Vitalia.pl  dieta, odchudzanie, fitness Vitalia - dieta, odchudzanie, fitness

Ostatnio dodane zdjęcia

Ulubione

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Przez prawie całe życie byłam szczupła a w dzieciństwie nawet chuda. Gdy wkroczyłam w wiek menopauzalny, waga zaczęła iść niestety do góry. Bardzo lubię jeść, ale bardziej konkrety niż słodycze. Ze słodkich rzeczy trudno mi odmówić sobie jedynie wypieków. Czekolada, cukierki w zasadzie mnie nie podniecają. Od pewnego czasu czuję się zbyt ciężka. Utworzyły mi się niesymaptyczne oponki. Pomimo, że jestem już w "słusznym wieku", nie chcę doprowadzić aby ciałko z każdym rokiem przyrastało. Muszę coś zmienić, inaczej jak dożyję do siedemdziesiątki, będę po prostu gruba !!! Lubię podróże, ale nie podróżuję tyle ile bym chciała. Lubię czytać - ostatnio zakochałam się w trylogii Pauliny Simons - o losach Tatiany i Aleksandra. Lubię też "szusować" w necie. Odkąd mam więcej czasu "uzależniłam" się od kilku seriali i programów rozrywkowych promujących taniec. Bardzo bliska mojemu sercu jest też muzyka - w szerokim tego słowa znaczeniu - od klasycznej, poważnej, poprzez jazz, pop, a na hip hopie kończąc. Jedyny warunek - musi być dobra i "miła dla ucha". Piszę również wierszyki, którymi obdarowuję najbliższych i znajomych.

sieslawa

kobieta, 59 lat, Gdynia

165 cm, 64.20 kg więcej o mnie



Wpisy

Walentynki - dla chłopca i dla dziewczynki ;))))

14 lutego 2010 , Komentarze (8)

 Walentynkowe serduszka i kwiatuszek dla wszyskich!!!                                                     

                                            http://gumi-pl2.bloog.pl/

Pomimo, że pogoda dzisiaj nie rozpieszcza, pojechaliśmy z moim "Walentym" na działkę. Śniegu jest tyle, że pomimo odśnieżenia nie mogliśmy otworzyć furtki i trzeba było włazić przez płot. Wszystko wygląda naprawdę przepięknie, ale ja już mam dosyć tej zimy. A jak pomyślę co to będzie, jak te zwały śniegu zaczną topnieć, to ogarnia mnie przerażenie. Teraz toniemy w pryzmach śniegu, a potem do sklepu będziemy wychodzić w płetwach. Makabra. Póki co zostawiam wszystkim buziaki walentynkowe i kilka fotek z dzisiejszego spacerku.

Śnieg sięga do połowy uda

 Piękne sople

 

Mój "Walenty" z łopatą


Dodaj komentarz

Gdyńskie rzeźby lodowe.

10 lutego 2010 , Komentarze (4)

Witam w ponurą i pochmurną środę. Cały dzień sypie śnieg z mniejszymi lub większymi przerwami. Ale wczoraj było cudownie. Lekki mrozik, zero wiaterku, piękne słoneczko. Zatem po śniadanku wybrałam się na długi spacerek na bulwar. Chciałam koniecznie zobaczyć dzieła dwóch młodych rzeźbiarzy, którzy z brył lodowych stworzyli prawdziwe cudeńka. Popstrykałam zdjęcia no i oczywiście chcę się nimi z Wami podzielić. Napewno fotki nie oddają tego, co widać "na żywo", ale mam nadzieję, że się spodobają. A co do mojej wagi po sobotniej imprezce - nie jest tak żle, waga waha się pomiędzy 64 a 65, więc myślę, że nie  odmówię sobie jutro pączka albo dwóch. W końcu tłusty czwartek jest tylko raz w roku .  Pa, pa - życzę miłego wieczorku i buziaki zostawiam.

                                                             

A oto zdjęcia

                                            

I kolejne

Następne - herb Gdyni

I jeszcze taaaka ryba!

Meduza

I następne

 "moje okno na świat"

Trochę informacji

I zamarznięta zatoka

 


Dodaj komentarz

Leniwy wieczór......

