Vitalia.pl  dieta, odchudzanie, fitness Vitalia - dieta, odchudzanie, fitness

Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Kolejne diety sprawiły, że mam efekt totalnego jo-jo. Mój ostatni krzyk rozpaczy - dieta Dukana. Zaczęłam 23.VI 2010, cel do 18. IX, czyli dnia mojego ślubu schudnąć do 51-50 kg. Wymarzona suknia wisi w szafie, chcę wyglądać wyjątkowo dla mojego mężczyzny... 18. IX udało się. Teraz walczę o utrzymanie figury!

asiasunny

kobieta, 28 lat, Warszawa

161 cm, 55.00 kg więcej o mnie



Wpisy

Zdjęcia ze ślubu

22 września 2010 , Komentarze (10)













Dodaj komentarz

Profani o Dukanie

23 sierpnia 2010 , Komentarze (6)

Coraz bardziej wkurza mnie to, że osoby, które nigdy nie próbowaly Dukana, krytykują mnie za to, że jestem na tej diecie. Przytaczają przy tym wyczytanie nie wiem gdzie informacje, że a to zakwasza organizm, a to źle działa na nerki, nie nie na nerki na wątrobę, że skutki się mogą objawić po kilku latach a to a tamto.

Kurka wodna, skrzecząca. Zanim nie spróbowałam tej diety przeszłam co najmniej 3 inne - bez rezultatów. Od niedawna znowu zaczynam się sobie podobać, czuję radość z życia  i dlaczego ktoś chce mnie tego pozbawić ??! Nie rozumiem... Tak im źle z tym, że ktoś schudł ? Niech też spróbują, zamiast krakać... Ech, nie rozumiem ludzi.

Generalnie to był paskudny dzień ;/

Dodaj komentarz

Zdrowe nawyki

15 sierpnia 2010 , Komentarze (2)

Uświadomiłam sobie dzisiaj, że dieta Dukana wbrew pozorom jest zdrowa, a ściślej rzecz biorąc utrwala zdrowe nawyki: ograniczanie soli i cukru, jedzenie chudego mięsa i nabiału, jedzenia raczej warzyw niż słodkich owoców, picia dużej ilości wody... To naprawdę jest sposób żywienia a nie tylko dieta.



Dodaj komentarz

Podsumowanie po 7 tygodniach Dukana

12 sierpnia 2010 , Komentarze (1)

1.VI.2010. Totalna porażka - ważę 59 kg.
23. VI Zaczęłam dietę Dukana. 1.VII -1,3 kg mniej.
1VIII - kolejne 3 kg mniej.
1. IX - cel to 51 kg.

Dodaj komentarz

Dawno nie pisałam.

10 sierpnia 2010 , Skomentuj

Dawno nie pisałam... Mam dzisiaj jakiegoś dziwnego stracha. Ogółem od najgorszego momentu minęło już 6,5 kg, może 7 kg. Nie mam chwilowo dostępu do wagi. Zaczęłam się bać, że to wszystko wróci i znowu będę wygladała jak zapasiona buła.

Jeszcze 39 dni do ślubu...

Dodaj komentarz

Ćwiczenia uzależniają

24 lutego 2010 , Komentarze (1)

Nie wiedziałam, że nałogi mogą być pozytywne.

Nawet z bolącym żołądkiem, zmęczona, wykończona pracą i generalnie zniechęcona karnie wskakuję na steper i ćwiczę. Co więcej gdy nie ćwiczę czuję się winna i bez mała mam wyrzuty sumienia. Dziwne.

Chyba wracam do etapu gdy jeździłam 1,5 godz dziennie rowerkiem.

Dodaj komentarz

Stało się...

18 lutego 2010 , Komentarze (2)

waga drgnęła! Stanęłam dziś rano na wadze, beznadziejnie w nadziei na poprawę humoru i... własnym oczom nie wierząc zobaczyłam 55 ,2 kg. Wiadomo jakie te wagi są, stanęłam ponownie przesuwając wagę po podłodze - tyle samo! Nadal nie wierząc wyciagnęłam spodnie, w które się nie mieszczę od roku i jeszcze tydzień temu wchodziły tylko do połowy tyłka i... weszły! Całkiem! Bez problemu! Nawet się dopięłam, na wdechu ;/, ale zawsze. Chodzi bym w nich cały dzien nie dała rady, zawsze coś... Zmieniłam pasek wagi, bo mam zamiar to utrzymac. Mam w nosie jeśli znajomi się obrażą, że z nimi nie piję, trudno. Mam wyższe cele!  ;-)

Dodaj komentarz

Kontuzja pupy, czyli jak uniknęłam rozbicia głowy
;)

17 lutego 2010 , Skomentuj

Dzisiaj nie wiem czy będę ćwiczyć, bo wspaniały kierowca jeszcze wspanialszego MZA popisał się ABSami i umiejętnością hamowania na 1 cm przed przejściem dla pieszych. Fajnie, tylko akurat wstałam aby przepuścić pana, który chciał wysiąść. Torebka w jednej ręce, gazeta w drugiej, zabrakło trzeciej do złapania się. Oberwałam zadkiem w któryś fotel, głową w metalową rurkę i zatrzymałam się na innych pasażerach, bo gdyby nie to to kto wie gdzie bym wylądowała. Gratuluję sobie kupienia genialnej czapeczki, z gęstym futerkiem, bo jakbym walnęła goła głową to mogłoby się skończyć w najlepszym razie szpitalem.




Tym sposobem jestem cała połamana, bolą mnie mięśnie i ogólnie się nie nadaję do niczego.

Spróbuję się zmobilizować, żeby chociaż pochodzić na steperze, może jak rozciągnę mięśnie to będę się lepiej czuła.

Dodaj komentarz

Walentynki spędziłam sprzątając

14 lutego 2010 , Komentarze (4)

a dokładniej rzecz biorąc szorując co się da. A wszystkiemu winna szklanka. Nie chciała się najpierw umyć - mam nisko kran a potem zmieścić na suszarce do naczyń (taka wysoka szklanka do drinków).

Wkurzyłam się! Przy czym 1/3 na szklankę, 1/3 na siebie, bo wiedziałam, że to skutek PMS, 1/3 na faceta, który się nabijał że się nakręcam.

Tym sposobem spędziłam 2 godziny i 15 minut na szorowaniu mieszkanka. Sprzątanie to dla mnie najlepszy sposób na wnerw! Mało, że sprzątając, szorując do połysku. Mieszkam na Woli, w mieszkanku, które ma z 5 lat i kafelki i podłoga tyleż. Zawsze znajdzie się coś do szorowania a najlepszym sposobem na podłogę byłaby jej wymiana, do czego powoli dojrzewam.  Podsumowując - zrobiłam porządek w szufladach, szafkach, wyszorowałam suszarkę, kuchenkę, zlew,  kafelki w kuchni, wannę, łazienkę, podłogę w całym mieszkanku, starłam kurze. Tylko nie udało mi się  zapastować podłogi, bo narzeczony wrócił z pastą pól godziny po tym jak skończyłam ledwo zipiąc.

Czarujące Walentynki, nieprawdaż ?!

A im dalej tym gorzej. do luftu ;/




Dodaj komentarz

Głoooooodnaaa!

12 lutego 2010 , Komentarze (3)



Dodaj komentarz