Wyniki wyszukiwania dla: Czas

Nowinki
( 2009-03-30 07:31:26 )
... Obiecalam i sie wywiazuje. Znalazlam chwilke w pracy, zeby cos skrobnac, wiec nie liczcie na polskie literki ;)Praca trafila mi sie swietna. Pracuje glownie przy biurku (testuje oprogramowanie),ale kursuje miedzy 3 a 4 pietrem, wiec troche ruchu tez jest (26 schodow w jedna strone, niby niewiele, ale zawsze). Jest to kontrakt na 6 miesiecy, ale juz wiem, ze bedzie co najmniej 9. Teraz jak juz zalapalam kontrakt z agencja, to ise nie boje o znalezienie kolejnego kontraktu, trudno bylo wejsc z zewnatrz, teraz juz powinnam przechodzic gladko z projektu do projektu, bo poki co chce pracowac na kontraktach, a nie na stale. Mniej stabilne, brak platnego urlopu, ale stawki na tyle atrakcyjne, ze i tak sie oplaca, nawet z bezplatnym urlopem, chorobowym i swietami.Tyle z rzeczy przyziemnych - rodzaj pracy i placa. Nie mniej wazni sa ludzie, z ktorymi pracuje. To jest naprawde fajna ekipa, zgrany zepsol, ale nie zamkniety na nowych. Robote wiadomo,ze trzeba robic, ale znajduje sie tez czas na jakies zarty czy gadke o niczym.Ciekawostka jest nasz mini-sklepik. Mozna kupic jakies przekaski (ja to chyba sie tylko na gume do zucia zalapie). Ceny sa ciutke wyzsze niz w sklepie - centy wyrownane przewaznie do pelnego dolara. Jak sie uzbiera ok. 50 dolarow nadwyzki, to zostanie wydana na lunch dla calego zespolu, pewnie jakies pizze czy cos w tym stylu - sympatycznie, prawda?Lubie chodzic do pracy :) Choc trzeba przyznac, ze poranki mi sie drastycznie skurczyly. A byl to czas, kiedy po wyprawieniu meza do pracy mialam godzine - poltorej na fora, vitalie, pogaduchy na skypie czy telefony do Polski. Teraz z tym trudniej. Wieczorem jestem zmeczona, a przeciez jeszcze domowe obowiazki. Pora tez wrocic do cwiczen, bo od ponad miesiaca nie ruszalam orbitreka. Diety pilnuje, coraz lepiej sie orientuje, ile mozna sie spodziewac kalorii po roznych posilkach i nie musze wszystkiego co do grama mierzyc ;) Mialm dosc dlugi zastoj - przez pierwsze 3 miesiace 12 kg, potem przez kolejne 4,5 tylko 2kg, a teraz w koncu ruszylo i w 2 tyg zniknal kilogram - mam wrazenie, ze to nie przypadek, ale poczatek kolejnego etapu chudniecia, jeszcze jak dodam cwiczenia to pojdzie :)Ok, czas do domu - jak dojade to wrzuce ten tekst. Niestety na poczytanie waszych pamietnikow chyba nie znajde dzis czasu. ...
ogórki po diabelsku
( 2009-07-21 13:05:03 )
...Dziś postanowiłam zemścic się na teściowej, która ostatnio dotkliwie nadużywa mojej cierpliwości. Dostanie skrzynkę ogórków po diabelsku, może jej to nieco "wyparzy " buzię i zacznie najpierw myśleć, a potem gadać. A że moja tolerancja  na głupie gadanie jest wyjątkowo ostatnio słaba, to zemsta będzie słodko-paląca :-)Rano stawiłam się w przychodni, by dać sobie upuścić krwi zgodnie z harmonogramem ginekologa. Zastanawia mnie, kto to wszystko wymyślił, żeby kobietę w ciąży co miesiąc kłuć, zabierać cenną krew i ciągle badać, jakby ciąża była stanem patologicznym organizmu. Od tego można się dopiero pochorować...Lekarzy interesują tylko wyniki badań na papierku, ignorują fakt samopoczucia kobiety, kondycji psychicznej, diety... Najwyżej zalecą witaminy w pigułach na odczepne. Bezsens...Za półtora tygodnia mój brat się żeni. Muszę kupić jakiegoś ciucha. Nie może być byle co, bo towarzystwo ma być wyjątkowo wrażliwe pod tym względem. Perspektywa wydania góry pieniędzy na szmatkę, którą ubiorę raz (bo taka z miejscem na brzuch to raczej uniwersalnym strojem nie jest) nie nastraja optymistycznie. W ogóle jakiś zgryźliwy dzień mi się trafił... Wybaczcie...Dzieci też się dostroiły do mnie. Nieznośne strasznie...Jutro będzie lepiej...Myślę nerwowo, czym by sobie humor poprawić.... Ogórki z miodem? Dla mnie z miodem, dla teściowej z chili :-) Już mi lepiej, jak sobie wyobrażę jej minę :-D...
udało się,
( 2010-04-30 08:27:05 )
...bo zrealizowałam swój plan uzyskania wagi na długi weekend. Wczoraj dostałam SUPERmigreny, dziś ciąg dalszy, serce mi jeszcze łomoce. Nie pocwiczę dzisiaj. Wczoraj poszłam spac z kurami, ale głowa nie dawała mi zasnąc. Potem w nocy młodsza miała jakieś sny o wojnie i znowu nie mogłam zasnąc. Dziś chyba wzionę ducha... Jutro jednak nie na rowery, a na żubry jedziemy. Kolega męża namówił, że jak rano wyjedziemy, to będziemy mieli dośc czasu na miejscu i jeszcze tego samego dnia do psiny wrócimy. Starsza też chce na żubry jechac, bo starszy syn tych znajomych, to jej przyjaciel ze szkoły i podwórka - także wszystko jasne ;-). Dziewczę mnie jeszcze dziś rano przekonywało, że rowery są zawsze, a żubry nie. hehehehe W sumie może to i dobrze, bo jeśli jutro będzie trzeci dzień migrenowy, to na rowerach nie byłoby mi fajnie... Na moją ścieżkę wybierzemy się w niedzielę lub poniedziałek.Miłego dnia dziewuszki. Niektórym już miłego weekendu. Bawcie się i odpoczywajcie, i nie dajcie zwieśc na kulinarne manowce!...