7 lutego 2010 , Komentarze (2)

Ale laba! Błogie późnopopołudniowe niedzielne nieróbstwo. Siedzimy z mężem - każde z nosem utkwionym w swoim laptopie i tak leniwie mija nam niedziela. Wczoraj mieliśmy gości. Odwiedziła nas moja chrześniaczka z mężem, synkiem i swoją mamą, z którą wiele lat byłyśmy sąsiadkami.  Było bardzo miło i wesoło. Mnóstwo wspomnień. Wizyta dość mocno się przeciągnęła, bo goście wyszli około północy. Stąd to dzisiejsze lenistwo. Oczywiście trochę sobie wczoraj pofolgowałam z jedzonkiem. Ale nie obżerałam sie strasznie - trochę sałateczki, trochę galaretki z golonki, malutki kotlecik z pieczareczkami, pół jajeczka faszerowanego - o matko, teraz dopiero widzę, że trochę tego było. Po prostu zjadłam więcej niż powinnam. No i jeszcze były 3 drinki. Ale największym grzeszkiem było ciasto. Upiekłam babkę marchwiowo - buraczaną, którą bardzo lubimy no i oczywiście nie mogłam sobie odmówić. Ani wczoraj, ani dzisiaj. Trudno, jutro dzień prawdy. Ciekawe ile będzie na wadze? Zobaczymy. To tyle na dzisiaj. Buziaki zostawiam i parę fotek ze spacerku z ubiegłej niedzieli i zasypanego osiedla na którym mieszkam.

http://gumi-pl2.bloog.pl/http://gumi-pl2.bloog.pl/http://gumi-pl2.bloog.pl/http://gumi-pl2.bloog.pl/http://gumi-pl2.bloog.pl/http://gumi-pl2.bloog.pl/

Spacerek

Panie pilocie !!!!!!!!

Zapobiegliwy kierowca

Zwały śniegu

 


Dodaj komentarz

Pisać, nie pisać...jednak napiszę !

30 stycznia 2010 , Komentarze (7)

Dziś zajrzałam na vitalię po ponad miesięcznej nieobecności i pewnie nadal bym nic nie naskrobała, ale zmobilizowały mnie dwa wpisy w moim pamiętniku (mirra i halina1754). Zrobiło mi się bardzo miło, że ktoś o mnie myśli i do mnie zaglądał pomimo mojej nieaktywności. Więc gwoli wyjaśnienia - moja nieobecność wynikała tylko i wyłącznie z dwóch powodów: braku czasu, a jak czas był, to z lenistwa. Powiem szczerze, że styczeń zleciał mi nieprawdopodobnie szybko. Pomimo uciążliwości zimy, która w tym sezonie wyjątkowo daje się wszystkim we znaki. W międzyczasie zaliczyłam spotkanie z koleżankami, huczną i dużą imprezę z okazji roczku wnuczki mojej szwagierki, parę spacerków - między innymi nad jeziorem i w lesie, gdzie mam działkę. I to tyle. Trochę problemów miałam z moim starym laptopem, bo po przeinstalowaniu wszystkich programów i defragmentacji dysku musiałam większość danych (adresy mailowe w ulubionych, konta w gg i na skype) odtwarzać na nowo. Pewnie coś zrobiłam nie tak, ale już jest dobrze. Wydawało mi się, że wystarczy na dysk przenośny zgrać moje dokumenty, zdjęcia i już. Okazało się, że trzeba było przechować na nim również inne dane. No ale cóż, człowiek uczy się całe życie. No i jeszcze chciałam się Wam pochwalić osiągnięciami moich wnuków. Wnuk (w sierpniu skończy 14 lat) jest w pierwszej trójce w klasie. Ma tylko 2 oceny dobre a reszta to 5 i 6. Nauczyciele "pieją" hymny pochwalne na jego temat, więc rodzice i dziadkowie  pękają z dumy. Też bardzo piękne opinie wystawili wnuczce (w maju będzie miała 9 lat). Ma bardzo dobre oceny i ogólnie poziomem o ponad rok przewyższa innych uczniów. Nasza duma jest tym większa, że nasze dzieci mieszkaja za granicą i wnuki uczęszczają do anglojęzycznych szkół. To tyle chwalenia. A z rzeczy przyziemnych - po świętach został mi ponad kilogramowy "nawis" wagowy, którego w żaden sposób nie mogę się pozbyć. Mimo, że staram się nie obżerać. Celowo nie zmieniam paska wagi, bo cały czas mam nadzieję, że wyjdę zwycięsko z walki z tym "nawisem". To tyle (żeby za bardzo nie przynudzać). Zamieszczę jeszcze kilka zdjątek i pobiegne pozaglądać do Waszych pamiętniczków. Ściskam wszystkich mocno i buziaki zostawiam.

