Złe samopoczucie, brak pewności siebie. Ogólnie rzecz biorąc trudno jest spojrzeć na siebie przed lustrem, tym bardziej jeśli u boku ma się zgrabną i szczupłą partnerkę. :)
Witam wszystkie swoje wielbicielki i wielbicieli. W sumie wielbicieli to akurat nie ma, ale co tam dla zasady niech będzie, że kieruję się do obu płci. Ostatni raz byłem tutaj jakieś 10 dni temu. Powód dość prosty po pierwszych sukcesach w postaci minus -2kg pojawił się za stój. Wszystko przez to, że podczas wypadu na piłeczkę nie było odpowiedniej rozgrzewki i nadciągnąłem poważnie mięsień czworogłowy uda. Zatem sportu do dnia dzisiejszego nie ma za wiele, ruchu tak samo. Mimo, że dieta w jakimś tam stopniu jeszcze jest to nasrtój na wiele nie pozwala. Owocowo - warzywne przeboje pozostawiłem, przyznam, że sporo razy na tej dietce lądowałem w toalecie na dwójeczce. Pisali by odstawić kawę na czas tej diety, nie zrobiłem tego więc może to było powodem - nie wnikam dalej. Aktualnie śmigam na podrasowanej z 1200 do 1000 kcal diecie niełączonej. 5 posiłeczków na dzień, porcje nie większe niż 200g za wyjątkiem śniadania i kolacji jeżeli są to warzywa. Jak tylko opuchlizna na nodze zacznie znikać to wracam również do sportu i nie będę ukrywał, że liczę na efekty.
Pozdrawiam wszystkich, a w szczególności tych którzy pozostawili u mnie na poczcie jakąkolwiek wiadomość. Całusy i powodzonka w dalszej walce.
No cóż dawno się tutaj nie wpisywałe bo pomyślałem, że jak już się pojawię to będę miał jakąś miłą wiadomość do pozostawienia. Wyszło niestety na odwrót. Niedziela okazała się dniem rozpusty i będę musiał o niej pamiętać przez długi okres czasu. Ilość słodyczy która została wczoraj przeze mnie pochłonięta przechodzi ludzkie wyobrażenie. Nie będę wymieniał co dokładnie jadłem bo prawdopodobnie coś bym pominął. Mam nadzieję, że więcej coś takiego się nie powtórzy. Niestety wszystko muszę zgonić na niedzielną nudę i lenistwo. W tygodniu mając wiele zajęć na głowie nie miałem czasu myśleć o jedzeniu, natomiast w weekend jest inaczej. Sobota i niedziela to zdecydowanie najcięższe dni do przetrwania... Z racji tego, że ostatnio zaktualizowałem pomiar swojej wagi to każdy kolejny pomiar będę robił w poniedziałkowe poranki... W ten sposób będę podsumowywał każdy poprzedni tydzień. Oczywiście wynikiem zadowalającym będzie wynik około -1kg.
Pozdrawiam Wszystkich i do spisanka około połowy tygodnia. Oczywiście powodzenia i nie dajcie się Głodowi.
Muszę przyznać, że wyszło całkiem nieźle. Przez cały dzień nie myślałem, ani przez chwilkę o batonikach już lodach. Może po częsci jest to spowodowane tym, że dziś zajadałem się tylko owocami. Na brak cukrów zatem narzekać nie mogłem. Dzień rozpocząłem od 20 minut treningu aerobowego + kilka ćwiczeń na brzuszek. Zdecydowałem, że tak będzie wyglądać każdy poranek przez miesiąc.
Dzisiaj jadłem: banany, gruszki, truskawki, brzoskwinie i ananasa. Pięć posiłków podczas których spożyłem niecałem 600 kalorii, śladowe ilości białka i tłuszczu plus 150g węglowodanów. Teraz nic tylko do łóżeczka, regeneracja i jutro kolejne starcie z apetytem i kilogramami. Tymczasem 1:0 dla mnie.
Nadeszła pora na to by rozpocząć moją podróż. Od jutra kolejno przez 10 dni będę oczyszczał swój organizm korzystając z owoców i warzyw, pomijając kawę. Jeżeli w tym wytrwam to już nic nie będzie mi straszne.
Plan na jutro to 5 posiłków na łączną kwotę maksymalnie 600 kalorii. Wieczorem dam znać jak było.
Z racji tego, że jestem mężczyzną dośc rażące jest dla mnie to, iż zdecydowaną większością tego serwisu są kobiety. Przeglądając VITALIA przez około 2 godzinki praktycznie nie natknąłem się na żaden wpis zamieszczony przez faceta, pytam więc: Jak to jest? Nie mamy problemów z wagą czy boimy się przyznać że problemy mamy. No chyba, że najzwyczajniej ich nie dostrzegamy i nie staramy się pomóc samym sobom.
Kluczowy sprawa. Nigdy nie próbowałem funkcjonować bez serów i wędlin, więc poważnie zastanawiam się nad skomponowaniem sobie czegoś w deseń owocowo warzywny. Aktualnie doskwiera mi mały brak czasu ale wieczorem trzeba będzie przygotować coś na jutrzejszy 1 dzień.
Początki są zawsze trudne. Z racji tego, że jest to moje trzecie podejście do tematu "odchudzanie" mam już jakieś doświadczenie w tej sprawie. Spoglądając jednak w przeszłość i biorąc pod uwagę, że zawsze zrzucone kilogramy powracały nie wiem czy nie lepiej było by zapomnieć o wszystkim. Pewien jestem jednak kilku rzeczy które mam wrażenie, że są kluczowe przy tym by tracić kilogramy. Uważam, że dobrze będzie mieć te zasady pod rękuą dlatego więc postanowiłem je tutaj wypisać.
1. Unikać słodyczy - z tym będzie najtrudniej. Wydaje mi się że jak najszybciej powinienem znaleźć odpowiedź na pytanie co robić w momencie kiedy ma się ochotę na coś słodkiego. 2. Późne kolacje - tutaj problem tkwi w tym, że największy apetyt pojawia się wieczorem. Wtedy też rozpoczynam przygodę po kuchennych szafkach w poszukiwaniu czegokolwiek, dosłownie czegokolwiek. Oczywiście nie wykluczając lodówki. 3. Nocne podjadanie. Można powiedzieć że jest to punkt 2. Gdybym tylko wiedział co robić by trzymać ręcę przy sobie w momencie gdy się przebudzam. 4. Zbyt częste myślenie o jedzeniu - ten temat pojawia się raczej w momencie gdy jestem w domu. W pracy tego problemu nie ma. Zatem czy chodzi o to, że będąc w domu nie mam nic do roboty?