Raporcik (sobota):
Orbitrek - brak
Rolki - brak.
Prace ogrodowe - kilka godzin.
Dieta - niepoliczalna (b.e. kto to wie kcal).
Wszystko byłoby pięknie, gdybyśmy nie wprosili się z Ż. na kawę do znajomych na działkę. Skończyło się tym, że przekonali nas do pozostania na noc. Zakupy zrobiliśmy odpowiednie. Był grill, było piwo.
Raporcik (niedziela):
Orbitrek - brak
Rolki - 1,45 h.
Basen - 45 min - 66 długości.
Dieta - nie liczyłem (b.e. ---- kcal).
Ale za to niedziela byłą już OK. Rolek nie było, ponieważ rano (tzn. w południe) nie za bardzo się nam z Ż. chciało, a popołudniu zaczęło padać. Za to później, przez kolejny szpital dziecięcy w domu, mogłem ponownie wybrać się samotnie na basen.
Dodaj komentarz
Raporcik (piątek):
Orbitrek - brak
Rolki - 1,45 h.
Dieta - liczę (b.e. 789 kcal).
Ponownie udało mi się wyrwać na rolki. Jednak popieprzony deszcz wszystko popsuł i musiałem zmykać do domu, a chciałem dzisiaj zrobić próbę generalną przed maratonem.
Jedno przećwiczyłem. W deszczu da się jechać, tylko szkoda łożysk i jest to szalenie niebezpieczne, można niezłego orła wywinąć.
Najbardziej cieszę się z faktu, że nie dokucza mi kolano, a że mięśnie bolą, to już szczegół. Martwię się, że po drodze jakiś skurcz się przytrafi. To jest możliwe. Za późno zacząłem trenować i nadal mam braki kondycyjne. O ile wydolność jest w miarę (jednak orbitrek to nieocenione urządzenie), to mięśnie się jeszcze buntują. Nie są przyzwyczajone do takiego wysiłku.
Mam jeszcze jeden zgryz. Moja prędkość jazdy nie jest zbyt wysoka. Średnia z dzisiaj to 14 km/h. A to daje aż 3 godziny jazdy w maratonie. Sam się już zaczynam zastanawiać, czt aby nie zrezygnować. 3 godziny na rolkach, to jeszcze chyba za dużo dla mnie. Zobaczymy jak będę się czuł za tydzień. Wtedy podejmę ostateczną decyzję.
Oby tylko nie padało.
Dodaj komentarz
Raporcik (czwartek):
Orbitrek - 61
min., dystans 22 km, ćw. fitness + 0
Dieta - liczę, ale po co (b.e. 2077
kcal).
Na rolki ponownie nie udało się wyjechać - deszcz pokrzyżował plany. Został zatem wieczorny trening na orbitku. Co z tego jak cały czas przeginam. To co zaoszczędzę ćwicząc przejadam. Wczoraj słodyczami - czekolada + żelki. To już nałóg. Inna sprawa, że jak intensywnie ćwiczę, to zawsze miałem problem z brakiem czegoś słodkiego do jedzenia. Ale nie jest aż tak źle. Waga minimalnie ruszyła się w dół. Setkę przekroczyło się łatwo, ale już ponownie przekroczyć granicę w dół jest mi bardzo ciężko. Nie zniechęcam się jednak. W końcu się ruszy i będzie tylko lepiej.
Dodaj komentarz
Raporcik (sobota):
Orbitrek - 61 min., dystans 22 km, ćw. fitness + 0
Dieta - liczę, tylko po co (b.e. 2934 kcal).
To jakiś koszmar. Po co liczę, po co ćwiczę, jak tak przeginam. Ostatni raz idę do kogoś do domu oglądać żużel. Teraz tylko do pubu. Tam przynajmniej nie ciągnie mnie do wykazywania się swoimi umiejętnościami kulinarnymi.
Raporcik (niedziela):
Orbitrek - brak
Basen - 45 min.
2,5 h koszenia zarośniętej działki.
Dieta - liczę (b.e. 1032 kcal).
Tu już było zdecydowanie lepiej. Dzieci sprzedałem do dziadków. Ż. dałem spokój, aby mogła się uczyć, a sam wybrałem się na działkę i na basen. Uroków koszenia kilkudziesięciocentymetrowej trawy nie będę opisywał, wybaczcie. Natomiast na basenie było niesamowicie. Jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło mi się być samemu na basenie. Chyba wszyscy myśleli, że w kościelne święto basen będzie zamknięty, a tu niespodzianka - był czynny. Jeszcze się przyzwyczaję do takiego luksusu.
Raporcik (poniedziałek):
Orbitrek - brak
Dieta - nie liczyłem (b.e. kto to wie kcal).
Poniedziałek - Warszawa. Wyjazd o 3 w nocy. Powrót wieczorem o 21. Cóż tu mówić. Nasiedziałem się za kierownicą. Wcinałem kanapki, popijałem energy drinki, denerwowałem się, czekałem. Tak minął dzień. Nie miałem zdrowia ani siły na ćwiczenie, czy też podliczenie wchłoniętych kalorii.
Raporcik (wtorek):
Orbitrek - 61 min., dystans 22 km, ćw. fitness + 0
Dieta - liczę (b.e. 1544 kcal).
Wracam do liczenia i ćwiczenia. Zaraz mi ktoś powie co ty jadasz, że tak wierszem gadasz. Dobra, krótko. Bilans podbił jeden wieczorny drink.
