Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Oto ja, królowa Yoyo.. planuję jednak utracić ten zaszczytny tytuł i schudnąć raz na zawsze. Poukładałam swoje życie prywatne i zawodowe i jestem gotowa zawalczyć ten ostatni raz, bo ta zgrabna szczupła lasencja we mnie nie daje mi spokoju i ciągle wierci dziurę w brzuchu, że teraz jej czas, żeby to sadło z niej zdjąć i pozwolić cieszyć się lekkością!

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 450092
Komentarzy: 10544
Założony: 18 lipca 2012
Ostatni wpis: 9 lutego 2016

Nejtiri

kobieta, 31 lat,

172 cm, 98.70 kg więcej o mnie

Postanowienie noworoczne: 108-98(etap1) -88(etap2) -78(etap3) -68(etap4)

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

9 lutego 2016 ,Komentarze (24)

Kochane Gwiazdeczki moje! (zakochany)Dziękuję ślicznie Wam wszystkim i każdej z osobna za słowa wsparcia, mądrości, kopy w doopkę i motywację po moim poprzednim postem! Nawet nie wiem jak Wam dziękować... postawiłyście mnie do pionu! Kocham Was! <3(kwiatek)Powinnam teraz wydrukować sobie wszystkie te komentarze i gdzieś powiesić dla motywacji. 

Ok, miałam gorszy dzień.. no może trzy.. :pale czas wziąć doopę w troki. Jak to napisałyście, jeśli teraz się poddam to ponowne yoyo murowane i ja wiem o tym i poddawać się nie zamierzam! 

:D:D:DJUST DO IT!!:D:D:D

Mój "małpi kryzys" trzepną mnie mocno przez łeb zwyczajnie dlatego, że uśpiłam swoją czujność. Uznałam, że mam wszystko pod kontrolą, wystarczy, że zdrowo jeść, a wszystkie moje smaki, napady jedzenie i inne rzeczy (siedzące de facto w mojej głowie) minął ja różdżką odjął. Nie tak łatwo! Zbyt łatwo mi te 10 kilo zleciało, bez specjalnego wysiłku, dlatego poległam na pierwszym teście. Teraz już wiem! I następnym razem będę gotowa, bo co z tego, że czuję głód, czy chęć na tłuste niezdrowe żarcie? Skoro wiem, ze mi to tylko zaszkodzi (spotęguje bóle menstruacyjne, doprowadzi do niestrawności itd), to powinnam zacisnąć zęby, zjeść ustalone zdrowe posiłki w normalnej ilości, a resztę głodu zapić. Słuchanie własnego jeszcze nie naprawionego organizmu, który mówi olej zdrowe żarcie, chcę wieś maca to największa durnota na jaką mogłam się zdobyć. I taki oto mam 'quest' na następne spotkanie z @ - trzymać się planu. Zapić smaki i nie dać się jakiemuś wyimaginowanemu głodowi. Bo trza twardym być nie 'miętkim'. Dzięki Wam, wiem, że to możliwe.


Skoro już o @ mowa, to zauważyłam, że najgorsze bóle występują kiedy: 1) w pierwszych dniach właśnie poddam się apetytowi... na słodkie, tłuste, czy ciężkostrawne, typu śledzie, czy frytki. // 2)- przez dłuższy czas jem mięso z kurczaka (sic!). Strasznie dużo tych hormonów i innego syfu maja w sobie tutaj kurczaki. Widzę to tez po tym, że po 2 tygodniach jedzenia tego mięsa po przerwie, znów ciemnieje mi plama na czole (sic!!), a to właśnie też przez problemy hormonalne powstaje. (Mam takie przebarwienie lekkie na czole, dzięki wiesiołkowi zjaśniało już, a teraz znów się zrobiło bardziej widoczne...po odstawieniu poprzednio kurczaków też zjaśniało, stąd udało mi się namierzyć winowajcę). Przerzucam się na indyki.. te ptaszki zwyczajnie mają zbyt słaby organizm, by znieść tyle chemii i hormonów. 

Nie skreślam jednak wiesiołka, bo ponoć 'w miarę trwała' poprawa następuje po roku regularnego brania, a że poprawia mi przy okazji kondycje włosów i cery.. jest bogaty w witaminę E to brać będę dalej i po roku zobaczymy. 

W końcu nauczyłam się patrzeć długoterminowo. Wiem, że wszelkie zmiany w diecie, aktywności fizycznej, czy efekty brania witamin i suplementów widać dopiero po iluś tygodniach, a nawet miesiącach. Uzbrajam się więc w cierpliwość i dalej robię swoje. 

Dziś od rana już oczywiście grzeczna byłam. Jutro po 4 dniach przerwy wskoczę znów na rowerek. Obiecuje też nie popaść w depresję kiedy nie ujrzę żadnego spadku wagi w niedzielę, albo wzrost po moich 'małpich ekscesach'. Stało się. Robię swoje, najwyżej cel osiągnę tydzień później, niż bym mogła. ;)


Dodaj komentarz

8 lutego 2016 ,Komentarze (38)

**uprzedzam, kochane, dzis motywacji u mnie zero.. takze kto przeczyta, tona wlasna odpowiedzialnosc ;) **

No I stalo sie, nie zrobilam podsumowania tygodniowego. Poleglam przez durna @... nic dodac nic ujac.

