O rety ale mnie tu długo nie było! No cóż nie ma się czym chwalić, waga stoi choć czasami pojawia się i 76 z przecinkiem. Ostatnio jestem mocno zajęta bo zaczęły się wakacje i mało, że nie ma przedszkola to i gości się najechało (uroki mieszkania nad morzem). Choć muszę przyzać że osobiście to lubię gości, szczególnie takich z apetytem i jak jeszcze zmywają naczynia to mogą siedzieć u nas i tygodniami
Teraz ma tydzień wolnego od gości to może nadrobię zaległości w opisywaniu Wam co u mnie nowego a działo się, byłam z mężem (własnym - to taki żarcik) i dzieciaczkami w W-wie, oj nachodziliśmy się, potem byliśmy w Niemczech w zoo, oj było fajnie (opiszę i zamieszczę zdjęcia).
To tyle ma dziś bo paruje mi już z czaszki od tego upału, pozdrawiam i do usłyszenia

Na początek stwierdzam fakt: moja waga stoi i nie bardzo wiem co mam zrobić dalej czyżbym osiągnęła punt zero dla mojego ciała? Nic na moją wagę nie działa, więc obrałam trochę inną strategię odchudzania i zapisałam się na masaże, 1xklasyczny i 2x antycellulitowy na tydzień.Wczoraj byłam umówiona na pierwszy masaż antycellulitowy, dzięki Bogu Pani masażystka przed rozpoczęciem uprzedziła mnie, że jest on bardzo bolesny a jej klientki wyglądają, tu cytuję: jak po próbie gwałtu. Trochę mnie tym przeraziła i stwierdziłam, że na "takie" masaże to ja zapiszę się po wrześniu. W zastępswie Pani poleciła mi rolkę masującą (na zdjęciu powyżej) i powiem Wam - cudo! Wygląda bardzo nie pozornie, ale jak masuje. W ciągu godziny zmienia się 18 razy pozycję, tak że w rezultacie masowane jest całe ciało. Masaż jest przyjemny aczkolwiek niektóre pozycje są dość śmieszne i troszkę niewygodne. Najfajniejsza jest chyba pozycja kiedy siedzi się na rolce okrakiem i masuje wew. stronę ud. Wczoraj byłam zachwycona, dziś również z tym że wszystko mnie boli, czuję ogólny ból mięśni i tkanki podskórnej (nie wiem czy tłuszcz może boleć?). W sumie bardzo polecam, czuję że taki masaż coś daje! Jutro idę ponownie i ciekawa jestem czy też będzie to takie przyjemne na moje obolałe ciało. Myślę, że znalazłam coś co może pomóc mi w ukształtowaniu newralgicznych miejsc. Ciekawa jestem czy może któś już stosował ten rodzaj masażu, czekam na odzew. Pa dobranoc
Zamiast sukienki prezentuje Wam moje nowe butki, choć szczerze mówiąc ledwie się w nich poruszam, obcas ma 10 cm a już całe lata biegam głównie na płaskim obcasie ale cóż miłość nie wybiera musiałam je mieć. Ciekawa jestem Waszych opini.



Witam Was! Troszkę mnie tu nie było, ale mam remont w domku więc same rozumiecie. Powiem Wam, że chudnąc 12 kg nie sądziłam, że tak odbije się to na moim biuście i tak z rozm. 95 D-E spadłam na 85 C-D a moje stare staniki przypominają bardziej żagle na wietrze tylko że wiatru nagle brak. Tak więc postanowiłam troszkę zaszaleć, gdy nabyłam już nowe cacuszka w odpowiednim rozmiarze postanowiłam zajrzeć do Solara gdzie jeszcze nigdy nic nie kupiłam z powodu braku rozmiaru i .....
przymierzyłam marynarskie dżinsy w rozm. 44 i wow oddałam sprzedawczyni z imponującym (że też mi się buzia przy okazji nie rozdarła) uśmiechem NIESTETY SĄ ZA DUŻE, biedna nie wiedziała czemu się tak uśmiecham przecież powinnam się martwić. Nastawiona pozytywnie zakupiłam więc cudną sukieneczkę !!!! Poprosze mojego P to zrobi mi zdjęcie to się Wam pochwalę.
