Już
pierwszy tydzień pracy w biurze za mną. Jestem zachwycona. To bardzo fascynujące
tworzyć coś od podstaw. Na razie mamy jedno zastępcze biuro, w którym siedzi aż
5 osób (3-ch szefów i 2 urzędniczki), 1 pożyczony komputer i pożyczone od
kopalni biurka. Pracowników fizycznych zatrudniono dopiero około 20-tu.
Docelowo ma w naszym dziale pracować kilkaset osób, więc naprawdę będzie co
robić. Wszystko ruszy od przyszłego miesiąca, chyba że znów coś się przesunie w
czasie, bo prawdę mówiąc naszego działu jeszcze nie ma, umowy z Kompanią
Węglową jeszcze nie podpisane. Za tydzień będą gotowe nasze biura i dostarczone
meble i sprzęt, pewnie dojdą jeszcze dwie panie, z którymi mamy pracować. Dostałam
już na piśmie decyzję o oddelegowaniu do pracy przy tworzeniu nowego działu do
końca roku, na razie będę pracować więc za moją żałosną pensję sprzątaczki. Ale
po raz pierwszy od lat myślę o poniedziałkowym porannym wstawaniu bez niechęci!
Dieta
niestety jakoś mi nie idzie. W pracy jem mało, nadrabiam to w domu wieczorami.
Waga prawie stabilna w okolicach 77 kg. Dzisiaj zrobiłam obiad, którego nie
umiałam sobie odmówić – czerwony barszczyk i pierogi ruskie. Od jutra już na
poważnie biorę się za siebie, solennie obiecuję!
Taka jestem szczęśliwa! 


Zostanę pracownikiem biurowym!
Po czterech latach stania za ladą i ośmiu tańczenia z miotłą i szmatą dookoła wiaderka wreszcie usiądę za biurkiem! Wczoraj porozmawiałam sobie z jednym ważnym panem prezesem. Czytał moje podanie /6 semestrów studiów, praca jako referent w dziale eksportu, studium informatyczne/
a ja czułam się jak kompletny nieudacznik stojąc koło niego z miotłą i szmatą do wycierania podłogi. Jestem chyba lepiej wykształcona niż niejedna jego urzędniczka a robię taką "karierę zawodową"! Ale nic to, przeżyłam. Gdy wychodził z pracy wieczorem przyszedł do mnie i obwieścił, że mam być spokojna, rozmawiano o mnie i tą pracę dostanę.
Dogadać tylko muszą, czy moja umowa będzie zmieniona /pensja przy okazji też/, czy na razie będzie to tylko "wypożyczenie" na 3 miesiące do innego działu a zmiana umowy później.Wówczas byłabym urzędniczką z pensją sprzątaczki i to jedną z niższych i trzymiesięcznym stresem, czy nadal będą mnie chcieli. Niech już będzie jak się uda, byle by wreszcie ten nowy dział ruszył i żeby mnie przenieśli! To jeszcze kwestia jakichś 3 tygodni i koniec z miotłą! Tak się cieszę, bo moje koleżanki z pracy dostały właśnie zamianę stanowisk pracy na pracownika niewykwalifikowanego i propozycje dozorcostw. Jeśli nie przyjmą będą zwolnienia i to z winy pracownika, czyli bez zasiłku dla bezrobotnych i bez odprawy. Tragedia - większość z nich ma 45-55 lat i żadnego wykształcenia.
Jestem załamana!
Tyle poświęceń 3 lata temu i taka klęska teraz!
No, ale dno jest chyba po to, żeby móc się od niego odbić a więc do dzieła. Trzeba opracować dobry plan żywieniowy i zainstalować program do liczenia kalorii. Niestety na rower brakło mi dzisiaj sił i chęci. Ta pierwsza noc była za bardzo pracowita, trochę muszę sobie odpuścić i nie świecić tak pracowitością i sumiennością innym w oczy. W końcu to moje ostatnie tygodnie w fizycznej pracy. Dobranoc, muszę się zbierać do wyjścia!Wakacje minęły i znów wracam
na łono Vitalii. Postanowienia na wakacje się nie spełniły, na weselu
wyglądałam jak słonica (patrz: powyższe fotki).
Jedyna pociecha, że nie
zaczynam już nowego roku szkolnego, bo Damian zakończył naukę, jest technikiem
logistykiem z maturą, czym sprawił mi wielką niespodziankę i przyjemność! Jakoś
nie mogłam w niego uwierzyć! Jedyny stres jaki przeżywamy w związku z nowym
rokiem szkolnym, to pójście Wojtusia do przedszkola. Wciąż jeszcze nie obywa
się bez płaczu za mamą.
W pracy przeżywamy ciężkie dni, kopalnia już w fazie likwidacji, a my jesteśmy wzywane na rozmowy w sprawie zmiany stanowisk pracy, oczywiście na gorsze. Koleżanki rozglądają się za nową pracą a ja chyba uwierzę w cuda! Dostałam propozycję zamiany na pracę umysłową, na etacie, biurze nowo tworzonego oddziału. Nie dość, że wreszcie praca biurowa to jeszcze zostanę tu, gdzie dotychczas, czyli na naszej kopalni!
Nowa praca więc i nowa ja – oczywiście! Wracam do Was, do dietowania i ćwiczeń (rowerka!). Jutro wejdę na wagę i uaktualnię dane i …

A dzisiaj już żegnam, bo
trzeba się już do pracy na nockę zbierać.
Jak zwykle, nie chciało mi się opisywać swoich wątpliwych sukcesów, więc znowu ograniczyłam się tylko do obserwacji Waszych pamiętników. Większość Vitalijek traci wagę, mnie się udało prawie 2 kg ostatnio, ale znów miałam wpadkę /weekendy i stres źle na mnie działają/ i prawie kilogram wrócił. Mówi się trudno i … Tak więc od jutra kontynuacja. Co z tego wyjdzie – nie wiem, ale przede mną w sierpniu wesele chrześniaka i muszę na nim przyzwoicie wyglądać. Obie z siostrą mamy „stracha”, zarówno ciotka, jak i jej córka – mama pana młodego – są szczere do bólu i wytkną nam, że jesteśmy spasione jak świnki! Najchętniej nie poszłybyśmy, ale przynajmniej mnie nie wypada nie iść.
W tym tygodniu moja najmłodsza latorośl zdaje egzamin z przedmiotów zawodowych /kończy technikum/ i jazdy na prawo jazdy. Wyników matury pisemnej jeszcze nie ma… Z jazd wiele nadziei sobie nie robię, zwykle mało kto zdaje za pierwszym razem, ale reszta trzyma mnie w wielkim napięciu. Jak ja ten tydzień przeżyję? Planuję też pójść jutro do szefa innego oddziału w naszej firmie, by spytać, czy nie przyjął by mnie na pracownika ochrony, jestem gotowa nawet zrobić licencję, jeśli będzie taka potrzeba.
Do odważnych świat należy… ale ja odważna nie jestem, niemłoda też, no i do tego kobieta. Na emeryturę jaszcze się nie wybieram, grupy inwalidzkiej też nie mam – a teraz takich właśnie pracowników u nas zatrudniają! Modlę się, żebym nie stchórzyła! Najwyższy czas ruszyć cztery litery, bo niedługo mogę dostać propozycję jakiegoś dozorcostwa albo sprzątania gdzieś w Gliwicach i w tedy na własne życzenie zostanę bezrobotna. Zaczęłam też już przygotowania do własnej działalności zarobkowej, ale o tym może następnym razem napiszę…
