Jestem w pracy na dyżurze. Moja młodsza pociecha jest ze mną, bo zaraz ma zajęcia z ... fizyki. Młodszy bowiem już drugi rok chodzi na zajęcia Akademii Młodych Odkrywców i na zajęcia Uniwersytetu Dzieci. W ten sposób niemalże każdą sobotę mam zajętą ;)
Być może to wymówka, ale ja NAPRAWDĘ nie bardzo mam gdzie ćwiczyć w domu. Jak się posiada pokój węższy niż 2 metry, to raczej ciężko wymachwiać łapkami ;) Mogę ewentyalnie poprzesuwać ławę, fotel i stołki i trochę powygłupiać się w pokoju dziecięcia starszego, tyle tylko, że on jest w domu wtedy kiedy ja i najczęściej siedzi z książkami porozkładanymi we wszelkich możliwych miejscach. No chyba, że mu zacznę robić pobudki ok 5 rano :)
Dziś idę na imieniny do koleżanki. Ale zamierzam nieco się umiarkować:)
Jeszcze nie dojrzałam do "ścisłej" diety, ale już tu zaglądam i mam "zamiary", więc jakieś postępy są

.
Poszperałam sobie w czwartek trochę w Vitalii i zauważyłam, że mnóstwo osób, z czasów kiedy ja byłam, już nie ma :( Smutno...
Sama Vitalia też się bardzo zmieniła i jeszcze nie rozgryzłam jej do końca.
Cmokam, papatkam i pozdrawiam :)