Nigdy nie zrozumiem kobiet, ktore naciskaja faceta na slub. Nawet jesli ulegnie, to co to za satysfakcja brac slub ze swiadomoscia, ze facet robi to dla swietego spokoju/bo rodzina naciska/bo dziewczyna naciska, a nie z wewnetrzej, nieprzymuszonej woli?
Rozstajecie sie na rok, nie masz pojecia co sie przez ten rok wydarzy. Tak, wiem, ufasz facetowi i wierzysz, ze przez rok nawet nie pomysli o innej kobiecie, ale zycie nie jest takie piekne i rozne sytuacje sie zdarzaja, szczegolnie "Poludniowcom". Jesli po tym roku dalej wszystko bedzie ok, to wtedy mozna pomyslec o slubie, ale teraz? Po co? Myslisz, ze jak wymusisz na nim zareczyny, to dzieki temu on bedzie wierny i cie nie zdradzi tam w Ekwadorze?

Radze tak nie naciskac, bo jak facet wyjedzie, to poczuje sie jak pies spuszczony ze smyczy.