Padlam i ciezko cos powstac. Wydawaloby sie, ze wystarczy zdrowo jesc, zeby organism sam sie naprawil… ze na wszystko moge miec wplyw dzieki odpowiednio dobranym skladnikom I suplementem. Nic bardziej mylnego. Primo, sa rzeczy zwiazane ze zdrowiem na ktore nie mamy wplywu

Secundo, sa rzeczy zwiazane z odchudzaniem I jedzeniem, ktore musimy naprawic w glowie, anie tylko na talerzu… a kiedy juz sie nam wydaje, ze mamy je pod kontrola.. a tu doopa.

Jadlam zdrowo I odpowiednie skladniki – ryby, orzechy, warzywa typu szpinak, cieciorka, owoce itepe itede… I wydawalo sie, ze wszystko pod kontrola, zero smaczkow, checi, napadow glodu. Opuscilam garde I od razu zaliczylam glebe. Bralam wiesiolek I myslalam, ze mam @ pod kontrola… a jak mnie w weekend lupnela, to do dzis sie pozbierac nie moge. Okropny bol I jeszcze straszniejszy apetyt… Bol, jak bol, nic nie poradzisz, trzeba wziac tabletki I przeczekac.. oj, ale walka z apetytem, obzarstwem… to tkwi w glowie. Poleglam, bo pozwolilam sobie na powrot do dawnych nawykow I to nie na jeden posilek, a dwa dni… tluste I ciezkie jedzenie sprawilo, ze bole @ byly jeszcze gorsze (wiem, ze to na pewno sie do tego przyczynilo..wiedzialam, jak jadlam, ale mialam to gdzies!! Nie potrafie tego stanu nawet wytlumaczyc).

Nie potrafie zrozumiec sama siebie, o co mi chodzi w takich momentach napadu na jedzenie. Skad to sie bierze? Moze z tego, ze przez dwa dni przed @ jadlam mniej weglowodanow (wieczorem jadlam juz tylko nabial I warzywa..ale duze porcje I to tylko 2 dni.. moze po prostu glod przez @..ale tez dlaczego go nie bylo go np. miesiac temu? W kazdym razie juz wiem.. nie nad wszystkim mam kontrole i jeszcze dlugo potrwa nim ja zdobede.

Chyba do niedzieli bede omijac wage szrokim lukiem. I modlic sie, by za tydzien bylo chocby tyle co na pasku z zeszlego tygodnia, a nie wiecej…

Wnerwia mnie to, ze juz mialam taka mega motywacje, zaostrzylam lekko diete, zaczelam mocno cwiczyc, a przez bol poleglam. Nie spalam dzis cala noc.. Zwijalam sie z bolu, a pol nocy przesiedzialam w toalecie. Nic mi si enie chce, motywacja gdzies uleciala… stracilam koljeny tydzien! Kolejna szanse na choc pol kilo mnie na wadze.. jesli nie dwa tygodnie, bo nie wiem, co szklana pokaze za tydzien. Mam tego serdecznie dosyc. Mam ochote na jakies ciastko. Tak, mam I cala ta tabelka sprzed tygodnia mi nie pomoze, bo jak widac nie dziala to tak pieknie I juz. Trudno. Po raz pierwszy od dawien dawna znow czuje sie guba I pokonana przez wlasne slabosci… nawet mysl o wakacjach bardziej boli niz cieszy obecnie… nie chce byc wielorybem nap lazy… w 2 dwa dni moje samopoczucie siegnelo dnia. Przekleta @! Sama nie wierze co sie ze mna w te dwa dni stalo.

Na szczescie konczy mi sie przerwa na lunch, wiec juz wiecej tu smecic nie bede.. I to przerwa, ktora mi sie dzis nie nalezy, bo przyjechalam do pracy 2 godziny spozniona, bo rano z bolu nie moglam sie podniesc! 

Mam ochote siegnac po ciastko... a sporo tu ich dzis w biurze... 

Dodaj komentarz

4 lutego 2016 ,Komentarze (58)

Hej Gwiazdeczki kolorowe! (gwiazdy)

Wprawdzie ważenie oficjalne mam co niedzielę, ale jak wiecie na szklaną sobie częściej zerkam. I już wiem, że etap 1 pierwszy (od 108 do 98) mogę uznać za zamknięty (waga 98.2kg na chwilę obecną). Jestem gotowa na etap 2 (od 98 do 88). (ninja)

