Żeby sobie dać 2 pkt
( 2010-10-03 07:49:10 )
...Nied. 3.10. Waga 78,4 kg, wiec to nie przypadek, a faktyczny spadek wagi. Hura! Tak mi się wczorajsza max punktacja podobała, że postanowiłam wrzucić tu kilka zdań i dzień zacząć pozytywnie... Pogoda lux, aż miło. Wczoraj utrzymywałam się w ryzach do samego pójścia spać. Sukces.Dzisiaj skończyłam właśnie 73 min gimnastyki, chłodzę swoją czerwoną gębę mokrą myjką. Uzbierałam więc już aż 4 pkt i w radosnym nastroju idę pod prysznic. Na śniadanko resztka sernika, więc po południu trzeba zrobić następną partię.Córcia wstała o 11:05 żeby wziąć antybiotyk i poszła znów do łóżka na godzinkę. Zrobiłam jej naleśniki z dżemem na śniadanie. Potem całą trójką poszliśmy (pieszo, bo nie planowaliśmy wielkich ciężarów do noszenia) po zakupy do Kauflanda i oczywiście spotkaliśmy kilkoro znajomych też na zakupach. Co za miejsce niedzielnych spotkań towarzyskich! Normalnie wypada być w niedzielę w Kauflandzie! Po powrocie pan domu został z wypakowywaniem toreb, a Kaja namówiła mnie na przechadzkę, chociaż wcale nie trzeba było mnie zbytnio namawiać. Pogoda jak malowanie, aż się nie chce w domu siedzieć. Poszłyśmy do McDonald'a, i to nie na skróty między blokami, tylko Piłsudskiego do świateł, a potem w prawo i prosto aż na miejsce. Córka spotkała dwóch kolegów z kolonii, przypadkiem w Łomży, bo normalnie to oni są z Wysokiego Maz. Chyba się ucieszyła i była pod wrażeniem.Ja wypiłam herbatkę owocową, a ona zjadła ciastko z wiśniami, ale stwierdziła, że wcale na nie nie miała ochoty, tylko zamówiła je z przyzwyczajenia, więc następnym razem weźmie tylko soczek... Jakie rozsądne kochane dziewczę! W drodze powrotnej mało ducha nie wyzionęłam, bo dostosowałam się do tempa Kai, nie wstrzymywałam jej ani razu, a droga była cały czas pod górkę (chociaż Kaja nawet tego nie zauważyła). Zajęło to pół godziny, i poczułam zmęczenie jak po całej gimnastyce... Droga w tamtą stronę trwała 5 min dłużej, no i wyjście do sklepu - razem 85 min. Jednak nie padłam z wysiłku, tylko zajęłam się sernikiem, a gdy 2 blaszki były już w piekarniku, zabrałam się za obiad. Zrobiłam pomidorową (z wczorajszym ryżem), kotlety mielone, dla Adama ziemniaki gotowane (tak trochę więcej, żeby jutro było coś do odsmażenia) i kalafior z masełkiem i bułką tartą. W zasadzie to ja dokończyłam wczorajsze warzywa chińskie, a oni we dwójkę poradzili sobie z tym kalafiorkiem... Obiad wyszedł dopiero na 18, tak po angielsku trochę, ale nikt nie narzekał. O 20:30 przygotowałam sobie na kolacyjkę otręby pszenne z mlekiem, bo znów wszystko mi się gromadzi w brzuchu i zapiera... od czwartku! Niedobrze. Do łóżka grzecznie o 21:50. Bilans dnia niedziela:Gimnastyka (20 - 60 min.) 70 min - 2 pktAktywność fizyczna (20 - 60 min.) 85 min - 2 pktSłodycze (48-53g węglowodanów) 47 - 2 pktKalorie (1300 - 1700) 1407 - 2 pktZapiski (im więcej tym lepiej) od samego rana - 2 pkt Razem: 10 / 10 max...