 

A teraz zimowe zdjęcia Gdyni Dąbrówki.

I jeszcze,

Kościółek na moim osiedlu - wygląda w tej scenerii jak pałac Królowej Śniegu

I jeszcze jedno słoneczne zdjęcie

 


Dodaj komentarz

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!!

30 grudnia 2009 , Komentarze (7)

Z okazji nadchodzącego NOWEGO ROKU 2010 życzę każdej Vitalijce, każdemu Vitalijkowi przede wszystkim konsekwencji w walce z nadmiernymi kiloskami no i oczywiście spektakularnych, trwałych  sukcesów, bez konieczności stosowania drakońskich ograniczeń. Do tego życzę dużo zdrówka, zawsze uśmiechniętych "buziolków", 365 dni radości, sukcesów, miłości, spełnienia wszystkich marzeń - nawet tych, które wydają się nierealne i konta na którym zdecydowanie więcej przyrasta niż ubywa. Życzę też szampańskiej i niezapomnianej zabawy sylwestrowej w miłym i sympatycznym gronie. Buziaki !!! 


Dodaj komentarz

WESOŁYCH ŚWIĄT DLA WSZYSTKICH VITALIJEK !!!!

21 grudnia 2009 , Komentarze (8)

 

 

 

                                                   

 

 

Gdy za  oknem śnieg puszysty pada,

gdy w gronie bliskich do stołu już siadasz

i wypatrujesz  pierwszej gwiazdki na niebie,

pomyśl o tych najbliższych, co są z dala od Ciebie.

Wyślij im na skrzydłach uczuć myśli swe gorące

Które  szron na trawie zmienią w kwiaty na łące.

Zapakuj też serce wypełnione miłością po brzegi.

Niech je Gwiazdor zawiezie  saniami przez śniegi

do tych, których kochasz najbardziej na świecie,

którym życzysz  Wigilii tak ciepłej  jak w lecie.

A do tego wyślij jeszcze koszyk serdeczności,

by każdy dzień dawał im powód do radości,

by na bezchmurnym niebie zawsze świeciło im słońce

dając bezmiar zdrówka i szczęście nieprzemijające.

A czy  masz dla siebie jakieś marzenia wyjątkowe?

Tak ! By życzenia dla najbliższych zostały spełnione !!!

 

Życzę Wam, kochane vitalijki cudownych, ciepłych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w otoczeniu tych, których kochacie. 

Wiesia

 

                                                            

 

Dodaj komentarz

Dziś są moje urodziny !

21 grudnia 2009 , Komentarze (5)

Tak sobie siedzę i myślę, kiedy minęły te wszystkie lata? Wierzyć mi się nie chce, że już jestem w takim  "leciwym" wieku! Ale najważniejsze jest samopoczucie. A ja mentalnie naprawdę czuję się jakbym miała dopiero góra 40 lat! No i zdrówko dopisuje, więc tylko się cieszyć. To powiedzcie mi, dlaczego dopadła mnie dziś melancholia? Tak mi żal upływającego czasu i tej nieuchronności, która gdzieś tam na końcu drogi każdego z nas czeka...Póki co jednak już zaraz wezmę się w garść i przestawię się na świąteczne myślenie. Toż to już lada dzień Wigilia! Ja, stara baba wymyśliłam sobie akurat własnie dziś przetarcie okien. I jaki efekt? Okna gorsze niż przed przetarciem, bo szmatka przymarzała do szyb! Zabrakło mi wyobraźni . Kto to myje okna przy -15 stopniowym mrozie! No ale jak widać na moim przykładzie  - człowiek uczy sie przez całe życie. Pewnie przyjdzie mi w Wigilię znowu przecierać okna, bo mróz ma już zelżeć. Pozdrawiam wszystkich cieplutko i życzę miłych przygotowań do Świąt. Życzenia świąteczne jutro. Pa pa

                                                        


Dodaj komentarz

Prawie miesiąc mnie nie było :((

15 grudnia 2009 , Komentarze (3)