Do tej pory łatwo mi było mówić, że to zdrowy styl życia, a odchudzanie jest 'jedynie efektem ubocznym'... jako że nie miałam żadnego specjalnego celu i terminu poza październikowym weselem (czyli za sto lat). W między czasie jednak trafia się drugie wesele - już w lipcu (!) za dokładnie 21 TYGODNI!! (strach)Również kuzyn Lubisia (a dokładnie brat owego październikowego pana młodego), także ten sam cel, ta sama rodzina...która ostatni raz widziała mnie gdy ważyłam dokładnie..78kg przed moim niesławnym yoyo o którym niekoniecznie chce by wiedzieli. :x

21 tygodni i 20kg do zrzucenia. Choć głównym celem jest 10 i dalej zobaczymy. W pierwszej sekundzie oczywiście już w panice drukowałam diety przeróżne 'magiczne' z netu, ale szybko się ogarnęłam. Trzask w policzek, kubeł zimnej wody na łeb, głębokie (groźne) spojrzenie swojej lustrzanej siostrze w oczy i stanowcze przypomnienie sobie priorytetu, czyli ZDROWIA. Ma być zdrowo. Ma być trwale, Ma być, cholera NA ZAWSZE tym razem! 

W etapie drugim (jako, że z każdym kilogramem ciężej, wiadomo) do swojego zdrowego jedzenia, 2-3 litrów wypitej wody i herbaty czerwonej, oraz spacerów i rowerka raz na jakiś czas włączam - zasadę, że rowerek min. 3x w tygodniu, aerobik z Jeni (SylwiaOna, ciekawe, ile WYCZYMIĘ po tej przerwie, hehe) 2x w tygodniu (sob-nd), ocet jabłkowy (z wodą oczywiście) na czczo i przed snem, herbatka z pokrzywy raz dziennie...  CLA. TO ostatnie zakupiłam z rozbieg podczas zamawiania wiesiołka, magnezu, D3K2 i witamin dla futra. :P Ponoć nie działa, ponoć to placebo.. ale czuję, że mi pomoże...bo czy ne na tym polega właśnie placebo? :P

Widziałam dyskusje - i w grupach i w pamiętnikach o tym, czy ZJECIE DZIŚ PĄCZKA? Ja na pewno nie będę po polskich sklepach latać w poszukiwaniu tego 'słodycza', ale nawet jakbym miała dostęp, to nie miałabym ochoty! U nas w pracy w kółko wystawione są ciasteczka i czekoladki. Kiedyś wspominałam, że siedzę w 'chudym pokoju', więc zwykle wszelkie słodycze i czekoladki, jakie się u 'nich' w domu walają prędzej czy później lądują w biurze i są zjadane głównie przez odwiedzający nas z góry łasuchów :P (swoją drogą, z 5-osobowej ekipy odchudzającej w biurze zostało już tylko nas troję). W każdym razie, wierzcie lub nie, w domu mamy słodycze i nie tykam (sic!). Serio, serio!! Sama się dziwiłam i nawet przyczyn w niewyjaśnionej chorobie szukałam (!), ale rozwiązanie zagadki okazuje się prostsze, niż może się wydawać... SZPINAK i ORZECHY!! Szpinaku jemy od cholerci i trochę - świeży, zamiast sałaty w sałatce...orzechy też chrupię codziennie. Skąd wiem, że to dzięki temu?? Otóż nasze ' smaki na...niezdrowe żarło' często bierze się zwyczajnie z niedoborów jakichś składników, tylko mylnie odczytujemy nasze organizm, bo kto normalny w przypływie chęci na czekoladę sięgnie po szpinak, albo wątróbkę (fu!) ?? Kiedy jednak dostarczamy odpowiednią ilość owych brakujących składników, te smaki mijają! Co nie oznacza, że mała czekoladka raz na jakiś czas nie jest wskazana. ;) Poniżej tabelka przedstawiająca to bardziej obrazowo. Może komuś się przyda. 

Oki, zmykam, bo i tak będę spóźniona do pracy dziś, a nadal siedzę przed kompem. :P

Miłego dnia, Rybeczki!

Dodaj komentarz

31 stycznia 2016 ,Komentarze (58)

Bry dzień Gwiazdeczki! (zakochany)

10 tygodni za mną...i gdyby nie poprzedni tydzień, miałabym za sobą 10kilo. Jest dobrze, będzie tylko lepiej! Przez ostatnie dwa tygodnie waga szalała, raz było 99,4, a za chwilę 100,8... i tak po 0,5kilo każdego dnia. Jednak PRZETRWAŁAM ZASTÓJ, jest spadek. Niby ponad 1kg, ale bilans wyszedł na jedyne 0,7kg na dwa tygodnie. Liczy się i cieszy jednak każdy gram w dół. 

W końcu też wyzdrowiałam! Strasznie wymęczyło mnie to uważanie na siebie, nie przemęczanie się i ogólne kurowanie. Wczoraj wstałam, poczułam się lepiej i aż mnie nosiło. Jeszcze rano zarzekałam się tu, że palcem nie ruszę będę odpoczywać... ale nie wyszło. 