5 czerwca - dzień ważenia się
( 2010-06-05 11:09:49 )
...To niepojęte , ale schudłam. Ujęłam sobie 1,3 kg tłuszczyku. co będzie dalej czas pokaże......................
9 czerwca 2010
( 2010-06-09 15:29:41 )
...Wsiadłam wczoraj po pracy w autobus i co zrobiłam?... i pojechałam do mojego Pawełka :-) Niby to miała być niespodzianka, ale on tej niespodzianki i tak się spodziewał, jak zwykle :P I tym samym spędziłam z nim super popołudnie i wieczór, niby jak zwykle, ale jednak coś magicznego w tym wszystkim było co sprawiło, że wcale nie czułam się zwyczajnie. Bo po pierwsze - środek tygodnia, do tej pory spędzałam z nim głównie weekendy, a teraz... w końcu wtorek. Po drugie - pogoda super, aż za bardzo, ale ja kocham taką pogodę, to jest właśnie mój żywioł :-) A po trzecie - to chyba oboje mieliśmy świadomość, że to jest taki zwykły, ale jednak niezwykły wieczór, no bo w końcu po raz pierwszy spędziliśmy czas w środku tygodnia, oboje po pracy i oboje ze świadomością, że rano trzeba będzie wstać i znowu zderzyć się z rzeczywiśtością...Gdybym mogła, to zatrzymałabym ten wczorajszy wieczór na zawsze, żeby czas się nagle zupełnie zatrzymał, a ja mogłabym tak być przy nim i być... Kocham zasypiać przy tym człowieku... Kocham budzić się przy nim... nawet jesli to jest piąta rano. Kocham tulić się do niego, kocham jego zapach, głos, kocham wszystko co jest z nim związane... Padły wczoraj te dwa magiczne słowa.... Do tej pory nie potrafiłam ich z siebie wykrztusić, a wczoraj wypłynęły z moich ust ot tak po prostu, jak coś najnormalniejszego w świecie... Może po prostu musiał przyjść odpowiedni czas na to?... Bo ja nie potrafię traktować tego jak większość, rzucać nimi kiedy tylko mi się podoba... za dużo dla mnie znaczą. Więc za często Paweł słyszeć tego ode mnie nie będzie. A w tej chwili?... w tej chwili płakać mi się chce, że dzisiaj nie będę mogła zasnąć przy nim tak jak wczoraj i obudzić się z nim tak jak dzisiaj rano...Ech, życie.A teraz?... Mobilizuję się do biegania. Przekonuję do szóstki Weidera. Odkurzam swoje hula hop. I biorę się za siebie. Chcę być wreszcie zadowolona z siebie, ze swojego wyglądu i z tego co robię.Kropka.Trening:bieganie - ok. 30 min (na razie na czas; ufff, jak gorrrrrrąco...)a6w - 1 dzień...
zabieganie
( 2010-06-16 15:17:28 )
...Tak, niedużo czasu mam by się tu rozpisywać... Uprawiam dietę zgodnie z zaleceniami lub minimalnymi odchyłkami od nich i ćwicze. Zakwasy mam okropne, a przynajmniej miałam, troszkę już przeszły. Dziś jechałam moim Garbuskiem i przypomniała mi się pewna reklama... O Kopytku... Kojarzycie?? zaczęłam się śmiać sama do siebie w głos, pan w aucie obok przyglądał mi się zdziwiony z błakającym się uśmiechem na ustach... Ciekawe co sobie pomyślał... To tyle odnośnie kulinariów, zjadłabym kopytka z serem... mój Chrabąsz (a dokładniej mojego narzeczonego) nie jest co prawda tak wyświecony ale wygląda prawie identycznie ...
Czas dogoni nas...
( 2010-06-17 07:47:26 )
...Czasu braki, wpadam tutaj tylko żeby zobaczyć, co u was słychać. Podjełam na poczatku roku postanowienie przebiec pół godziny bez przystanku- oczywiście mogłabym to zrobic od tak raz- a później paść(tak w zeszłym roku postanowiłam sobie przebiec 20 minut, i bez dużych przygotowań to zrobiłam). Ale coraz bardziej czuję, że bieganie jest sportem, w którym będę się dobrze czuła- taki czas na wewnętrzne przegadanie wydarzeń całego dnia. Wzięłam plan pumy, spokojnie zaczęłam od 1,5min : 3,5min, żeby sprawdzić od jakiego tygdonia zacząć. Zaczynam od trzeciego tygodnia czyli 2min biegu :3minut marszu. Te pół godziny obiecałam sobie zupełnie nie świadomnie- tzn nie wiedziałam,że pół godziny biegu bez przerwy to poczatek prawdziwego biegania. To napewno znak Miłego dnia!...