Czas tak galopuje,  że znowu nawet nie zauważyłam  jak bez mała miesiąc strzelił od mojej ostatniej wizyty na vitalii. No i ten miesiąc zaowocował niewielkim, ale zawsze spadkiem wagi o 0,8kg. Cieszę się, bo w święta i tak pewnie trochę waga pójdzie w górę, bo nie sposób będzie odmówić sobie np.ciast, mniam, mniam. Przez ten miesiąc nic szczególnego sie nie wydarzyło. No może tylko to, że dopadła mnie jakaś alergia skórna. Dostałam takie suche, czerwone i swędzące plamy na szyji, koło uszu i na czole u nasady włosów. Poszłam więc do dermatologa (tak tak do dermatologa a nie do np.krawca, czy fryzjera) i cóż usłyszałam? "Droga pani" - w te oto słowa odezwała się do mnie pani dermatolog zsunąwszy z oczu na nos okulary. W jej głosie było zatroskanie - tak przynajmniej myślałam. A więc pani doktor popatrzyła na mnie z daleka, jakbym miała conajmniej świńską grypę i powiedziała - "naprawdę nie mam zielonego pojęcia co to jest i od czego pani to ma".. No ale brak postawienia diagnozy nie wykluczył zapisania kilku medykamentów. Oczywiście wszystko na sterydach, brrrrr. Koniec końców - nie wiem, czy to te sterydowe specyfiki, czy próbki kremów głęboko nawilżających Dermedic, jakie zaoferowała mi przemiła pani farmaceutka, ale już jest wszystko dobrze. W sobotę byłam z mężem u koleżanki na imieninach. Spędziliśmy sympatyczny wieczór między innymi dlatego, że spotkaliśmy tam czworo dawnych znajomych, z którymi nie widzieliśmy się prawie 20 lat. Czułam się, jakby czas sie zatrzymał. Buziole nam się nie zamykały od gadania i śmiechu. Pomimo, że było sporo żarełka, ja zachowałam umiar i w jedzeniu i piciu, więc na wadze nic nie przybyło. Któregoś dnia była u mnie "psiapsiółka". Poszalałyśmy trochę, bo wzięła nas "chcica" na lody z owocami i advocatem. Do tego paczka jeżyków, a więc spora bomba kaloryczna. Ale ponieważ takie wyskoki zdarzają  mi się rzadko, czuję się rozgrzeszona. Teraz powoli przygotowujemy się do świąt. Z grubsza zakupki już zrobione. Paczka z upominkami od Gwiazdorka dla mojej kochanej czwóreczki już wysłana. Tak więc generalnie luzik. To tyle na dzisiaj.  Pozdrawiam cieplutko wszystkich, którzy przypadkowo zabłądzą do mojego pamiętnika. I całuski wysyłam. Miłego wieczoru i dobranoc

                                         


Dodaj komentarz

Weekend minął.

23 listopada 2009 , Komentarze (5)

W  piątek byliśmy na "2012". Jestem pod wrażeniem efektów specjalnych. To, co teraz jest możliwe na planie filmowym dzięki technologii komputerowej przerasta czasami najśmielsze oczekiwania. Sceny apokalipsy są w większości tak wiarygodne, że z kina wyszłam więcej niż zatroskana. Gdyby coś podobnego kiedyś miało spotkać naszą "matkę ziemię", to zdecydowanie wolałabym już wówczas nie żyć. Zmagać sie z takimi żywiołami na pewno nie miałabym siły. A najgorsze jest to, że według Majów koniec świata ma nastąpić w dniu moich 60 urodzin, 21 grudnia!! To jakaś porażka ! No cóż, koniec świata już kilka razy miał nastąpić, miejmy nadzieję, że i ta przepowiednia pozostanie niezrealizowana. Dość czarnych wizji. Muszę jeszcze koniecznie zaliczyć "Odlot". To film animowany, ale bardzo wzruszający. Moja córka była z wnuczką i opowiadała, że praktycznie część filmu przepłakała.  Wnusia trochę inaczej go odebrała. Mówiła mi, że było jej tylko smutno. No i jeszcze najnowsza ekranizacja "Opowieści Wigilinych". Takie mam plany filmowe na najbliższy czas. Ale się ostatnio zrobiłam kinomanka . W sobotę pojechaliśmy na cmentarz posprzątać po święcie zmarłych, a tu niespodzianka - część kwiatków była jeszcze w bardzo dobrej kondycji - więc nie trzeba było wyrzucać. A w niedzielę pojechaliśmy na wieś. Była nawet fajna pogoda. Zero wiaterku, pomimo, że trochę mgliście. Ale fajnie. Spacerek był udany. Moje wiewióreczki gdzieś się pochowały, ale orzeszki im zostawiłam. Dołączę z dwie lub trzy fotki, ale to trochę później. A tak na marginesie, fotki robiłam telefonem, bo coś się dzieje z moim aparatem. Wogóle nie trzymają akumulatorki. Niby są naładowane, ale za chwilę siadają. Nie wiem czy to wina aparatu (np.powoduje jakieś spięcie), czy wina baterii a może ładowarki? Będę musiała udać sie do serwisu. Pa pa - na razie.                                    

