energeticgirl

kobieta, 23 lat,

175 cm, 59.30 kg więcej o mnie


Postanowienie noworoczne: zejść poniżej 61kg i utrzymać wagę

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

raport :):

30 stycznia 2012 , Komentarze (6)

Najpierw mała dawka marudzenia: Jejku ja nie mogę na siebie patrzeć, mój nos wygląda tak jakbym miała katar a makijaż nie zakrywa tego tak idealnie jakbym chciała... i co teraz już zawsze nawet po domu mam chodzić w tonie make up'u? Za tydzień idę do dermatologa, zobaczymy co powie...choć ja się jeszcze nie spotkałam z sytuacją w której lekarz by mi coś przepisał i by mi pomogło...

O jedzeniu: Wczoraj miałam urodzinki i postanowiłam upiec swój pierwszy w życiu tort. Mówiąc nieskromnie: jestem genialna:) Tort wyszedł pyszny, wszystko się udało i czekoladowy biszkopt i pyszny czekoladowy krem na bazie serka mascarpone i polewa z białej czekolady i wiśnie (choć to akurat nie moja zasługa;p). Także możecie sobie wyobrazić ile kcal mi wczoraj wpadło...ale poza tortem było w miarę ok: na obiad była pierś z kurczaka i zestaw surówek... mmm objadłam się warzywek za wszystkie czasy:), na kolację bułka z dynią z serkiem i 2 łyżki sałatki ziemniaczanej. Jedyny problem...dalej nie pamiętam, żeby pić, wczoraj dopiero o 14 wypiłam pierwszą szklankę i to wcale nie dlatego, że miałam pragnienie tylko dlatego, że mi się przypomniało...

Dziś na obiadek zaplanowałam kotleciki z ziemniaków i sera białego, zaraz się za to zabieram bo potem jadę na kurs.... a propo :

O kursie: Dziś trzecie (i mam nadzieję ostatnie) podejście do prezentacji... w pt jak już niektóre z Was wiedzą pomyliły mi się zajęcia i wcale nie było z tym gościem od prezentacji, dziś już na 100% zajęcia z nim i myślę, że przyjemność przedstawiania prezentacji mnie nie ominie... dam Wam znać jak poszło...

O ćwiczeniach: Ćwiczę, ćwiczę choć muszę się strasznie do tego zmuszać... myślałam, że kryzys już za mną ale niestety.... najgorsze, że efektów nie widać i chyba to mnie demotywuje.... no nic ważne, żeby się nie poddawać!

Jutro mam strasznie zabiegany dzień: muszę posprzątać na błysk mój pokój.... zrobić zakupy, upiec kruche babeczki, zrobić wypełnienie, zrobić kanapeczki i może jakąś sałatkę... kupić owoce do lodów... a to dlatego, że wpada do mnie kilka osób z którymi zawsze świętuje urodziny. Dziś nie dam rady tego zrobić bo pewnie wrócę bardzo późno...ale mam nadzieję, że się wyrobię!! Mam nadzieję, że nie pożrę tego wszystkiego i ograniczę się do 1 babeczki i małej porcji lodów (w to, że nic ze słodkości nie ruszę i tak nie wierzę więc nie będę kłamać)

Ok uciekam, wpadnę do Was i nadrobię pamiętniki, obiecuję ;)
Dodaj komentarz

pt

27 stycznia 2012 , Komentarze (13)

Mój poimprezowy super humor niestety rozwiała rzeczywistość, ale cóż trzeba iść na przód i się z nią zmierzyć...

Prezentacja o której Wam kilka razy wspominałam dalej przede mną, prawdopodobnie dziś ją będę przedstawiać i choć teraz się nie boję i wiem co mówić to jak będę czekała na swoją kolej zapomnę jak się nazywam...mam nadzieję, że dam radę...

Koleżanka pisała mi o fajnych szkoleniach z urzędu pracy... kurde gdyby nie ten kurs to bym się zapisała, ale trochę mi się godziny wykluczają yghhhhhhhhhhhhh, no nic po kursie muszę się choćby na 2-3 miesiące gdzieś zatrudnić, coś dorobić, nawet w jakimś sklepie z ciuchami co nie jest szczytem moich marzeń... a wgl to nawet nie wiecie jak ja już chcę na studia wrócić! ;)

A teraz do rzeczy:

-dalej jem za dużo ale nie przeginam już tak jak ostatnio
-ćwiczę (chyba kryzys nie chcenia już za mną)
-waga pod kontrolą ok 59 kg (czasem więcej czasem mniej ale bez większych odchyleń)
-cm nie chcą spadać (buuuuu)
-odstawiam maść, zobaczymy co będzie...

