pstryk!
naciskam guzik pilota..
w telewizorze rozbrzmiewa miły głos młodej spikerki...
-co dzisiaj w naszych informacjach?
tak tak! polityka, pogoda, moda.każdego dnia to samo-pomyślałam
-oraz informacja dnia: 3,5 kg mniej w tydzień!
pstryk!
chyba wybiorę się na spacer tak pięknie świeci dziś słonko!
przewracam kolejną kartkę gazety..
leniwie przeciągam stopy w futrzanych kapciuszkach..
upijam łyk herbatki...
nagle znalazłam się prawie pod sufitem..
coś huknęło, coś trzasnęło, zrobił się straszny rumor..
hahahaha!
o ja głupia...tak się wystraszyć..
zaglądam nieśmiało pod stól...
to moje kilogramy spadają z wielkim hałasem:)
siedzę kolejny dzień przy herbacie...
zwątpienie i rozczarowanie krzątają się po kuchni..
co jakiś czas zerkają w moją stronę i zagadują..
pilnują żeby przypadkiem nie przyszła mi ochota na spotkanie z radoscią..
dopiero teraz to widzę..widzę , że jestem ich więźniem...
puk!puk!puk!
ciekawe kto to?
codziennie o tej porze ktoś puka do drzwi...
ale nigdy nie otwieram..
puk!puk!puk!
ktoś nie chce dać za wygraną...
im dłużej myślę o moich "współlokatorach" i im dłużej trwa natarczywe pukanie...
nie wytrzymałam!
pobiegłam do drzwi...
z uśmiechem i nieopisaną radością stoi...szczęście!
-nareszcie moja Droga! od tak dawna próbuję się do Ciebie dostać..
i nagle okazało się się że sciany mojej kuchni mają słoneczny kolor a powietrze pachnie malinami...

skończyłam odliczać więc rzuciłam się w wir poszukiwań...
za grządką marchewki- nie ma...
pod krzakiem bzu-też nie ma...
zaraz, zaraz...
odwróciłam wzrok w stronę kałuży przy której stoi stara konewka...
haha! to optymizm nie potrafił usiedzieć w miejscu..
chociaż cały zabłocony ale się odnalazł...
szukam dalej...
nagle z wielkim hukiem przewróciła sie cała sterta łopat i grabii...
ach ta nadzieja! za nic nie potrafi schować się skutecznie...
to co, że zahaczyła o widły i troszkę się "podziobała"-naprawimy!
ale co to? pewność siebie biegnie się zaklepać:)
oj! zahaczyła o kubeł ze smołą..ale się nie poddaje, biegnie dalej..
ups! zahaczając o leżące grabie wylądowała z nosem w piachu..
kiedy my śmialiśmy się do rozpuku pewność siebie zebrała całe swoje siły i dobiegła do starego dębu żeby się zaklepać...
wtedy z kuchennego okna wychyliła sie miłość i zawołała nas wszystkich na podwieczorek, który przygotowała wraz z życiem...
więc razem z optymizmem,nadzieją i pewnością siebie posłuchałam miłości i poszłam się pokrzepić, i zasmakować wspaniałości życia.

شطثץىضخمزשקظא٣يقﮙﭻﯓﯕﮈﺅﺞ
moja głowa "mówi" do mnie w obcym języku.
nic nie rozumiem z tego bełkotu...
ale to przecież MOJA głowa więc musi być jakiś sposób...
oczywiście że jest!!!
wyciągam z zakamarów zakurzony słownik...
kartka po kartce wertuję zapomnianą księgę...
słownik samej siebie...
jeju!
już zapomniała że język mojego JA jest całkiem prosty...
więc usiądźmy i pogadajmy...
stare dobre pogaduchy...
czy tak nie jest prościej i lepiej?

razem ze słoneczkiem wyszła też nadzieja...
wolno kiełkuje i rozwija pączki...
w duszy zagościła wiosna...
wystawiam twarz do słoneczka i łapię każdy ciepły promień...
chociaż w głowie wciąż się kręci od myśli, planów i postanowień...
a w ustach brakuje słodyczy...

uzbrojona w pelerynę Supermena staję na lini startu...
wciągam głęboko powietrze..
spinam wszystkie mięśnie...
jestem gotowa...
jak przebiśnieg wynurzam się spod "tłuszowej pierzynki"..
rozkładam kolorowe skrzydła jak motyl i lecę...
przecież to czego tak bardzo pragnę jest na wyciągnięcie ręki..

magiczny kwadracik...
leży na podłodze i swoim "szklanym okiem" bacznie mnie obserwuje...
stanąć na nim?a może cieszć się błogą nieświadomością?
hop!
wskoczyłam na niego...
nie mam odwagi zerknąć w dół...
co pokaże "szklane oko"??
cyferki migają z prędkością światła....
stop!
nieśmiało opuszczam wzrok by zobaczyć wynik...
lepiej mi było żyć w nieświadomości:)
ale właśnie ta świadomość daje siły do działania:)

stoję na brzegu rzeki...
zarzucam swoją wędkę i łowię...
na zdobycz nie muszę długo czekać...
łowię same wspaniałości i szczęście..
przyciągam na wędce to co dla mnie najlepsze..
słońce pięknie zachodzi za koronami drzew...
a ja delektuję się świeżym powiewem powietrza...
i wspaniałymi łowami...
następnym razem złowię złotą rybkę..
w sumie to jej nie potrzebuję:)

wirujące liście spokojnie zaczynają opadać...
głębie mojego życia uspokajają się, a tafla wody zaczyna odbijać spokojny świat...
pył nareszcie opadł i mogę podziwiać piękne widoki, które jeszcze niedawno były niewidoczne dla moich oczu...
nieśmiało zaczynam wynurzać się ze swojej norki..
wystawiłam nos i czuję...
czuję że już wszystko będzie dobrze!
źródełko mojej wiary i mocy zaczyna się powiększać..
już niedługo to źródełko zamieni się w prawdziwy wodospad!