Zaliczyłam - godzinkę intensywnego spaceru z futrem, 3x pranie, rozwieszanie (się nazbierało :P), zmianę pościeli, wyszorowanie całej łazienki i odkurzenie całego 2piętrowego domu (w tym schody) wyłożonego wykładziną (co to za wymysł w ogóle!). Przy tym ostatnim spociłam się jak ruski atleta na maratonie. Dziś już dla własnego zdrowia psychicznego zaliczę normalnie rowerek.

10 tygodni... tak nie wiele, a tak wiele się zmieniło. Choć fizycznie dużej zmiany nie ma (jednak przy mojej wadze startowej 9 kilo kropla w morzu), ale w moim i lubisia podejściu do odżywiania!

Jestem w szoku JAK NIEWIELE POTRZEBA, BY WPROWADZIĆ STAŁE ZMIANY! 

Wystarczyło:

  • Zapełnić lodówkę zdrowymi produktami
  • Zakupić grill (gdyby nie zakup, wystarczyło by korzystać z piekarnika zamiast patelni)
  • Ograniczyć smażenie do weekendowych jajek na śniadanie
  • Nie korzystać z take-away-ów.
  • Pilnować by w domu zawsze były świeże warzywa i owoce oraz orzechy i nasiona
  • Zamienić słodzone płatki śniadaniowe na razowe (tzw. bran-flakes. pycha!!)
  • Do co której kawy/płatków zamiast mleka dodać mleczka/napoju migdałowego (ta sama cena co mleko bezlaktozowe, które i tak kupujemy- a kalorii z polowa jak nie mniej)
  • Pochować słodycze i zrobić sobie 'uderzeniowy odwyk od słodyczy', by teraz w ogóle za nimi nie tęsknić!
  • ...ale raz na jakiś czas (obecnie to średnio raz n a miesiąc u mnie) pozwolić sobie na odrobinę słodkości, by nie popaść w paranoję :P
  • Zmienić trasę wieczornych spacerów z futrem na parę razy dłuższą i bardziej pagórkowatą.
  • Zamiast gnieść tyłek w fotelu wieczorem przy serialu/filmie, oglądać je ruszając girkami na rowerku!
  • Kupić różne herbatki ziołowe, owocowe, by zawsze było co pić (na początku sama woda ciężkomi wchodziła)
  • Czarną herbatę zastąpić czerwoną (przypadkiem wyszło, bo mi smakowała i teraz na czarną wcale nie mam ochoty).
  • Pamiętać o piciu wody - w pracy butelka/szklanka z wodą zawsze (!) po ręką. 
  • A! I bym zapomniała oczywistego - unikać przetworzonego żarcia, chleb biały zastąpić razowym itd (choć my jemy mieszany, bo lubiś sam piecze w maszynie :D ).. zauważyłam też, ze jakoś sami z siebie rzadziej jemy biały ryż, makaron, ziemniaki, a częściej np. kasze...

I tyle. :D

Oki , lecę zaraz na spacerrrrrek! 

MIŁEJ NIEDZIELI!!

Dodaj komentarz

30 stycznia 2016 ,Komentarze (28)

Hej gwiazdeczki, dziękuję za wszystkie miłe słowa i wiadomości! Jesteście cudowne, dodajecie mi sił(nie tylko do odchudzani, ale przede wszystkim do dbania o siebie i swoje zdrowie).

Ależ ten czas leci! Właśnie mija 10ty tydzień mojej akcji-przemiany. Podsumowanie wagowe wrzucę standardowo w niedzielę, czyli jutro. Minione dwa tygodnie były dla mnie dosyć ciężkie...dopadło mnie jakieś choróbsko i puścić nie chciało...było raz lepiej, raz gorzej, ból gardła mieszał się z bólem stawów i głowy oraz zmęczeniem, gilem po pas i kaszlem. Powoli dochodzę do siebie. UFF. Dziś  jednak nie planuję jeszcze żadnych ekscesów ćwiczeniowych, będę pomalutku dochodzić do siebie...

Waga po tych dwóch chorowitych tygodniach na dzień dzisiejszy pokazała raptem jakieś pół kilo mniej  (w tym wzrost w zeszłym tygodniu), co nie ukrywam troszkę demotywowało, ale cały czas przypominałam sobie samej, że to wszystko dla zdrowia w pierwszej kolejności, a dla odchudzania w drugiej... także nie zmieniałam nic w jedzeniu, nie szalałam, dwa razy nawet pozwoliłam sobie zjeść więcej, bo czułam, że tego potrzebuje. W tym tygodniu też całkowicie odpuściłam sobie ćwiczenia (w tym i dłuższe spacery). Dałam sobie czas na regenerację... piłam specyfiki ala maxgrip, napoje babcine typu mleko z masłem, miodem.. i czosnkiem. Zakupiłam również witaminę C naturalną w proszku. Zaliczyłam rozwolnienie, nim udało mi się dobrać odpowiednią dla siebie dawkę...ale udało się i dziś prócz lekkiego osłabienia, chyba jestem zdrowa. :D

(dziewczyna)

Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie niezłym testem jeśli chodzi o moje nowe podejście do zdrowia, żywienia i ćwiczeń... w końcu tym razem postanowiłam zmienić swoje nawyki na dobre, dla zdrowia, a ubytek wagi ma być efektem ubocznym (przynajmniej na początku) i tak też się dzieje. Jem i chudnę (może i wolno, ale jednak). Nie głoduję, nie odmawiam sobie niczego (ale też ne wciskam w siebie słodyczy i pączków, bo zwyczajnie po odwyku chęć mi odeszła), ale też i pilnuję tego co i w jakich ilościach jem. Kalorii nie liczę. Jem tak, jak uważam powinna jeść szczupła Nejt. Jeśli tak siebie będę traktować, to efekty na pewno się pojawią. 