Idę kombinować obiad bo za 2 h muszę jechać, trzymajcie się ;***
Dodaj komentarz

poimprezowo:)))

25 stycznia 2012 , Komentarze (8)

Właśnie wróciłam z imprezy o której pisałam we wcześniejszej notce, choć strasznie nie chciało mi się iść napisałam mojej M., że pójdę i będę miała dobry humor... i tak było...autentycznie mimo początkowej niechęci...najpierw poszliśmy do akademika do znajomych M. chłopaka, którzy się dzisiaj/wczoraj bronili a przed 23 zebraliśmy się do pobliskiego pubu. Oczywiście z mojego jednego piwa nic nie wyszło ale nie szalałam i starałam się być grzeczna, nie wpadło nic do jedzenia i do tego trochę nawet potańczyłam:)

W akademiku był jeden chłopak od którego nie mogłam oderwać wzroku. Moja M. powiedziała, że on też się na mnie patrzy ale ja w to nie wierzę, tak czy inaczej pogadałam z nim później trochę i muszę przyznać, że chłopak ma dużą wiedzę na różne tematy, strasznie mi imponują tacy ludzie:) szkoda tylko, że więcej go nie spotkam...Ale cieszę się, że ostatnio wgl mi ktoś przypada do gustu, bo to się u mnie zdarza niesłychanie rzadko... Może jeszcze znajdę jakiegoś prywatnego Księcia na biały rumaku, ewentualnie w białej maździe (jak to kiedyś raczył rzec mój ex)

Podsumowując dzień (w sumie już wczorajszy):
jedzenie: ok (malutkie wpadki)
ćwiczenia: ok (hh+8min abs+taniec)
piwo: za dużo (o 2)
humor: jak najbardziej ok (nic dodać nic ująć ;)

Wpadnę do Was rano ;*****  ;)))))))))))))))))))))


Dodaj komentarz

nd

22 stycznia 2012 , Komentarze (5)

Najpierw z rzeczy nieprzyjemnych: z moją buzią jest źle... łooo matko po co ja wgl zaczynałam coś przy niej robić, no ale zobaczymy daje sobie czas do końca stycznia na poprawę jak nie pomoże to olewam tą maść i idę do lekarza again...


Już jutro mam tą prezentację a ja właśnie przed chwilą zmieniłam koncepcję mojego wystąpienia...to będzie jakaś masakra bo NIC a NIC nie umiem (i moi drodzy to nie jest ściema:P), mam za to ładnie wydrukowane, połżę sobie pod poduszkę przed snem i będzie git, taaak wierzę w to, pozytywne myślenie mnie uratuje:)

Jutro poniedziałek więc to dobry dzień na ogarnięcie się:
1. Zwracanie większej uwagi na to co zjadam...
2. Jeżeli mam zamiar zjeść porządny obiad to pozostałe posiłki muszą być skromniejsze
3. Koniec z podjadaniem w nocy (kolacja maksymalnie do 20.30-chodzę spać grubo po północy)
4. Ćwiczyć-ale z tym na razie nie mam problemów:)

Ten tydzień zapowiada mi się całkiem 'pracowicie'. Mam nadzieję, że moja dieta na tym nie ucierpi: zajęcia w poniedziałek i piątek, impreza w akademiku we wtorek z okazji obrony inżyniera chłopaka mojej przyjaciółki i jego znajomych, w środę pewnie też coś wyskoczy, a w czwartek zamierzam upiec jakieś cudo... do tego wrócił mój bardzo dobry kumpel z zagranicy i jego też wypadałoby gdzieś upchnąć w grafiku :)...


Aaa zapomniałabym... pisałam Wam ostatnio, że jakiś koleś wziął ode mnie mój nr telefonu i się nie odezwał... otóż jeszcze w tym samym dniu kiedy to napisałam się odezwał, chciał mnie nawet na colę wyciągnąć ale nie bardzo miałam czas i siły...jeśli się jeszcze odezwie to się zastanowię...najgorsze, że autentycznie nie poznałabym go na ulicy jakby koło mnie przeszedł;P

Dziś o wszystkim i o niczym-uciekam! Dobrej nocki:*:*:*:*

Dodaj komentarz

Najgorsze już za mną?

19 stycznia 2012 , Komentarze (10)

O twarzy...

