JESTEM W CIĄŻY!!!
Tyle na obecną chwilę... co by nie zapeszać do pierwszej wizyty u lekarza.

Witam Kochane Vitalijki,
ostatnio trochę zaniedbałam... nie tylko pisanie w pamiętniku, ale i dietę... i jak się okazuje... wracam na nowo, z 4 dodatkowymi kilogramami... (a było już tak pięknie!!!)
i mam nadzieję Waszm wsparciem na nowo...
Obecna waga to 64 kilo... nigdy nie dobrnęłam do upragnionych 58... ale było już 60!!! Kilka smutków i problemów... i znów pocieszenie odnalazłam w jedzeniu!!! Ale budzę się... budzę i przepraszam Dukana!!! Za wszystkie występki... za wszystkie zjedzone Marsy... za bułeczki z masełkiem, które najlepiej smakują wieczorem... i za lenistwo... które do tej pory nie pozwoliło mi wrócić na rowerki!!!
No i obiecuję POPRAWĘ!!! Pomożecie??? Wesprzecie???
P.S. wyniki hormonalne nie wyszły tak najgorzej... także zalecenie na najbliższy czas to przede wszystkim odstawić fajki, co akurat jest na dobrej drodze!!!
i więcej luzu!!! Nad tym będę pracować!!!!
Buziaki

Witam Dziewczynki,
... trochę mnie nie było... wiele się tez w tym czasie wydarzyło... w większosci rzeczy niezbyt dobre... także humoru na wpisy i ogólnie weny twórczej brak...
Po pierwsze: WAGA!!! niestety ostatnio się rozbestwiłam... i waga poszła o dobre 2 kilogramy do góry!!! Potrzebuję wsparcia by wreszcie sie ogarnąć!!! Przestać podjadac słodycze... wrócić do ćwiczeń i ogólnie wziąć się za siebie...
Przez ten wzrost wagi... moje samopoczucie i ogólny nerw duszy i organizmu ciągle sie tylko potęgują!!! DO ROBOTY BABO!!! DO ROBOTY!!!
Po drugie: mijają 2 tygodnie od usunięcia tych cholernych zębów mądrości... 2 dolne ósemki usunięte... przez pierwsze 4 dni byłam po prostu straszyłam wyglądem..., półtora tygodnia na ketonalu, teraz wszystko wraca już do normy... 
Po trzecie: nie wiem czy pisałam... wstepna diagnoza ginekologiczno-endokrynologiczna: problem z hormonami... jestem na etapie wstepnych badań... prawdopodbnie będzie jakieś leczenie, więc to co mam robić to przede wszystkim dobrze się nastawić i wierzyć, że kiedyś będą 2 kreseczki.
Jak widzicie... wiele się dzieje, ale w sumie nic dobrego...

Waga idzie w dół... wreszcie... powoli zaczynam panować nad swoim wielkim głodem...
dzisiaj 61,3, spadek niewielki, ale zawsze to jest coś!!! dla odmiany natomiast nie mogę zupełnie zapanować nad ciągle wypadajacymi włosami... (to pewnie częściowo efekt diety i znieczulenia podczas operacji) oraz cerą (mam jakieś uczulenie na słonce, hormowny fiksują albo jeszcze co innego???) MASAKRA!!!
Ze środków zaradczych to używam szamponu KLORANE przeciwko wypadaniu włosów, tabletki MERZ SPECIAL biorę z kolei i na włosy i na cerę... póki co efektów brak. Może powinnam zastosowac jakieś babcine mikstury???
Macie jakieś rady dziewczyny...?