Jesień

Jesieni ciąg dalszy...

I jeszcze.....

A to kolorowa jesień na moim osiedlu w Gdyni

 


Dodaj komentarz

Szaro, buro i ponuro, bleeeeeee

19 listopada 2009 , Komentarze (7)

Ale dość ciepło jak na listopad. U mnie jest 9 stopni. Czas tak szybko leci, że nawet się nie spostrzegłam, jak znowu minęło kilka dni od mojego ostatniego wpisu. W sobotę byliśmy u mojej koleżanki, z którą znamy się praktycznie od dziecka. To znaczy ona była jeszcze dzieckiem, ja natomiast nastolatką jak sie poznałyśmy. Między nami jest różnica ponad 7 lat. A połączył nas muzyczny zespół wojskowy, w którym obie śpiewałyśmy. Tak, tak - pewnie będziecie się śmiały, ale to była naprawdę cudowna kilkuletnia przygoda w moim życiu, z której   pozostały urocze wspomnienia, zdjęcia, kilka artykulików w prasie no i nawet osiągnięcia, bo zespół z którym byłam związana zdobył kilkakrotnie I miejsce w przeglądach amatorskich zespołów wojskowych Pomorskiego Okręgu Wojskowego - wow! Czyli prawie byłam gwiazdą, he he he. No ale "prawie" czyni wielką różnicę.. Zamiłowanie do śpiewania pozostało do dziś, więc katuję męża i wnuki (jak są u nas) swoim śpiewaniem najczęściej w trakcie jazdy samochodem. Czasami muszą prosić mnie, żebym przestała, bo chcą posłuchać oryginałów. No też coś, po prostu nie znają się na moim talencie . No ale dosyć żartów. O mały figiel nie poszlibyśmy na sobotnią imprezkę, bo w piątek w ciągu dnia zaczęło pobolewać mnie prawe ucho. A w nocy z piątku na sobotę ból tak się nasilił, że bolało mnie całe pół głowy łącznie ze szczęką i zębami. W uchu pulsowało i chlupało. Myślałam, że będę w nocy gnać do szpitala. No ale jakoś dotrwałam do rana i pojechaliśmy do otolaryngologa. Ucho zapuchło całe w środku, nawet na zewnątrz policzek przy małżowinie też  był lekko obrzmiały. No i skończyło się antybiotykiem. Co prawda nie mam zapalenia ucha środkowego, cały stan zapalny skupił się wewnątrz małżowiny i miał charakter bardziej egzemy, uczulenia lub podrażnienia. Najczęściej takie przypadki zdarzają się po pobycie w basenie, ale ja nie byłam na basenie w ostatnim czasie. Lekarz powiedział, że przyczyną mogło być również obfite wlanie wody do ucha w trakcie mycia głowy i  jego niedokładne osuszenie. Koniec końców, oprócz antybiotyku mam kropelki, które na tyle złagodziły dolegliwość, że wizyta się odbyła i była bardzo udana. Jedyne, co mi dokuczało, to częściowa głuchota. Ale to spowodowało duże obrzmienie ucha. Pan doktor powiedział, że dopóki opuchlizna nie zejdzie, to mój słuch będzie upośledzony, bo bodźce dźwiekowe odbieram kością zauszną . Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. No cóż, człowiek uczy się całe życie. Dziś jest już praktycznie dobrze, choć słuch nadal jest lekko przytłumiony i jeszcze dwa dni muszę brać antybiotyk.  NIE LUBIĘ ANTYBIOTYKÓW !!! I to teraz muszę go brać, jak grypa szaleje a wiadomo, że antybiotyk co prawda leczy ale osłabia odporność. Biorę osłonowo bakterie, ale to bardziej na układ pokarmowy. Eh, dość narzekania. Jutro idziemy z mężem na 2012. Lubię filmy katastroficzne ze względu przede wszystkim na wspaniałe efekty. Zobaczymy. Wnusio był i jest pod wrażeniem. To tyle na dziś. Teraz zwyczajowo kierunek kuchnia. Wieczorkiem pozaglądam jeszcze do innych pamiętniczków. Póki co ściskam i całuję. No i trzymajcie się cieplutko i zdrowo!!! 

                                                       


Dodaj komentarz