Moja twarz wygląda źle ale już nie tak źle jak to było kilka dni temu! Wróciłam do wyglądu sprzed używania maści..używam jej dalej i na razie nie jest ani lepiej ani gorzej...wtf?

O diecie i ćwiczeniach...

Strasznie się obżeram ostatnio, nie wiem co się dzieje...nie mogę się opanować, powiedzieć sobie dość...moje główne rzechy to porażające ilości makaronu... Drugim grzeszkiem jest coca-cola... stawia mnie na nogi i uwielbiam ją (coli 0 nie lubię).

Na szczęście ćwiczę (nawet jak mi się nie chce a nie chce mi się codziennie) i jakiegoś wzrostu wagi na razie nie odnotowałam ale nie mam już takiego 'płaskiego' brzucha jak niedawno...Moje główne ćw to:
-trucht
-8 min legs
-8 min abs
-hula-hop
-rozciąganie
-motylek
Po 8 min abs mam siniaka na kręgosłupie, początkowo był jeszcze mega spuchnięty ale teraz ćwiczę na kocu polarowym, co jak co ale plecy to jedyne miejsce na moim ciele bez grama tłuszczyku...

Reszta...

W pn mam wygłosić prezentację, właściwie muszę tak jakby poprowadzić wycieczkę... ustalić trasę przejazdu, zaplanować postoje, czas pracy kierowców i program wycieczki... czyli zupełnie coś innego niż myślałam, że będę musiała zrobić...wybrałam sobie taki temat, że nie zdążę się tego nauczyć za choooo.... najlepsze jest to, że czas znajdę dopiero w sobotę a 2 dni to trochę za mało... dziś jadę do koleżanki a jutro mam zajęcia do wieczora... trzymajcie kciuki bo może być bardzo ciężko wyjść z tego obronną ręką....

Ostatnio jak wracałam z kursu zaczepił mnie jakiś chłopak i chciał zaprosić na herbatę... nie wiem co mi się stało, że mu podałam nr bo zazwyczaj nie podaję ale i tak nie zadzwonił... nie jest mi smutno ale takie mam właśnie szczęście do facetów....

Za parę dni mam urodziny i planuję upiec swój pierwszy tort, macie jakieś proste, wypróbowane przepisy, które zawsze wychodzą?

Koniec marudzenia, to ma być kurde dobry rok...biorę się za siebie! Dam radę!

Dodaj komentarz

zle

16 stycznia 2012 , Komentarze (6)

Chce mi się ryczeć! Po tej maści od dermatologa pół twarzy mi wysyfiło, do tego mam mega czerwoną obwódkę (ba obwódę) dookoła nosa... wyglądam FATALNIE, łzy mi napływają do oczu a muszę dziś jeszcze jechać na kurs...nie wiem co mam zrobić, nie przesadzam z tym moim wyglądem, na prawdę ;((((((((((((((((((((, miałam się zapisać na ten laser na naczynka ale przecież najpierw trzeba opanować sytuację na moim ryju....
Nie chce mi się już starać, po co mam o siebie dbać ćwiczyć jak i tak moja twarz wygląda jakby mi bomba eksplodowała...czuje się źle...
Do tego nie mam butów na zimę a jako, że jade do Kato muszę mieć coś nieprzemakalnego... i co jedyne co mam to futrzane buty z LO... wyglądam jakbym na polowanie fok się wybierała...bosko
Pozytywów brak
Dodaj komentarz

Wpis właściwy

13 stycznia 2012 , Komentarze (12)

W końcu mam chwilę na wpis...

Dziś jak Wam wczoraj pisałam rano wybrałam się do dermatologa... ale jak mi się strasznie wstawać nie chciało... głównie dlatego, że zmienił mi się tryb funkcjonowania... w nocy nie mogę zasnąć do 2-3 wiercę się, zmieniam programy w tv a rano nie potrafię wstać...




Ale wstałam po 8, wsunęłam:

- 3 wafle paprykowe na śniadanko
- zieloną herbatę

i ruszyłam bez make up'u do dermatolożki... Tatuś mi wczoraj wytłumaczył gdzie to jest więc stwierdziłam, że znajdę...zapomniałam nr domu i oczywiście przeszłam obok i poszłam dalej...ale koniec języka za przewodnika i jedna miła pani wskazała mi drogę... gdyby nie powiedziała, że 'to ten domek z wieżyczką' to pewnie znów bym nie trafiła...zero napisu...  pani dr stwierdziła u mnie zapalenie skóry przy nosie i sama zaproponowała laser na pajączki, przepisała mi jakąś maść i dostałam kilka próbek kremu na naczynka.