Wczoraj pozamawiałam rzeczy do domowej apteczki (i spa), przez altacet (w UK normalnie niedostępny), przez herbatki ziołowe po witaminy (nadal to samo - Magnez z B6 oraz D3K2 - CUDA dla lubisia zdziałały! Odżył..jest znów sobą, brak oznak depresyjnych, jakie towarzyszyły nam przez ostatnie 2 lata! / Wiesiołek - o cudach jakie dla mnie zdziała już pisałam). Prócz wspomnianej wit. C zakupiłam też ocet jabłkowy.. tak, przyznaję bez bicia impulsem był zastój wagi w minionym tygodniu. Na pewno nie zaszkodzi. Będę piła na czczo i wieczorem przed snem. Za miesiąc dam znać jakie efekty.]

(dziewczyna)

Wydałam krocie na te wszystkie suplementy i właśnie przeglądam kosmetyki - w koszyku uzbierałam już kilka sztuk - mleczka, kremy, toniki...wiem, wiem, miałam oszczędzać! Tak samo jak dziś chciałam kawy, to nie mogłam bezkofeinowej znaleźć, bo szafka tak jest zapełniona dziesiątkami różnych herbat. Dolna szafka natomiast jest pełna słoików, puszek i butelek... W schowku łazienkowym 10 różnych mydeł i szamponów, płynów do czyszczenia domu... kupuję hurtowo, ale i starcza nam to na długo. Uwielbiam zwłaszcza korzystać z (prawdziwych) promocji. W PL nie miałam takiej możliwości. Nie stać mnie było nawet na 3 rodzaje herbat na raz w domu, a płyn do kąpieli nowy kupowałam dopiero kiedy ze starego leciała ostatnia kropelka. Kiedy zgubiłam na wyjeździe pudełko z kolczykami, przez lata chodziłam w dwóch parach na zmianę. Teraz mam kolczyki 'na każdą pogodę' i humor. :P i to nie za krocie.. odkryłam ebay - z chin przesyłka gratis, a na licytacjach można kupić od 50-80pensów(!) po 3-5funtów. Jedyne co to zakupiłam srebrne sztyfty osobno i można nosić.. :) Nie jestem (jeszcze :P) zakupoholiczką, ale nawet lubis mówi, że mi się zwyczajnie należy. Zwłaszcza za te wszystkie lata ciężkiej harówy, stresów, odpowiedzialności i wyzysku w moim ex-pseudo-prestiżowym zawodzie. 

HA! Dobrze, że to mój pamiętnik prywatny i nikt nie zmusza Was do czytania tych wszystkich bredni i przydługich wywodów o niczym. hihi. 

UDANEGO WEEKENDU!! (kwiatek)

Dodaj komentarz

26 stycznia 2016 ,Komentarze (33)

Dzien dobry bardzo....

W koncu sie chyba wyspalam.. nie dosc, ze przespalam pol weekendu (od tygodnia lapie mnie jakies chorobsko - zatoki, gardlo itp i zlapac ani odpuscic nie moze), to wczoraj poszlam spac przed 20 (!). O 21 przyjechaly zakupy, a ze lubis na kibnelku akurat to wyskoczylam do kierowcy. Odebralismy zakupy (troche tego bylo), po czym wrocilam do wyrka a lubis zajal sie rozpakowywaniem do lodowki itd. Spalam dalej do 6:30! No i juz sie cieszylam na wolny poranek przy kawce i Vitalii a tu.. Dzis jade z moja menago na spotkanie z klientem...miala byc u mnie 8:20, a przed chwila napisala, ze jednak bedzie o 8 (cos tam sie pozmienialo)... Przynajmniej zjadlam sniadanie...  ide sie zaraz ubierac, ech...

(zegar)

Wczoraj dzielnie ostatnimi silami zaliczylam szybki 40min marsz w porze lunchu (tak sobie ostatnio 'cwiczymy' z kolega z pracy). wiem, pewnie moglam sobie darowac, poki nie wyzdrowieje.. ale z czego zdrowie,c, jak chorobsko lapie chcialo i nie moglo. 

Do pracy wzielam wczoraj na obiad ziemniaczki, mielone (o matulu ile tluszczu splynelo z nich do magicznej szufladki w grillu!!) i salatke. Do tego pomarancze na 2 sniadanie (na sniadanie byly platki pelnziarniste z orzechami i maly banan).. a na kolacje zjadalm 2 obiad - spagetti bolognese. Taki cheat day, powiedzmy, a dzis na wadze +0,8kg od niedzieli. NIe oznacza to, ze sie poddaje, czy szaleje. Uznalam, ze skoro chory organizm sie domaga, toniech ma, oszukam dziada, a jak poczuje sie bezpiecznie, to moze i waga ruszy po zastoju.

