| Odwiedzin: | 267458 |
| Komentarzy: | 4565 |
| Założony: | 30 czerwca 2011 |
| Ostatni wpis: | 24 maja 2012 |
Masa ciała
Wychodzę rano z pokoju. Szybkie i konieczne przemieszczenie się do łazienki uniemożliwiają mi Zorka i Tenka, które właśnie wróciły z mężem ze spaceru. Machają ogonami, skaczą, liżą, łaszą się, odprawiając powitalny rytuał. Mąż łapie mnie, chce dostać porannego całusa.
- Eeeeej, no jeszcze ciebie tu brakowało - opędzam się zniecierpliwiona.
- Bo ja też jestem pies. Pies na baby!
Mam remont - przenosimy kuchnię do pokoju. Mąż odciął gaz, więc jestem skazana na piekarnik elektryczny. Dlatego wczoraj była Pyszna Zapiekanka z Cukinii, a dzisiaj będzie ... Inna Pyszna Zapiekanka z Cukinii. Pamiętajcie, młode kucharki - grunt to nazwa potrawy, o czym świadczy poniższa domowa historyjka:
Jaś, pięcioletni syn mojej przyjaciółki siedzi nad talerzem i odzywa się tonem znawcy do mamy:
- Hm, dobre to mięsko. Smakuje jak schab.
- Bo to JEST schab.
- Taak??? A przecież mówiłaś, że na obiad będzie schabik. 
Dzisiaj mam dietę skromniutką
- tylko jedna cukinia na cały dzień:

Wchodzimy do rozmównicy w klasztorze. Biała krata oddziela część klauzurową od "cywilnej". Siostry uśmiechnięte, serdecznie szczebioczą na powitanie.
- Oj, biedne siostrzyczki za kratkami - żartuję sobie.
- Ja widzę, że to wy jesteście za kratkami - śmieje się Hiacynta.
******************
Trzydziestoletni ksiądz opowiada z troską, że 36-osobowej grupy, która przyjęła ostateczne święcenia kapłańskie w jego roczniku aż 8 duchownych po jakimś czasie, zrezygnowało z bycia księżmi.
- A z naszego zakonu od 50 lat nie odeszła żadna siostra. Klauzura nas chroni - odpowiada Aniela, patrząc łagodnie spod welonu.
******************
Do klasztoru na chwilkę wpada tutejszy proboszcz. Kulgamy się ze śmiechu, gdy dowiadujemy się, że ma na nazwisko ... Piekielny.
- To jeszcze nic! - dodaje wesoło Piekielny. - Wyobraźcie sobie: po wyświęceniu dostaję księżowską legitymację, otwieram, patrzę na jej numer, a tam liczba apokaliptycznej bestii: 666!
Jakiś czas temu prowadziłam kurs dla sióstr klauzurowych. Zjechały z różnych klasztorów, dostały dyspensę od matek przełożonych. Odleciane szczebiotki!
Opowiadam im, jakim wzrokiem zmierzyła mnie ekspedientka, gdy rankiem tuż po otwarciu sklepu kupowałam dla nich pół litra czystego spirytusu - zanoszą się śmiechem. Przeprowadzam korektę - każda kreska jest powodem do radości. Wysypuje się pigment, a one znowu uchachane.
- Siostrzyczki, co wam tak wesoło?
- Bo my jesteśmy takie wariatki wypuszczone zza kratek - chichocze siostra Hiacynta.
Siostrze Anieli ze śmiechu drga podbródek, popiskuje radośnie:
- Nie zrozumiesz! Nie zrozumiesz, bo jesteś mężatką, a małżeństwo to najtrudniejszy zakon!
Dzisiaj jadę do nich na kilka dni. Trzeba naładować duchowe akumulatorki.
Pa!
Tena ma 7 miesięcy, a głupia jest jak but!
- Kacepr, dlaczego jej nie wygoniłeś z łóżka?
- Wyganiałem - jąka się - ale ona nie chciała wyjść, tak patrzyła i tak ... tak ... łepkiem.
- Nie wydawajcie jej komend, jeśli nie jesteście w stanie ich wyegzekwować. Tracicie u psa autorytet, rozumiecie? - poucza surowym tonem naczelny domowy treser.
- Tena, wynocha, wyjazd z pokoju! - krzyczę, gdy czuję lizanie po stopie.
Przestaje lizać, ale nie wychodzi. Podnoszę swój ciężki tyłek z łóżka, zastygam w srogiej pozycji nr 6, palec wskazuje drzwi:
- Wynocha!!! Słyszysz!!!
A Tena fajt na grzbiecik, łapki do góry, mruga rzęsami jak na fotce poniżej:

Ręce jakoś same wyciągają się do klepania po tym niemądrym, ciepłym brzuszku.
- Znowu zmarnowałaś komendę! – burczy za plecami naczelny.
Tena jest głupia jak but i za to … wszyscy ją kochają. Bardzo przypomina niektóre długonogie blondynki.
Wczoraj przyjechała moja córka, która nie widziała mnie prawie 3 tygodnie, i ... nie zakrzyknęła od progu: "Mamo, ale schudłaś!".
Ukłoniłam się sąsiadce, która śledzi każdy mój krok ze swego balkonu, a ona ... nie powiedziała z uznaniem: "Nawet stąd widać, że zrobiło się pani mniej."
Wieczorem byłam na imprezie u koleżanki, z którą ostatni raz rozmawiałam przed wakacjami, i ... nikt nie zapytał z zazdrością: "Ile zrzuciłaś? - przyznaj się."
Przed chwilą stanęłam przed lustrem i puściłam oko do Roba(czka)35: "Chi, chi, chi, ale ich wszystkich wykiwaliśmy, co?!". A potem z dumą podciągnęłam opadające spodenki.
Mąż farbuje mi dziś rano włosy. Miotam się po mieszkaniu w poszukiwaniu starej spódnicy, coby mi nie było żal, jak chlapnie. Patrzy z politowaniem i się mądrzy:
- Fryzjer mówi, że najlepsze efekty są na głowie, gdy klientka założy tylko stringi.
W trakcie farbowania pociąga nosem i stwierdza tonem znawcy:
- Eeeee, czuję że efekty będą marne, bo pachnie jabłuszkiem, a nie szczynami.
Po całym procederze przygląda się swojemu dziełu:
- Pięknie! Jesteś laską!
- Nie jestem żadną laską, jestem kobietą - naburmuszam się.
- Dobra, jesteś moją kobietą, ale przyznaj, że i to, i to zobowiązuje. :)

Ponieważ w sprawach finansowych załatwianych przez internet bywam - delikatnie mówiąc - roztargniona, mąż towarzyszy mi, ... tfuuu!..., ja towarzyszę mężowi w procedurze przedłużania abonamentu.
- Chyba wezmę "siłę błonnika" tylko na kolejny miesiąc, bo może mi się znudzić... - jak zwykle moje decyzje są asekuracyjne.
- Ile schudłaś w lipcu?
- Tak ze 6-7kg - rzucam od niechcenia, choć wiem z chirurgiczną precyzją, że dziś waga pokazała o 7.3 kg mniej niż przed miesiącem.
- Mało, nic nie widać! Bierzemy promocję na 3 miesiące! - (klik) - wyrok zapada błyskawicznie.
- No, jak to nie widać? - oburzam się. - Wbiłam się wczoraj w spodnie z zeszłego lata.
- Taaak, a kto rozsuwał suwak w kościele? Bierzemy dietę i fitness!
- Fitness?!
- No pewnie, żeby cycki pozostały na swoim miejscu, a nie robiły za pelerynę - złapał mnie za omawiane miejsce.
- Tylko nie fitness ... - zajęczałam, wyrywając się.
- No, dobrze..., na razie fitness na tydzień, a potem ... zobaczy się. (klik) Tu pytają, czy masz miażdżycę.
- Wiesz, że nie mam. I niewydolności i zaparć też nie.
- Zaparć to nie masz, ale zapierać się, oj, to potrafisz. Ale ja sobie nieźle z tym radzę, prawda?
Swobodnie zapinam przed lustrem stanik, z którego jeszcze przed miesiącem piersi niemal wychodziły mi na spacer. Mąż obserwuje uważnie.
- No! biust mi zmalał - stwierdzam z satysfakcją (uwaga: kto nigdy nie osiągnął miseczki F, nie zrozumie tej radości
).
- Szkoooda - mówi mąż głosem Pawlaka z filmu "Sami swoi", który cieszy się, że Kargulowi ktoś ukradł "amerykaNskiego ogierka".
Jakoś irytuje mnie ten ton, wietrzę podstęp:
- Bo ty ciągle myślisz wyłącznie o swoich przyjemnościach... - rozpędzam się.
- Ja? No skąd? - wchodzi mi w słowo. - Ja tylko szczerze żałuję, że nas ominęła piękna wycieczka do Legionowa.
- ??? - moje brwi ze zdziwienia przekraczają linię demarkacyjną włosów.
- Bo tam szyją odpowiedniej wielkości ... namioty.