No cóż dziewczynki. Miło mi oznajmić, że dzisiejszy wpis jest pierwszym, który będzie opisywał moje TYCIE a nie chudnięcie. A wszystko to za sprawą pewnego centymetrowego już obywatela, zagnieżdżonego w mojej macicy:)
Dziś zaczynam 7 tydzień, a wczoraj słyszałam już bicie serca maleństwa, całe 160 uderzeń na minutę. Jak to powiedział przyszły tatuś- furiat po mamusi będzie;) Ale wiadomo, że to z przymrużeniem oka, bo tętno jest ok. I będzie dalej wszystko ok. Musi!!!
Dzisiaj na wadze (na czczo, na golaska) było 61,2kg, a wczoraj u pani doktor 62,6kg (u ciuchach i po całym dniu futrowania). Tak więc mój wynik, niższy- więc właściwy :D zapisuję na paseczku.
Nie chcę tyć jak wariatka, ani jeść za dwoje, tylko dla dwojga, więc stworzyłam sobie dietę, która pomoże mi i maluchowi dostarczyć odpowiedniej ilości witamin i minerałów no i białka oczywiście, a samej nie przytyć za bardzo (przynajmniej na początku). Planuję nie przytyć więcej niż do 73kg.
Są wśród Was mamy, ciążówki, więc jeśli coś z moim menu jest nie tak, to mówcie. W końcu chodzi o dobro małego człowieczka:) Menu opracowałam bazując na zaleceniach z różnych stron www.
8.00: szklanka mleka/kefiru lub jogurtu, garść płatków owsianych, orzechy, suszone owoce
10.00: kawa inka z mlekiem lub herbata czarna (słabo zaparzona) z mlekiem
12.00: sałatka warzywna (sałata, papryka, pomidor, ogórek, szczypior- ogólnie co się nawinie) z sosem jogurtowym (z 1 łyżeczką majonezu) z jajkiem/szynką/tuńczykiem/serem, 2 kromki chleba pełnoziarnistego
14.30: owoce świeże
17.00: kasza/ryż/makaron lub ziemniaki, porcja mięsa lub ryby, warzywa
19.00: jogurt/serek/szklanka mleka lub szklanka kakao
Po tych śniadaniach nie mam problemów w kibelku, więc myślę, że to dobry pomysł. Nie wiem tylko czy tego nie jest za dużo... Ale wyliczyłam taką ilość porcji tego wszystkiego, ile kazano. Na noc nie chcę dużo jeść, bo potem w nocy mi niedobrze, więc myślę, że taka kolacja będzie ok, szczególnie, że w sumie o 17.00 jadam obiad.
Piję ok. 2l różnych napojów.
No nic, czekam na sugestie.