(ninja)

Wzielam wczoraj leki i dzis odpukac lepiej, moze nawet pocwicze.  Tylko niech ta choroba zniknie, bo tesknie za rowerkiem!!

O, znikam, bo musze sie choc lekko wypindrzyc, a tu tylko 20 min zostalo!! O.o

Milego Dzionka! <3

Dodaj komentarz

24 stycznia 2016 ,Komentarze (56)

Witam się pięknie niedzielnie... (dziewczyna)

(kwiatek)


Dziś mija 9ty tydzień mojej akcji-przemiany... Pierwszy raz w życiu mogę z czystym sumieniem nie nazywać tego DIETĄ ! Zmieniam Nasze nawyki na zawsze... wiem jak to brzmi "blabla bla, a jak schudnę zeżrę pizzę". Nie tym razem, bo tym razem nie wyeliminowałam z diety chyba niczego! Jedynie zmniejszyłam 'in-take' tego wszystkiego co niezdrowe i tuczące. Fakt, nie jem pączków itd...ale to dzięki odwykowi jaki sobie zaserwowałam...po nim naprawdę nie chce mi się tak słodyczy! Niektóre jabłka nawet wydają się za słodkie. Słodkie napoje już nie kuszą wcale, choć nie unikam. Jakiś czas temu podkradłam łyka coli lubisiowi... i... "o matulu co się stało z moją ukochaną colą? Fuuu!" 

Największą pomocą w kuchni jest natomiast grill elektryczny z wyprzedaży za pół ceny (uwielbiam okazje! Pod warunkiem, że są prawdziwe, a nie naciągane oczywiście ;) ). Pokochaliśmy go oboje i zdarza się, że podczas gdy ja palę sadło na rowerze lubiś zamiast pizzy domowej (jego specjalność i jedna z miłości życia :P ) robi indyka..na grillu. Pardon za burdel w kuchni :P ale musiałam ten moment wyjątkowy dla wnuków uchwycić! Specjalnie z 'kierownicą' od rowerka w kadrze na dowód tej oto chwili wiekopomnej (choć dowód to słaby, bo lubiś z kadru uciekł), ale co tam. Grill (to czarne tam przed czajnikiem na fotce :P)

Jest cudowny, bo A - nagrzewa się w minutę, B - cały tłuszcz inna badziewna woda spływa do szufladki na dole; C - danie robi się max 5-8minut; D - można na nim przyrządzać i mięcho i rybę (wiem, to też mięso) i warzywa; E - kocham go!! i tyle :D

(gwiazdy)

Ok... to teraz do części mniej przyjemnej. Ważenie. Echm. No wiec tak... waga wzrosła. Why? Nie mam zielonego pojęcia (ale o tym pisałam już wczoraj). W każdym razie jest na plus i wygląda jak wygląda.. czy to przeziębienie, czy ostatnie problemy kibelkowe (o przyczynach nie znanych), owulacja, czy może pełnia księżyca.. fakt jest faktem, spadku nie ma.

Tragedii też nie ma, bo wiadomo, że bywa różnie, zwłaszcza po 2 miesiącach od startu... Będę dalej robić swoje, a martwić zacznę jeśli za tydzień efekt będzie równie niezadowalający.

(balon)

Wiadomo, chciałoby się już teraz jak najszybciej., w tej sekundzie wyglądać CIUPŁO i cudownie, ale prawda jest taka, że już połowę tego mogę mieć dziś! Nie muszę czekać aż schudnę, by poczuć się piękna, walnąć sobie fajny fryz, ciuch i makijaż. Nie jest źle. Dodatkowo nie jestem aż tak zawiedziona, bo tym razem, uwierzcie, bądź nie (bo to nie w moim - dawnym - stylu) serio nie dałam sobie żadnej daty i celu... nie miałam już dziś ważyć 88, a w marcu 75. Bo zależy mi nie tylko na zrzuceniu kilosów, a na: lepszej kondycji,  zdrowiu, samopoczuciu, włosach, paznokciach, cerze, jędrnych cyckach itd. Dbam o siebie na wielu płaszczyznach i choć w sporym stopniu waga jest jednak wyznacznikiem sukcesu mojej zmiany w jadłospisie i ilości ruchu, to nie jest jednak wszystkim. :)

(kwiatek)

