Za każdym podejście do spadku wagi muszę natrafić na zaporę teraz jest to około 66 kilo.
Nie wiem czy to wina pogody ale nie mam ochoty na nic. Wszystko robię automatycznie. Normalnie DO BANI.
A na dodatek zjadła bym konia z kopytami. Od wpatrywania się w wyświetlacz wagi chyba zrobi mi się zmarszczka między oczami bo nie mobłam uwierzyć. WAŻE 66.40. Fakt mam ostatnio problem ze samochodem. Pan mechanik miał mi zajrzeć do hamulców i oddać samochód za 2 dni . To było 5 dni temu a może potrwać do wtorku i duże może. Ale myślałam że to przytrzyma wagę , więc przynajmniej tu jest dobrze.
Odbice w lustrze coraz bardziej mi odpowiada. Teraz zaczynam powarznie myśleć o 2 etapie mojego spadku wagi czyli od 65 do 60 i będę u celu. Uzależniłam się rankiem od płatków owsianych na wodzie plus siemie lniane i jogurt i moja ukochana kawa. Jedzenie wieczorem też już mnie nie ciągnie patrze na zegarek i jeśli jest po19 to mnie powstrzymuje. Dziś w pracy dostałam ptasie mleczko z okazji dnia kobiet przywiozłam do domu i dałam dzieciom żeby nie korciło