Dieta z konieczności i pożal się Boże piłkarz
( 2010-05-19 09:30:27 )
...Ciężko. Wszystko ciąży, chmury ku ziemi, ja ku łózku. Dietę wczoraj utrzymałam, choć końcówka dnia była dramatyczna i w efekcie zjadłam ciut za duzo. Na szczęście przed godz. 20, więc wszystko sie jakoś upchało i poukładało. Poszlam spać z jako tako wymiecionym żołądkiem. W zasadzie to ja jestem zmuszona do utrzymywania diety, bo najwyraźniej brak mi pojęcia o tym, ile tak naprawdę zjadam. Na początku maja zrobiłam zapas jedzenia zgodnego z dietą south bitch (żarcik) sądząc, ze to dwutygodniowa dawka a do tej pory stoją nieotwarte słoiki z papryką, selerami, fasolkami, w zamrażarce też masa dóbr a żółty ser już zaczyna oblekać sie biało-szarym kożuszkiem. Podejżewam że kolejne dwa tygodnie zlecą, nim zrobi się pusto. Dokupuję tylko nabiał i wędliny. Zapomniałam donieść, ze Tomek zdezerterował po pierwszym treningu piłkarskim i w sobotę zamiast na mecz, pojechał oglądać driftujące samochody. Ocenił swoją kondycję jako fatalną i uznał że nie będzie się kompromitował przed publicznością i współgraczami. Przy czym nawet nie poinformował wprost, ze na mecz nie przyjdzie a nawet nie odbierał telefonów od szefa. Głupio, co? W niedzielę kazał mi skomponować smsa o kłamliwej treści, że jakoby wpadł w rodzinne tarapaty i generalnie miał wszystko w d...ie. W poniedziałek dopiero przed wyjściem do pracy lekko się zestresował ale okazało się, że szef wyczulony na dramaty rodzinne (sam w posiadaniu trzeciej żony), więc tylko zaniepokojony poklepał Tomka po ramieniu i zapytał czy wszystko ok. Tomek w popłochu, bo w pierwszej chwili pomyślał, że Bjatni zwraca sie do niego z przewrotnym zapytaniem "czy dobrze się z tym czujesz, że nie przyszedłeś na mecz i nawet nie poinformowałeś" ale w porę przybrał boleściwą minę i odparł, ze w porządku. W niedzielę wieczorem na dodatek uznał, ze nie będzie się golił do pracy, żeby być bardziej wiarygodnym. Ma nerwy ze stali ten nasz koleżka... Ja bym chyba ze wstydu poszła na bezrobocie....