Tak a propos... Rany julek, kilka tygodni temu lubiś dostał zaproszenie na fb od swojej byłej sprzed X lat - takiej z prawie 2 letniego związku pierwszego..i o matulu, przeraził się i on i ja (!) Laska młodsza od nas (bo ja od niego młodsza raptem miesiąc) a wygląda z 10 lat starzej! I co facetowi po tym, sobie myśli, że miałby młodszą, skoro za 10 lat będzie miała wizualnie +20! I nie, nie piszę tego, ze złośliwości.. ale kurde, DZIEKUJĘ genom rodziny mojej kochanej (!!!). Chociaż nie oszukujmy się, geny to nie wszystko... mam koleżankę, która w rok postarzała się o 10 lat! I to nie ze stresu tylko lenistwa (sama przyznała, bo mam z nią kontakt) tylko przez fakt, że przestała dbać o siebie, o swój ubiór, makijaż.. natomiast w pracy mam babeczkę lat 48, a wygląda na 39 normalnie! I to ona była dla mnie motywacją te X miesięcy temu, by się sobie przyjrzeć i uznać, że kuźwa, przecież istnieją inne obcasy (i wcale nie mam namyśli szpilek, bo życie mi jeszcze miłe!), fajne bluzki i że włosy to można jakoś inaczej zaczesać niż tylko w kucyk, czy rozpuszczone i 'za ucho'. I to wszystko nie ma wcale związku z wagą akurat! I nie chodzi też jedynie o makijaż, bo o cerę i włosy też trzeba dbać.. i warto zacząć już dziś, choć efekty widać dopiero po kilku tygodniach.. wiem, bo swoje się naczekałam, ale warto było. 

O matulu, ale się rozpisałam.. wielkie brawo, jeśli ktoś dobrną do końca... (zakochany)

Miłej niedzieli, Gwiazdeczki!

U mnie dziś będzie leniwie, bo choróbsko wciąż w czuję w kościach niestety....

Dodaj komentarz

23 stycznia 2016 ,Komentarze (33)

Witam sobotnio znad kawki i czekoladki. :) 

Po trzech tygodniach postanowiłam skorzystać ze swojej ustalonej porcji słodyczy raz na tydzień... jakoś wcześniej ochoty nie miałam nawet. 

No i jutro minie kolejny tydzień odchudzania... 9ty.(swoją tabelkę z oficjalnym ważeniem wstawię jutro). Waga wzwyż, ale mimo rosnących cyferek to był 

DOBRY TYDZIEŃ

... liczę więc na to, że to chwilowe wybryki organizmu,  bo szczerze trzymam się swoich postanowień. Jem zdrowo 4-5 raz dziennie, pije dużo wody, herbaty czerwonej, czasem owocowej i pokrzywy i jeszcze jakieś takie fajne z anyżkiem i czymś tam. Raz zdarzyło mi się przejeść sushi na kolacje, ale to dawno temu nie prawda :P Jeśli chodzi o ruch, to rowerkowałam 3 razy, codziennie spaceruję min 30-40min (w tym raz szybki 40minutowy marsz, a raz 2 godzinny)... a chodzić jest gdzie. ;) (i to jest fotka aktualna.. taka właśnie  u nas piękna pogoda była ostatnio.. choć dziś znów pochmurno).

Jedzeniowo również ładnie i smacznie :P i zdrowo.. aż lubiś wziął i schudł troszeczkę. ;) 

Także jedyny minus tego tygodnia, to że od wtorku coś mnie lekko w kościach łupie, nos zatkany, czoło ciężkie.. i tak odganiam choróbsko lekami ala maxgrip, ale ciągle w kościach czuję... dziś szczególnie.. może przez to waga szaleje...? (mysli)

Miłego weekendu Gwiazdeczki!! (zakochany)

Dodaj komentarz

21 stycznia 2016 ,Komentarze (42)

W moim biurze trwa wielkie odchudzanie. 

Po nowym roku polowa drugiego pokoju’ sie odchudza. W moim pokoju z kolei trwa wielkie oczyszczanie I caly pokoj sie oczyszcza (bo chudzi sa i tak, tylko ja odstaje). W kazdym razie razem z 4 innymi osobami (z gory) ostro sie wzielismy za siebie (oczywiscie ja juz w listopadzie, oni 2giego styczniai). Temat zdrowego zarcia, nawykow, sposobow, sportu, cwiczen itp jest na tapecie. Z jedna z ‘odchudzaczek’ obstawialysmy dzis kto z nas sie pierwszy podda, takze GAME ON! Hehe, taka mala rywalizacja.. ale I ogromna motywacja, a przy tym wpsarcie.

W moim ‘chudym pokoju’ srednia wagi to jakies 67kg (wliczajac moje prawie ok. 100!), takze niby zdrowo (przepisy podawane z rak do rak, domowe musli, jajka zapiekane w awokado, grillowane kurczaki, hektolitry wody, zegarki z aplikacjami spalania kalorii, tetnem itd), ale jednoczesnie I na luzie.. czekoladki, tluste spaghetti Bolognese, tort czekoladowy. I ja. Tak oto stanelam w szranki z pokojem z gory. Odchudzacze to my! :D Jest wesolo, ale I groznie. Kto wygra? Kto sie podda? Komu sie uda, kiedy sie uda? 

Napiecie rosnie.