Raporcik (środa):
Orbitrek - brak
Rolki - 1,5 h.
Dieta - liczę (b.e. 886 kcal).
W końcu, nareszcie, jest, jest, jest. Były rolki. Trochę się męczyłem, bo wiatr mnie nie lubi, ale jestem przyjemnie zmęczony. Do maratonu zostały niecałe 2 tygodnie, więc nadszedł czas sprawdzianu kolana. Jest dobrze. Czuję mięśnie, nie czuję stawów.
Dodaj komentarz
Raporcik (piątek):
Orbitrek - 61
min., dystans 22 km, ćw. fitness + 0
Dieta - liczę (b.e. 1106 kcal).
Zwiększyłem dystans.
A waga - stoi.
Byłem dzisiaj na rolkach, ale tylko chwilkę przed blokiem, ponieważ młodemu kupiłem nowe rolki, a młodą przyuczałem do utrzymania równowagi na rolkach. A i tak frajda była niezła. Może jutro nie będzie padać i na godzinkę wyskoczę. Zobaczymy zresztą jak się wyrobię z czasem. Muszę odwieźć młodzież do Teściów. A wieczorkiem GP na żużlu prosto z Pragi.
Dodaj komentarz
Raporcik (czwartek):
Orbitrek - 50
min., dystans 18 km, ćw. fitness + 0
Dieta - liczę (b.e. 794 kcal).
Woda jeszcze nas nie podtopiła. Sprawdzałem osobiście wraz z pociechami. Słoneczko wspaniale świeciło. Aż nie chce się wierzyć, że taka tragedia na południu.
Dodaj komentarz
Raporcik (środa):
Orbitrek - 48 min., dystans 18 km, ćw. 12 + 0
Dieta - liczę (b.e. 1104 kcal).
Dzisiaj zdecydowanie lepiej. Ale nie wiem co jest. Dzisiaj czuję kolano i zaczynam się ponownie bać. A wszystko zaczęło się o niedzielnego basenu. Nie wiem czy nie będę musiał przystopować.
Dodaj komentarz
Raporcik (wtorek):
Orbitrek - 46
min., dystans 18 km, ćw. 11 + 0
Dieta - liczę (b.e. 2552
kcal).
To po prostu jakiś koszmar. Co z tego, że trochę poćwiczyłem, jak tak zawaliłem sprawę. Do 16stej wszystko było OK, a później podczas zebrania rady nadzorczej wszystko wzięło w łeb. Oczywiście znowu musiałem się nawpychać. Następnie doprawiłem się po wieczornych zakupach. Co mnie podkusiło, żeby kupować kabanosy. Zeżarłem połowę opakowania. I tak to się nazbierało.
Dodaj komentarz
Raporcik (poniedziałek):
Orbitrek - 48
min., dystans 18 km, ćw. 10 + 0
Dieta - liczę (b.e. 1408 kcal).
Dzisiejszy dzień wypadł całkiem nieźle w temacie dietkowania i ćwiczenia. Po południu zawiozłem młodego na urodziny i miałem 2 godziny dla siebie. Postanowiłem jeszcze raz poszukać ochraniaczy i ......... eureka. Nie musiałem kupować całego kompletu, ale tylko ta cena. W końcu raz się żyje i kupiłem. Przy okazji zgadałem się z chłopakiem ze sklepu sportowego na rolki. Pokaże mi trasę poza Bydgoszczą po której często się porusza. Zobaczymy co z tego będzie.
A teraz do łóżeczka i spać. Dobranoc wszystkim.
Dodaj komentarz
Raporcik (piątek):
Orbitrek - 74
min., dystans 27 km, ćw. 9 + 0
Dieta - liczę (b.e. 1986 kcal - zgroza).
Raporcik (sobota):
Orbitrek - nie ćwiczyłem
Dieta - liczę (b.e. 1654 kcal).
Raporcik (niedziela):
Orbitrek - nie było
Pływanie - 45 min.
Dieta - liczę (b.e. 1689 kcal).
Pewnie co niektórzy lub co niektóre się dziwią, że wspominam o maratonie na rolkach, a cały czas tylko ćwiczę na orbitreku. Powód jest banalnie prosty. Kiedy mam czas to wybitnie nie sprzyja mi pogoda, a jak nie mam czasu to jedynym wyjściem jest właśnie orbi, który jest na miejscu w domu.
W piątek dałem czadu z jedzeniem. Nie pomogło nawet 74 minutowe ćwiczenie na orbitku. Zresztą tu też przesadziłem. Na usprawiedliwienie nagłego wydłużenia długości ćwiczenia wpływ miało dobre samopoczucie i popijane piwo, zupełnie jak podczas jazdy na rolkach w Myślęcinku. Piwo i rolki to dobre połączenie.
W sobotę uskuteczniłem tylko krótki spacerek z dzieciakami, ponieważ pogoda była zdecydowanie barowa. Zresztą i tak niewiele więcej mogłem zrobić opiekując się przez cały dzień moimi pociechami.
W niedzielę udało się wyskoczyć na basen. I niestety po pływaniu czuję, że mam kolana. A niby woda tak ładnie odciąża stawy i mięśnie.
Od jutra wracam do orbiego i jak tylko to będzie możliwe do rolek. Zobaczymy, czy uda mi się przygotować do maratonu.
Dodaj komentarz