Jak na razie skończył mi się abonament na Vitali, więc teraz sama się karmię i idzie mi dobrze, ostatnio było nawet 76,9 ale jeszcze nie zmieniam paska. Nawet nie macie pojęcia (a może i niektóre z Was mają) jakie to cudne uczucie zobaczyć, że w pasie schudłam 10 cm, a w udach 5 i w biodrach 9 cm. Największym zaskoczeniem były uda bo jakoś tego nie widzę ale centymetr nie kłamie 
Mam nadzieję, żę do końca wakacji będę miała ok 70. Aż trudno uwierzyć bo gdy zaszłam w ciążę z synem w 2003 to ważyłam ok 72 a teraz brakuje mi do tego tylko 5 kg. Więc cel wytyczony i do roboty !!!!
Witam, dawno mnie tu nie było a obiecałam zamieścić swoje porównawcze zdjęcia, ale.... po pierwsze nie miałam dostępu do kompa a po drugie właśnie obejrzałam sobie te zdjęcia i przepraszam Was ale brak mi odwagi w przeciwieństwie do nadmiaru tłuszczu. Może za następne 10 kg, choć muszę przyznać że utknęłam na 78-79 i nic w dół nie leci.
Za to przyznam się Wam, że byłam dziś u chirurga plastyka w sprawie liposukcji wewnętrznej strony ud
i niestety (a może i dobrze - cena) stwierdził że nie nadaje się na zabieg, pomijając kwestię żylaków zalecił mi powolne naturalne chudnięcie z jednoczesnym naturalnym "kurczeniem" się skóry na udach. W zasadzie stwierdziłam, że wydając te pieniądze na zabiegi kosmetyczne (masaże, ujędrnianie) mogę osiągnąć podobny efekt bez operacji. Jedyny minus takiego rozumowania to to, że na te wszystkie zabiegi trzeba mieć czas i być systematycznym a niestety z tym u mnie krucho (mąż do nocy w pracy a ja sama z dziećmi).
No nic trzeba to dobrze zaplanować, bo jak nie dziś to kiedy???? Kiedyś musi być w końcu i mój czas
pozdrawiam i życzę poprawy pogody dla nas wszystkich.
Zgodnie z wczorajszymi obietnicami wstawiam kilka zdjęć moich dzieciaczków w wodzie, dodam tylko że to małe pod wodą to córcia Basia (1,5roku) a synek ma Stasiu ma 6 lat.






To na dziś tyle, może kiedyś pokażę Wam inne zdjęcia z wakacji, a jutro postaram się wstawić tu zdjęcia moje osobiste czyli 10 kilo temu i obecne. Oj będzie sie działo!!!