W moim pokoju juz kazdy wie, Jak ma nie wiedziec, kiedy idac po wydruk do drukarki ostatnio jedna reka przytrzymywalam portki by nie spadly. :P Kazdy tez wspiera, bo rozumie, ze fajnie byc szczuplym i ZDROWYM, w koncu ciezko walcza o to, by szczuplym pozostac  - zdrowa, dieta, silka, badnmingotny, bieganie, pilka.. KAZDY z nich! I ja. Normalnie integracja na calego, bo nie dosc, ze zgrany z nas ‘zespol zawodowy’, tak teraz jeszcze dolaczylam do zaszczytnego grona ‘sportowcow’ mogac juz pochwalic sie treningiem na rowerku stacjonanrym, czy wspolnym spacerem z kolega (podczas lunchu) I jego aplikacja dopingujaco-pikajaco-oznajmujaca, ze w 40 min spalilismy w marszu jakies 210 kalorri kazdy. Normalnie 105 tic tac-ow!

W domu rowniez rywalizacja, ale cicha.. malo na ten temat gadania, tona dzialania. Lubis w tydzien zrzcuil 1,5kg. Bal sie wejsc na wage, ale schodzil dumny I na kolacje dzielnie jadl szpinak z kasza I kurczakiem z grilla. Dzien potem natomiast dzielnie palil ze mna tic taci na wieczornym szybkim 2 godzinnym marszu! W tym samym czasie nasz futrzak zrzucil ze dwie tony u groomera! Takiej to dobrze! 

Oki, zmykam, bo nie wypada w pracy wpisow robic :P hehe. Zaraz zreszta do domku lece.. c ya wieczorkiem w Waszych pamietnikach :D :** 

Dodaj komentarz

17 stycznia 2016 ,Komentarze (47)

Dzisiejsza niedziela spędzona leniwie... online, na spacerze, na rowerku (40minutek) z obciążeniem 2 zamiast 4, przy serialu, na Vitalii... lubię takie dni... potrzebuje ich.

Miałam dziś okazję nadrobić czytanie Waszych pamiętników... usunęłam przy okazji STU znajomych... były to osoby z którym i odchudzałam się kilka lat temu, ale teraz już ich nie ma.. z początku patrzyłam jak dawno ktoś pisał, ale w końcu się rozkręciłam i zaczęłam usuwać jak leci - nie ma co wstecz patrzeć, jeśli nie kojarzyłam jakiegoś nicku, lub wiedziałam, że tej osoby od dawna nie ma, usuwałam.. mam nadzieję, że nie usunęłam nikogo omyłkowo!

U kilku osób widziałam wpisy na temat powodu ich odchudzania, motywacji itd... i zadałam sobie pytanie.. DLACZEGO ja tutaj znów jestem.. na Vitalii, po co wprowadzam zmiany, czemu? Postaram spisać moje przemyślenia w punktach i sama jestem ciekawa co mi pierwsze do głowy przyjdzie. ;)

(kwiatek)

  •  Aby wyrobić w sobie i lubisiu nawyk zdrowego żywienia. Ja mam problemy z kregosłupem i kolanem, on nadciśnienie... z wiekiem coraz ciężej coś zmienić, więc warto zacząć już dziś.
  • Mieć więcej energii i siły... do wszystkiego! chodzenia, ruszania, sprzątania,spacerowania, zabawy.. życia!
  • Pozbyć się fałdek na plecach... to chyba obecnie jedyny fragment mojego ciała,którego nie akceptuje..
  • Czuć się zdrowo!
  • Uwolnić się od nałogu... od sztuczności i chemii w jedzeniu, które uzależnia (słodycze, chipsy, cola..)
  • Znaleźć inne formy przyjemności i już nigdy nie mówić "zjem tą czekoladkę, bo co ja z  życia mam... to moja jedyna przyjemność"
  • Wyglądać szczupło przy lubisiu
  • Być się szczupłą, anie tylko szczuplejszą w porównaniu do tego co było
  • Wyrobić w sobie na zawsze zdrowe nawyki żywieniowe, by już nigdy więcej się nie roztyć!
  • ...i by móc dawać dobry przykład naszym przyszłym dzieciom...
  • Móc usiąść w knajpie na fotelu/krześle i położyć swoją torebkę OBOK siebie, i nie musieć trzymać jej na kolanach, czy pod stołem.
  • Poczuć lekką
  • Móc wskoczyć lubemu na barana :P
  • Dowiedzieć się jak to jest być szczupłym.. bo jak byłam (62kg) to i tak mentalnie byłam wciąż gruba... 
  • Zrobić wrażenie na rodzinie i przyjaciołach, pokazać sobie i im, że jednak po setkach yoyo mi się udało!
  • Spełnić swoje ciuchowe marzenia (kilka takich 'szczupłych stylizacji' mam w głowie)
  • Założyć raz w życiu mini, a nie tylko spódnicę rozkloszowaną do kolan...

(kwiatek)

To tak na szybko 'na jednym wdechu'.. na razie wystarczy. :)

Spokojnej nocy Gwiazdeczki! (dziewczyna)


Dodaj komentarz