Historia wagi
Witajcie! niedzielka...ja już po zajęciach...jakoś krótsze dziś były... piesek mój biega po podwórku, w tym śniegu...taki zadowolony...muszę troszkę sprzątnąć bo około 12/13 przyjdzie teściowa na herbatkę...ma przerwę między zajęciami więc wpadnie, jest wykładowcą akademickim, więc też ma przekichane... później może do mojej mamy pojadę na obiadek...a może nie...zobaczę jeszcze...mój P. wraca dziś wieczorem...albo w nocy, jeszcze nie wiadomo... w sumie od piątku się za nim stęskniłam!
Ćwiczonka planuję jak zwykle...menu postaram się na jak najbardziej dietkowe...obiecyję będę grzeczna...
A jutro na 6 do pracy i tak cały tydzień...potem weekend zajęć i dwa tygodnie ferii...ach...nie mogę się wiosenki doczekać...
Wprawdzie nowy miesiąc zaczynam od chorowania w łóżeczku to na luty muszę sobie postawic jakies cele...najlepiej realne, co by mi skrzydła nie opadły od razu... dziś planuję wstać z łóżka po południu... no i z 200 brzuszków zrobić...i pomachać troszkę nóżkami...
Cel : schudnąć 3 kg do końca lutego...
ćwiczyć codziennie i wyrzeźbić brzuszek, nóżki i pośladki...
Mam nadzieję, że mi się uda osiągnąć cel i w końcu kroczyć w dobrym kierunku, bo juz mam dość mojego brzuchola i grubych ud...tak...zwłaszcza ud... z brzuchem jeszcze jakoś sobie radzę, ale nogi ciężko mi wyszczuplić...Pozdrawiam wszystkie zmarznięte noski :)