Co do dnia dzisiejszego to z aktywności fizycznej preferuję na razie pranie i prasowanie ale jutro idę do fitness więc powracam powoli na właściwe tory. Pa do usłyszenia
wróciłam z urlopu i tu informacja najważniejsza: było super!!! a waga? no właśnie nie wiem czy to sukces czy porażka ale przytułam 0,5 kg a powinnam schudnąć 2 kg ale w końcu od czego są wakacje. Najważniejsze, że nadal nie zajadam słodyczy i mam mocne postanowienie dalszej walki z wrogiem ;-)
Wakacje były suuuper, dwa tygodnie w upalnym Egipcie w rewelacyjnym hotelu (niestety dla mnie jedzenie również było całkiem ok) z aqua parkiem. Dzieciaki się wyszalały, wypływały a synkowi wyrosły nawet błony pomiędzy palcami
Baśka nabrała pierwszych szlifów w wodzie tzn. pierwsze skoki do wody i pierwsze nurkowania w asyście tatusia. Jak nie wierzycie to zobaczycie jutro jak zdążę to wstawię zdjęcia z wyczynów wodnych mioch skarbów. No dość tych przechwałek! Czas zabrać się do pracy czyli pot, łzy i dietka. Do usłyszenia, pa
Mam, zdobyłam swój malutki Mont Everest czyli mam 79 a nawet 78 co prawda ,6 ale jest!!! Tak po cichutku po dwutygodniowym przestoju przyszła siódemeczka, najpierw nic nie pisałam żeby nie zapeszyć ale dzis rano było już 78,6 a więc jednak
Jutro czeka mnie ważenie i chyba piewrszy raz czuję niesamowity komfort, ten spadek wagi to chyba dzięki temu, że od tygodznia ciągle pakuję na urlop moją rodzinę (piorę, prasuję, składam i przepakowuję) oczywiście nie mam czasu na ćwiczenia więc waga spada. Jutro rano jedziemy do Poznania a w piątek późnym wieczoram lecimy..... o ile wielki Pan wulkan pozwoli.
Dziś kupiłam sobie kostium kąpielowy i stwierdziłam, że ciągle jest mnie dużo za dużo, zachodzę w głowę jak w takim razie wyglądałam 10 kg większa????? Po przekroczeniu pewnej wagi traci się chyba obiektywizm
Teraz bym chyba zmieniła moją wagę docelową na jakieś 68 a jeszcze miesiąc temu 80 wydawało mi się mrzonką. No nic na razie pozostaje cieszyć się z sukcesu (małego ale własnego) i zobaczymy w jakim stanie wagowym wrócę za 2 tygodnie. Do usłyszenia pa
Nic nie pisałam bo nie ma się czym chwalić, jak waga stanęła na 80,5 tak stoi a raczej podskoczyła do 81,5 po weekendzie i znowu zeszła na magiczne 80,5 a już dawno powinno być 79
W zasadzie nie mam nic na moje usprawiedliwienie, co prawda w weekend byłam w Słupsku u mojej kuzynki a jej mąż gotuje fantastycznie i pomimo tego, że się nie obżerałam to waga drastycznie skoczyła w górę. No i troszkę alkoholu było
Za tydzień wyjeżdżamy rodzinnie na dwa tygodnie na urlop i tak się cieszyłam, że będę już dużo mniejsza a tu trzeba zrewidować plany. No nic nie ma co się biczować tylko brać do roboty. Pozdrawiam gorąco i do usłyszenia
Pomimo tego, że dość łatwo zrzuciłam parę pierwszych kg, gdzieś tam w środku cały czas byłam sceptyczna co do diety i ćwiczeń, szczególnie że wybrałam opcję chudnięcia po 1 kg tygodniowo. A jednak to działa i nie jest to aż tak trudne (pewnie zdażają mi się grzeszki i to wcale nie mało). Prawdą jest że idzie coraz ciężej ale idzie i da się to zrobić
Piszę to ku pociesze innych Vitalijek, grunt to się nie poddawać i nawet jak się zgrzeszy (w granicach rosądku) to wyrzuty sumienia (od samobiczowania jeszcze nikt nie schudł) nic nie pomogą tylko trzeba sobie powiedziać jutro będzie lepiej i dalej robić swoje.
Wydaj mi się, że dużo daje wyważenie pomiędzy zdrową dietą a ćwiczeniami, wcześniej już pisałam że jak dużo ćwiczę to waga momentalnie idzie w górę a ciało jakby puchło, także bez skrajności, we wszystkim trzeba znać umiar.
Strasznie się wymądrzam
także już kończę, mam tylko nadzieję że dałam troszkę otuchy tym którzy mają wątpliwości. Pozdrawiam gorąco (bo zimno u mnie jak pierun)