no żesz kurcze blade... zobaczcie jaki mam horoskop na wrzesień... chyba muszę wziąć męża w obroty...
Karta OPIEKA. Prawdopodobnie dla wielu zodiakalnych Bliźniąt złocisty wrzesień powinien być dobrym czasem. Możliwy rozwój uczuć, być może dostrzeżecie swojego partnera lub partnerkę, znajdziecie w nich wiele ciepła i czułości i rozwieją się wszelkie strachy i obawy. Niewykluczone pojawienie się potomstwa, niektóre zodiakalne Bliźnięta zostaną rodzicami. Istnieje tez ewentualność poczęcia, doczekania się upragnionej ciąży. To dobry czas na wszelkiego rodzaju sprawy dotyczące leczenia, rekonwalescencji, spraw socjalnych, załatwianie renty, wyjazdów do sanatorium lub długo oczekiwany zabieg lub operacje w szpitalu. Zatem wygląda na to, że dotychczasowe trudności w wyżej wymienionych dziedzinach zostaną odsunięte na plan dalszy i doczekacie się upragnionych, dobrych wiadomości. Pachnący jesiennymi kwiatami wrzesień powinien przynieść Wam więcej dobrego, niż się spodziewacie. RADA ANIOŁA: Czasem trzeba posmakować zła, by zrozumieć dobro. Taki jest nasz świat, pełen tajemnic i ambiwalencji. Jeśli ktoś sieje złe uczynki, z czasem będzie musiał za nie zapłacić. Jeśli zrozumie, dlaczego tak się dzieje, powinien zostać uwolniony od złej przeszłości.
Nie tylko całe miasto, ale wreszcie i moja waga... wczoraj trochę przykręciłam kurek z żarciem, opanowałam głodomora i już dzisija na wadze 61,7... kurcze inaczej się wstaje z taką wagą!!! Mam nadzieję, że jeszcze dziś trochę się pohamuje i jutro będzie znów mniej!!!
Oczywiście energii i zapału do prac domowych mimo wszystko nie udało mi się odzyskać!!! Sterta ubrań do prasowania rośnie z każdym dniem! A żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce...
W sumie nie wiem skąd się wziął we mnie aż taki leń... w tym roku miałam bite 3 tygodnie wakacji (rzadko się to zdarza)... a ja normalnie nie mogę się ogarnąć!!! Coś strasznego!!! I w pracy mam lenia i w domu mam lenia... jestem jeden wielki leniwiec!!!
Macie jakiś pomysł na ożywienie???

No i zaczęła się szkoła... 1 września...choć dzisiejsza pogoda wcale nie sprzyjała wstaniu z łóżka, w drodze do pracy mijałam tysiące dzieciaków z rozwianymi włosami... w galowych strojach, z ekscytacją opowiadających o mijających wakacjach... ja też kiedyś byłam jednym z tych dzieciaków...
Rozżaliłam się kurcze... bo w tym roku stuknęło 27 latek... a wspomnienia ze szkoły jak żywe... choć przyznaję bez bicia, że jak przypomne sobie te wszystkie egzaminy, testy, pisanie wypracowań... to aż mną wzdryga...
Oczywiście nieuniknione, że do szkoły jeszcze wrócę... przynajmniej w teorii.. w końcu jako rodzic, również zasiadamy do prac domowych, wspólnie czytamy książki itp. ... i takimi właśnie marzeniami w najbliższym czasie będę żyć... Mój instynkt macierzyński jak same widzicie daje mi ostro popalić... ale nie łamię się, wierzę, ze w końcu się uda...
Co do diety zaś Kochane... przemilczę to!!! Kurde znowu 0,5 do góry!!! Od miesiaca nie umiem się opanowac i wcinam co mi pod rękę podejdzie!!! Od dziś obiecałam sobie mocne posatnowienie poprawy!!! Powrót do 60!!! trzymajcie kciuki!!!
A Wam Dziewczynki mimo okropnej pogody, życzę miłego dnia!!!
no i znowu poniedziałek... tydzień zapowiada się mega pracowicie, więc nie wiem jak to będzie z moją obecnością na Vitalji... mam mocne postanowienie poprawy i zamierzam zamieszczać przynajmniej 2-3 wpisy tygodniowo... z resztą zawsze mi lżej jak się Wam wypiszę...
W sumie jeśli chodzi o wagę, nie za bardzo jest się czym chwalić... dzisiaj wredna maszyna pokazała 62 okrutna prawda jest taka, że Pani Kredka ostatnio mocno sobie pofolgowała i je wszystko na co tylko ma ochotę... i tak dziwię się, że nie wróciło mi już przynajmniej z 5 kilo... ostatnio było spaghetti, była pizza, kilka ciastek i nawet marsy... o zgrozo!!!! Ale od dzisiaj koneic z tym... muszę w porę pohamować swój wilczy apetyt!!!
W kwestii moich marzeń o zostaniu Mamą... jak wiecie póki co nic z tego... @ wreszcie się zakończyła... i jak to mówią moje psiapsiuły... NOWY CYKL, NOWE MOŻLIWOŚCI...
choć ja właściwie nadal w to wierzę... to jednak nadzieja tli się małym niezauważalnym płomykiem...
no żesz kurde bele... żeby się było trzeba tak namęczyć!!! Zawsze myślałam, że wyzwanie to zdanie matury, dostanie się na studia, obrona pracy magisterskiej, znalezienie dobrej pracy... ale żeby próby zostania Mamą i to comiesięczne oczekiwanie było aż tak pracochłonne??? powijam już fakt, że praca ta jest przyjemna... ale jak nie widzi się efektu to szlak trafia na miejscu... póki co mnie szlak trafia co miesiąc...
Dziewczynki mam nadzieję, że u Was słońce świeci jasniej... miłego dzionka!!!