Po wyjściu zadzwoniłam do tatka... powiedział, żebym przyszła do niego do pracy to wykupi mi tą receptę... kupił mi jeszcze tonik do twarzy (o to bym go nie podejrzewała-ale cieszę się bardzo) i naleśniki ze szpinakiem na obiad (całkiem, całkiem).

Jak już pozałatwiałam na mieście co miałam załatwić... miałam pojechać z przyjaciółką i jej menem na łyżwy (do innego miasta mimo, że u mnie jest fajne lodowisko). Pojechaliśmy... ale zaczęła się taka śnieżyca, że  musieliśmy się schronić w Agorze gdzie wpadła:

-czekolada do picia
-bułka z nasionkami

Z lodowiska oczywiście nic nie wyszło bo okazało się, że otwarte dla indywidualnych osób jest dopiero po 16 czy 17... tak więc zaliczyliśmy blisko godzinną podróż busem w jedną a potem w drugą stronę, żeby wypić czekoladę w centrum handlowym...mmm super ;P

Zarówno moja M. jak i jej M. bronią teraz inżyniera dlatego postanowiliśmy po ich obronie pojechać do Kato na jakąś większą imprezę do klubu... powiem Wam, że już nie mogę się doczekać... nie lubię imprezować w swoim mieście, puby mi obrzydły a w Kato jest wiele miejsc, gdzie nie byłam. Ogólnie bardzo rzadko mam ochotę na imprezy w klubach ale na tą mam. Będzie fajnie :).

Przemarzłam, przemokłam a teraz leżę w wyrku i się grzeję przed tv... i nie chce mi się nawet palcem kiwnąć...ale muszę dziś jeszcze:

-poćwiczyć
-poczytać prezentację
-ogarnąć ciuchy w pokoju



Nie marudzę więcej... miłego piąteczku!!

P.S kot mnie dziś gonił i chciał ugryźć...bo zamknęłam mu tapczan...wredna bestyjka a ja do niego z sercem na dłoni :P ewidentnie nie mam szczęścia do facetów... :)
Dodaj komentarz

krótko

12 stycznia 2012 , Komentarze (4)

Miałam napisać notkę ale kot mi płacze... więc idę do niego (reakcja na wiatr i deszcz)...

Ale żeby nie było raporcik dla Was:
-żrę, żrę, żrę i myślę o żarciu cały dzień
-ćwiczenia zaliczone: 8 min legs, 8 min abs, trucht, ciężarki
-prezentacja w 99% skończona
-bajerował mnie były (i pewnie przyszły) facet kumpeli (brak słów, serio pokopany związek a facet jeszcze bardziej)
-jutro dermatolog i może łyżwy
-obiecuję nadrobię Wasze pamiętniki i napiszę coś więcej!

Miłej nocki ;**

Dodaj komentarz

wt

10 stycznia 2012 , Komentarze (9)

Co u mnie?

-Okropne przeziębienie jakie dopadło mnie parę dni temu powoli ustępuje więc dziś postaram się zrobić już jakieś lekkie ćwiczenia, może 8minótówki albo hh, nie wiem, wiem, że coś poćwiczę...wczoraj ledwo wysiedziałam na kursie, katar 100lecia normalnie...

-Powoli udaje mi się ograniczyć słodycze...wychodzę z nałogu :) jeszcze nie jest idealnie ale dużo lepiej, nie mam już prawie słodyczy w domu więc i nie ma mnie co kusić...ah ta słaba silna wola...

-Dalej jestem okropnie niepozbieranym leniem...kiedy to zwalczę?

-Moje pomysły na przyszłość ciągle się zmieniają wtf...czego ja chcę?

-Od kilku dni non stop myślę o jednej sprawie... i czuję się...zmęczona psychicznie... zaczynam i kończę dzień myśląc o tym...masakra...do tego nie wiem co ci mądrzy sąsiedzi zrobili ze ścianami w swoim mieszkaniu ale jak robili imprezę ostatnio to miałam wrażenie, że to u mnie w mieszkaniu...paranoja, trzeba jakoś wygłuszyć te ściany przy remoncie bo zwariuje...



