój! Gorzej, że kanapa przed telewizorem też, więc będę miała dylemat: siodełko czy kanapa?

Dodaj komentarz

: (

2 października 2008 , Komentarze (10)

       Jeszcze przedwczoraj wykłócałam  się z mężem, że nie chce mu się wstawać na ranną zmianę i poszedł sobie na rewir a teraz i ja mu towarzyszę! Niestety ale złapałam zapalenie gardła z wysoką temperaturą i też musiałam zostać w domu. Za to co się wczoraj nadokuczałam rodzince! Już zapomniałam jak to jest mieć wysoką gorączkę i jaki człowiek jest wtedy marudny i obolały. I oczywiście zadziałała specyfika mojego organizmu: do niepójścia do pracy zmusiła mnie rano wysoka temperatura, ale jak tylko zarejestrowałam się telefonicznie to zaraz spadła – tak lubię się leczyć i później czuję się jakbym oszukiwała lekarza! Na domiar złego nie było naszego ulubionego doktora i musiałam trafić właśnie do tego, do którego chodzić nie chcemy. Od razu na początku dostałam reprymendę, bo nie podałam swoich chronicznych chorób /żylaki/,  rzadko mi dokuczają, prawie nigdy ich nie leczyłam a miały znaczenie tylko gdy założono mi gips na nogę. Co mają żylaki do zapalenia gardła czy przeziębienia?! 
       Korzystając z okazji popytałam dr. Al. Chaderchi o moje inne problemy zdrowotne i pochwalił moją chęć usunięcia halluksa i dał mi skierowanie do ortopedy; Na pytanie jak zatrzymać postęp skrzywienia kręgosłupa i związane z tym bóle powiedział, że nic nie da się z tym zrobić /trzeba było leczyć do 22 roku życia - teraz już za późno/, mogę najwyżej zawiesić drążek w drzwiach i powisieć na nim; a na pytanie o efekt jojo po odchudzaniu poradził mi tabletki odchudzające! Będę więc musiała wrócić do mojego pana doktora, bo metody tego u którego byłam dzisiaj mnie nie przekonują.
       Kończę już na dzisiaj, na pewno często Was jeszcze odwiedzę, bo jakoś trzeba będzie zapełnić czas do środy a z domu wychodzić nie mogę!
 
P.S. Do tej pory dietka szła mi super, od niedzieli straciłam 2,80 kg! Boję się, że to stracę,bo mam brać antybiotyk po jedzeniu, a boję się po tak niekonkretnym jedzeniu, no i ruchu prawie nie będę miała siedząc przez tydzień w domu.

Dodaj komentarz

; )*

29 września 2008 , Komentarze (2)

     Dlaczego tak nie chce się robić wpisów na Vitalii, gdy brak sukcesów? Niestety, waga znowu wzrosła nawet do 74 kg! „Zmogły” mnie owoce i domowe obiadki, chociaż muszę przyznać, że mielone smażyłam na teflonie bez tłuszczu. Najwięcej „zyskałam” w sobotę na zakładowym wyjeździe na grzyby, których nie było! Jak to na takich wyprawach bywa, jadło się dużo i nie tylko jadło . . .
     Wycieczka była suuuper, a zaczęła się od tego, że zamówiony autobus przyjechał,  stanął na przystanku autobusowym a gdy wsiedliśmy okazało się, że nie ruszy, bo się zepsuł. Nawet wypchnąć się go nie dało, bo miał zablokowane koła. Pan kierowca ściągnął pomoc, przyjechał po niego samochód i zabrał do bazy w Zabrzu, skąd przyjechał następnym gratem. Ten na szczęście dowiózł nas na miejsce i przywiózł z powrotem, ale wyruszyliśmy z 2-godzinnym opóźnieniem. Nikomu to nie przeszkadzało, bo było piwo, a jak się na miejscu okazało – grzybów nie! Pokarmiono nas ładnie: kawa, szarlotka, cukierki, ciasteczka i winogrona – to na śniadanie a po powrocie z lasu żurek śląski, kiełbaski z grila, takiż krupniok i skrzydełka z kurczaka /na wpół surowe, ale też dobre – piekł je sam wiceprezes/.  Były też tańce i co się natańczyłam to moje, następny raz będzie dopiero na weselu chrześniaka za rok. Jeszcze dzisiaj mam zakwasy po tej naturalnej gimnastyce! Nie obyło się też bez napojów wyskokowych. We trzy obsuszyłyśmy przez cały dzień 3 butelki ale piwo, które otrzymałam przywiozłam synom. Po powrocie do domu dopadła mnie proza życia: musiałam dojechać autobusem, bo nikomu nie chciało się po mnie podjechać, czekała sterta brudnych naczyń do pozmywania, mieszkanie posprzątane było symbolicznie a męża zaczynało rozbierać jakieś grypsko. Zrobiłam co mogłam i wzięłam psa na dyżur przy wnuczku, bo syn i synowa bawili się na weselu.
    
Mimo zmęczenia nie narzekam, bo dzień był cudowny i wspaniale się bawiłam. Zyskałam nawet adoratora! Mój tancerz, chyba nieco młodszy ode mnie prosił o namiary do utrzymania kontaktu. Powiedziałam, że mogę dać mu najwyżej mój adres mailowy, ale niestety, nie korzysta z komputera więc jego strata! Żeby tylko waga tak nie podskoczyła, to byłoby wspaniale. Ale jestem dobrej myśli, bo po jednym dniu diety i pracy na pierwszej zmianie już spadła prawie kilogram. Muszę intensywnie wykorzystać ten tydzień, bo w sobotę znowu „baluję” na łączonych urodzinach wnusia i syna!

Dodaj komentarz

Tak dobrze szedł mi wpis . . .

2 września 2008 , Komentarze (12)

. . . i pożarło! Aż nie chce się robić go ponownie! A więc w skrócie: brak konsekwencji w diecie zaowocował stałą już huśtawką wagi pomiędzy 70 a 72 kg. I nie chce spaść niżej! Winowajców znam: moja niekonsekwencja i nieumiejętność prowadzenia zdrowej diety samodzielnie; kuszące i tanie owoce na straganach i w sklepach; totalne lenistwo dotyczące ruchu; praca na zmianie z paniami, które nie tylko, że lubią dobrze i dużo zjeść to jeszcze i wypić! Koleżankom powiedziałam STOP, radźcie sobie beze mnie, ale co z resztą?!

Dodaj komentarz