A jednak wczoraj poznym wieczorem cała nadzieja umarła... przyszła @... miałam doła aż do późnej nocy... dzisiaj jest juz trochę lepiej... próbuję sobie wmawiać, że pewnie LOS stwierdził, że jeszcze pod jakimś względem nie jestem gotowa!!! A co dalej przyniesie??? zobaczymy...
Tymczasem od przyszłego tygodnia wracam wreszcie na moje ukochane rowerki... nie jeździłam na zajęcia aż od operacji takze w sumie 1,5 miesiąca... ciekawe jak moja kondycja???
dietkowo średnio... przyznaje się bez bicia wczoraj zajadłam smutek wielką pajdą chleba z masłem... ale zbieram sie do dietki od nowa... po mału bo po małuy, ale wierze w efekt końcowy...
A jak u Was Dziewczynki???
Miłego dzionka

Wracam, bo znowu brakuje mi możliwości przelania na papier, a właściwie wystukania na klawiaturę swoich przeżyć, uczuć, emocji... a w ciągu miesiąca trochę się tego zebrało...
Tygodniowy urlop w ciepłym kraju ukoił moją duszę...
zwłaszcza, że w miłym towarzystwie słońce zawsze praży inaczej... od wczoraj powrót do pracy, do rzeczywistości... choć myślałam, że będzie ciężej - jakoś się trzymam...
Waga cały czas waha się na poziomie 60,5 - 61,5, więc w sumie nie jest tak najgorzej... wszystko zależy od wielkości obiadu, który wchłonę... Dukan narazie odstawiony... zupełnie nie mogę się zebrać by do niego wrócić... w sumie na chwile obecną diety brak... po prostu się ograniczam... no i ciągle pilnuję wagi... 62 będzie już alarmujące...
2 następne dni to zapowiadające się dni pełne napięcia... czekam... a właściwie nie czekam na @ od kilku dni mam wilczy apetyt, buzię pełną pryszczy, delikatny ból głowy..., jakiś taki inny ból w dole brzucha... łudzę się, że może wreszcie się udało... i w końcu SERCA MAM DWA!!!
choć optymizmu coraz mniej... są drobne plamienia, ale póki co @ wcale się nie rozkręca... WTF is going on??? Chcę już wiedzieć co i jak???
Dziewczyny dopada mnie schiza... znowu...