Co poza tym...od przyszłego tygodnia będę miała zajęcia 2 razy w tygodniu...nawet się cieszę tylko moja prezentacja już dawno powinna być skończona, już dawno powinnam się uczyć ją prezentować a ja co? A ja siedzę godzinami na necie i nie robię nic konstruktywnego...tzn. zaczęłam robić tą prezentację ale okazuję się, że wcale nie jest to takie proste jak mi się wydawało... nie mam nawet jeszcze połowy...aaaaaaaaaaaale dam radę, muszę! obiecuję tu i teraz, że do końca tygodnia ją zrobię, możecie mnie rozliczyć! Jak nie zrobię możecie na mnie nakrzyczeć czy  co tam jeszcze chcecie;P

Ok...biorę się za angielski bo olałam całkowicie... dobrze byłoby przeczytać choćby 1 lekcję... buziaki, wpadnę do Was potem! ;)

Dodaj komentarz

Małymi kroczkami do szczęścia

7 stycznia 2012 , Komentarze (11)

Zaczęłam się zagłębiać w temat naczynek i stwierdziłam, że nie mogę się dać zwariować, gdyż na problemy z naczynkami szkodzi niemal wszystko: słońce, mróz, wiatr, zmienne temperatury, ostre przyprawy, gorące potrawy i gorące kąpiele, alkohol, papierosy, kawa, sól a nawet jogging czy fitness oraz promieniowanie z monitorów i świetlówek... Kupiłam krem do cery naczynkowej i będę działać(zapobiegać)... o ile mogę się ograniczać w ostrym jedzeniu, kawie czy alko (w pubie) to z tych ćwiczeń rezygnować nie zamierzam.. to właśnie po 30 min fitnessu czy truchtu czuję się jak 'nowo narodzona'... koniec, kropka.



Tak jak w temacie... muszę popracować nad swoim szczęściem... ale czym ono właściwie jest? Osiągnięciem wagi? Znalezieniem miłości? A może czymś innym? Zastanawiałam się nad tym i jeśli o mnie chodzi to chyba muszę je znaleźć w sobie... moje szczęście musi być zależne ode mnie wtedy cała reszta też się ułoży... a więc czas na plan naprawczy:

Punkt 1. Polubić siebie

założenia:
-przestać wyszukiwać coraz to nowych niedoskonałości (zmarszczek, żyłek, blizn, pryszczy)
-włączyć pozytywne myślenie (uda mi się zamiast nie dam rady)
-spojrzeć co rano w lustro i powiedzieć sobie coś miłego

Punkt 2. Zadbać o siebie
założenia
-ładnie się ubierać (powywalać stare porozciągane szmaty-nawet te do chodzenia po domu)
-zjeść codziennie coś zdrowego (owoc, warzywko, świeży sok)
-dbać o skórę, włosy i paznokcie (balsamy, kremy, maści, odżywki)
-minimum 20 min dziennie na zrelaksowanie się (masaż, kąpiel z olejkami, muzyka)
-odwiedzać lekarzy zamiast mówić samo przejdzie

Punkt 3. Nie zamykać się na ludzi
założenia:
-nie odkładać spotkań na przyszłość czyli "zgadamy się jakoś"
-zgadzać się na spotkania ze znajomymi (chyba, że jestem chora)
-wychodzić czasem z inicjatywą spotkania (bardzo rzadko sama proponuje wyjścia)
-uśmiechać się

"Chcieć oznacza wpływać na przebieg wydarzeń"

A teraz raport:

Zakupione: brokuły, marchewka, brukselka, pieczarki, kasza jęczmienna, ciemne bułeczki, biały serek, jogurty, woda niegazowana

Zjedzone: dziś stanowczo za dużo, nie mam nic na swe usprawiedliwienie, obiecuję poprawę

Poćwiczone: będzie hula-hop, 8 min legs, ciężarki, agrafka może coś jeszcze

Zdrowie: ból gardła, ogólne osłabienie

Humor: "nie można narzekać przecież mogłoby być gorzej"

Inne:
-dalej nie ruszyłam prezentacji na kurs (aaaaaaaaaaaa) na co ja czekam-koniecznie jutro muszę ją choćby zacząć!
-pierwszy raz gadałam z jednym gościem na którego mam alergię i się z nim nie pokłóciłam. (proponował nawet piwo ale no way -> wiem, że kłóci się to z moim punktem nr 3. ale no way i już)
-spotkałam się z koleżanką i odebrałam zdjęcia z Sylwka (niestety nie nadają się do opublikowania;p)
-spotkałam się z kumplem, którego nie widziałam rok (pracuje w NL)
-odezwał się do mnie znajomy z dawnych lat (ah ten fb)
-znów słucham muzyki (nie wiem jak to wyjaśnić, jak nie słucham muzyki to znaczy że ze mną coś nie tak)

Lecę na kolację :)
Dodaj komentarz